HPN.pl

HPN.pl (http://hpn.pl/index.php)
-   Opowiadania zakończone (http://hpn.pl/forumdisplay.php?f=37)
-   -   Linia Życia 7/7 (http://hpn.pl/showthread.php?t=377)

Pan Nocy 05-02-2007 22:44

Linia Życia 7/7
 
/Artykuł ten jest dalszym ciągiem serii, pt.: Ostatni horkruks./

Minęło sześć lat od tragicznych wydarzeń na cmentarzu. Życie Harry'ego zmieniło się diamentralnie. Cały czas tęsknił za Ginny, bo wiedział, że nigdy nikogo nie pokocha tak jak ją kochał. Weasly' owie nie obarczali go winą za jej śmierć. No może nie wszyscy, bo Percy Weasly był przekonany, że gdyby Ginny nie zadawała się z Harrym, nie znalazła by się na tamtym cmentarzu. Harry, mimo, że nie lubił Percy'ego to w duchu wiedział, że ma racje.
Siedem lat temu, na pogrzebie Dumbledore'a powiedział jej, że nie mogą się dłużej spotykać, bo Voldemort się tego dowie i będzie próbował ją dopaść. Nie posłuchała. Teraz kiedy Harry tak wspominał, wiedział, że zapamięta ją jako upartą, kochaną złośnicę. Wiedział, że zawsze będzie o niej pamiętał.
Szedł właśnie na jej grób, aby zapalić znicz, jak co niedzielę. Świat wokół niego też zmienił się, co było widoczne. Może mugole o niczym nie wiedzieli, ale czarodzieje na pewno zaczęli się do siebie lepiej odnosić. Zaczęli być kulturalni i mili, czym nie zawsze się cechowali. Harry zdał pełny kurs na aurora i zgodnie z obietnicą, którą zawarł w duchu sześć lat temu, walczył ze złem.
Było jeszcze parę rzeczy, które się zmieniły. Ron i Hermiona są cztery lata po ślubie i mają roczną córeczkę. Nazwali ją Ginny. Harry uwielbiał się z nią bawić. Nie wiedział, czy to kwestia imienia i podobieństwa do Ginny, czy po prostu to, że jest ojcem chrzestnym. Zabójca Voldemorta, Snape od roku nie żył, ponieważ został zabity we własnym domu. Być może był to odwet, tego nikt do tej pory nie wiedział.
Harry przechodził właśnie koło znakomitej piekarni pana Jenkinsa. Na szybie już od paru miesięcy widniał plakat śmierciożerców na wolności. Było tam mnóstwo osób, których nie znał, ale były też bardzo znajome mu twarze. Bellatrix Lestrange, Draco Malfoy, Antonim Dołohow, Greyback, Alecto. Wszyscy uśmiechali sie ironicznie. Wszyscy oprócz Malfoya, który miał minę jakby zobaczył ducha. Jego twarz wyrażała wielki i nieopanowany strach.
Harry tym razem nie popatrzył nawet na plakat, tylko szedł dalej na cmentarz. W końcu po piętnastu minutach spaceru znalzł się nad grobem Ginny. Obok imienia i nazwiska, znajdowało się zdjęcię ślicznej, uśmiechnietej dziewczyny którą tak dobrze znał. To on powinien tu leżeć... nie ona...
Kiedy tak wpatrywał się w zdjęcię, przypominając sobie najwspanialsze dni przeżyte z nią, usłyszał czyjąś deportację. Obrócił się i zobaczył pana Weasly' a.
-Dzień dobry.- rzekł.
-Cześć Harry. Widzę, że znów tu przyszedłeś.- powiedział i uśmiechnął się.
-Oczywiście. Jestem tu w każdą niedzielę.- powiedział zaskoczony Harry. Przecież mówił to panu Weasly'owi dawno temu.
-Muszę ci coś powiedzieć. Złapali śmierciożercę.
Nawet nie spojrzał na grób córki. Być może było to dla niego zbyt bolesne.
-Kogo?- zapytał Harry, z wyraźnym ożywieniem.
-Dracona Malfoya.
-CO?!
-Dlaczego ja nic o tym nie wiem?!- zapytał wzburzony Harry.
-Bo złapali go przed chwilą. Chodź, za chwilę będzie przesłuchanie wstepne!
Harry szybko ruszył za panem Weasly'em. Deportowali się tuż za cmentarzem, przeszli już przez budkę telefoniczną do Ministerstwa Magii i szybko pobiegli na salę rozpraw. Otworzyli drzwi i zobaczyli mnóstwo osób. Rozprawa jeszcze się nie zaczęła go wszyscy dopiero siadali. Harry usiadł w bocznym rzędzie i go zobaczył. Siedział na krześle, obwiązany łańcuchami. Ręce mu się trzęsły. To już nie był ten Malfoy, którego Harry znał z Hogwartu. To był przerażony chłopak, który pierwszy raz ogląda dobranockę z duchami. Miał wielkie doły pod oczami i wiele zmarszczek, jak na swój młody wiek. Rozprawa zaczęła się. Rufus Scrimgeour wstał.
-Draconie Malfoy. Zostałeś oskarżony o przynależność do grupy Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, w czasach jego panowania, czyli gdy żył. Zostałeś...
-CO?- wrzasnął Malfoy. Scrimgeour zmierzył go gniewnym spojrzeniem.
-Byłeś śmierciożercą. Zaprzeczasz?
-Nie o to mi chodzi. Owszem b-byłem.- powiedział drżącym głosem Malfoy.- Chodzi mi o Czarnego Pana. ON ŻYJE!
-BREDNIE!- ryknął Scrimgeour.- Twoja oficjalna rozprawa zacznie się jutro o godzinie 12.30. Dziękuję.
-NIE! POPEŁNIACIE BŁĄD!- wrzeszczał Malfoy.- CZARNY PAN ŻYJE! SNAPE... SNAPE... TO BYŁA ZEMSTA...
Drzwi zatrzasnęły się. Malfoya wyprowadzono, a ludzie zaczynali się rozchodzić.
-Coż, za brednie.- śmiali się czarodzieje, obok Harry'ego.
-No Harry, na mnie już pora- powiedział pan Weasly.- Spokojnie, nie martw się. Na pewno tak mówił, żeby nie iść do Azkabanu. To cześć.
I wyszedł. Harry również się zebrał i opuścił salę. Wiedział, że Malfoy to kłamca, ale jeszcze nigdy jak kłamał, nie był tak przerażony. Zazwyczaj miał, ten swój głupi uśmieszek.
Tej nocy źle spał. Miał przerażające koszmary z Voldemortem, Ginny i Malfoyem. Szedł z Ginny za rękę przez park zakochanych. Czuł się tak szczęśliwie. Nagle pojawił się Malfoy "Kochasie mugoli na pierwszy ogień!" krzyknął i zamienił się w Lorda Voldemorta. Potem Harry przemówił językiem wężów: zabić Pottera....
-AAAAAAAAA
Spadł z łóżka. Blizna piekła go niesamowicie. Nie mógł wstać, nie mógł się poruszyć z bólu. Spojrzał w ciemność pokoju. Najpierw Malfoy... teraz blizna...
co się do cholery dzieje...


