![]() |
RE: *Śmierciożercy*
*przychodzi*
*siada na kanapie* -Cześć *wita się z wszystkimi obecnymi* -O czym rozmowa? *pyta* -Kogoś atakujemy? *mówi* *Patrzy na obecnych oczekując odpowiedzi* |
RE: *Śmierciożercy*
Niestety, muszę po raz ostatni opuścić was na 5 dni. Ciężki tydzień, szkoła, dodatkowo treningi, nie będzie czasu na komputer. Nie zaniedbywać topicu, atakować Zakon..
CiaOoo ;) |
RE: *Śmierciożercy*
Oj Dziedzic, Dziedzic ... I Ty chciałeś być administratorem, jak nawet czasu na prowadzenia tematu, nie masz.
Ja od razu się fatyguję, jeśli chodzi o walkę! |
RE: *Śmierciożercy*
Herma odrazu mówię że jestem z tobą!!;)
*siada na kanapie koło Hermy i zaciska pięść* |
RE: *Śmierciożercy*
// Ludzie, piszcie dłuższe posty!//
Jak ktoś to przeczyta, to jest dla mnie wielki Wieczór. Nacia wchodzi do Kwatery Głównej Śmierciożerców. - Cześć Wam! -powiada z entuzjazmem, lecz znużonym głosem. Rzuca kurtkę na kanapę, po czym to samo czyni z czapką i szalikiem. - A hej Naciu. - słyszy odpowiedź od któregoś Śmierciożercy - Czeeeeeeść Naciu! - Siemaaa. - Witam. -odpowiada ponownie i karcąc bałagan wzrokiem siada na kanapie, w tym samym miejscu, gdzie uprzednio rzuciła swoje ciuchy zimowe. - Ech, jeszcze buty - mruczy pod nosem, po czym usiłuje mocować się z okropnym zamkiem, na butach. - Naciu, co ci jest? -słyszy zapytanie jednej z zebranych tu osób - Miałam ciężki dzień -odpowiada - zrozumcie mnie, bardzo was proszę. Nie będę wam opowiadać, ale w każdym razie nie był on dla mnie łatwy.- opowiada dalej skulona, przy mocowaniu sie z zamkiem. - W końcu! wykrzyknęła zmęczona wszystkim, kładąc się na kanapie. Rozglądnęła się po Kwaterze, w poszukiwaniu swoich kapci. - Pod kanapą są! *usłyszała czyjś głos. Był on znany, ale nie wiedziała skąd dobiega. Nie wiedziała także skąd dana osoba wie, czego ona szuka. Nie przejmując się tym ubrała swoje ukochane kapcioszki i usiadła na kanapie. Po krótkim czasie jednak stała z niej i obejrzała się za siebie. Kwatera powoli opróżniała się. Niektórzy wracali do swoich domów, inni szli na akcje, a jeszcze inni poszli spać do swoich pokoi w Kwaterze. Po kolejnym namyśle postanowiła wejść do kuchni i zrobić sobie kisiel. Nie była już taka wycieńczona. Krótki pobyt tutaj, jej ukochana kanapa i kapciochy były dla niej ukojeniem w ciężkich chwilach, to obrazu ją leczyło. Szybko więc udała się do kuchni. Zaparzyła sobie kawę, po czym udała się do swojej szafki patrząc na zbiór kisieli, który dostała na Gwiazdkę od Angeli. - Mhm - wymruczała - ten nie, bo morelowy mi sie znudził - kontynuowała - truskawkowego nie lubię, natomiast... eee... TAK! Ten, ten! cytrynowy będzie najlepszy!