Wróć   HPN.pl > Pozostałe > Kosz

Zamknięty temat
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 07-29-2009, 21:42   #571
klauudusia2
Świr wymagający opieki
 
klauudusia2 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2007
Posty: 401
Wyślij wiadomość przez MSN do klauudusia2
Domyślnie

To piszę ;D
Egoistycznie, bo o mnie ;p



Klau z głośnym westchnieniem weszła do dormitorium i rzuciła się na łóżko. Machinalnie pogłaskała Oriona po głowie i przewróciła się na bok, by móc popatrzeć mu w oczy.
- No i co tam myszko? Trochę nam samotnie, co? - Lucky przeciągnęła się, a to samo powtórzył kociak. - Idziesz ze mną pod prysznic? - Orion miauknął głośno i ruszył w kierunku łazienki, ale w drzwiach stanął w miejscu i obejrzał się za swoją panią, która uśmiechnęła się lekko. - Mój ty mężczyzno! - dziewczyna wzięła go w ramiona i pocałowała jego czarny pyszczek. - Potem ty pójdziesz spać, a ja do Pokoju Wspólnego, ok?
Kiedy już wyszli z łazienki, Attack położyła Oriona na łóżku, a sama wyszła z dormitorium i poszła do PWŚ, gdzie czekała na resztę Ślizgonów. W pewnym momencie poczuła na sobie czyjś wzrok i odwróciła się w tamtą stronę, a widząc Notta wróciła do poprzedniej pozycji. Chłopak jakby się tym nie przejął i usiadł obok niej i uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Tęskniłem za tobą skarbie - zaczął szeptem, ale dziewczyna przerwała mu ruchem dłoni.
- Teddy, skończ z tą szopką i powiedz o co ci chodzi. Ja nie mam czasu na jakieś durne gadanie o twojej wielkiej miłości do mnie i o tym jak ci mnie brakowało, więc proszę cię, pospiesz się i daj mi trochę spokoju ok? - Klau odetchnęła głęboko, ponieważ dotąd mówiła na jednym tchu, a Nott to wykorzystał.
- Nie przerywaj mi teraz ok? - chłopak przeciągnął ostatnie słowo w komiczny sposób, tak że Attack uśmiechnęła się lekko. - Słuchaj. To co wtedy się wydarzyło, to była jedna wielka pomyłka. Nie powiem ci, że cię kocham, bo tego nie chcesz, a poza tym nie wiem czy to prawda, ale chcę ci powiedzieć, że darzę cię ogromną sympatią i chciałbym cię zaprosić na kolejny wypad do Hogsmeade. Co ty na to?
- Chwilowo nic. Muszę się zastanowić i to bardzo poważnie, bo nie wiem, czy chcę się z tobą jeszcze kiedykolwiek spotkać. Odpowiem ci jutro, muszę się z tym przespać, ale nie spodziewaj się, że odpowiedź będzie pozytywna, bo nie mam zamiaru być znowu oszukiwana. A tak a propos.. Jak się ma ta twoja druga? - Klau uśmiechnęła się drwiąco widząc wyraz głębokiego namysłu na jego twarzy i z satysfakcją wstała. - Cóż. Widzę, że nawet jej nie pamiętasz. Taka drobna blondyneczka. Nic? Widać dużo się ich przewinęło. Żeby nie obrazić przyjaciół nie powiem kogo mi przypominasz. A teraz żegnam. Widzę, że reszta raczej się już zaszyła w swoich dormitoriach, więc ja też ulokuję się w swoim. Mam jeszcze parę listów do napisania. Ciao bambina !
Attack weszła do swojego pokoju i zobaczyła Oriona, który rozłożył się na jej poduszce, więc podrapała kocura za uchem, a ten obudził się z głośnym miauknięciem, a ona wsunęła się do zimnej pościeli i przytuliła go do siebie, a z szafki nocnej wyciągnęła butelkę ognistej i pociągnęła łyk.


Ale ja już tak z przyzwyczajenia.. ;p To z kolejką ;p
__________________
Damon <3

Zamiast tego usłyszała cichy i żartobliwy głos Damona:
- A słyszałaś, że pocałunek rudej dziewczyny leczy opryszczkę?

Walić moje skłonności do dramatyzowania.

Ostatnio edytowane przez klauudusia2 : 07-29-2009 o 22:18.
klauudusia2 jest off-line  
Stary 07-29-2009, 22:08   #572
Kyinra
Świr wymagający opieki
 
Kyinra na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
Domyślnie

No! I wspaniale! W poprzednim dormitorium na ścianie nie miała tylu wspaniałych plakatów, i ten kolor! Tam całe dormitorium było zielone. Kaylin coraz bardziej zaczynało się podobać z koleżankami z elity. Musiała tylko poznać Christinę, kiedy ta ostatnio była w Hogwarcie, Ross chodziła do Beauxbaton. Nie miało się jednak na to, żeby poznawanie trwało długo, skoro od samego początku mieszkają razem w dormitorium. Christi wydawała się zresztą być sympatyczna. Dla swoich oczywiście. Typowa Ślizgonka – to jedyne jak do tej pory zdanie, które Kaajn zdołała sobie wyrobić o młodszej pannie Johnson. Dziewczyna zerknęła jeszcze na swoją nową szafę i rzuciła się na łóżko.
-Może opijemy to nasze sprzątanie? – usłyszała głos Marceliny.
-Angelina?
-Hmm…? Aa, tak, tak, mam jakiś zapas w mojej dwuwarstwowej szafie. – teraz wszystkie zaśmiały się i powiodły wzrokiem za Angeliną, która już otwierała dno swojej szafy i wyciągnęła 8 butelek kremowego piwa i 4 butelki whisky. – No co tak siedzicie? Może weźmiecie to ode mnie? A może niech ktoś skoczy po jakieś przekąski?
-Ej, ale…
-No co?
-Jutro robimy wagary i leczymy kaca?
-Oczywiście, Mimi, nie przejmuj się taak. Przecież nawet gdybyśmy szły na lekcje, to jakiś środek na kaca się tak, czy tak znajdzie. – Christie sprawdzała miękkość materaca lekko po nim podskakując.
-To kto pójdzie po te przekąski?
-Kaajn, idziesz?
-Okej. – Marcelina wstała ze swojego wygodnego łóżka, poprawiła poduszkę i ruszyła ku wyjściu jednocześnie machając ręka na Kaylin, by ta się pospieszyła.
-To my, siostra, skombinujemy…
Abeley i Ross nie usłyszały już jednak co skombinują panny Johnson, gdyż wyszły już z dormitorium. Najpierw korytarzem do schodów, później schodami do pokoju wspólnego, a z salonu już bezpośrednio do zimnych lochów i do kuchni.
-Ale, ee, co weźmiemy? – Marcelina połaskotała gruszkę i spojrzała niepewnie na swoją towarzyszkę.
-No to hmm, może Colę?
-Przecież napoje już mamy! – obraz otworzył się i obie weszły do kuchni.
-W czym możemy panienkom służyć? – skrzat domowy w jakiejś starej poszewce.
-No to my, ee, ten. No coś dobrego macie? Słodkiego? Jakies przekąski?
-Tak panienko, zaraz przyrządzimy dla was coś pysznego.
Po pięciu minutach wróciły 3 skrzaty niosąc 5 dużych tac z przekąskami. Na jednej z nich było mnóstwo czekolady, kostki układane stertami, w wielu smakach, gorzkie, mleczne i truskawkowe. Białe, malinowe, wiśniowe, pomarańczowe. Wszystkie możliwe smaki czekolad znajdowały się na tej jednej dużej tacy. Zapewne tej czekolady wystarczy im na wiele dni. Na kolejnej tacy znajdowały się Malutkie kanapki z serkami, pastami smakowymi, warzywami, a także z wędliną. Niektóre z nich przyozdabiane były ketchupem, inne listkiem bazylii, lub oregano. Na trzeciej tacy były chipsy, mnóstwo chipsów w 3 dużych miskach i prawdopodobnie w 3 smakach. Czwarty zestaw stanowiła pizza, duża, ogromna wręcz pizza z dołączonymi do niej sosami. Na ostatniej tacy stało mnóstwo różno smakowych koreczków, to na jednym talerzu. Na drugim znajdowało się sushi z małą miseczką sosu pośrodku i 4 parami pałeczek. Nie wiedzieć skąd skrzaty wiedziały, że potrzeba akurat 4.
-Dzię-dziękujemy. – powiedziała Kaylin nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, że mówi do skrzatów domowych, a tym się nie dziękuje. Obie były pod wrażeniem ilości, a zarazem jakości produktów.
-My w życiu tego nie zjemy. – szepnęła Mimid i wskazała skrzatom drogę, którą mają iść by zanieść żarcie na miejsce. Szły, czy raczej szli, jeśli zwracac uwagę na skrzaty ciemnym korytarzem, zbliżali się już do PWŚ, kiedy Kaajn nagle przystanęła.
-Cola.
-Mamy whisky. – Abeley usiłowała pociągnąć koleżankę za sobą do salonu.
-A przepitka? – Ross już zawracała.
-Kremowe piwo. – Mimid teatralnie przewróciła oczami i założyła ręce na piersi, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku PWŚ.
-No dobra.- Marcelina usłyszała za sobą kroki i po chwili Kaajn już była przy niej i obie szły do dormitorium numer 17.
-Wróciiiłyśmyyy! – skrzaty wniosły jedzenie do pokoju i postawiły na podłodze pomiędzy czterema używanymi łóżkami. Pozostałe trzy były puste, niezamieszkane.
-No to zaczynamy.