Cz.2

Harry nie przespał już żadnej godziny tej nocy. Męczył się myślami, na temat Voldemorta i Malfoya. Przecież to niemożliwe, aby Voldemort żył. Sam widział jak Snape morduje go na cmentarzu. Jego ciało leżało tam, poszarpane i puste w środku, koło tej brudnej szafy. Tak właśnie zapamiętał Czarnego Pana, Harry.
A jednak było coś w głosie Malfoya, co nie przestawało mu o tym myśleć. Skoro Voldemort naprawdę żył to dlaczego przez te sześć lat nic nie zrobił tylko siedział w ukryciu. Harry'ego już głowa rozbolała od myślenia. VOLDEMORT NIE ŻYJE!
Wyszedł szybko z domu, bo Ron i Hermiona, na pewno już się niecierpliwili z obiadem. Poźniej musi i tak jeszcze iść do pracy. Czekała go praca papierkowa związana z Malfoyem. Kiedy zaszedł do domu państwa Weasly, otworzył mu Ron.
-Cześć, Harry! Obiad już prawie na stole. Hermiona poszła położyć małą. Była śpiąca.
-Może się dowiedziała, że jej nudny ojciec chrzestny przyszedł.- rzekł Harry, przekraczając próg domu, na co Ron roześmiał się. Elegancko zdjął kurtkę i zajął miejsce przy stole. Za chwilę nadeszła Hermiona, a za nią leciała misa zupy.
-Cześć Harry.- powiedziała i machnęła różdżką, a misa wylądowała na stole i zupa zaczęła nalewać się do talerzy. Ron i Hermiona zajęli miejsca naprzeciwko Harry'ego.
-Słyszeliśmy o Malfoyu.- powiedział Ron.- Ojciec mówił, że wygadywał jakieś bzdury na rozprawie.
-Owszem. Krzyczał, że Voldemort powrócił.
Ron i Hermiona spojrzeli na siebie.
-Ale to chyba niemożliwe, żeby...- zaczął Ron, ale Harry mu przerwał.
-Nie. Jak Voldemort może żyć, skoro widziałem jego ciało na cmentarzu? Chyba, że istnieje brat bliźniak Voldemorta, o równie pokrętnych poglądach.
Ron roześmiał się. Jednak Hermionie nie było do śmiechu.
-Harry lepiej uważaj. To nie jest temat do żartów.
-Jedzmy już.- rzekł z zakłopotaniem Ron. Wzięli sę do zupy. Była naprawdę pyszna.
-No, Hermiono...- powiedział Harry, oblizując się.- Przeszłaś samą siebie.
-Och, Harry. Ja naprawdę...
W tym momencie rozległ się okropny huk przy drzwiach. Zobaczyli tylko kurz i drzwi na podłodze.
-Co jest...- rzucił Ron i wstał. W tym momencie zielony promień przeszedł mu koło nosa.
-POD STÓŁ!- ryknął Harry, ale oni już pobiegli do Ginny. Harry ruszył za nimi, celując różdżką w kurz. Nagle zza ściany wyłoniła się Alecto. Była bardzo blada, ale miała szaleńczy uśmiech na twarzy.
-Avada kedavra!
Harry skoczył za ścianę, a promień trafił w nią.
-Crucio!
Harry padł na kolana. Ból był okropny.
-D-d-drętwot-ta- ale ból wygrał. Upadł i zaczął się miotać. Alecto i jakiś dwóch śmierciożerców patrzyło na niego z politowaeniem.
-Jesteś trupem Potter.
Jakiś wielki śmierciożerca wycelował w niego różdżką i wtępił wzrok.
-Impedimenta!
Śmierciożercę odrzuciło. Przybiegł Ron. Ból u Harry'ego ustąpił. Alecto chciała rzucić urok na Rona, ale Harry ryknął:
-SECTUMSEMPRA!
Niewidzialne noże pociachały twarz Alecto, jak ser. Upadła cała we krwi i zaczęła się miotać. Dwóch innych śmierciożercó zniknęło. Ron opuścił różdżkę.
-Nie!- krzyknął Harry.- Bądź w pogotowiu!
Spojrzał na niego dziwnym wzrokiem jakby chciał powiedzieć "ale tu już nikogo nie ma". Usłyszeli trzaski deportacji. Harry zaczął liczyć, a serce łomotało mu ze strachu. W domu jest około siedmiu śmierciożerców.
-Gdzie Hermiona?!- rzucił przerażony Harry.
-Na górze.- powiedział równie wystraszony Ron.- Z Ginny. Chciała tu przyjść, ale jej zakazałem.
-Dobrze.
W tym momencie zobaczył w kurzu straszliwą twarz Dołohowa.
-Impedimenta!
Chyba nie trafił, bo usłyszał jedynie tłuczone szkło.
W tym momencie usłyszeli coś co ich obu równie mocno przeraziło. Straszliwy krzyk z góry.
-HERMIONA!
Ron ruszył schodami nie patrząc na nic. Harry biegł za nim, zabezpieczając tyły. Szybko wbiegli do pokoju Ginny. Ujerzeli Hermionę z dzieckiem za łóżeczkiem, a jakiś blondyn ciskał zaklęciami niewybaczalnymi na oślep.
-AVADA KEDAVRA!- ryknął Ron. Blondyna odrzuciło do tyłu, lekko się zachwiał i tłukąc szybę, wypadł przez okno.
-Nic ci nie jest?- zapytał szybko Ron Hermionę, która wpadła mu w ramiona.
-Nie...- wyszeptała.
-Hej!- krzyknął Harry.- Mamy problem. Jesteśmy uwięzieni. Trzeba się deportować.
-Nie da się.- odpowiedział Ron.
-CO?!
-Nie można się deportować z dziećmi poniżej szóstego roku życia. Nie mają dość mocy magicznej w sobie, aby przeprowadzić nawet teleportację łączną.
Harry zupełnie o tym zapomniał. Po teleportacji, z Ginny mogła zostać tylko papka. Usłyszeli jak ktoś wbiega po schodach. Harry spojrzał na sąsiedni pokój.
-Szybko!
Wbiegli do sypialni Rona i Hermiony, a w oddali zobaczyli twarz Alecto. Wyglądała jeszcze gorzej niż przed Sectumsemprą. Wpadli na drugie schody i szybko zbiegli do kuchni. Harry obejrzał się. Śmierciożercy byli za nimi.
-Hermiono, zabezpiecz Ginny. Ron musimy walczyć, nie mamy wyjścia.- powiedział.
Hermiona ze strachem spojrzała na drzwi i się odsunęła. Drzwi otworzył się i mężczyźni rzucili w stronę śmierciożerców Drętwoty. Usłyszeli czyjś pisk. Szybko się odsunęli. Do środka wpadło trzech sługów Czarnego Pana.
-Avada kedavra!- ryknął Harry. Jeden padł. Drugi zaczął walczyć z Ronem, a trzeci zobaczył Hermionę.
-Drętwota!
-Avada kedavra!
Ron walczył na całego. Ciemnowłosy śmierciożerca podniósł różdżkę na Hermionę, która nie mogła sięgnąć po swoją, trzymając Ginny. Ron zlekceważył swojego przeciwnika i podbiegł do swojej żony. Harry szybko oszołomił byłego przeciwnika Rona, a ciemnowłosy śmierciożerca celując w Hermionę krzyknął:
-AVADA KEDAVRA!
Ron szybko podbiegł i swoim ciałem zakrył rodzinę.
-NIE!- ryknął Harry. Siła zaklęcia odrzuciła Rona na kilka metrów po czym uderzył w ścianę i z hukiem padł bezruchu na podłogę.
-Petryficus totalus!- krzyknął Harry, celując w śmierciożercę. Szybko podbiegł z Hermioną do Rona.
-Ron...RON, NIE!!!!- wrzasnęła. Harry złapał ją za rękę. Próbował powstrzymać płacz, gdy ułyszeli kolejne kroki na korytarzu. Nie miał już siły walczyć, nie chciało mu się nic. Hermiona miała całą twarz w łzach. Ginny zaczęła cichutko chlipać... w jednej chwili całe życie trojga tu osób, legło w gruzach....