- wykrzyknęła tak radośnie, iż wszyscy zebrani spoglądnęli na nią ukośnym wzrokiem, ale gdy ona się odwróciła, oni zrobili to samo. Nacia natychmiast zabrała się do robienia kisielu. Wzięła kilka saszetek z pierworodnym proszkiem, wielki garnek(jej ulubiony) i natychmiast zaczęła lać do niego dużo wody. Nastawiła wodę na ogień i rozmieszała z nią zawartość. Długo mieszała, po czym z bolącą od mieszania ręką usiadła na jej ulubionym i naturalnie JEJ specjalnym krześle. Uwielbiała Śmierciożerców. Zawsze była pełna entuzjazmu gdy wchodziła do tej kuchni, gdy gotowała kisiel, ale w tym dniu była bardzo przygnębiona. Nie chciała nikomu powiedzieć, że chyba będzie musiała wyjechać. - Hej Nacia!!! - usłyszała czyjś głos i natychmiast wzdrygnęła - Co się dzieje? - eee... nic. - odpowiedziała- kisiel gotuję - Aaa... to chyba Ci sie zaraz przypali. Usłyszawszy te słowa Nacia w tempie natychmiastowym wstała i ruszyła w stronę kuchenki, wyłączając ją. - Chce ktoś kisielu? - zapytała i spoglądając na zebranych w Kwaterze Głównej Śmierciożerców. Wiele osób podniosło ręce. Praktycznie to był każdy, lecz usłyszała jakieś pytania, na które z wielką niechęcią odpowiedziała. Zastanowiła się jeszcze, dlaczego ludzie jej tak nienawidzą. Za tą jej złośliwość? Za co? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Cieszyła się jedynie, iż zrobiła bardzo dużo kisielu. Rozlała go do około 0 salaterek i rozdawała. -Proszę - Masz - Bardzo proszę - Smacznego Wciąż mówiła, ale odpowiedzieli jej nieliczni. W swoich kochanych kapcioszkach wróciła na kanapę wciąż rozmyślała o swoim beznadziejnym życiu, o tym co teraz robią Angela, Sherry, Jadek. Zastanawiała się nad tym, kiedy je zobaczy, bo bardzo dawno się z nimi nie widziała. Były jej najlepszymi kumpelami z Jadków i bardzo nie chciałaby się z nimi żegnać. Była ciekawa jak one zareagują na tę decyzję.Albo inaczej, na rozkaz, który otrzymała. Przecież nikt nie może odkryć, iż jest Śmieciożercą. To byłoby okropne. Straciłaby to, na co pracowała praktycznie cały swój staż. Nie mogłaby opuścić wszystkich. trzymając salaterkę z nietkniętym nawet cytrynowym kisielem znów rozłożyła się na kanapie i całkowicie oczyszczając się z myśli rozłożyła sie. Nasłuchiwała, czy nie nadchodzi Jadek, Sherry, czy też Angela. Miała nadzieję, że nadejdą. Zjadła kisiel... znów wstała i rozglądnęła się. Znużona i powolnym krokiem weszła do kuchni odkładając salaterkę i patrząc na około 20 nieumytych miseczek, rzuciła na nie czar, by w tempie natychmiastowym się umyły. Przecież ona nie miała weny by to robić, jednak czasem miała na to ochotę. Znów zrobiła sobie kawę, ale tym razem jeszcze mocniejsza. Po drodze potknęła się, ale to i jej ukochana kawa sprawiło, że ocknęła się. Weszła do swojego pokoju, gdzie panował nieziemski bałagan. Podniosła książkę leżącą na podłodze i ustawiła ją na regale. To samo zrobiła z wakacyjną kartką, którą dostała od któregoś z wielkiej "Jadkowej paczki". Położyła się na swoim łóżku wpatrując się w sufit. Stary, zniszczony, ale jej ukochany sufit, w którego wpatrywała się zawsze, gdy nie mogła zasnąć. Nie mogłaby się rozstać z tym pokojem, nie mogła dopuścić do siebie myśli, iż jakiś inny, niedoświadczony Śmierciozerca mógłby zająć to miejsce. Ona sama nie była jedną z najlepszych, ale