***

-No spij.
-Ale czekaj (HIK!), bo wiesz co? Społeczeństwo amerykańskie ma (HIK!) zawyżony poziom fast foodów w codziennym (HIK!) odżywianiu.
-Mimid, zamknij sieee!
-Ona ma (HIK!) racjee! Wypijmy za zdrowe żywienie (HIK!)! Kur*a! Whisky się skończyła!
-Christi, ty tez idz spaać.
-Tracey mnie przeleeeciaaaaał! Tracey mnie przeleeeciaaaał!
-A on ma dużego?
-Noo.
-A Zabini teeż.
-Mocniej, mocniej, mocnieeej!
-O Peggy Brooown, o Peggy Brooown.
-HIK! Ale teraz to serio chodźmy spać…
__________________
Wolałabym nie...

Ostatnio edytowane przez Kyinra : 07-30-2009 o 00:03.
Kyinra jest off-line  
Stary 07-30-2009, 11:35   #573
mimid
Super Moderator
 
mimid na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 2,612
Domyślnie

Trzeci post zaczęty od tej twojej przeklętej piosenki, Elowata ;>.

Snoooop…! Snoooop..!
When the pimp's in the crib ma
Drop it like it's hot
Drop it like it's hot
Drop it like it's hot
When the pigs try to get at ya
Park it like it's hot


- ANGELINAAAAAA! – Kaajn obudziła się z potwornym bólem głowy, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje.

Park it like it's hot
Park it like it's hot


- ELOWATA! DZISIAJ MAMY WAGARY! WA-GA-RY! WYŁĄCZAJ TO CHOLERSTWO!

Pop it like it's hot
Pop it like it's hot


- Cooo? Dajcie mi spaaaać…
Mimidka rutynowo jednym rzutem poduszki unieszkodliwiła budzik, który z głośnym trzaskiem spadł na podłogę. Młodsza panna Johnson obudziła się z głośnym krzykiem:
- KTO TO ZROBIŁ?!
Cisza.
- Tak dla wyjaśnienia, Kaajn, na NIĄ budzik Elowatej nie działa. Echh. Ma szczęście, wredna…
- Śpimy dalej? – Spytała Christi ignorując Kyin, która patrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Nieee. Ja już nie zasnę…
- A mnie tak strasznie boli głowaaaa!
- Róbcie, co chcecie, ja idę spać. – Mruknęła, po czym padła na łóżko. I zasnęła.
Marcelina i Angelina spojrzały na siebie znacząco. Chrzest. Nowe w dormitorium. Trzeba je należycie przywitać…
- Kyin, może jednak jeszcze się prześpimy? – Starsza Johnson’ówna ziewnęła ostentacyjnie. – W nocy przecież będziemy robić inne, ciekawsze rzeczy. – Mrugnęła znacząco.
- W sumie… Ale załatwcie jeszcze eliksiiir!
- Jasne.
Odczekały, aż Ross zaśnie i zaczęły kombinować. Nie miały żadnych problemów, z pobudką – tradycją było wylanie wiadra wody na dowolną część ciała. Jednak całą resztę musiały wymyślić na nowo. W końcu Christina mieszkała z nimi przez 4 (?) lata.

***

- Dlaczego kazał pan przenieść Ross do tamtego dormitorium?
- Severusie, wiesz dobrze, że zawsze mam jakieś…
- Tak, tak, wiem, Dumbledore. Zawsze masz swoje POWODY.
- Ostatnio nastąpiły pewne komplikacje… Panna Kowalska i Sun zmieniły szkołę, a miały nam pomóc w...
- Oczywiście, w sprowadzeniu ich na dobrą stronę. – Wtrącił sarkastycznie Snape.
- Nie wydaje ci się, że to nie była przypadkowa zmiana? Akurat ONE? Przyszli śmierciożercy nieświadomie izolują się od innych.
- A co to ma do rzeczy?
- Severusie, pozwól mi działać. Wkrótce… Wkrótce się dowiesz.
- Ciągłe tajemnice, niedomówienia. To się powoli robi męczące. – Warknął nauczyciel eliksirów po czym trzasnął drzwiami i wyszedł.
Dumbledore westchnął.
- Starzeję się, Fawkes…
__________________

Ostatnio edytowane przez mimid : 07-30-2009 o 12:41.
mimid jest off-line  
Stary 07-30-2009, 14:27   #574
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Elowata, gdyby nie mój budzik, nie miałabyś takiego ułatwienia w pisaniu. Ale jestem pod wrażeniem. Pokonałaś lenia i w końcu napisałaś! Kocham Cię za to. Na pięć minut. ;*