Cz.3

Drzwi ponownie otworzyły się z hukiem. Wpadło dwóch śmierciożerców, którzy wycelowali w Harry'ego i Hermionę. Harry szybko swoim ciałem osłonił Hermionę. Śmierciożercy krzyknęli równocześnie:
-CRUCIO!
Harry już drugi raz tego popołudnia, poczuł urok zaklęcia crucio. Zaczął zwijać się z bólu. Zobaczył jak w Hermionę też celują... nie... zabiją ich...
W tym momencie to pokoju wpadło kilka innych osób: "Drętwota!". Ból u Harry'ego natychmiast ustąpił. Podniósł się i zobaczył swoich kolegów po fachu z Ministerstwa. Dwóch śmierciożerców było zakneblowanych.
-Harry!- krzyknął Bodie.- Nic ci nie jest?
-Nie... Co wy tu robicie?
Znowu błysk na korytarzu i kolejny tuman kurzu leciał w ich stronę. Dom Rona, Hermiony i Ginny był strasznie zniszczony. I nagle... wszystko ustało.
Do kuchni weszło więcej aurorów, a wraz z nimi sam Rufus Scrimgeour.
-Nic wam nie jest? A...- minister urwał w pół zdania, patrząc na bezwładnego Rona. Hermiona kucała w kącie z Ginny na rękach i z lśniącą od łez twarzą. Jakiś auror podszedł do Rona i zmierzył mu puls. Popatrzył na ministra i lekko potrząsnął głową. Mimo, że Harry już od samego rzucenia klątwy uśmiercenia, wiedział, że Ron z tego nie wyjdzie, to jednak ten gest aurora wbił mu nóż w plecy.
-Macie bardzo dobrych sąsiadów. Właśnie nas powiadomili, że coś jest nie tak- powiedział Bodie. Harry go nie słuchał. Podszedł do Hermiony, pomógł jej wstać i przytulił ją. Ledwo stała na nogsch. Harry podtrzymywał ją, żeby przypadkiem nie zemdlała. Wiedział co czuła po stracie najblższej osoby. Harry przechodził przez to już wiele razy. Matka... ojciec... Syriusz... Dumbledore... Ginny... Dwie łzy pociekły mu po policzkach. Aurorzy wynieśli ciało Rona, żeby Hermiona nie patrzyła.
-C-co ja t-t-teraz pocznę...- szeptała przez łzy.- Co my z Ginny z-zrobimy... Nie możemy mieszkać u m-moich rodziców... to n-nie jest magiczny świat... Ginny musi się k-kształcić... H-harry...
Wtuliła się jeszcze mocniej. Harry'emu pękało serce. I znów zło zepsuło wszystko co piękne i dobre.
-Hermiono... nie płacz... możecie zamieszkać u mnie...
Spojrzała na niego z ciepłem na twarzy.
-Harry...
Podszedł do nich minister.
-Pani Weasly. Proszę podejść do naszego lekarza. Da pani coś na uspokojenie. Bardzo współczuję.
Hermiona spojrzała na niego ostrym wzrokiem i odeszła z Ginny, chwiejnym krokiem.
-Panie Potter, muszę z panem porozmawiać na osobności.
Harry chcąc, nie chcąc odszedł w stronę korytarza. Nie lubił Scrimgeoura od szóstej klasy, ale to był jego szef, więc nie miał wyboru i musiał mieć dla niego szacunek.
-Sprawa jest poważniejsza niż myśleliśmy.- powiedział minister.
-Jaka sprawa?- zapytał Harry zniecierpliwionym głosem.
-Chodzi o list.
-List?
-Tak. Wczoraj dostał pan list do ministerstwa. Anonimowy.
-Ma pan ten list przy sobie?- zapytał Harry.
-Nie... Widzi pan, nadawca pomylił pana biuro z biurem pana sąsiada w ministerstwie. List trafił do pana Bryana.
-Skąd wiadomo, że to list do mnie?
-Było wyraźnie napisane pana imię i nazwisko.
-I co dalej z tym listem?- Harry zaczynał się już złościć. Scrimgeour chyba to wyczuł go mówił już szybciej:
-Pan Bryan przyszedł do biura dzisiaj rano i gdy zobaczył list do pana w jego biurze, chciał go panu odstawić na biurko. Gdy tylko go dotknął, koperta eksplodowała.