kochała to miejsce. Bardzo lubiła spędzać tu czas. Wszystkie akcje. Krótkie zajęcia. I ich lodowisko. Wtedy doznała olśnienia. -Lodowisko! - wykrzyknęła natychmiast zrywając się z łóżka, odrywając swój wzrok od sufitu i zbiegając po schodach, nawet nie zamykając za sobą drzwi, by jak najszybciej zabrać się do ubierania. Usiadła na kanapie i zaczęła ubierać czapkę. W końcu przyszło najgorsze. ]- Cholera! - wykrzyknęła- Głupie buty1-po czym zasunęła zamek w nich. Wstała i ubrała kurtkę. Potem wybiegła na zewnątrz. Na lodowisku nikogo nie było. - No tak! mruknęła- ma się tego pecha. - Po tych słowach zaczęła jeździć wspominając stare dzieje, na tym lodowisku. A w zasadzie nie takie stare, bo jeździła na nim jeszcze niedawno, ale z Sherry i Angelą. A teraz ich nie ma. Tęskni za nimi, ale ich nie spotyka... /Czy aby ja nie przesadzam z długością postów?// |
RE: *Śmierciożercy*
//jak dla mnie to możesz pisać posty takiej długości jaka Ci pasuję xD ja czytam wszystkie ;]//
*Dochodziła dwudziesta pierwsza a ja jak zwykle byłam niepocieszona. Od dłuższego czasu nie było żadnego napadu, a to mi źle robiło. Nie miałam się na kim wyżyć. Nawet na kumpli z tej samej organizacji nie miałam ostatnio czasu, choć brak walk stwarzał wiele możliwości do poprawienia stosunków między nami. Gdy ostatnimi dniami pytałam kogoś czy ma ochotę na jakiś napad to wykręcali się różnorodnymi tekstami typu "za mało nas" czy "nie ma ciekawych osób aby na nie napadać", że tez oni biorą takie beznadziejne argumenty. Oczywiście kontratakowało się ale to i tak mało dawało. Samemu taka misja była by nudna a ktoś niedoświadczony mógł by nawet stracić życie. Dzisiejszego wieczoru postanowiłam zaatakować bez względu na to czy ktoś pójdzie ze mną czy nie, gdybym tego nie zrobiła to kolejny tydzień spędzony ze mną nie skończył by się dla żadnego z nich dobrze. Wkroczyłam do Kwatery, nalałam sobie coli i natychmiastowo ją wypiłam.* -ma ktoś ochotę na mały napadzik? mugole już dawno nie byli atakowani, a tym bardziej aurorzy... oni nam zdychają gorzej niż muchy, pewnie myślą, że już nie ma żądnego z nas. - stwierdziłam i zadałam pytanie -dzis? nie chce mi się... -no coś Ty o tej porze... -jutro... *odpowiedziały mi głosy niektórych z Śmierciożerców. Reszta wolała w ogóle nie odpowiadać* -a o której byście chcieli atakować??? - zapytałam z naciskiem - Ludzie i wy się nazywacie Śmieciożercami??? no coment - dodałam i wyszłam z kwatery.* *oddaliłam się od niej wystarczająco i przeteleportowałam na jedną z mugolskich ulic. Szło nią dwoje dorosłych mężczyzn, którzy niespodziewanie zaczęli się całować. Jak dal mnie był to doskonały cel na rozprostowanie kości i sprawdzenie jak tam z moją różdżką. Zawołałam do nich z ukrycia, Ci tylko rozglądnęli się i pewnie myśląc, ze to wiatr znów się całowali. Zaśmiałam się cicho i podeszłam o nich* -czego szukasz na takiej ulicy dziewczynko? - jeden z nich zadał bardzo rozgarnięte pytanie. *Już w tej chwili wiedziałam, że za chwilę będzie tego żałował ale postanowiłam jeszcze chwilę pocierpieć aby ich męka była większa.