Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

 
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-22-2009, 14:28   #1
Rzaki Pak
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Rzaki Pak na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 82
Domyślnie [+13] HP i Czarna Lista 1/20-40

Hehe... Błędy gramatyczne poprawione (większość). Zostały te logiczne
E-Vaire


_________
ROZDZIAŁ I

Czarny

Śmierć Syriusza Blacka, ojca chrzestnego i przyjaciela Harry'ego, była ogromnym szokiem dla wielu ludzi, którzy go znali i lubili, ale nikt nie odczuwał tej utraty tak straszliwie jak Harry. Pod koniec zeszłego roku szkolnego, gdy przebywał w towarzystwie Rona i Hermiony, a rozstanie na zawsze z Syriuszem wydawało się być tylko koszmarnym snem, który miał się lada chwila skończyć, Harry jeszcze znosił to całkiem dobrze. Dopiero po zawitaniu na Privet Drive popadł w stan niemalże skrajnej depresji. Nawet Dursleyowie zauważyli, że dzieje się z nim coś niedobrego i przestali się nad nim znęcać.

Fakt śmierci jednej z najbliższych mu osób dotarł do niego dopiero trzydziestego czerwca czyli tego dnia, w którym Ekspres Londyn - Hogwart przywiózł go do świata mugoli. Na peronie kupił najnowszy numer Proroka, aby zająć czymś umysł, gdy dojedzie już do domu wujostwa. Po przeczytaniu zawartego w nim artykułu, Harry stracił chęć do życia, choć były w nim napisane raczej radosne nowiny. Oto, co tam zobaczył:

Niewybaczalny błąd Ministerstwa Magii

Wczoraj (29 czerwca br.) ministerstwo przyznało pośmiertny Order Merlina Pierwszej Klasy Syriuszowi Blackowi, który niedawno został oczyszczony ze wszystkich zarzutów. Nagroda została przyznana za poświęcenie życia w walce z Voldemortem, bo trzeba wspomnieć, że Black zginął podczas starcia ze Śmierciożercami w podziemiach Ministerstwa Magii. Jednak czy owe wyróżnienie naprawdę zostało przyznane za zasługi w walce z siłami ciemności? Redakcja Proroka jest innego zdania.

Sądzimy, że odznaczenie Śp. Blacka jest próbą zadośćuczynienia mu wszystkich krzywd, jakich doznał ze strony rządu. Ciężko o drugiego takiego człowieka, który miałby w sobie tyle odwagi i szlachetności, a jednocześnie był tak prześladowany przez Ministerstwo pomimo swojej niewinności. A warto wiedzieć, że denat...


Trudno powiedzieć, co było dalej, bo Harry podarł w tym momencie gazetę na strzępy. Artykuł tak nim wstrząsnął, że rzucił się w ubraniach na łóżko, marząc o tym, by zasnąć jak najszybciej i obudzić się w świecie, w którym Syriusz byłby żywy.

Życzenie spełniło się na opak. Zanim usnął minęły dobre trzy godziny, spędzone na przewracaniu się z boku na bok, a gdy się obudził, Syriusz był jeszcze bardziej martwy niż dnia poprzedniego. Wczoraj jeszcze wierzył, że on tak naprawdę nie umarł, ale dziś ta nadzieja wyparowała z niego całkowicie - razem z wszelką chęcią do życia. Ujrzenie na piśmie, że Syriusz zginął, było czymś zbyt materialnym, aby można temu zaprzeczyć.

Przez pięć następnych dni wyszedł z pokoju tylko cztery razy, aby skorzystać z ubikacji i napić się wody z kranu. Całymi dniami leżał w łóżku, wpatrując się bezmyślnie w sufit.

Dursleyowie nie przejęli się jego nieobecnością na posiłkach. Doszli do wniosku, że Harry z jakiegoś powodu ich unika, co zresztą przyjęli z radością. Szybko jednak zauważyli, że z lodówki znika o wiele więcej jedzenia niż powinno. Nie dopuszczając do siebie myśli, że mógł to być ich syn, obwinili o to Harry'ego, który, według nich, miał zakradać się nocami do kuchni. Zmienili zdanie dopiero dnia szóstego, kiedy to Harry opuścił swój pokój, bo poczuł się strasznie spragniony, co łatwo zrozumieć, bo ciężko jest się porządnie napić pijąc z kranu.