-Co?- prawie krzyknął Harry.- Co z Bryanem?
-Jest w Świętym Mungu. Jego stan jest krytyczny.- odpowiedział Scrimgeour.- To nie wszystko. Kiedt koperta już eksplodowała, w powietrzu pojawił się Mroczny Znak.
-CO?- teraz Harry już naprawdę nie wytrzymał.- Było nazwisko nadawcy?!
-Niestety nie. Ale robimy wszystko co w naszej mocy, by znaleźć sprawcę.- powiedział minister, patrząc na Harry'ego ostrym wzrokiem.- Pan przypuszcza kto to mógł zrobić?
Harry spojrzał na Scrimgeoura jak na idiotę.
-A nie widzi pan co tu się stało? Nie widział pan kto tu był?
-Widziałem, ale...
-To niech pan sobie pogłówkuje kto mógł podrzucić mi list-pułapkę.- powiedział Harry i odszedł. Spotkania z ministrem zawsze wprawiały go w gniew. Być może było to spowodowane, stosunkiem Scrimgeoura do Dumbledore'a. Kiedy wychodził na zewnątrzn zobaczył co zostało z domu Rona i Hermiony. Ruina. Hermiona stała obok, jakiegoś mężczyzny, który dał jej jakieś pudełko. Harry do niej podszedł. Dostała leki uspokajające.
-Wciąż nie mogę w to uwierzyć.- rzekła przytulając małą.- Co my teraz zrobimy.
-Mówię ci Hermiono, możecie zamieszkać u mnie. Jak długo chcecie.
-Harry nie możemy... nie chcę się narzucać...
-Hermiono, chyba żartujesz. Będzie mi bardzo miło.
Hermiono uśmiechnęła się.
-Bardzo ci dziekuję. Nie wiem co bym zrobiła.
-Nie ma sprawy..
Odprowadził Hermionę do swojego domu. Była bardzo zmęczona. Kiedy położyła się do łóżka z Ginny, Harry postanowił zrobić desperacki krok. Deportował się pod mury Azkabanu. Dementorzy stali wszędzie i łypali na niego groźni, ale nie śmieli mu nic zrobić, patrząc na jego dokument aurora, który miał na szyi. Podszedł do dementora głównego i pokazał mu kartkę. On skinął lekko głową i pokazał mu drogę. Kiedy dotarli do wyznaczonej celi, podał mu klucz, ukłonił się i odpłynął. Harry zajrzał przez kraty. Draco Malfoy, leżał skulony na łóżku.
-Malfoy.- krzyknął Harry. Malfoy odwrócił się. Kiedy zobaczył żywą twarz, szybko podbiegł do krat.
-Potter! Co ty tu robisz?
-Mam do ciebie sprawę. Wyłaź.- powiedział Harry i otworzył kraty. Malfoy wyszedł, a Harry celując w niego różdżką, wskazał mu wyjście z Azkabanu.
-Co chcesz zrobić?- zapytał przestraszony Malfoy.
-Sfingowałem parę dokumentów, żeby cię stąd wyciągnąć na dwadzieścia cztery godziny. Musisz mi coś wyjaśnć.
Przeszli obok dementorów i wyszli poza ich zasięg. Harry odpchnął Malfoya. Skazaniec upadł na piach, a Harry wycelował w niego różdżką.
-Gdzie jest Voldemort? Jak przeżył?
Malfoy nie od razu odpowiedział. Jego źrenice trochę się rozszerzyły.
-A więc wierzysz mi?
-Gadaj!
-Czarny Pan przeżył, bo nie zniszczyłeś jednego horkruksa. Zniszczyłeś sześć. Zapomniałeś o jednym.
Harry'emu zaczęło mocniej bić serce. Przecież zniszczył siedem... I wtedy coś sobie uświadomił. Myślał, że to blizna jest siódmym horkruksem, ale okazało się, że Voldemort sam zniszczył tego horkuksa osiem lat temu. Czyżby się tego domyślił i przed śmiercią stworzył jeszcze jednego? Mafoy z ciekawością wpatrywał się w twarz Harry'ego.
-Ja wiem co jest tym horkruksem. Dlatego dałem się złapać ministerstwu. Bałem się o życie, gdy odkryłem jego tajemnicę.
-Co jest horkruksem?!- krzyknął Harry. Malfoy przez chwilę milczał, jakby chciał go utrzymać w niepewności, po czym rzekł:
-Siódmym horkruksem jest Albus Dumbledore.