* -no właśnie czego tu szukasz? - wtrącił się drugi a jego kolega powinszował mu wstawienia się za nim -pożałujecie, że zapytaliście - odpowiedziałam a im zmroziło krew w żyłach. Zdążyłam niewerbalnie wypowiedzieć jedno z zakazanych zaklęć i w okół zapanowała mgła. Widoczność ograniczyła się do dziesięciu stóp i wszędzie panował chłód. Jak dla mnie ten chłód był przyjemny z każdym krokiem, z którym zbliżałam się do dwóch wspomnianych mugoli mój podły uśmiech nabierał coraz to groźniejszego wyrazu.* -Floyd czy Ty też poczułeś ten chłód - zapytał jeden z gości a ja zaśmiałam się śmiechem szaleńca. *Ze strachu a zarazem zimna nie mogli się poruszyć a ja szczytowałam z powodu tak dobrej formy, choć od wielu dni nie było żadnych wypadzików w mugolskie miasta* *Podeszłam bliżej i dwaj bruneci zobaczyli moją twarz* -przyjrzyjcie się mi, bo to ostatnie co widzicie - powiedziałam spluwając na ziemię wyrażając tym samym pogardę, która do nich żywię* -Criuciatus! - skierowałam różdżkę w stronę kolegi Floyd'a, który natychmiastowo upadł i zaczął krzyczeć* -Stev nie!!! Co mu robisz?!! zostaw go!!! - krzyczał Floyd -zamknij się! Levicorpus! *mężczyzna choć ja powiedziałabym, że kobieta zawisł do góry nogami zawieszony za kostkę i błagał o litość. W odpowiedzi otrzymał tylko kolejny śmiech drwiny* -Silencio! - znów skierowałam promień z różdżki w Stev'a, który zaczął się dusić *Jego "chłopakowi" zaczęły kapać łzy* -jesteście zwykłymi tchórzami! nawet umrzeć nie potraficie z klasą! - zawołałam i Stev się udusił. Potraktowała go jeszcze kilkoma zaklęciami, które będą wskazywać jakoby to był napad zwykłego śmiertelnika* -no to tera kolej na Ciebie - zwróciłam się w stronę Floyd'a, który dalej błagał o litość -zamknij się!!! Mógłbyś przynajmniej zachować resztki godności!!! - wykrzyczałam i potraktowałam go kilkoma z zaklęć "górnej półki". Gość krwawił z każdej części ciała* -Sectusempra! *Nie dałam żadnemu zn ich szans na przeżycie.* *Przeteleportowałam się do kryjówki Śmierciożerców i powitałam wszystkich radosnym okrzykiem zwycięstwa. Wszyscy zauważyli, że moje łowy musiały wypaść pozytywnie i choć na chwilę będą mieć spokój.* *Moim oczom rzuciła się Nacia z kisielami* -Naciu Kochana!!!! - zawołałam -nawet o tym nie myśl!!! nie mam ochoty na robienie kisieli! dopiero je robiłam!!! -no proszę!!! - zmiękła i postanowiła mi jednak zrobić ten kisiel *Widziałam jej spojrzenie. Chciała nam coś powiedzieć tylko nie mogła. Podeszłam do niej i zapytałam dogłębnie czemu ma takie nieobecne wspomnienie, i co się stało. Dodając, że mi może powiedzieć* |
RE: *Śmierciożercy*
Nacia spojrzała na nią wzrokiem, jakby zaraz miała się rozpłakać. Niby była silna. W końcu jak to na Śmierciożercę przystało, powinna taka być. Przytuliła się do Angeli, karcąz wzrokiem spojrzenia osób, które uważały, iż Śmierciożęrcy nie powinni się rozklejać.