Jednak plan przechrzczenia nowych mieszkanek dormitorium numer siedemnaście się nie powiódł. Christina, czujna i znająca się nieco bardziej na wymysłach starszej siostry i jej przyjaciółki Marceliny, nie pozwoliła sobie na zbawczy sen. Angelina, zła na nią, zrobiła minę do Mimid i obie w duchu postanowiły, że noc będzie należała do nich.
- Siostra, czy Hektor Ci czasem czegoś nie przysłał?
Christina usiadła na łóżku. Oglądając swoje nogi, zastanawiała się, czy już czas na depilację.
- Tak, tak, wiem. Przecież hookah dopiero na dwunastą. – rozkojarzona starsza Johnson zaczęła gładzić poobijaną już powierzchnie budzika.
- Mi chodzi o to, czym tutaj handlujesz. – wycedziła młodsza.
- Piętnaście sykli.
- Własnej siostrze będziesz sprzedawać?!
- CISZA!
Tym oto sposobem Marcelina obudziła Kyinre, załatwiła dla wszystkich darmowy eliksir na kaca, pocieszyła zrozpaczoną upływającą gotówką Angelinę i zgarnęła wszystkich na górę, do Pokoju Wspólnego. Czekała już tam na nich Lucky, plotkując zapamiętale o ostatnim meczu Quiddicht’a z Lucasem.
- Sępy nie wejdą do finału. – zawyrokował grobowym głosem największy kibic tego sportu, panna Johnson. Christina wywróciła oczami i poczuła, że robi jej się ciepło. Jakoś tak na sercu. Była w domu, na swoim miejscu. Ta świadomość spłynęła na nią nagle i to aż tak, że łzy powoli napłynęły jej do oczu. Aby nie pokazać słabości przed przyjaciółmi, ścisnęła różdżkę i rzuciła urok na pierwszoroczniaka, który wcześniej nie chciał ją wpuścić do rodzimego Domu. Poznała go, bowiem w Drumstrangu nauczyła się zapamiętywać twarze napotkanych czarodziejów. Nauczyła się tam wielu pożytecznych rzeczy.
- Nie możemy wagarować na tyłku. – stwierdziła w końcu Kaajn, patrząc z uciechą na skomlącego pierwszoroczniaka.
- Kto to? – zapytała niedbale Christina, wycierając jedwabną chusteczką swą drogocenną różdżkę. Każde dziecko Johnsonów miało taką chustkę, z niezwykle delikatnego jedwabiu połączonego włosiem z jednorożca i willi. Na każdej wygrawerowany był inicjał Ś.J.I, co oznaczało Śmierciożerca Johnson Pierwszy, czyli z pierwszych szeregów. Rodzina Johnsonów słynęła z dumy, jaką niosła im służba u Czarnego Pana. Tę wyniosłość wpajali swoim dzieciom od maleńkiego.
- Henry Durmkol. Potrafi się wywinąć z najgorszego bagna. – odpowiedział Lucas, jednak szybko został zagłuszony przez zniecierpliwioną Lucky.
- Ej, ej. To co robimy?
- Ej, ej. Zróbmy jakąś rozróbkę. Jak za starych, dobrych czasów.
Ponownie to Marcelina wykazała się inwencją twórczą i wpadła na genialny plan. Angelina spojrzała na nią ze zdziwieniem i trochę z zazdrością. Do tej pory to ona słynęła z pomyślunku i kreatywności, jeżeli chodzi o ich wolny czas.
- A gdzie reszta? – odparła w końcu zrezygnowanym tonem.
- Śpią.
- Budzimy? – zapytała z nadzieją w głosie Kaajn. Głowa już powoli przestawała ją boleć. Postanowiła w duchu podziękować Hektorowi, którego bądź co bądź poznała już na Sylwestrze. Ciekawe, czy Christina wie, co się tam działo? I jak się spędza Sylwestra daleko na północy?
- Nie. Nie ma czasu. Na dwunastą musimy być w Zakazanym Lesie.
Tym razem decyzję podjął Lucas, a wszystkie dziewczyny na to przystały.

Po mnie pisze Christina!
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.

Ostatnio edytowane przez Mistrzyni_Afrytow : 07-30-2009 o 14:31.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line  
Stary 07-30-2009, 15:06   #575
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

- Angelina, nie pchaj się! – wrzasnęła Christina, gdy jej starsza siostra uderzyła ją w plecy chcąc jak najszybciej znaleźć się w Zakazanym Lesie. Była strasznie podekscytowana możliwością "pobawienia się nową zabawką" od Hektora.
- No to się pospiesz młoda! Nie mamy całego dnia. – odparowała i przecisnęła się przez ukryte drzwi.
Młodsza Johnson’ówna tylko pokręciła głową i ruszyła za siostrą. Za nią, chichocząc gramoliły się Mimidka, Kaajn i Klau. Na końcu szedł Lucas, chcący zachować chociaż podstawy dżentelmeństwa. Żadnych drzwi co prawda nie musiał podtrzymywać, ale przynajmniej wyszedł ostatni.
- Nigdy się nie przyzwyczaję do tego zimna. – mruknęła Kajn, zakrywając się szczelniej szatą.
- Dla mnie jest ok. Brakowało mi tego zimna. W Bługarii ciągle było gorąco. Grzali cały czas.
- Mogłoś chodzić w bikini. – zażartowała Mimid.
- Jasne... tam nie można było mieć nic krótkiego. Już w pierwszy dzień dostałam ochrzan. Właściwie to nie, nawet nie zdążyłam wejść do szkoły. – wspominała z uśmiechem na ustach Chriss.
- Za co? – zapytała ciekawa Klau.
- Za spódniczkę, oczywiście.
Z tej jakże interesującej i poruszającej rozmowy wyrwała je Angelina, która znacznie ich wyprzedziła. Stała u szczytu schodów prowadzących do Sali Wejściowej. Trzymała palec na ustach i nakazywała zachować spokój. Sama wyglądała zza filaru.
Reszta grupy na palcach podeszła do blondynki.
- Co jest? – zapytała Kyinra
- Bliznowaty. – burknęła
- No i w czym problem?
- Chyba nas szuka. Cholera, idzie tu.
- Schowajmy się. – zaproponował Lucas.
Dziewczyny spojrzały na niego jak na wariata. A potem zamordowały wzrokiem. Nie będą się ukrywać, nie będą się chować jak tchórze. A już zwłaszcza nie przed Potterem.
- No co? Przynajmniej miałem jakiś plan. – zaczął usprawiedliwiać się jedyny chłopak w towarzystwie.
- Głupi. – mruknęły Mimidka i Chriss jednocześnie.
- Ale coś musimy zrobić. – Natalia była zła, że coś zakłóca jej cudowny "wagarowy" dzień.
- Jak to coś? Po prostu wyjdźmy i przejdźmy obok. – wypaliła Christi
- Przejdzie? – zapytała niepewnie Klau.
Blondynka wzruszyła ramionami i pewnym krokiem wyszła z lochów. Harry od razu spojrzał na nią i wyłaniającą się grupę ludzi.
- Wła... właśnie miałem was poszukać. – bąknął
- Gratulacje, znalazłeś. A teraz spadaj. – warknęła Chriss i przeszła obok
Angelina nie omieszkała napluć mu na buty, a Mimid lekko popchnąć.
- Boże, twoja gryfońska duma tarasuje całą salę. Posuń się – warknęła.
- Stójcie! W imieniu McGon...
- Starej Miotły, tak? No co w jej imieniu? – przerwała mu Angelina
- Macie wracać na lekcję.
- Jakoś nie biegnę. – stwierdziła Kaajn.
- Fakt, ja też stoję w miejscu. – zawtórowała Klau.
- Dziewczyny nie stójmy jak kołki. Idziemy na dwór. – zarządziła Mimid
I cała szóstka wyszła na powietrze z wrednymi uśmieszkami. A Harry został sam, totalnie zbaraniały.
- Teraz będą nas szukać. – powiedział cicho Lucas.
- Trudno. I tak nie zajrzą do Zakazanego Lasu. Za bardzo się boją. – odparła któraś z dziewczyn.
Biedny chłopak nie wiedział nawet która, ponieważ przedstawicielki płci pięknej praktycznie biegły w stronę ciemnych drzew. Dzięki temu już, chwilę później schowały się za pierwszą warstwą Lasu.

