Zdecydowanie najgorszy z serii. Jasne, wiem, teraz wszyscy tak się jarają nowym filmem jak każdym poprzednim, ale wystarczy obejrzeć jeszcze raz, odczekać trochę i wszystko jest jasne - spieprzyli całość.
Po pierwsze, 3D było do dupy. Nie tylko było go niewiele, było kiepsko zrealizowane, a okulary psuły obraz kiedy akurat w filmie nie było żadnych efektów (próbował ktoś zdejmować okulary w trakcie? Obraz był często o wiele wyraźniejszy, a kolory żywsze). Lipa.
Po drugie, cały ten patos powodował wręcz zażenowanie. Przywoływanie "żołnierzy" przez MCGonagall? Dobra, jej tekst trochę poprawił atmosferę i zrobiło się zabawnie. Ale jakie jest wytłumaczenie dla żałosnej śmierci Severusa? JA PIERDOLĘ ŁZY? Łzy? Poważnie? To było tak beznadziejne i kiczowate, że chciało się płakać, ale nie ze wzruszenia. Jak można było tak spierdolić te sceny? Śmierć Voldemorta? Żenada. Cała ta walka Pottera i Voldemorta odbyła się bez żadnych świadków, a jedyne co robili to rzucali na siebie Avadę i Expelliarmus, żeby ich różdżki po raz tysięczny mogły się połączyć. Nie nudziło was to? Za każdym razem musiały się łączyć, zawsze, ani jednej w miarę normalnej walki, tylko to niebiesko-czerwone światło i skrzywione twarze. A świadkowie, po co? Przecież wtedy walka nie byłaby tak "epicka", musieli koniecznie walczyć sami.
Chyba wszystkie sceny z Voldemortem, które z reguły mają być poważne, doprowadzają do śmiechu. Zrobili z niego takiego złego gościa, że to się stało po prostu komiczne. Za każdym razem, kiedy tylko się odzywał (pamiętacie to jego syczenie z efektownym echem, kiedy coś ogłaszał? LOL) trudno było zachować powagę i widzieć w tym coś strasznego.
Trudno nie zwrócić uwagi na to, że chyba dosłownie w każdej scenie w zamku, nie ważne w jakiej jego części, biegała setka rozwrzeszczanych dzieciaków. Ile w tej szkole było uczniów? 400? Można by pomyśleć, że przez cały czas trwania walk, one tylko sobie biegały i biegały i nigdzie nie DObiegały, tylko pałętały się pod nogami kiedy Potter albo ktoś próbował gdzieś dotrzeć. Przecież ten cholerny zamek jest ogromny, a uczniowie powinni już dawno schować się w dormitoriach. Tak by zrobiły normalne dzieciaki. Te były jakieś niezwykłe, bo tylko biegały w kółko. Skąd się nagle ich tyle wzięło, co? Normalnie armia nastolatków, Hogwart nie mógł ich wszystkich pomieścić.
I to co się tak baardzo wszystkim podobało, wspomnienia księcia. Nie wiem kto nawalił, Rowling czy scenarzyści czy kto, ale to robienie na siłę z Severusa dobrego gościa, romantyka, który całym sercem kochał Lily, boże. Ta scena, kiedy on znajduje jej ciało, to było naprawdę żenujące.
O czym nie wspomniałam, a co oczywiście musi się tu znaleźć - epilog. Lol. Ten ckliwy, mdły, przesłodzony epilog ze szczęśliwymi głównymi bohaterami i ich dziećmi. Najgorsza była rozmowa Pottera z Albusem, haha. Ten dzieciak nie umiał grać, a kiedy Potter nazwał go pełnym imieniem i nazwiskiem, to było takie śmiesznie "podniosłe".
Kolejne beznadziejne sceny - King's Cross. Znowu patos, "boskość" miejsca aż wali po oczach, Gandalf rzuca pseudointeligentnymi zagadkami i sobie znika.
Przybycie Pottera do zamku z grupką dzieciaków i kilkoma członkami Zakonu. McGonagall bije się ze Snapem i puff, zamek oswobodzony, uczniowie uratowani przed tyranią Śmierciojadów! Hahahahha. Dobre, jedna walka, Snape ucieka i po wszystkim. To co, tylko on ze sług Voldiego tam był? Wystarczyło, że przyszedł Potter, McGonagall rzuciła kilka zaklęć i tyle. Żenada. Skoro było im tam tak źle, a wystarczyło tyle, żeby wygonić Śmierciojadów, to dlaczego nie zrobili tego wcześniej? Jasne, rozumiem, że Potter to nadzieja tego świata i nie odważyliby stanąć do walki wcześniej bez niego, ale to było o wiele za proste, można by pomyśleć, że jedyne co trzymało uczniów w ryzach to dwóch słynnych Carrowsów, którzy wszystkich torturowali, i nikt inny (jak wiadomo Snape nic tam raczej nie robił).
Ron, który nauczył się języka węży z gadania przez sen - LOL. Zaklęcie, które zabiło Bellatrix - LOL. Neville w ostatniej chwili wchodzący na koniec mostu (nie mogli sobie odpuścić takiej "efektownej" sceny) - LOL. Pocałunek Harry'ego i Ginny - LOL i OMG. Zawsze sztywni, co?
I uwaaaaaga, "plusy".
- kilka zabawnych scen; tekst McGonagall po ożywieniu, Neville cwaniakujący przed barierą, Neville o miłości do Luny, takie pierdoły.
- walka Molly i Bellatrix - poza ostatnim zaklęciem, nawet ciekawa
- Gringott, absolutnie genialne. Helena Bonham Carter mistrzowsko zagrała Hermionę, wielkie brawa

efektowna ucieczka na smoku, wszystko jak powinno być.
- ochrona Hogwartu, zaklęcia ochronne rzucane w niebo i łączące się, później zaklęcia rzucane przez Śmierciożerców, naprawdę udane.
- olbrzym z bramką do Quidditcha
Zabawne jest to, że tak narzekacie na lekką cenzurę w dubbingu. Buahahaha, żartujecie? Przecież dubbing jest kierowany do DZIECI, nie bez powodu robią go tylko pod bajki i filmy familijne, no nie? Więc idziecie do kina na film z DUBBINGIEM i oczekujecie, że będą tam wszystkie niecenzuralne słowa jak w oryginale, hahahaha. Jesteście świetni, naprawdę, poprawiliście mi humor swoją naiwnością.
Pisałam co mi do głowy przyszło, więc to tylko literackie dno pełne powtórzeń i moich narzekań, no ale to tylko post na forum, nie żaden artykuł.