- Mam was gdzieś! -wykrzyczała, po czym wzięła Angie za ręgę i wprowadziła ją do swojego pokoju. Dziewczyny usiadły na kanapie, po czym Nacia zaczęła. - Wiesz, będę musiała wyjechać... - Coooooooo? - przerwała jej zdziwiona Angela - ... Pozabijałam za dużo osób. - dalej ciągnęła Nacia- porobiłam za dużo akcji sama. - Się przejmujesz. Masz nas. - Też fakt, ale ja się trochę boję. Wiesz co by się stało, gdyby mnie odkryli? Dożywocie w Azkabanie! Spieprzone życie! Już na zawsze... Do końca. - Oj, nie rozklejaj się - dodała Angie. - przecież jesteś silna. Ze wszystkim sobie poradzisz. - Miło, że tak mówisz. Mam nadzieję, że tak będzie.Może nie będe musiała wyjeżdzać. - Może? Kobieto, co ty mówisz? NA PEWNO! - pocieszała ją przyjaciółka- masz chłopaka, nowego. Masz nas. - Postaram się o tym nie myśleć, a co tam u Ciebie? Jak tam Twoja akcja? - zapytała Nacia, po czym oparła się o ścianę, to samo zrobiła Angela. - A spoko. Zabiłam 2 osoby. Musze przyznać, że to jakieś gupie dzieciaki. - Miałaś rację, dzieciaki sie po nocach będą panoszyć? Pff. - Angie popatrzyła z uśmiechem na Nacię. Zobaczyła, iż humor jej się pomału polepsza, co i ją pocieszyło. Dziewczyny popatrzyły się na siebie i niż stąd ni zowąd zaczęły się śmiać. Po pięciu minutach znów spojrzały za siebie i Nacia zdołała wydusić: - z czego tak właściwie my się śmiejemy? - A bo ja wiem...?! - odpowiedziała ledwo co Angie i znów obie wybuchnęły śmiechem.Do pokoju wszedł jakiś Śmierciożerca. - Co tu sie dzieja? Toż ludzi, dajcież spać! - wykrzyczał - Wiesz co? Wal się i daj się ludziom dobrze bawić. - powiedziała mu Nacia, po czym zaśmiała się i padła na łóżko. - Właśnie! - potwierdziła Angela i dołącyzła do Naci. Smiały się, a Śmierciożerca wyszedł karcąc je jeszcze wzrokiem, by wiedziały, iż nie ujdzie im to płazem. - Tya... Boję się- zaśmiała się Angie - No, biedna ja!- potwierdziła Nacia - To jakiś nowy chyba, nie? -Dokładnie. Wczoraj przyjęty. - Aaa.. to nieobeznany. Trzeba mu dąć nauczkę. Niech wie co to znaczy. - Ale... -zawahała się Angie - Wiesz, co Voldi kazał, nie? - No ba, że wiem! - No więc...? - Jutro! - Nie ma sprawy! Będzie świetnie! Oczywiście to Jadek, wiec ot nie będzie nic złego, ale jakieś lekcje - dodała śmiejąca sie Nacia, podnosząc głowę i patrząc przez okno. - A wiesz jak on się nazywa, może? - zapytała jeszcze Angela - Nie za bardzo. Pierwszy raz go na oczy widzę. - odpowiedziałam - a tak w ogóle to idę spać, o! - dodała Nacia po czym znów padła na łóżko i w tempie natychmiastowym zasnęła. Angela spojrzała na nią i położyła się obok niej. To był masakryczne meczący dzień... ********************************************* Ranek. Nacia otwierając oczy rozejrzała się po pokoju. Ujrzała Angele śpiącą obok niej. - Eeee...co .... ona... tu? -wydusiła - Śpię !!!! - wyskoczyła Angela strasząc Nacię - Wystraszyłaś mnieeee! - zaśmiała się Nacia - O to chodziło - dodała Angie- Lepiej Ci już dzisiaj? - Taak, o wiele. - odpowiedziała Nacia - i już nawet się tak nie boję. Chyba nie będę nigdzie wyjeżdżać.- I bardzo dobrze. Odzyskałaś rozum, dziewczyno!