|
07-14-2011, 11:32
|
#61
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
-Zatem, idę się przebrać i przygotować bo nie ma co ukrywać wyglądam strasznie.
Powiedział ze skrzywioną miną Dominic. Jego szata była w paru miejscach potargana i ubrudzona błotem oraz innymi substancjami, których zapach dawał o sobie znać.
Wyszedł z salonu głównego i udał się w kierunku schodów prowadzących na górę kwatery śmierciożerców. Na ścianach wisiały stare zakurzone obrazy zmarłych przed lat śmierciożerców. Od ostatniego razu nic wiele się nie zmieniło kwatera była taka jak przed jego wyjazdem, chociaż po ostatnim napadzie trochę bardziej wyniszczona. Dominic stał już przed drzwiami do swojego pokoju, pchnął je lekko i jego oczom ukazał sie niebywale wyjątkowy bałagan. Machnął różdżka parę razy i wiekszość rzeczy znalazło swoje miejsce w szafie i na półkach.
Gdy już zmienił swoje szaty na czyste, usiadł na fotelu i wpatrywał się w fotografie powieszone na ścianach. Zatopił się w wyobraźni, myslał o jego życiu sprzed 2 lat a tym które obecnie wiedzie. Uśmiechnął się jedynie i powrócił myślami do chwili obecnej. NA korytarzu było słychać kroki. To Ginny również postanowiła sie przygotować.
-Najwidoczniej Christina została sama z czarnym Panem, w sumie dopiero co wróciła z misji więc ona już jest gotowa do działania - pomyślał Dominic.
-O! widzę, że zrobiłeś porządek. Najwyższy czas - uśmiechneła sie Ginny.
-No tak, jak będziesz też gotowa daj znać to zejdziemy razem, a ja sobie jeszcze podumam chwile.
Ginny zniknęła za obitą drewnianą framugą drzwi. Dominik sięgnął do swojej szafki w której trzymał rożne eliksiry, trunki etc. Wziął parę fiolek do kieszeni na wypadek gdyby trzeba było kogoś przesłuchać, torturować lub też zabawić się w szpiega.
-Chyba wszystko. - Zamknął drzwi od swojego pokoju i ruszył w kierunku pokoju Ginny.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|
|
|
07-14-2011, 19:56
|
#62
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
Christina została na dole sama, z Czarnym Panem.
-Wypełniłam obietnicę. - powiedziała z dumą, patrząc Voldemortowi w oczy. To była oznaka wielkiej odwagi - mało kto potrafi patrzeć w TE oczy, i to w dodatku tak długo.
-Brawo, Christino Johnson... - zasyczał Voldi. - Naprawdę, jestem z ciebie bardzo dumny. - przybliżył się trochę do niej. Ta się odsunęła, ze zwykłej ostrożności. Nie można bylo NIKOMU dać się podejść tak blisko, chyba że kochankowi. I nauczył ją tego przecież sam Czarny Pan. Dlatego teraz zaśmiał się tylko na tę reakcję,
-Nic ci nie zrobię, Christino... - jego syczący głos znów przerwał ciszę. Wyciągnął rękę i w oślizgłą dłoń wziął jej twarz, jej podbródek. - Nic ci nie zrobię....
Pikuś, niczego nieświadomy, szedł po korytarzu, a jego fiolki chrzęściły. Myślał o tym, żeby jakoś to uciszyć... Żeby od razu wszyscy się nie dowiedzieli, że niesie jakieś flaszki. Nie chciał zbędnych pytań.
Był pogrążony w tych myślach, kiedy otworzył drzwi do pokoju Ginny i Angeli (której teraz nie było), i zobaczył rudowłosą... W samej bieliźnie.
Ta również z początku nie usłyszała Dominica. On powinien coś powiedzieć, odchrząknąć, jakoś zakryć oczy, odwrócić wzrok. Ale nie mógł. To tak przyciągało...
-Aaa! - Ginny pisnęła, gdy zobaczyła Pikusia. Zauważyła ręcznik na łózku owinęła się nim wokół. - Puka się, do cholery! - wydarła się na Dominica, który lekko się uśmiechał.