Post głupi, nudny, naciągany, ale mnie zmusiłyście
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#

Ostatnio edytowane przez Christina : 07-30-2009 o 20:31.
Christina jest off-line  
Stary 08-03-2009, 22:11   #576
Ginny_Weasley12
Urodzony, by rządzić światem
 
Ginny_Weasley12 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
Wyślij wiadomość przez MSN do Ginny_Weasley12
Domyślnie

-Co one wymyśliły?!

***

Po raz nie-wiadomo-który Angela Davis wydarła się na całe gardło.
-Cicho! - uspokajała ją Ginny, rozglądając się czujnie, z zapaloną różdżką w górze. - Tutaj jest wiele dziwnych stworzeń. Wiesz, centaury, testrale, jakieś olbrzymie pająki, jednorożce...
-Weź mi już nic nie mów. - odparła Angie. Po krzyżu przeszedł jej dreszcz, aż ją zatrzęsło. Starała się myśleć pozytywnie, więc wyjąkała: - Ale w sumie jednorożca to mogłybyśmy spotkać.
-Posłuchaj. Nie wydzieraj się już tak, bo naprawdę ktoś nas usłyszy. I będziemy miały kłopoty, rozumiesz? Boże, co one wymyśliły... - westchnęła Weasley.

Angela Davis i Ginny Weasley, dwie ślizgonki spośród całej ślizgońskiej elity, dziwnym trafem znalazły się w samym środku Zakazanego Lasu, wielkiej, odległej puszczy na terenie Hogwartu. Możliwe, że las sięga dalej, poza Błonia i tereny czyjekolwiek, niestety, to wszystko nie zostało jak dotąd zbadane.
Zakazany Las słynął ze swojego okropieństwa. Dużo osób - zwykle uczniowie - jako bohaterzy i odważni, wchodzili do Lasu, by się popisać, często wychodząc obłąkanymi lub ledwo żywymi. No, z tym to może lekka przesada, ale wiadomo było; ci ludzie nie byli już tacy zdrowi na umyśle jak przedtem.
W odległej puszczy żyło wiele wiele różnych dziwnych stworzeń, każde innego rozmiaru, kształtu i barwy upierzenia, niekiedy w ogóle bez tego ostatniego... tej ostatniej części ciała. Niektóre były całkiem niegroźne, jak kruki i sowy na szczytach koron, a niektóre wprawiały w zgrozę nawet największych poławiaczy przygód. Były nimi np. znane wszystkim ze swojego ogromu wiedzy centaury, które nie każdy miał okazję poznać, a i ci wybrani nie mówią o tym mitingu zbyt łatwo, wręcz przeciwnie.
Tylko wielcy szczęściarze - jak ślizgonki i Bliznowaty - albo wielkie talenty - jak Dubledore czy Snape - mogli łazić po Zakazanym Lesie jak po własnym terenie. O, przepraszam, nie wymieniłam jeszcze takich, którzy mają fioła na punkcie zwierząt oraz osobistego ochroniarza w postaci olbrzyma-półgłówka - krótko mówiąc tacy jak Hagrid.
Ślizgonki i ślizgoni bywają dość często w Zakazanym Lesie, po części dlatego, że lubią przygody, a po części jakimś dziwnym przypadkiem zawsze tam trafiają. Teraz chodziło o jakąś niespodziankę przygotowaną przez Hektora - starszego brata Christiny i Angeliny. One, razem z innymi członkami elity miały przyjść do Lasu i spotkać się z Angie i Ginn w wyznaczonym miejscu.
Póki co Angie i Ginn tego miejsca nie mogły znaleźć.
-Przeklęty las. - burknęła Ginny, zadeptując coraz gęściejsze mchy, porosty i óżnego rodzaju trawy. Gdy tylko przykładała but do tej oślizgłozielonej powierzchni podłoża, natychmiast stado mrówek, pająków i innych świństw wysypywało jej się "spod buta". Nienawidziła tego, ale Angela miała chyba jeszcze gorzej, bo co chwilę piszczała.
-Czuję się jak krasnolud. Te drzewa są takie wielkie... - rozmarzyla się Davis. Rozmarzyła? Co ja w ogóle gadam?
-Hehe, apropos krasnoludów... Był taki jeden fajny cytat, ale, cholera, zapomniałam go... To było w takiej książce, początku Wielkiej Trylogii... - Ginny zamyśliła się chwilę, po czym dała spokój. - Oj, nieważne.
-Nieważne - przytaknęła Davis. - Posłuchaj, może gdzieś staniemy?
-Niby gdzie? Ja nie usiądę na tej trawie, jeśli to w ogóle można tak nazwać. - Weasley zaśmiała się nerwowo.
-W sumie ja też. Czego powinnyśmy szukać?
Angie próbowała przybrać donośny, rzeczowy ton, niczym jakiś archeolog lub pani ekspedientka na targu. Ginny zaczeła się śmiać.
-Co? - spytała Davis.
-Nic, nic... Buahahah. Mamy szukać jakiejś polany, która powinna tu być....
W tym momencie trawa się skończyła, drzewa również, z czym zrobiło się trochę jaśniej. Polana to w sumie była: okrągła, średnicy około 15 metrów, cicha i spokojna.
-Czuję się jak w Zmierzchu. - zażartowała Angie zza ramienia Ginny.
-Tyko żeby zaraz nie wyskoczyły wilkołaki. - obie zachichotały i podeszły do słońca.
-Kurczę, nie wiedziałam,że jest tak jasno. W tym lesie traci się poczucie czasu.
-Owszem. - Weasley nie spierała się. - Ale tu promienie zdołały się przedrzeć.. Cóż. - odwróciła się do swojej kompanki. - Teraz pozostaje nam tylko czekać.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?

"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."

Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 08-03-2009 o 22:44.
Ginny_Weasley12 jest off-line  
Stary 08-04-2009, 08:15   #577
Lucas_1995
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
Lucas_1995 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Posty: 145
Domyślnie