-ucieszyła się Angie. - A wiesz, co dzisiaj jest? - MOJE URODZINY! - odpowiedziała z wielkim entuzjazmem Nacia po czym wyskoczyła z łóżka w wczorajszych ciuchach i kapcioszkach, w których spała - Je! Je Je! -Nacia, co się tak cieszysz? - Ja chcę P R E Z E N T Y - wypowiedziała literując ostatnie słowo. Dziewczyny snów wybuchnęły nieokiełznanym śmiechem. - ale oczywiście żartuję. Nie obchodzą mnie one! - Eee tam - zamruczała Angie - Ale ty miałaś wczoraj, nie? - No tak - znów dodała Angie - A wiesz, że kupiłam Ci prezent? - Oj, Nacia, nie trzeba było! - po tych słowach Nacia dała jej dużą paczkę - Co to jest? - wydusiła Angela - No prezent, odpakuj! - na rozkaz Naci Angela niepewnie wzięła się do rozpakowywania. Długo męczyła się ze wstążeczkami. - Boż, Nacia. - No co? - zdziwiła się śmiejąca Nacia n- chciałam, by ładnie było! - Jest śliczne... - powiedziała zachwycona Angie wyjmując wielki album z paczki. - Ale co to? - Oglądnij - rzekła Nacia, wtedy Angie otworzyła album. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Dracona, na pierwszym roku, a tuz obok było jej zdjęcie, również w pierwszego roku. -= Ojej! Śliczne! - zachwyciła się panna Johnson - Nie ma za co! - dodała Nacia o obie zaśmiały się - Oglądaj dalej! - i Angela przerzuciła kartkę. Było tam całe groni Slizgonów, z podpisami wszystkich. - Ale ja nigdzie nie wyjeżdżam, przecież! - To wiem, ale kiedyś - tu się zasmuciła- żebyś nas pamiętała. - ANGELA, NACIA!!!! CHODŹCIE TU!- usłyszały ryk dochodzący z dołu. - Co jest? -zapytały obydwie zbiegając na dół. - głodni jesteśmy, a wszyscy śpią. - No dobra, idę im zrobić kisiel -powiedziała Nacia, po czym zeszła na dół i odczyniła dane czynności. Tym razem zrobiła kisiel truskawkowy, na specjalne życzenia, aczkolwiek nie jadła go, z wiadomych powodów... /Dziękuję za uwagę, btw, razem z Angelą zaczynamy nową erę postów. Myślę, iż ktoś jeszce to czyta!// |
RE: *Śmierciożercy*
O lol ludzie, wierzę mamy pisac dłuższe posty.. Ale ja nie jestem jakimś pisarzem, takich jak wy to mi się pisac nie chce XD Wolę patrzeć na zmagania ludzi na SB ;p
*budzi sie xD* *wszytsko ją boli, spała na kanapie xD* *przeeeeeciąga się* *siada i nie wie co robić* O lol, weźcie jaka ja jestem głupia ^^. |
RE: *Śmierciożercy*
*przychodzi do kwatery głównej Śmierciożerców*
*siada na kanapie* -Cześć- *mówi z lekkim znudzieniem* *włącza TV i skacze po kanałach* *niestety nie ma żadnych krwawych horrorów* *wyłącza TV* -Co robimy?- *pyta obecnych Śmierciożerców* *patrzy na nich oczekując odpowiedzi* |
RE: *Śmierciożercy*
*nikt jej nie odpowiada*
*ziewa* *włącza TV i ogląda jakieś nudne seriale* - Na Czarnego Pana! Przez te cholerstwa zwariuję!- *mówi z irytacją* *w telewizji leci jakiś nudny serial* *właśnie w serialu rozgrywa się jakaś poryta, łzawa scena* - Mam dość! To normalnie jakieś pranie mózgu!- *warczy i wyłącza telewizor* *wyjmuje z kieszeni mp3 i zaczyna słuchać muzyki* |
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:17. |
Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.