W drodze do kuchni wpadł na niego jego kuzyn, który wychodząc z salonu nie zauważył Harry'ego i niechcący popchnął lekko na ścianę. Harry zachwiał się i upadł. I tak miał problemy z ustaniem na nogach, nawet, gdy nie był potrącany przez krewnych.

- Co się pchasz - warknął Dudley.

Jakiś czas wcześniej Harry wciekłby się na niego, ale teraz było mu wszystko jedno. Stał, leżał czy siedział - co za różnica? Syriusz i tak nie żyje.

Dudley spojrzał na niego i źrenice nieco mu się rozszerzyły, gdy zobaczył, w jakim stanie jest Harry.

- Eee, ty... Nic ci nie jest?

- Nie... - Odparł bezbarwnie Harry, próbując wstać. Miał z tym spore problemy, będac słabym po długiej głodówce, w dodatku niezbyt mu zależało na tym, by się podnieść. Żeby stanąć na nogi musiał się wspomóc półką, obok której upadł.

- Na pewno? - Zapytał Dudley z tępym wyrazem twarzy. - Wyglądasz... eee... nie najlepiej.

Określenie "nie najlepiej" nie było zbyt trafnym opisem wyglądu Harry'ego. Chłopak po prostu straszył. Czarne włosy nie były w lepszym stanie niż te Syriusza zaraz po ucieczce z Azkabanu, na dodatek były tak przetłuszczone, że aż się posklejały. Koszulka, której nie ściągał od tygodnia, pomimo pierwotnie białej barwy, poszarzała i, mokra od potu, przylepiła się do jego ciała. Jakby tego było mało, wydzielała z siebie bardzo nieprzyjemny zapach. Jego skóra stała się tak blada, że prawie biała, co kojarzyło się nieprzyjemnie z ciałem topielca, wyłowionego z wody po paru tygodniach. Najstraszniejszy widok przedstawiały oczy. Ciemne cienie pod nimi były niczym w porównaniu z samymi oczami, które były przekrwione i... puste. Zupełnie jak u ryb - zero emocji, zero życia, zero celu. Błądził nimi wokoło, jakby nie wiedział, na co ma patrzeć albo rozpaczliwie szukał ratunku.

Dudley, choć sam często doprowadzał Harry'ego do opłakanego stanu (gdy jeszcze chodzili do podstawówki), poczuł, że robi mu się go żal. Była w nim taka niemoc, załamanie i zagubienie, że nawet on, będąc osobą prawie kompletnie nieczułą i obojętną na los innych, odczuł po raz pierwszy w życiu potrzebę niesienia pomocy kuzynowi.

Harry zignorował stojącego w miejscu i gapiącego się bezmyślnie Dudleya i wolnym krokiem wszedł do salonu i skierował do kuchni.

Wchodząc do środka poczuł się, jakby był w szpitalu. Sterylna czystość, wszystko aż lśni, a do tego ten zapach różnych detergentów, który kojarzył się z zapachem lekarstw. Harry nie lubił tego pomieszczenia, ale dziś czuł do niego jeszcze większą niechęć niż zwykle z powodu osób, które tam były. Ciotka Petunia sprzątała wyimaginowany brud, a przy stole siedział wuj Vernon, który opowiadał o jakichś nudnych zamówieniach na świdry.

- A wtedy ja mu na to, że jak nie podobają mu się nasze ceny to niech zamówi u stolarza drewniane. - Wuj Vernon zaśmiał się głośno. Już miał mówić dalej, gdy w tym momencie zauważył Harry'ego biorącego dzbanek i podchodzącego do zlewu. - Gdzieś ty się chłopcze podziewał! Twoja ciotka ciężko pracuje, aby przyrządzać posiłki, a ty pozwalasz sobie na nie w ogóle nie przychodzić?! Zero kultury, ty...

- Vernonie! - Przerwała mu ciotka Petunia. Spojrzał na nią zdziwiony, a ta wskazała podbródkiem na swojego siostrzeńca.