-Spokojnie. - rzekł. - Jeszcze żadnej dziewczynie nic się nie stało, gdy chłopak popatrzył na nią w bieliźnie. Chociaż, szczerze mówiac, liczyłem na coś więcej... - drażnił się z nią, jednak ta nie była w nastroju.
-Idę do łazienki. - Ginn złapała swoje ubrania i trzasnęła drzwiami. Jej ręcznik był nadzwyczaj krótki. Pikus tymczsem usiadł na jej łóżku i ciekawie rozglądał się po dziewczęcym pokoju, czując wręcz zapach kobiet.
Dochodzi do nas Blanca-Evans. Znamy już ją może trochę.; ) Witamy, witamy.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
|
|
|
07-16-2011, 21:18
|
#63
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
Dominic machnął różdżką i drzwi zamknęły się. Ciekawy był reakcji Rudej przyjaciółki.
-Ginny no nie wstydź się!! – krzyczał w stronę łazienki.
-Spadaj perwersie! – rzuciła Ginny.
-No weź...
W tym czasie Ginny wyszła z łazienki ubrana, uczesana zupełnie nie przypominała kobiety, która Dominic przed chwilą widział w drzwiach swojego pokoju (:P).
- No no… powiem ci, że nie wiem co ci mam powiedzieć.
Ginny zaśmiała się i skierowała swoją różdżką w stronę drzwi.
- Nie licz na to – puściła mu oko i pokazała język.
-Oj dobraaa – odparł zrezygnowany – a tak poważnie… to co już gotowa?
Ginny rozejrzała się po pokoju i wzruszyła ramionami… zatrzymała się jedynie przed lustrem i poprawiła kosmyki włosów, które opadały jej na oczy. Dom puścił przyjaciółkę przed sobą i obydwoje ruszyli w kierunku schodów prowadzących do głównego salonu.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|
|
|
07-16-2011, 22:51
|
#64
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
Ginny szła prosto, przed Dominicem, a ten patrzył na jej pięknie kręcące się biodra.
-Nie patrz na moją dupę. - mruknęła tylko Ruda. Dominic zaśmiał się złowieszczo, ale nie przestał patrzeć.
Nagle Weasley stanęła w miejscu, a przyjaciel wpadł na nią.
-Co jest?!- prawie krzyknął, ale Rudowłosa polozyla mu reke na ustach i nakazała milczenie. Po czym zdjęła dłoń z ust Pikusia i wskazała na schody prowadzące do Salonu. Chłopak natychmiast zrozumiał.
Od tej pory skradali się już cicho, chociaż wiedzieli, że gdyby Voldemort był skupiony, z łatwością by ich wyczuł. Ale chyba nie byl skupiony, skoro jeszcze nikt nie mówił...
Dominicowi i Ginny ukazała się dziwna scena. Christina, leżąca na nowej, zielonej kanapie z Ikei, bez wyjścia, zablokowana przez Voldemorta, który leżał nad nią i patrzył jej w cycki. A potem w oczy. I znów wysyczał.
-Christino... Jesteś taka piękna.. I pociągająca..
Pikus spojrzał na Ginny, jakby chciał powiedzieć "Myślałem to samo, kiedy wpadłem do pokoju." Ginn tylko pokręciła głową i uśmiechnęła się lekko.
Christina wiedziała, że sprzeciwienie się Czarnemu Panu okazałoby się czymś strasznym, ale z drugiej strony bardzo nie chciała jego dotyku... Jednak jego obrzydliwa dłoń już kierowała się w stronę lewej piersi blonydnki.
-Ona chyba się na to nie zgadza. - powiedział Dominic. Odważył się. Voldemort ze złością w oczach podniósł wzrok i ujrzał rudowłosą, patrzącą na tę scenę z otwartymi oczami, oraz mężczyznę za nią, jednak w pozycji gotowości, żeby w każdej chwili znaleźć się przed nią, Nie spuścił wzroku. Przez chwilę oboje z Voldemortem patrzyli sobie w oczy.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
|
|
|
07-18-2011, 15:29
|
#65
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Feb 2010
Lokalizacja: Inny wymiar...
Posty: 191
|
Hej wyjeżdżam dzisiaj do Kołobrzegu waracam w sobote i do tego czasu zostawiam moją postać w waszych rękach, opiekujcie się nią dobrze  .
__________________
"Udało się dostali w kość, niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam."