Cz.4

Do Harry'ego dopiero po chwili dotarła absurdalność tego zdania. Spojrzał na Malfoya z politowaniem.
-Tobie naprawdę odbiło.
Malfoy wstał, zrobił szybko krok w kierunku Harry'ego, ale zatrzymał się tuż przy końcu różdżki.
-Myślisz, że kłamię Potter? Odpowiedz mi na pytanie po co by mi to było? Żeby nie siedzieć w Azkabanie do końca życia? To lepsze niż wolność. Czarny Pan mnie odnajdzie i zabije, zawsze tak robi ze zdrajcami. Śmierci Severusa Snape'a i Igora Karkarowa, powinny dać wam do zrozumienia, że Czarny Pan nie żartuje.- odrzekł Malfoy. Jego oczy płonęły w złości, ale Harry ani myślał się go bać.
-Sam widziałem jak Severus Snape zabija Voldemorta na cmentarzu. Dlaczego miałbym ci wierzyć?- zapytał Harry gniewnie, a z jego różdżki wystrzeliło kilka iskier. Malfoy chyba nabrał trochę dystansu, przypominając, że on jest bezbronny wobec Pottera. Zmrużył oczy i rzekł:
-Już od paru lat jesteś obserwowany. Czarny Pan planuje atak na ciebie i zabija nieporządanych, którzy o tym planie wiedzą. Znasz Alberta Bryana? Dostał list zaadresowany do ciebie, ale pod numer jego biura. Celem tej pomyłki był atak. On wiedział o planie, od pewnego śmierciożercy, który już dawno nie żyje. Ja też się o tym dowiedziałem i pragnął mnie zabić. Oddałem się w ręcę władz i modlę się o dożywocie. A wy jesteście zbyt butni, żeby w to uwierzyć? Proszę, róbcie co chcecie, ale nie nabierajcie rozumu dopiero wtedy, gdy zaczną was mordować w łóżkach.
Na Harrym te słowa zrobiły wrażenie. Wiedział, że Malfoy nie mógł wiedzieć o ataku na dom Weasly'ów, bo to się stało niedawno. Musiał o planie ataku wiedzieć wcześniej.
-Jak to możliwe, żeby horkuksem był Dumbledore? Przecież on nie żyje...- zapytał Harry.
-Jego ciało. Voldemort dobrych parę lat temu zamienił jego ciało w horkruks. Chciał tym samym uczcić jego śmierć. Nic więcej nie wiem.
-Ale..- zająkał się Harry.- Jak wszedł na teren Hogwartu?
-Tego nie wiem. Ale skoro mógł się dostać na teren Ministerstwa Magii, to Hogwart chyba pryszcz?
Uwaga Malfoya była trafna.
-Zaraz... Voldemort ma ciało?
Malfoy nie odpowiedział od razu. Zmierzył Harry'ego od stóp po czubek głowy i rzekł:
-Sprawdzasz mnie?
-Muszę się upewnić.
-Tak ma ciało. Żyje, chodzi i je, jeśli o to ci chodzi.- odpowiedział Malfoy, wciąż łypiąc groźnie na Harry'ego. To już wydawało się absurdalne. Jak może mieć ciało, skoro został z niego wyrwany.
-Przypomiasz sobie? Na cmentarzu nigdzie nie znaleziono ciała Voldemorta. Śmierciożercy je wzięli, żeby Czarny Pan mógł później ponownie w nie wstąpić, po tak zwanej lini życia.- powiedział Malfoy.
-Po czym?
-Linia życia. Nieustające tchnienie życia. To jest taka linia, która podtrzymuje nasze życie. Może ona zostać poszarpana przez ból, a i tak żyjemy. Natomiast, jeżeli linia się przerwie, życie zostaje utracone na zawsze. Ktoś kto tworzy horkruksy, nawet w przypadku zaklęcia uśmiercającego ma pewność, że linia nie zostanie przerwana.- odpowiedział spokojnie Malfoy.
-Gdzie w tej chwili znajduje się ciało Dumbledore'a?- zapytał Harry. Malfoy przełknął ślinę.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Co?
-On mnie zabije. Zamorduje moją matkę, jak już tego nie zrobił. Mamo...
Mafloy ukękł. Z jego białych policzków popłynęła łza.
-Ojca już zamordował. Rok temu, udało się śmierciożercom wtargnąć do Azkabanu.
Harry wiedział o czym mówi Malfoy. Zamordowano wtedy sześciu więźniów, w tym Lucjusza Malfoya.
-Nikt mi już nie pomoże. Jestem trupem.- Malfoy skulił się.Harry'emu po raz pierwszy zrobiło mu się żal chłopca, a w zasadzie mężczyzny, którego tak nienawidził. Kiedyś życzył mu śmierci, a teraz z chęcią by mu pomógł.
-Mogę ci pomóc.- powiedział Harry, po krótkiej walce w duszy.
-Nie... nie możesz. Jeszcze jak Czarny Pan dowie się, że ci to powiedziałem.
Malfoy jęknął. Harry nie zwrócił na to uwagi.
-Draco, ja muszę wiedzieć, gdzie znajduje się ciało Dumbledore'a. Powiedz mi.
Malfoy patrzył na Harry'ego, przez chwilę, po czym rzekł:
-W domu rodziny Voldemorta. W domu Gaunt'ów.
Powiedziawszy to uklękł.
-Dziękuję ci Draco.
Malfoy spojrzał na niego z wyrzutem, po czym obaj udali się z powrotem do Azkabanu. Dementorzy przejęli go na wejściu. Gdy Harry odchodził usłyszał krzyk Malfoya, zza krat:
-NIE WIESZ TEGO ODE MNIE!
Harry pośpiesznie deportował się do swojego domu. Gdy wszedł ujrzał Hermionę, przy gotowaniu.
-Hermiono, nie musisz tego robić.- powiedział. Ona szybko się odwróciła. Ginny leżała na kanapie i wymachiwała rączkami.
-Ale chcę. Nie mam już nic do roboty.
-Hermiono.- rzekł znów spokojnie Harry.- To moja wina, że Ron zginął.
Po tym zdaniu w domu zalęgła w ciszy. Słychać było tylko Ginny.
-Co..? Ale...
-Voldemort polował na mnie. On żyje Hermiono. Chciał zabić mnie, a ja głupi naraziłem was na niebezpieczeństwo. Przepraszam.
Hermiona spojrzał na niego miłym, ciepłym wzrokiem po czym rzekła:
-Nie obwiniaj się Harry. To nie jest twoja wina tylko Voldemorta. Jak to się stało, że on żyje?
Harry wyczuł w jej głosie strach.
-Nie znalazłem jednego horkruksa. Zawaliłem sprawę. Teraz muszę naprawić swój błąd.
-Naprawić...? Jak?
-Odnajdę ostatni horkruks i zabije Voldemorta. Nie mam wyboru. Ruszam za chwilę.- powiedział. Zobaczył jak usta jej drgają.
-Sam? Oszalałeś? Idę z tobą!
-Nie. Ty masz córkę. Musisz zapewnić jej bezpieczeństwo. I nie spieraj się Hermiono. Zrobię jak postanowiłem.
-Ale... Harry... przynajmniej powiedz ministerstwu.
-Żartujesz? Wzięli by mnie za idiotę. Ci kretyni zachowują się dokładnie jak Knot.
Wziął swój płaszcz i podszedł do drzwi.
-Harry!
Obrócił się.
-Dzwonili z ministerstwa. Bryan nie żyje.
Harry zamknął oczy. Volemort działa od lat, a on dopiero teraz to zrozumiał. Otworzył drzwi.
-Harry...
Znowu się obrócił.
-Hermiono, niedługo wrócę.- powiedział i zamknął drzwi, zostawiając ją z niepewnościami i zmartwieniami.
Tymczasem daleko, daleko od domu Pottera, Draco Malfoy wpatrywał się w długość korytarza i myślał o dzisiejszym gościu. Zaczął się śmiać. Jego śmiech zapełnił korytarz. Inni, już umierający zastanawiali co może temu chłopakowi dodawać wiary. Draco Malfoy wiedział...