Harry właśnie opuszczał kuchnię. Przechodząc przez próg, stracił równowagę i upadłby, gdyby nie złapał się futryny. Połowa wody z dzbanka wylała się na podłogę. Nie przejął się tym - w końcu została jeszcze druga połowa - i ruszył dalej. Za plecami usłyszał jeszcze głos wuja:

- On chyba nie jest chory, nie? - Powiedział trochę zaniepokojony. Po chwili ciszy dodał nieco rozpaczliwie: - Ten szaleniec w meloniku nas zabije!

Droga z salonu do pokoju zajęła mu prawie dziesięć minut. Był to chyba jego rekord, bo zazwyczaj pokonywał tę drogę ponad pięć razy szybciej. Wodę wypił przed schodami, bo uznał, że głupio byłoby schodzić znowu na dół, gdyby ją całą rozlał. Po pierwszych kilku łykach siły zaczęły do niego wracać, a w umyśle trochę się rozjaśniło, ale jego kondycja psychiczna nie uległa poprawie. Z wejściem po schodach już nie miał żadnych trudności.

Otwierając drzwi zauważył kątem oka jakiś czarny kształt. Automatycznie sięgnął po różdżkę, którą miał... Na szafce nocnej koło łóżka?! Poczuł się niesamowicie bezbronny. "Jak mogłem nie zabrać ze sobą różdżki?!" Ogarnęło go przerażenie. Z czarnym kojarzyli mu się tylko Śmierciożercy i sam Voldemort. Był w szachu. Ktokolwiek krył się w jego pokoju, już wiedział, że Harry stoi za uchylonymi drzwiami. Na pewno miał wycelowaną w niego różdżkę. Uciekać? Nie... Bez różdżki był jak mugol, a oni nie mają szans na ucieczkę przed czarodziejem, chyba, że ten im na nią pozwoli. Atakować? Jeszcze mniejsza szansa na powodzenie. Co robić? Co robić?!

W tym momencie zauważył, że czarny kształt się porusza. "Rzuca zaklęcie!". Nie myśląc o tym, co robi, otworzył z hukiem drzwi i wpadł do środka. Podniósł dzbanek, aby zaatakować nim napastnika, skacząc jednocześnie w kierunku szafki, by zdobyć różdżkę. Spojrzał na czarną postać, aby wycelować naczyniem prosto w jej głowę i... Nogi zaplątały mu się w prześcieradło i Harry runął jak długi na podłogę.

Złapanie oddechu po upadku zajęło mu kilka sekund, a potem wybuchnął głośnym śmiechem.

Sowa?! Zwykła czarna sowa?! Tyle strachu przez małego, czarnego ptaka! Przez chwilę śmiał się z ulgą. Syriusz umarłby chyba ze śmiechu, gdyby to widział.

Momentalnie przestał się śmiać.

Syriusz umarłby chyba...
Syriusz umarł...
Syriusz...

Wstał powoli, próbując zapanować nad przeszywającym bólem w piersi, który pojawiał się zawsze na myśl o Syriuszu. Gdy już stanął na nogi, spojrzał ponownie na sowę, która siedziała teraz na parapecie. Pod nią znajdowała się jakaś opasła paczka, a ona sama miała czerwoną kopertę w dziobie. Ale zaraz! To nie była sowa tylko... Kruk?

Harry przyjrzał mu się uważnie. Tak, był to całkiem spory, czarny kruk. Wyglądał strasznie ponuro i trochę przeraźliwie, ale w jego postawie było coś wyniosłego i dumnego. Na dodatek miał takie upiorne oczy. Harry nie był pewien czy powinny być czerwone.

Spojrzał krukowi prosto w ślepia...

Ostatnio edytowane przez E-Vaire : 08-16-2009 o 19:27.
Rzaki Pak jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
 


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Czarna Różdżka Lusia Kosz 12 11-14-2009 13:33
Malfoy i Czarna różdżka Anner Pozostałe 18 08-12-2009 22:15
Czarna magia Ewa_Granger Kosz 14 11-04-2008 20:51
Czarna Magia [NZ] jetinajt Kosz 7 07-12-2008 16:16


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:48.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.