Lucas, Mimid i Christi, była to druga grupa.
- Kurde gdzie jest Angela i Ginny?? - zapytał Lucas z lekkim zdenerwowaniem, a może nawet przerażeniem w głosie.
- Nie przejmuj się o nie, już nie raz tu bywałyśmy - powiedziała Mimid.
- Ale...Ale przecież, dobra nieważne - powiedział uspokojony już Lucas.
- No mów jak chcesz - Powiedziały chórkiem Mimid i Christina.
- Nie tam...No dobra, przecież to jak zakazana miejscówka, kurcze czy ja nie zrobiłem się zbyt miłujący prawa??
- Troszeczkę - Znów chórkiem odpowiedziały Mimid i Christina
- No to cóż trzeba się zmienić - rzekł Lucas
- Bądź taki jak byłeś kiedyś - powiedziała Christina - Najlepiej kojarzę Cię właśnie z tamtych czasów.
- Jak kiedyś...Tak...Dobrze by było ale ludzie się zmieniają :/ - Powiedział Lucas z posępną miną - Na lepsze czasem na gorsze, mnie dopadł ten drugi przypadek...
- Nie smuć się, jesteś mężczyzną, czy wydaje ci się, że dziewczyny w Slythu nie są bardziej odważne niż ty?? - Powiedziała Mimid.
- Ta możemy należeć do Gryffu - Powiedziała Christina głośno się śmiejąc.
Po wypowiedzi Christi, Lucas i Mimd wybuchli śmiechem.
- Taaa masz stuprocentową rację - powiedział ponownie wybuchając śmiechem Lucas - A tak w ogóle to co my tu robimy??
- Szukamy Hektora z tego co wiem...Starszego brata Christi i Angeliny
- Aha, to może spróbujemy mojego zaklęcia znajdowania, wymyśliłem je w wakacje??
- Jasne - powiedziała Christi.
- Ale potrzebuje czegoś związanego z nim...Macie coś? - Zapytał Lucas.
- Hmmm... - Powiedziała Christina szukając po ubraniu, mam, jego włos, może być?
- No jasne - powiedział Lucas i wyjął różdżkę, położył włos na jej końcu, szepnął cicho jakieś zaklęcie. Różdżka wyrwała się z rąk Lucasa i wskazała kierunek.
- Ok idziemy tędy - powiedział Lucas wskazując na zaczarowany kawałek drewna.
Szli cały czas, mijali pająki, jakieś niezidentyfikowane owady itp.
- Zawsze chciałem zobaczyć centaura - powiedział Lucas.
- Twoje marzenie się spełni - usłyszeli głos zza drzewa.
Ślizgoni wyjęli różdżki.
- Kim jesteś - zapytała Mimid.
- Tym kogo chciał zobaczyć wasz przyjaciel - znów usłyszeli głos.
Tymczasem Lucas podszedł do drzewa.
- To centaur - powiedział Lucas.
Mimid&Christi + Centaur przewrócili się.
- Taaak - powiedział ironicznie Centaur.
- Wow moje marzenie się spełniło. - powiedział Lucas.
- Taak, dopiero co mówiłem o tym - powiedział ironicznie centaur. - Czego tu chcecie i kim jesteście?
- Jesteśmy ślizgonami szukamy takiego zwierzątka do naszego projektu. - Powiedziała sprytnie mimid.
- Tak oczywiście - powiedział Centaur - Eh gdzie moje maniery jestem Gorion.
- Witaj Gorionie, centaurze, mam prośbę - Powiedział Lucas.
- Tak ? - Powiedział Gorion.
- Możesz nas podwieźć tam gdzie zatrzyma się ródżka? - Rzekł Lucas.
- Podwieźć? - zapytał centaur.
- To znaczy, że przewiózłbyś nas na swoim grzbiecie - Wtrąciła się Mimid.
- Ale 3 nie udźwignę - rzekł Gorion i gwizdnął.
Nagle z zarośli wyskoczyły 2 centaury.
- No teraz możemy wam pomóc - rzekł z uśmiechem Gorion.
- Ok, dziękujemy - Wtrąciła się Christina.
Centaury podwiozły ich na polanę, gdzie byli już wszyscy.
- Dzięki - powiedział Lucas do Goriona.
- Nie ma sprawy - Powiedział centaur i szepnął coś w języku centaurów.
Centaury szybko uciekły, dalej patrolować teren.
- Co wy zrobiliście? - Powiedział głos z końca polany.
- Kim jesteś ? - zapytał Lucas.
- Hektor - rzekł głos - O mały włos by mnie złapały, nikt wam nie powiedział że jestem przez nich poszukiwany.
Spojrzał z instynktem zabójcy na Angelinę.
- Eeee, przepraszam Hektor - Powiedziała Angelina.
- Ok w każdym razie, chodźcie tu- Powiedział i elita ślizgońska podeszła do niego - Oto mój plan.
Całkiem długo rozmawiali. Wczesnym wieczorem dopiero wyszli z lasu.
- Jak my to zrobimy? - zapytał Lucas - To się nie uda.
- Nie odzywaj się, to nie jest odpowiednie miejsce do takich rozmów. - warknęła Mimid.
Wszyscy skierowali się do drzwi frontowych gdy nagle otworzyły się z hukiem.
- To oni pani profesor - rzekł bliznowaty.
- Dobrze, dziękuję Harry, dodatkowe 100 punktów dla Gryffindoru. - Powiedziała McGonagal.
- Lizus - syknęła Christina.
Konfident odchodząc pokazał język Christinie, ta gdyby nie została złapana przez Lucasa i Mimid rzuciła by się w pogoń. Gdy zwana przez ślizgonów McSronkagałgan miała zacząć wykład, drzwi ponownie otworzyły się z hukiem i wyszedł z nich Snape.
- Czy macie to o co was prosiłem? - zapytał.
- Oczywiście profesorze - rzekła ekipa chórkiem.
- Dziękuję, tak pani McGonagal czy ma pani jakieś zastrzeżenia do moich uczniów? - zapytał Severus.
Gdy profesorka miała coś powiedzieć przerwał jej Snape:
- Skoro nie to do widzenia
- Tak do widzenia - powiedziała McGonagal.
- Dziękujemy - powiedziała Mimid.
- Uważajcie następnym razem bo nie zawsze będę mógł wam pomóc. - Powiedział Severus
- Dobrze - znów odezwała się Mimid.
I wszyscy wraz z profesorem Snape'm skierowali się do lochów.

//Pierwszy mój naprawdę długi post//
__________________
Cytaty w niezmienionej formie pochodzą z książki Wrota Baldura
Cytat:
Spojrzał na Jaheirę, prosto w oczy, po raz pierwszy odkąd opuścili gospodę. Przy tej silnej, ślicznej kobiecie Abdel tracił całą pewność siebie, krępował się tym bardziej, że podróżowała wraz z mężem.
Cytat:
– Ludzie walczą – powiedział, ignorując jej protest. – Amn z Wrotami Baldura, Amn z
Tethyrem, Tethyr z samym sobą... tak to już jest, a ja z tego żyję.

Ostatnio edytowane przez Lucas_1995 : 08-04-2009 o 16:03.
Lucas_1995 jest off-line  
Stary 08-05-2009, 13:55   #578
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

[Hemcia, ja cię pamiętam. Też dopiero niedawno wróciłam]
Z racji tego, że lekko mówiąc, wagary nam nie wyszły, piszę coś w ogóle nie połączonego z tym. Kiedyś jeszcze raz musimy się umówić na takie wagary
A teraz przysłużę się trochę Mimid ^^
Uprasza się o usunięcie wczorajszych postów, które nie wniosły nic do historii Dziękuję
Ok, a teraz post właściwy ^^