Cz.5

Harry opuścił swój dom i wyszedł poza podwórko, aby się deportować. Zanim odwiedzi mieszkanie Gaunt'ów musi coś sprawdzić. Kiedy miał już się przenosić, zdał sobie z czegoś sprawę. Nie może popełnić tego samego błędu co z Ronem. Musi załatwić Hermionie, jakąś ochronę. Mógł się zgłosić tylko do jednej osoby. Deportacja do Ministerstwa Magii.
Gdy przeszedł już test w budce telefonicznej, zobaczył wielkie zamieszanie w holu. Mnóstwo ludzi dopychało się do korytarza po prawej stronie, aby na coś popatrzeć. Harry ledwo wyszedł z windy i zaczął się przepychać w stronę biura aurorów, ale to było prawie niemożliwe, przy tym zamieszaniu. Doszedł do jakiegoś starszego czarodzieja z długą, siwą brodą, który stał prawie na palcach, żeby móc na coś popatrzeć.
-Przepraszam, co tam się dzieje?
Harry wskazał na korytarz prowadzący do lochów.
-Złapali jakiegoś śmierciożercę.- odparł mężczyzna. Harry zaczęło mocniej bić serce.
-Kogo?
-Nie wiem.- powiedział mężczyzna zdenerwowanym głosem.- Właśnie próbuję się dowiedzieć.
Harry wychylił głowę jeszcze wyżej, ale śmierciożerca musiał być daleko, bo nie widział żadnej straży, ani dementorów.
-Harry!- ktoś szarpnął go od tyłu w rękę. Chłopak szybko obrócił się i zobaczył Kingsleya.
-Cześć, Kingsley, właśnie chciałem z...
-Nie ma czasu.- przerwał mu Kingsley.- Chodź ze mną.
Harry posłusznie ruszył za Shackleboltem, do drugiego tunelu, również prowadzącego do Wizengamotu. Ta droga wiała pustkami.
-Co się stało?- zapytał Harry. Kingsley nie odpowiedział tylko szedł przed Harrym w milczeniu. Po twarzy można było poznać, że jest albo wściekły, albo czymś zmartwiony. Doszli w końcu do wielkich metalowych drzwi, prowadzących na salę. Kingsley stanął i szepnął:
-Musisz zobaczyć tego śmierciożercę.
Po sposobie w jaki Kingsley wypowiedział słowo ŚMIERCIOŻERCA można było poznać, że jest zły. Otworzył drzwi i wszedł. Harry postąpił tak samo. W Wizengamocie, było pełno ludzi, od krzeseł gapiów, po sam Wielki Sąd z Rufusem Scrimgeourem na czele. Harry nie od razu zobaczył winnego, bo kilka kilkanaście osób stało, zasłaniając go. Mimo to zobaczył czubek głowy skazanego. Musiał być ogromny, bo Harry stał na wysokości pierwszego piętra, a śmierciożerca siedział na dole. W pewnym momencie wszyscy stojący usiedli i wtedy Harry go zobaczył. Serce podeszło mu do gardła, a oczy wyszły na wierzch. Nie... to niemożliwe...
Na siedzeniu skazanego siedział Rubeus Hagrid. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Harry wiedział, że Hagrid piekielnie boi się Azkabanu. Zalęgła cisza. Minister wstał i wziął kartkę.
-Rubeusie Hagridzie, zostałeś przyłapany w towarzystwie zwolenników nieżyjącego już czarnoksiężnika. Zostałeś także oskarżony o zamordowanie Severusa Snape'a. Grozi ci dożywotni pobyt w Azkabanie.W Harrym wezbrała się złość. Hagrid... śmierciożercy...? Morderstwo...? To było śmieszne. Wiedział, że Scrimgeour traktuje go tak, bo wiązała go silna więź z Dumbledorem. Minister zaczął wymieniać kolejne zarzuty, Harry nie wytrzymał.
-ŚMIESZNE!
Wybiegł na środek sali. Wszystkie oczy zwróciły się na niego. Hagrid wyglądał na zaskoczonego.
-On śmierciożercą?? Oskarżcie też mnie! Ja też byłem zwolennikiem Voldemorta- wszyscy skrzywili się- byłem jego najwierniejszym sługą! Co wy na to?
Minister wstał i rzucił ostre spojrzenie.
-Jeśli natychmiast nie usiądziesz...
-To co? Wywalisz mnie? Proszę bardzo! Mam gdzieś waszych osranych zasad! Wsadzacie niewinnego człowieka do Azkabanu i udajecie, że wszystko jest w porządku, gdy w rzeczywistości prawdziwi mordercy hasają po wolności! To jest prawo?