Irytek
|
|
|
07-19-2011, 02:22
|
#66
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
Gunnar szedł kamienistą ścieżką. Z oddali dochodziły odgłosy grzmotów, wiatr stawał się coraz bardziej porywisty. W świetle księżyca widział bramę Kwatery. Coś poruszyło się w krzakach. Wyciągnął instynktownie różdżkę.
- Lumos. - szepnął. Z zarośli wyłoniła się owłosiona sylwetka rosłego mężczyzny.
- Ach, to ty ojcze.... Fenrir wyłonił się z bocznej ścieżki. Czuć było od niego zapach krwi.
- Widzę, że nie próżnowałeś. - rzekł Gunnar.
- Nie próżnowałem. - odparł Fenrir. - Sam wiesz jak lubię młodą krew.
- Mógłbyś się nieco opanować. Mamy już zbyt dużo problemów. Lepiej, żeby nas nie wytropili, bo Czarny Pan nie będzie zadowolony.
Fenrir machnął porozumiewawczo ręką i z lekkim uśmiechem spytał:
- Idziesz do Kwatery?
- Tak, Czarny Pan ma pewne plany.
Obaj ruszyli w stronę głównej Kwatery Śmierciożerców, lecz po przekroczeniu bramy usłyszeli krzyki dobiegające z budynku. Po wejściu do środka, w salonie zobaczyli mężczyznę na podłodze, wijącego się w konwulsjach, a obok niego klęczała Christina.
- Panie, oszczędź go! - krzyczała.
- Nikt nie będzie mi się sprzeciwiał! Crucio! - powiedział Voldemort.
- Witaj, Panie! - rzekł Gunnar.
Voldemort ukradkiem spojrzał na stojących w drzwiach śmierciożerców, nadal torturując Dominica.
- Panie, zabicie jednego z nas w tych niesprzyjających dla nas czasach, nie byłoby najrozsądniejszym wyjściem. - powiedział spokojnie Gunnar, oczekując na reakcję Voldemorta. Dominic przestał cierpieć. Podbiegła do niego Ginny, która obserwowała zajście z ciemnego korytarza. Razem z Christiną podniosły go i posadziły na fotelu.
- Masz rację. - rzekł Voldemort. Rozejrzał się po pokoju.
- Panie, masz dla mnie jakieś wieści? - spytał Gunnar.
- Tak. - powiedział. - Za wszelką cenę musimy przeciwstawić się Zakonowi. Jak sam widzisz, zostało nas niewielu. Te psy myślą, że mogą z nami bezczelnie pogrywać?! - wykrzyknął. W jego oczach widać było gniew. - Nikt nie jest w stanie przeciwstawić się mnie, Czarnemu Panu!!!
- Panie, nie powinniśmy ignorować siły Zakonu... - wtrącił stojący z tyłu Fenrir.
- ZAMILCZ! - warknął Voldemort. - Znów byłeś na łowach? - spytał.
- T-ak... - wycedził Greyback.
Błysnęło czerwone światło i wilkołak rozpłaszczył się na ścianie, opadając bezwładnie na posadzkę. Ginny jęknęła cicho.
- Wynocha! - krzyknął Voldemort. Gunnar podniósł Fenrira i doprowadził go do jadalni, posadziwszy go na krześle, a następnie udał się ku drzwiom frontowym. Na zewnątrz stała roztrzęsiona Christina.
- Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje... - powiedziała ocierając łzy. - Nigdy nie był dla nas taki. W końcu jesteśmy ostatnimi przy jego boku...
- Bądź ciszej! - powiedział stanowczo Gunnar. Dziewczyna wzdrygnęła się.
- Muszę jeszcze coś załatwić. Starajcie się nie wchodzić mu w drogę, bo może się to skończyć o wiele gorzej... - powiedział, kładąc Christinie rękę na ramieniu.
- Uważaj na siebie. - szepnęła.
- Będę.
Gunnar udał się w stronę bramy, a po jej przekroczeniu deportował się z trzaskiem.
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
|
|
|
07-19-2011, 19:19
|
#67
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
//Voldi zrobił się groźniejszy, hahaha xdd To już nie to samo, co wcześniej, ale w sumie jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.; )//
Gunnar wyszedł z Kwatery Głównej, pozostawiając resztę Śmierciożerców na łasce Czarnego Pana.