Sobotni poranek. No oko gdzieś koło 9. W całym Hogwarcie panuje niczym nie zmącona cisza. Jakby, jakby zamek umarł i nie pozostały nawet duchy. Ten spokój spowodował niewiarygodny upał. Nikomu nic się nie chce... wszyscy leniwie leżą i nic nie robią. Co bardziej "żywotni" czytają książki.
Najłatwiej jest Ślizgonom. W chłodzie, które dawały im lochy nie było aż tak źle, chociaż i tak było bardzo gorąco.
W dormitorium nr 17 również było cicho, co zdarzyło się może po raz trzeci. Angelina leżała na łóżku w krótkich spodenkach i bluzce tak podwiniętej, żeby pokazywał szczupły, wyrzeźbiony brzuch. Była jedną z tych nielicznych, co wykazywali chociaż tyle energii, aby przerzucać strony w książce. W poniedziałek miała test z zielarstwa więc musiała się uczyć. Zwłaszcza, że odkąd wróciła Christina dużo czasu spędzała z nią, zachłanna nowych opowieści z Bługari. Resztę czasu dzieliła z Zabinim, trudno się więc dziwić, że na naukę nie miała ani chwili. Westchnęła głośno i przerzuciła kartkę. Zerknęła na Mimid.
Marcelinka miała właśnie codzienną, poranną sesję oddawania czci wielkiemu plakatowi Johnny'ego Depp'a. Stało się to już swego rodzaju rytuałem. Dzień w dzień przez godzinę rano i wieczorem, ślepiła w obrazek i nic nie było jej w stanie od tego oderwać. Dla niej nie było ważne, że też ma test z zielarstwa. Ściągnie, a co. Jak zawsze od Angeliny.
Na łóżku obok siedziała Kaajn, z książką od zielarstwa. Jednak pod nią trzymała "Czarownicę" i czytała dział "Jak sprawić, że on będzie krzyczał z przyjemności? Kilka magicznych trików, aby doprowadzić go na szczyt rozkoszy" ( przynajmniej tam była otwarta, gdy Christina niby to przypadkiem zajrzała ). Ona też miała gdzieś czekający ją egzamin. Też będzie ściągać.
Christina natomiast, oglądała po raz to setny swoją kolekcję o Auilerze. Była o rok młodsza i nie miała się czego uczyć. Na misji nauczyła się więcej niż w Hogwarcie przez cały czas nauki. Poziom dużo wyższy...
Wszystkim mieszkankom tego jakże wspaniałego ( i czystego za sprawą Mimid ) dormitorium doskwierało coś więcej niż upał. Skutki uboczne wczorajszego wypadu do Zakazanego Lasu. Christina i Kajn spędziły całą noc z okładami na czole. Angelina dużo czasu spędziła w toalecie. Tylko Mimid przetrwała noc bez żadnych dodatkowych wrażeń. Zupełnie jakby paliła sziszę codziennie. Była tylko lekko przygaszona
Nagle na powycinanych fotkach Aguilery zaległ cień. Chriss uniosła leniwie oczy i ujrzała uśmiechniętą od ucha do ucha Angelinę.
- Nie. - odparła szybko
- Ale nawet nie powiedziałam o co mi chodzi.
- Ostatnim razem jak się tak uśmiechałaś to... wiesz o co mi chodzi.
Mimid szybko zerknęła na siostry Johnson, jednak widząc że nie szykuje się jedna z trwających kilka godzin depresji, wróciła do Johnny'ego. ( Nawiasem mówiąc on jest mój, Mimid ^^ ). Dziewczyny reagowały chwilową depresją za każdym razem, gdy ktoś wspomniał o Bordowych. Wciąż miały niezabliźnione rany na swoich delikatnych sercach.
Ciągle brały nad siebie odpowiedzialność ich śmierci.
Angelina otrząsnęła się szybciej od młodszej blondynki.
- Nie o takie coś mi chodzi.
Wyciągnęła ręce do przodu. W jej zgrabnych paluszkach znajdowała się książka od zielarstwa. Christinę zainteresowało co innego, a mianowicie granatowy lakier. JEJ granatowy lakier, tak w gwoli ścisłości. Angelina zauważyła wzrok siostry i rzuciła w nią książką, a potem szybko schowała dłonie za siebie.
- Co to? - zapytała zrezygnowana Chriss
- Książka od zielarstwa. - zakomunikowała starsza siostra
Tamta rzuciła jej spojrzenie mówiące "Nie jestem idiotką".
- To widzę, co mam z tym zrobić?
- Wytłumacz mi.
- Jestem młodsza, ja tego nie przerabiałam.
- Owszem, przerabiałaś. - uśmiechnęła się złośliwie
- Wredna małpa, siadaj.

c.d.n
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#

Ostatnio edytowane przez Christina : 08-05-2009 o 14:19.
Christina jest off-line  
Stary 08-05-2009, 13:56   #579
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