Wizengamot spojrzał na niego z wyrzutem.
-Wyprowadzić go.- rzucił Scrimgeour aurorom. Podszedł Kingsley z Bodiem.
-Harry, wyjdź.
Ale Harry już podjął decyzję. Przy wyjściu nie było aurorów tylko przy ministrze. Spojrzał na sąd i powiedział:
-Jesteście hanbą dla społeczeństwa czarodziejów. Wycelował w wielki obraz przedstawiający jakiegoś czarodzieja i ryknął:
-REDUCTO
Obraz spadł, salę pokrył kurz. Zaczęła się panika. O to chodziło... Rzucił się w kierunku Hagrida. Poprzecinał łańcuchy i wskazał mu wyjście:
-SZYBCIEJ!
-BRAĆ GO! BRAĆ POTTERA!
Ale aurorzy byli bezsilni, wobec tłumu i kurzu. Wszyscy chcieli wyjść, zrobił się ogromny korek.
-Harry, nie rób tego.- powiedział Hagrid.
-BIEGNIJ
Hagrid ruszył, taranując kilka osób. Za nim Harry. Przy wyjściu stało dwóch demetorów, którzy ruszyli na Hagrida.
-EXPECTO PATRONUM!
Srebrny jeleń natychmiast ich spłoszył. Harry z Hagridem zaczęli biec przez korytarz, gdzie nie było ludzi. Zobaczyli za sobą kilku aurorów. Pozostało tylko jedno, teleportacja. Poza salą nie było już blokady, więc można było śmiało uciekać. Złapał Hagrida za potężne ramię i już wirowali w kolorach tęczy. Wylądowali na ulicy. Gdy ludzie w pobliżu zobaczyli Hagrida, natychmiast pouciekali.
-Uciekaj!- krzyknął Harry.
-Harry nie powinieneś tego robić.
-Nie dyskutuj Hagridzie tylko biegnij.- popędzał go chłopak.
-A ty?- zapytał Hagrid.
-Ja mam jeszcze coś do załatwienia.
-Jak ci się odwdzięczę....
-BIEGNIJ! Potem pogadamy.- wrzasnął Harry, na co Hagrid zniknął w zaułku. Harry musiał coś jeszcze zrobić w ministerstwie. Modląc się o szczęście, jeszcze raz się tam deportował. Wylądował tam gdzie chciał, w biurze Kingsleya. Wszedł do szafy, na wypadek, gdyby ktoś nieporządany wszedł do biura. Czekał tam piętnaście minut, gdy nagle usłyszał głos z biura. Ktoś wszedł.
-Ojej, skubany...- usłyszał śmiech Kingsleya. Natychmiast wyszedł z szafy. Kingsley rzucił mu ostre spojrzenie:
-Co ty zrobiłeś? Jesteś poszukiwany!
-Nieważne. Nie obchodzi mnie to. Chyba, że zamierzasz mnie wydać.
Kingsley zrobił ojcowską minę.
-Oczywiście, że nie.
-Muszę się dostać do Hogwartu. Nie można się tam deportować, bo są blokady, a do Hogsmeade... w tej sytuacji do niebezpieczne. Jak mnie złapią cały plan weźmie w łeb.
Kingsley przez chwilę myślał, co zrobić w końcu rzekł:
-Fiuu. Mój kominek- wskazał na kominek w swoim gabinecie- jest podłączony do Hogwartu. Ale tam cię nie wyślę, bo to zbyt ryzykowne.
-Muszę tylko pogadać z McGonagall. To pilne. Chodzi o grób Dumbledore'a. Ktoś chyba ukradł jego ciało.
Kingsley zmierzył go trochę nieufnym wzrokiem.
-To niemożliwe.
-Błagam. Pięć minut.
Aurur zastanawiał się przez chwilę, po czym rzekł:
-Dobrze, ale ja z nią pogadam.
Harry uśmiechnął się. Czarnoskóry auror wziął trochę proszku Fiuu, wrzucił do ognia gdzie pojawiły się iskry, wsadził głowę i powiedział:
-Gabinet dyrektora. Hogwart.
Jego twarzy natychmiast ukazał się Minerwa McGonagall przy biurku. Gdy go zobaczyła, natychmiast podbiegła.
-Kingsley! Naraszcie! Jak długo można czekać?
-Za czym?- zapytał zaskoczony.
-Przecież wczoraj wysłałam Slughorna do ministerstwa... nie było go?
Kingsley potrząsnął głową. Ona spojrzała na niego ze smutkiem w oczach.
-Ktoś zniszczył grób Dumbledore'a. Zabrali jego ciało.
-Kiedy?- zapytał przestraszony Kingsley.
-Wczoraj, gdzieś po południu.
-I nikt nic nie widział?
McGonagall potrząsnęła głową. Tymczasem Harry wpatrywał się w Kingsleya, który po chwili wyjął głowę z płomieni. Sądząc po jego minie i wielkich, przestraszonych oczach -gdzie Harry zobaczył zdumienie- nie miał dobrych wiadomości.