-Słuchajcie. - powiedział on swoim głosem, przeszywającym na wskroś. - Teraz nie możemy się poddać. Musimy oddać Zakonowi Feniksa to, co nam zrobili.
Wszyscy słuchali w milczeniu.
-Musimy im odpłacić za te wszystkie upokorzenia! Zło musi zwyciężyć! Harry Potter jest w Hogwarcie, nieosiągalny! Nic nie będzie wiedział. I tak nie jest wtajemniczony w Życie Zakonu. Snape nam powiedział. On nam nie zagraża.
Christina i Ginny, które mimo, iż są Śmierciożerczyniami, uczą się jeszcze w Hogwarcie, spojrzały po sobie. Miały przed oczami tego beznadziejnego Bliznowatego, którym tak łątwo dało się manipulowac, którym wyrządziły tyle krzywdy, robiąc to z satysfakcją.
-Tam nikogo nie ma. Dumbledore'm (to sie pisze z apostrofem?) zajmiemy się potem, gdy już wykończymy tych z Zakonu. A tam ich też niewiele pozostało. Haaaa. Tam są rodzice Weasleyowie... - Voldemort spojrzał na Ginny, lecz ta pozostała nieugięta. Ona już nie miała rodziny. To nawet trochę zabawne, że stanie przed swoimi wychowankami i będzie z nimi walczyć. - Mamy im pokazać, kto tu naprawdę rządzi!
Chyba przemowa się już skończyła, bo na końcu Voldemort spytał:
-Więc, hmm... Macie jakiś plan?
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
|
|
|
07-19-2011, 22:10
|
#68
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Christina miała szczerze dość humorków Czarnego Pana. Zachowywał się, z braku innego porównania, jak kobieta w ciąży. Najpierw wrzeszczy na nich za mugolskie meble, potem się cieszy, próbuje się do niej zbliżyć cieleśnie, następnie katuje jednego ze swoich najwierniejszych śmierciożerców, żeby znowu rzucać po kątach wilkołakiem.
A teraz najzwyczajniej w świecie stoi i oczekuje od nich jakiegoś pomysłu. A jak mu się nie spodoba, to pewnie znowu nie zawaha się użyć Cruciatusa. Lepiej się nie odzywać.
- Panie, może po prostu polecimy z Christiną i zmieciemy z powierzchni ziemi Norę.
Przy ostatnim słowie głos jej zadrżał. Prawie niesłyszalnie, ale jednak. Co innego rozstać się z rodziną, a co innego zniszczyć miejsce, w którym spędziła dzieciństwo. Całkiem miłe dzieciństwo. Dopiero później zaczęła się oddalać.
- To nie jest dobry pomysł. - pokręciła głową blondynka. Oczy rudzielca i przerażające szkarłatne tęczówki zwróciły się ku niej. Nie przejęła się tym i ciągnęła dalej. - Byłam tam dopiero co, zabiłam ojca Luny. - przypomniała patrząc z uwagą w głęboką czerwień oczu Pana.
- No i co z tego? - zapytała Ginny, całą swoją wolą pragnąc znowu stać się bezlitosną suką sprzed kilku minut.
- Ano to, że tam się zapewne roi od Zakonników. Badają wszelkie ślady.
- Ktoś cię widział? - zapytał Czarny Pan
- Nie. - skłamała szybko, jednocześnie spychając widok bliźniaków, gdzieś w odległy kąt umysłu, tak żeby Voldemort nie mógł ich dosięgnąć.
- Masz rację. - mruknął po chwili. Spojrzał w płonący na kominku ogień. Dawał przyjemne ciepło, którego on, nie mógł doświadczyć.
- W takim razie zaatakujmy gdzieś indziej. Skoro siły są skupione na domu tego dziwaka, to będą osłabieni, prawda? - na wpół zapytała, na wpół stwierdziła Ginny.
- Prawda. - przytaknął Czarny Pan - Gdzie proponujesz?
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-19-2011 o 22:21.
|
|
|
07-20-2011, 01:20
|
#69
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
Ginny zamilkła. "Gdzie zaatakować?" myślała, szukając jak najlepszej odpowiedzi na pytanie Voldemorta. Musiała coś znaleźć, nie mogła zawieść Czarnego Pana.