Korepetycje trwały kilkadziesiąt minut, ale Angelina chyba zrozumiała działanie kilku roślin.
- Dzięki siostrzyczko. Normalnie cię kocham.
Starsza Johnsonówna wprost tryskała radością, jakby nowa wiedza miała jej się kiedyś w życiu przydać do czegoś bardzo ważnego.
- Nie ma za co. Stawiasz kremowe piwo w Trzech Miotłach.
- Co?
- No tak, idziemy zaraz do Hogsmeade i wstąpimy do Trzech Mioteł. - stwierdziła Christina jak gdyby nigdy nic.
- Niech ci będzie. Dziewczyny idziecie z nami? - zapytała zrezygnowana, ale w głębi serca bardzo chciała iść do miasteczka magów.
Mimidka nawet nie oderwała oczu od plakatu. Cóż, zostało jej 10 minut tępego gapienia się w plakat. Burknęła tylko coś w stylu, że ma inne sprawy na głowie.
- Kyin, a ty?
- Umówiłam się z Tracey'em - powiedziała i zaczęła chichotać.
- A ciebie co tak bawi? - zapytała Chriss, która dzięki swojej empatii (aż nazbyt rozbudowanej) też zaczęła chichotać.
Dumnie pokazała gazetę na tym samym temacie, o jaki podejrzewała ją Christi.
- Mam zamiar wypróbować kilka tych sztuczek. - dodała zadowolona.
Temat seksu w dormitorium nr 17 już dawno przestał być tematem tabu. Nie ma się co dziwić, skoro zamieszkiwały go jedne z najsławniejszych dziewczyn w szkole. Słynnych z kilku powodów ^^.
Angelina miała nieciekawą minę.
- Ej, laski. Nie zostawiajcie mnie z nią sam na sam. To jest sadyzm normalnie. Przecież to jest gorsze niż morderstwo z premedytacją.
Mimid zerknęła na zegarek i wreszcie spojrzała na Angelinę. Uśmiechnęła się słodko i pokręciła przecząco głową. Starsza Johnson błyskawicznie zwróciła twarzyczkę w stronę Kyin.
- Przykro mi kochana, ale pewne sprawy są ważniejsze niż to, czy twoja siostra cię zamęczy. - i puściła oczko do Christiny. Ta bezgłośnie wyszeptała "dzięki" i uśmiechnęła się do siostry.
- Jesteście okropne. Wszystkie trzy. - mruknęła Angelina ruszyła ku łazience. Zamykając drzwi dała upust swojej złości i trzasnęła drzwiami.
- Obraziła się? - zapytała Kaajn.
- A gdzie tam, wyjdzie cała w skowronkach. Zobaczysz. - powiedziała Mimid. Wreszcie zwlokła się z łóżka i podeszła do szafy. Mruknęła, że "pora się ubrać" i wyciągnęła z szafy poszarpane jeansy ( oczywiście poszarpane były od nowości ) i najzwyklejszą białą bluzkę na ramiączkach. Machnęła różdżką i już była ubrana. Potem jak gdyby nigdy nic podeszła do łóżka Angeliny i bezceremonialnie wyciągnęła spod niego pudełko z biżuterią. Wybrała limonkowe bransoletki z koralików i kolczyki, w podobnej kolorystyce. Założyła je i obejrzała w lustrze. Zadowolona usiadła na łóżku i przywołała książę od zielarstwa. Znudzona otworzyła ją na rozdziale, z którego miały test i zaczęła czytać, niezbyt uważnie przyglądając się literką.
Christina parsknęła śmiechem, zobaczywszy jak się męczy.
- Też powinnam się za to zabrać. - stwierdziła Kajn z niechęcią.
- Korki? - zapytała Chriss
- Byłabym wdzięczna. - powiedziała dziewczyna - Tylko widzisz, ja wieczorem chyba nie wrócę do dormitorium.
Lekko się zarumieniła.
- Ok, nie wnikam. Nie mam zamiaru długo siedzieć w Hogsmeade. Zdążę zanim wyjdziesz.
- W takim razie jesteśmy umówione.
Uśmiechnęły się do siebie, w tym momencie, kiedy Angelina zrobiła wejście smoka.
- Jestem gotowa. - oznajmiła.
- Ale ja jeszcze nie.
Przewróciła tylko oczami, ale zrobiła miejsce młodszej siostrze, gdy ta szła do łazienki.
Christina stała przed lustrem i zaklęciami zmieniała fryzury. W końcu zdecydowała się na koński kucyk z zalotnymi kosmykami z przodu. Potem zrobiła sobie szybki makijaż w starym stylu ( czyli totalnie ciemna oprawka, 'smoke eyes' i beżowe usta ). Stwierdziła, że może się pokazać ludziom, więc zadowolona wyszła.
Angelina siedziała razem z Mimid i czytały gazetę Kaajn, której nie było w pomieszczeniu. Blondynka szybko podniosła się i ruszyła ku drzwiom. Obie pomachały przyjaciółce i zaczęły wspinać się po schodach. Gdy tylko weszły do zatłoczonego Pokoju Wspólnego usłyszały Lucasa, który grał z kimś w szachy. Jak zwykle głośno okazywał swoje uczucia. Chyba, a właściwie na pewno przegrywał. Kyin znalazły w jednym z foteli przy kominku, ale była zbyt zajęta, żeby je zauważyć. Siedziała na kolanach swojego chłopaka i ani myślała odrywać od niego wzroku. Siostry pokręciły tylko głowami, ale były zadowolone, że ich przyjaciółka znalazła swoją drugą połówkę.
Chwilę później były już na dworze. Było niemiłosiernie gorąco, ale mimo to kilkanaście osób właśnie wychodziło z zamku i kierowało się do wioski czarodziejów. W tłumie szedł Potter i cała jego świta. Christina miała ochotę spłatać im jakiegoś psikusa, ale Angelina ją powstrzymała, mówiąc, że gdzieś na pewno jest jakiś nauczyciel. W gwoli ścisłości, raczej nie Snape. Humoru młodszej blondynki jednak nawet to nie popsuło. Cieszyła się, że spędzą kilka godzin poza murami, które powoli zaczęły ją przygnębiać swoją monotonią. No i oczywiście wróci z kilkoma siatami pełnymi zakupów.
Najpierw wybrały się do Trzech Mioteł na obiecane piwo kremowe. Potem zrobiły rutynową rundkę po sklepach. Całe w skowronkach wyszły z ostatniego sklepu.
- Haha. Ok, ale musimy wracać, obiecałam Kaajn korki. - powiedziała Chriss łapiąc się za brzuch, po zbyt długim chichotaniu.
- A ona czym ci płaci?
- Niczym.
Angelina spiorunowała siostrę wzrokiem i zamachnęła się na nią torbami z zakupami. Christina schyliła się, ale zbyt późno i zmierzwiła się jej fryzura. Wyprostowała się szybko.
- Ej, nawet nie wiesz ile czasu trzeba, aby ułożyć tak precyzyjną kitkę. - wypaliła. - Angelina?
Siostra nie zwracała na nią najmniejszej uwagi. Gapiła się w jakiś daleki punkt, daleko za wioską.
- Co znowu? O kur*a! - Christina wypuściła wszystkie torby na ziemie. Rozbiła szklaną szkatułkę dla Mimid i kilka butelek Ognistej przeznaczonej na wieczór.
Nie zauważyła tego jednak, nawet wtedy gdy odłamek szkła wbił się w prawą kostkę, raniąc ją do krwi. Angelina odesłała ich torby do Hogwartu i biegła do bordowego punktu na końcu uliczki.
- Chyba nie myślisz, że to oni? - zapytała Chriss gdy tylko zrównała się z siostrą.
- Jasne, że nie. Oni nie żyją.
- To po co biegniemy?
- Nie wiem, to silniejsze ode mnie.
Christi też to czuła. Biegła, bo po prostu musiała. Nie była w stanie zmusić swoich nóg do zatrzymania się, i w gruncie rzeczy wcale nie chciała.
Dotarły do miejsca gdzie stała postać, ale teraz już jej nie było. Rozejrzały się zrozpaczone i nagle ujrzały aż dwie postacie odziane z bordowe bluzy z kapturem. Wchodziły po stromym zboczu.
- To nie mogą być oni, to niemożliwe.
- Wiem, chodź.
Christina wspinała się bardzo szybko, ale też bardzo cicho. Uważnie stawiała swe kroki, byle tylko nie narobić hałasu zdeptywaną gałązką. Instynktownie znajdowała ścieżki, które wiodły najkrótszą drogą na górę. Dzięki swojej pozycji była w stanie w każdej chwili zaatakować lub upaść, chowając się w wysokiej trawie. Przypominała...
- Chriss, ta bohaterka tej książki co się w niej tak rozczytujesz, kim ona jest? - zapytała Angelina
- Złodziejką i zabójcą, a bo co?
- Nie nic.
Dziewczyna poruszała się dokładnie tak samo. Cicho jak złodziejka, sprytnie jak morderczyni.
Nie wiedziały dlaczego szły za tymi chłopakami. Zapewne dręczyły je wyrzuty sumienia, ale także poczucie, że to właśnie w ich ramionach czuły się najbezpieczniej.
Podążały zupełnie w ciemno. Możliwe, że to był podstęp, miały tego świadomość, mimo to szły w zaparte za bordowymi bluzami. Nie myślały, po prostu wyciągały nogę za nogą, w nieznane.
- Czy to nie jest ta jaskinia, w której skrył się Syriusz kilka lat temu? - spytała zdziwiona Chriss
- Chyba.
Jej siostra miała nieobecny wzrok. Zapewne i ona sama wyglądała podobnie.


Troszkę długi wyszedł ^^
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#
Christina jest off-line  
Stary 08-05-2009, 19:51   #580
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Hemcia, ja Cię pamiętam! Ale dziewczyno, masz wyczucie. Pisałaś z nami jak zaczęłyśmy nasz wątek o bordowych. Teraz ponawiamy go, a Ty powracasz! ; *

Dzień wcześniej, po poście Lucasa, przed postem Christiny...

