![]() |
-Jacku, obiecaj mi, że nigdy się we mnie nie zakochasz. Wiem, że wymagam od ciebie wiele, ale w obliczu tego co za chwilę usłyszysz musisz mnie zrozumieć. Czy chcesz wiedzieć czym jestem? - skinąłem głową. Słowo „czym” zadźwięczało mi w uszach. - Jestem wampirem, zabójcą, który żywi się ludzką krwią – powiedziała to tak jakby mówiła: jestem siedemnastoletnią dziewczyną, która lubi czytać książki i oglądać komedie romantyczne. Nie wiedziałem już czy mówi prawdę, czy najzwyczajniej w świecie robi sobie ze mnie jaja. Nie potrafiłem jednak wydusić z siebie nawet słowa. Ona ciągnęła dalej: - Jestem nim od trzydziestu lat, nie wiem kto mi to zrobił, nie znam innego wampira i tak naprawdę nie zdaję sobie sprawy z mocy jaką mogłabym posiadać. Poza zmysłami drapieżnika, wyostrzonym wzrokiem i słuchem, jestem szybsza i silniejsza od człowieka. Nie potrzebuję snu ani normalnego jedzenia, bo przecież już dawno nie żyję. I jak pewnie już zauważyłeś jestem zimna jak lód.
Od tamtej chwili spędzałem cały czas z Emilią. Chodziliśmy razem wszędzie. Poznałem dzięki niej najpiękniejsze miejsca w moim mieście. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ono jest bogate w cuda. Ona uświadamiała mnie o pięknie tego świata, o cudzie życia. „Zaślepieni codziennością nie zauważamy piękna tego świata i wspaniałości własnego życia” powiedziała mi kiedyś. Nie pytałem jej nigdy o szczegóły jej teraźniejszego życia. Nie zastanawiałem się nawet nad tym, czy zabija ludzi, czy tylko zwierzęta. Nasz wspólny czas spędzaliśmy często w milczeniu, nieraz jednak zdarzało się, że śmialiśmy się z czegoś do rozpuku. W pewny sierpniowy wieczór, kiedy siedzieliśmy na polanie w parku, Emilia spytała mnie: - Czy chciałbyś o coś mnie zapytać, Jacku? Nie krępuj się... - Mam tylko jedno pytanie: dlaczego Jacek? - Bo jesteś odpowiedzialny, wszystko, co robisz, robisz dobrze, pomagasz każdemu, kto potrzebuje twojej pomocy, dotrzymujesz słowa – spojrzała na mnie wyzywająco i uśmiechnęła się. - Wiedziałam, że o to zapytasz kiedyś. Nie chcesz nic więcej wiedzieć? - dodała z niedowierzaniem. - Nie, ufam ci. Nie wiedziałem gdzie mieszka, ile ma lat, co lubi, ale ufałem jej. Naprawdę jej ufałem. - I wiesz... - chciałem jej powiedzieć, że ją kocham, ale ona przerwała mi. - Pamiętaj co mi obiecałeś! - złapała mnie za rękę i poszliśmy przed siebie. Znałem ją już przeszło miesiąc i byłem najszczęśliwszy na świecie. Nie przejmowałem się ojcem – alkoholikiem, którego zacząłem olewać. Nie spotykałem się z żadnymi kumplami ze szkoły, istniała dla mnie tylko Emilia. Była moim narkotykiem, powietrzem, wodą. Bez niej umarłbym. Wiedziałem, że nigdy jej nie zostawię i już zawsze będziemy razem. Cała sielanka skończyła się tydzień przed rozpoczęciem szkoły. Obudziło mnie głośne łomotanie do drzwi. Wstałem szybko i zbiegłem na dół. W drzwiach stali funkcjonariusze policji. - Czy ty jesteś Baltazar Koral? - Tak. - Możemy wejść i porozmawiać? - wpuściłem ich do środka i zaprowadziłem do brudnej kuchni. Stałem przed nimi w samych bokserkach i z założonymi rękami. - Czy wiesz gdzie jest teraz twoja dziewczyna? - Moja... dziewczyna? - spytałem zaskoczony. Czy im chodziło o Emilię? - Tak, powiedziano nam, że była ona twoją dziewczyną. Twoi koledzy z klasy twierdzą, że spędzałeś cały czas z Emilią Lenovą. - To prawda, ale nikt nie wiedział jak ona się nazywa. Nawet ja nie wiedziałem, że ma tak na nazwisko. - Fakt nie wiedzieli, ale wiedzieli jak wygląda. To nam wystarczyło. Więc? Gdzie jest Emilia Lenova? - Nie mam pojęcia. Mieliśmy się spotkać później. Dlaczego jej szukacie? - Zabiła człowieka. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Wszyscy jej szukali, sekcja zwłok wykazała, że ofiara była pozbawiona krwi. Ktoś rzucił, że może wampiry wróciły do miasta i już każdy mówił tylko o tym. Ludzie unikali mnie jak ognia, a ja śmiałem im się w twarz. Czułem się jednak okropnie, bo Emilia już więcej do mnie nie przyszła. Czekałem na nią, ale ona ciągle się nie pojawiała. Spojrzałem na panią pedagog. Miałem ochotę się rozpłakać i wyć jak małe dziecko. Czekałem, żeby ten babsztyl w końcu coś powiedział. Nie przerwała mi nawet na moment, a teraz wyraz jej twarzy przypominał niedowierzanie, a może trochę rozbawienie. Kręciło mi się w głowie od tego smrodu i w chwili, w której pomyślałem, że zaraz puszczę pawia, Otrębska odezwała się: - A więc to prawda, ona naprawdę była wampirem. - Jest – poprawiłem ją. - Emilia jest wampirem. A teraz kiedy pani wie już wszystko pójdę już sobie. Wstałem i otwierałem już drzwi, gdy ona dodała jeszcze: - Ona wróci po ciebie. Czekaj na nią, Jacku... Odwróciłem się, ale za biurkiem nikt już nie siedział... |
To moja groteska na język polski. Może nie jest tak dobra jak "Ferdydurke", ale mnie sie podoba :D
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:16. |
Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.