- Zaatakujmy sklep Weasleyów. - wypaliła.
Christina zdębiała. Nie spodziewała się, że Ginny będzie w stanie posunąć się do takiego czynu.
- Wyślemy kilku naszych, żeby w godzinach wieczornych przypuścili atak na sklep, demolując go i oczywiście... - tutaj na chwilę zatrzymała się. - ... zlikwidowali bliźniaków.
Na bladej twarzy Voldemorta pojawił się uśmieszek.
- I oczywiście ty będziesz jedną z atakujących?
- No, t-ak... - wyjąkała Ginny.
Wiedziała, po prostu wiedziała, że jej to zaproponuje. W duszy modliła się, żeby Freda i George'a nie było w sklepie, żeby nie musiała patrzeć na ich śmierć...
- Dobrze więc! Pojutrze, kilku z was... hmm, powiedzmy, ty.. - powiedział Voldemort wskazując palcem na Ginny. - Christina, Dominic, Gunnar i weźcie sobie jeszcze tego śmierdzącego wilkołaka, wyruszy na ulicę Pokątna w celu pozbycia się tych dwóch tępych Weasleyów. Skończyłem na dzisiaj, idźcie już stąd! - dodał na końcu z odrazą, jakby pozbywał się robactwa.
"Little Woodcote" głosiła tabliczka, obok której przechodził Gunnar. Sam nie wie po co to ciągle robił, ale co noc przychodził na pobliskie wzgórze i obserwował dom swojej matki, tej samej matki, która wyrzekła się swojego syna i nie chciała go więcej znać. Little Woodcote to małe miasteczko leżące na przedmieściach Londynu, które można było oglądać z górki, którą okalało. Dom Andersonów znajdował się przy polnej dróżce prowadzącej na szczyt. Gunnar siadał przy jabłoni rosnącej właśnie tam i przez godzinę lub dwie obserwował miejsce w którym spędził całe swoje dzieciństwo. Światło w kuchni ciągle się świeciło. "Pewnie mama przyrządza kolację" pomyślał, lecz jego uwagę przykuło coś zupełnie innego. Dwie czarne figury zmierzały w stronę drewnianej furtki domu. Gunnar podniósł się z ziemi i wolnym krokiem zmierzał w jego kierunku. Przeskoczył drewniany płotek i przyczaił się pod kuchennym oknem.
- GDZIE ON JEST! - krzyczał męski głos.
- Nie wiem! - odpowiedziała szlochając matka Gunnara.
- Na pewno wiesz gdzie jest suko i nam powiesz! - warknął drugi męski głos.
W Gunnarze zapłonął gniew. Wspiął się na parapet i wszedł przez otwarte okno do kuchni. Głosy dochodziły z salonu. Usłyszał wrzask matki.
- Drętwota! - krzyknął, kierując różdżkę w stronę rosłego mężczyzny stojącego najbliżej drzwi i miotając w jego stronę zaklęcie oszałamiające. Drugi z nich chwycił Camille za gardło.
- Więc tu jesteś mieszańcu! - powiedział z uśmiechem.
- Puść ją! - warknął Gunnar.
- Ministerstwo szukało Cię od dłuższego czasu; nie miałem pojęcia, że przyjdziesz do nas. Mam nadzieję, że zaprowadzisz nas do Sam-Wiesz-Kogo!
Gunnar znalazł się w sytuacji bez wyjścia: nie mógł pozwolić, żeby jego matka zginęła. Poczuł ukłucie w górnej części klatki piersiowej. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, zachwiał się i upadł na podłogę. Okropny ból przeszył jego ciało. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Coś czarnego zmaterializowało się za plecami jego matki wciąż trzymanej przez pracownika Ministerstwa. Błysnęło zielone światło i mężczyzna upadł na posadzkę, jak rażony gromem. To samo przytrafiło się drugiemu, próbującemu wstać.
- Nic Ci nie jest?! - powiedziała postać, podnosząc Gunnara. To była Christina.
- W porządku. - odrzekł wstając.
Camille patrzała to na Christinę, to na Gunnara i nie do końca wiedziała, co właśnie się wydarzyło. Gunnar podszedł do matki i powiedział:
- Mamo, to dla twojego dobra... Obliviate!