Oślepił go blask promieni słońca. Pochyliła się nad nim jakaś zarysowana w cieniu postać. Poczuł duszący zapach orientalnych perfum. Ludzkie głosy niewiadomego pochodzenia plątały mu się w zakamarkach powracającej świadomości. Obijając się w głowie, starającej się wszystko na nowo uporządkować, rozdrabiały się na miliony kryształowych cząstek, przechodząc ponownie w łagodne szepty. Zamknął powieki.
- Lucas! Lucas! Ej, słyszysz mnie?
Pod powiekami eksplodował błysk, rozlał się strumieniami po całym ciele. Chciało mu się wrzeszczeć i wierzgać, lecz był na to zdecydowanie za słaby. Chciał ponownie odpłynąć, zanurzyć się we własnej świadomości, pomóc przeciążonej głowie w ułożeniu wspomnień, planów i marzeń. Lecz orientalny zapach okraszony ciemnym zarysem nie pozwolił mu na to.
- Lucaaaas!
Zamrugał szybko powiekami.
- Wybudza się.
Usłyszał natężający się, damski głos. Ktoś ponownie stanął nad nim, zasłaniając mu słońce.
- Byle szybciej, bo nie zdążymy.
Drugi głos był zniecierpliwiony i spowodował u niego w sercu dziwne uczucie ciepła. Nagle cała jego świadomość poukładała się niczym puzzle, a wspomnienia poczęły miarowo wracać. Znał oba głosy. Należały do sióstr Johnson. Rozpoznał już jedną z nich, stojącą prosto nad nim i dotykającą jego spoconego czoła.
- A-A-Angeli-li-lina... - wychrpiał, momentalnie siadając.
- Następnym razem nie jedz byle czego. Te jagódki to jerzyny zapomnienia. - zaśmiała się zielonooka i odeszła do wzburzonej Marceliny. Ta posłała mu tylko mordercze spojrzenie i wstała.
- Rusz się. - popchnęła go delikatnie Kaylin, przypominając mu o ich wyprawie do Zakazanego Lasu i paleniu po raz pierwszy w życiu hookah. Po raz pierwszy dla wszystkich prócz samych posiadaczek tej niesmowitej, sproszkowanej rośliny.
- Hektor uprawiał mnóstwo tego świństwa. - tłumaczyła towarzyszom spokojnie Christina. - I nikt prócz jego najlepszego kumpla, który teraz na czas nieobecności Hektora tego dogląda, nie wie gdzie i jak wielka jest jego plantacja. Wiemy jedynie, że uprawia mnóstwo dziwnych roślin, by potem wykorzystywać je do najróżniejszych celów.
- Takie hookah - wtrąciła się Angelina, wystawiając zdegustowaniej przerwaniem młodszej siostrze język - może służyć na przykład do poskramiania sfinksów. Jak kiedyś Hektor miał misję w Egipcie, nabrał tego świństwa całe mnóstwo i mówił potem, że dzięki temu wyszedł stamtąd żywy.
W towarzystwie podobnych opowieści przekrzykujących się sióstr Johnson, powoli doszli do polany, na której czekała już cała reszta elity, łącznie z Draco Malfoyem i jego świtą. Siedzieli na pniach, kamieniach i trawie, rozkoszując się bzyczącymi owadami i ciepłem świecącego słońca.
- W końcu. - odetchnęła z ulgą Ginny, wstając i witając się z dziewczynami. Lucasowi zdążyła rzucić tylko krótkie czeeeść, bowiem on już gnał do chłopaków, wśród których czuł się najswobodniej.
- Zaczynamy? - Angela już się niecierpliwiła. Reszta jedynie skinęła głową. Blaise razem z Tracey'em zaklęciami ułożyli zebrane wcześniej drewno w jedną, ładną piramidkę. Marcelina udając znudzenie, wydobyła z różdżki ogień i w ten sposób powstało rozległe ognisko. Pomarańczowe płomienie powolnie trawiły drewnianą konstrukcję, drzazga poi drzazdze, wydobywając jedynie głuchy jęk i chrzęst palonych gałęzi. Ślizgoni, ubrani jak zawsze wyniośle, lecz krótko, usiedli w kółku wokół ogniska. Kaylin wyjęła z kieszeni mały, fioletowy woreczek z wyhawtowanym na złoto inicjałem Ś.J.. Obok niej Marcelina rozdawała wszystkim specjalnie zerwane o zachodzie słońca w pierwszą noc przesilenia letniego, szeroką roślinę, w którą zawinie się sproszkowane hookah. Dziewczyny i chłopacy, cała ślizgońska elita powoli zanurzyła się w ograniającej ich nagle nostalgii i zapomnieniu. Atmosfera nabrała szczególnego obrotu, gdy opary z ogniska wymieszały się z kolorami palonej hookah. Dym był niezwykle wyzwalający, zastanawiający i... podniecający. Angelina usiadła obok Zabiniego, który w jednej ręce trzymał zwijak, drugą powoli głaził nagi już brzuch swojej dziewczyny. Przed każdym pocałunkiem wdychał odnurzające opary, po czym wypuszczał je prosto do ust Angeliny. Ich namiętne całusy były wilgotne, duszące i niewiarygodnie bliskie. Na skos od nich, po drugiej stronie trzeszczącego ogniska, Kaajn leżała na Tracey'u, który zwijał trzecią już partię narkotyku. Zadumaną ciszę przerwała Ginny:
- Taniec deszczu!
Wszyscy poderwali się do góry i uśmiechnęli zaćpanie. Blaise razem z Markusem chwycili czarne gitary i mimo odnurzenia z ogromnym talentem zaczęli wygrywać radosną, szybką melodię. Ślizgonki złapały się za ręce i zaczęły tańczyć, wijąc ciałami wokół pozostałych chłopaków, obserwujących je nieprzytomnym wzrokiem. Gdy dziewczyny złapały Ślizgonów, próbując zmusić ich do pomocy w zaczarowanym tańcu opadu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Ślizgoni ochoczo poderwali się do ruchu. Z każdego przepełnionego dymem hookah gardła wydarła się chrapliwa pieśń:

Noc, z dala wzywa Cię duch życia,
Nic, nie przeszkodzi Ci już,
nie trać wiary w swą moc, ooo,
w swą moc.


Ochrypnięte głosy przemieniły się w dźwięk oszklonych dzwoneczków, gdy na nos każdego z tańczących spadła jedna kropla deszczu.

Duch żyje w nas.
Duch nami lśni.
Pilnuje z nieba
biegu nocy, dni.
Na straży prawdy,
na straży praw.
W twoim spojrzeniu.
Duch żyje w nas.


Ognisko zasyczało przyjemnie, niczym ślizgoński wojownik, gdy krople zaczęły się natężać, powoli zamieniając się w letnią mżawkę.

Duch żyje w nas!
Duch nami lśni!
Pilnuje z nieba
biegu nocy, dni.
Na straży prawdy!
Na straży praw.
W twoim spojrzeniu.
Duch żyje w nas.


Grube, potężne krople biczowały tańczących i grających Ślizgonów, ostrzegając ich przed decydującą piosenką. Jednakże dla zaćpanych hookah, nic już było nie straszne. Blaise przeciągnął palcami ostatni dźwięk i pokazał Markusowi na kostkę. Bez słowa zmienili struny z nylonowych na metalowe i zaczęli uderzać w pojedyńcze wygrywając znany wszystkim, powodujący przyjemne ciarki na ciele, utwór.

Tak blisko, bez względu na odległość
Nie można być bliżej serca
Zawsze ufając w to, kim jesteśmy
Nie ma niczego ważniejszego...


Ostatni języczek ognia strawił stawiające się bezsensownie drewno. Ognisko wypaliło się do końca.
Ale śpiew nie ustał.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.

Ostatnio edytowane przez Mistrzyni_Afrytow : 08-05-2009 o 22:35.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line  
Zamknięty temat


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 400 10-08-2008 17:46
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2304 07-08-2008 16:37
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2000 11-25-2007 11:03
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 1996 06-14-2007 12:58
SLYTHERIN Limonka Kosz 3490 05-05-2007 20:18


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:51.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.