Wzrok kobiety stał się mętny.
- Somnus! - snop purpurowego światła ugodził matkę Gunnara w pierś, po czym usnęła spokojnie na fotelu.
- Musimy się stąd wynosić! - rzekła Christina, po czym oboje wybiegli z domku.
- Jak mnie tu znalazłaś? - spytał Gunnar.
- Miałam przeczucie, że właśnie tutaj możesz być... - powiedziała spokojnie Christina. - Wracajmy do Kwatery!
- Poczekaj. - powiedział chłopak. - Morsmordre! - Mroczny Znak majestatycznie ukształtował się nad domkiem. - Nie chcę, żeby matka była oskarżona o zabicie tych dwóch. - dokończył Gunnar. - Zastanawiam się, jak mogę odwdzięczyć się za ratunek? - odrzekł z uśmiechem, po czym oboje deportowali się.
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
Ostatnio edytowane przez Rozi : 07-20-2011 o 02:01.
|
|
|
07-20-2011, 12:04
|
#70
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
Podczas, gdy Voldemort się oddalił do swojego pokoju (którego oczywiście Śmierciożerczynie nie śmiały ruszać ani przemeblowywać), reszta z nich została w Salonie.
-Ech. - zmatwiła się Ginny i schowala twarz w dłoniach. - Będę musiała zabić swoich braci. Najlepszych przyjaciół-braci.
Christina przysiadła się do niej i poklepała ją po ramieniu.
-Musimy być wierni Czarnemu Panu. To nie tylko dla ciebie trudne. - stwierdziła, myśląc o George'u. - No i skończą się te wszystkie zabawki Weasleyów.
-A tak je lubiłem. - odezwał się Pikus, chcąc rozweselić sytuację. Gunnar siedział gdzieś w oddali, jego głowa spoczywala do połowy w cieniu, więc wyglądał jeszcze mroczniej niż zazwyczaj. Jego oczy i tęczówki wybijały się z mroku.
Nagle wstał.
-Muszę na chwilę wyjść. - Oznajmił tylko. Wziął płaszcz, narzucił na siebie, otworzył drzwi i przekroczył próg Kwatery Głównej.
Pozostała trójka patrzyła na drzwi, w których jeszcze przed chwilą był półwilkołak.
-Chyba będę musiała się umyć, po tym, jak Czarny Pan na mnie siedział. - odezwała sie cicho Christina.
-Hahaha, no tak, ostatecznie możesz iść. - powiedziała Ginny i zacisnęła zęby. Nie będzie się już tak rozczulać. Jej rodzina jest dla niej niczym. Może kiedyś czymś była, ale teraz jest już niczym. I to jest ostateczne, definitywne zdanie. Panna Johnson weszła schodami na górę, do łazienki. Musiała z siebie to wszystko... Po prostu zmyć.
W Kwaterze zostali tylko Dominic i Weasley.
-Jak się czujesz po Crutiatusie? - spytała dziewczyna, uśmiechając się lekko.
-Doprawdy, świetnie. Nigdy nie czułem się lepiej. A ty?
-Zupełnie tak samo.
Gawędzili jeszcze przez chwilę, potem poszli do kuchni, zrobić sobie coś do jedzenia. W końcu mieli teraz kilka dni odpoczynku, zanim napadną na sklep.
Nagle ze schodów zbiegła Christina, umyta, ale jeszcze nieuczesana i niezbyt doprowadzona do porządku.
-Czuję, że coś się dzieje Gunnarowi. Lecę. - i tak jak jej poprzednik, ona też zniknęła za drzwiami.
-Co się z nimi dzieje... - wymamrotał Dominic.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-20-2011 o 14:21.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
Śmierciożercy
|
Nacia1234 |
Kosz |
375 |
06-14-2011 17:41 |
|
Śmierciożercy
|
Angela Johnson |
Kosz |
1064 |
09-29-2008 20:58 |
|
Śmierciożercy.
|
Sherry |
Kosz |
123 |
02-19-2008 14:42 |
|
*Śmierciożercy*
|
Dziedzic Gryffindora |
Kosz |
1355 |
01-29-2008 19:26 |
|
Śmierciożercy
|
Draco Malfoy |
Kosz |
1994 |
05-27-2007 20:43 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:02.
|
|