Cz.6

Gdy Kingsley powtórzył to, co powiedziała mu McGonagall, Harry usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach. A więc Malfoy mówił prawdę. Voldemort zamienił Dumbledore'a w horkruks, a potem, żeby nikt się nie zorientował, ukradł ciało z terenu Hogwartu.
-Natychmiast rozpocznę poszukiwania. Harry będziesz musiał się zbierać, bo jeszcze odkryją, że tu jesteś. Scrimgeour właśnie rozsyła listy gończe, za tobą i Hagridem. Nie jest dobrze.- rzekł Kingsley. Harry skinął głową.
-Dziękuję ci.
-Nie ma sprawy.
Harry wstał i natychmiast się deportował. Miał ułożony w głowie plan. Nie wiedział dokładnie, gdzie może być dom Gaunt'ów, bo nigdy tam nie był(nie licząc wycieczki w myślodsiewni Dumbledore'a). Wiedział tylko, że dom dziadka Voldemorta znajduje się w wiosce, za miasteczkiem Little Hangleton. Sam nie wiedział, gdzie dokładnie jest Dumbledore, ale znał kogoś kto wie. Kto powinien wiedzieć.
Azkaban był ponurym miejscem. Wszędzie roiło się od dementorów, którzy tylko czekali, aż ktoś wyzionie ducha, by wchłonąć cały ból. Tu nikt o szczęściu nie mówił, bo w tym rejonie nie istniało nic takiego jak szczęście. Harry wszedł już drugi raz dzisiejszego dnia po marmurowych schodach. Dementor przy drzwiach zatrzymał go.
-Miałem dzisiaj dokument pozwalający na zabranie więźnia na dwadzieścia cztery godziny. Chcę to wykorzystać. Harry Potter, Biuro Aurorów. Możecie sprawdzić.
Dementor popatrzył na niego gniewnie, a Harry modlił się, żeby list gończy jeszcze nie doszedł do Azkabanu. Jego modły zostały wysłuchane, bo dementor wpuścił go do środka. Harry szedł szybkim krokiem między celami, szukając Malfoya. Cel było tak dużo, że trudno było się połapać, nawet jeśli się już tu było. W końcu trafił do swojego do swojego więźnia. Draco Malfoy spał na rozkładanym łóżku ze sprężyną.
-Wstawaj!
Malfoy spał dalej.
-RUSZAJ SIĘ!
Wstał jak rażony piorunem. Zobaczył Harry'ego, a na jego twarzy pojawiło się zaciekawienie.
-Co ty tu robisz jeszcze Potter?
-Nie twoja sprawa. Wychodzimy.- rzucił Harry. Malfoy wyszedł z celi, wciąż rzucając Harry'emu strachliwe spojrzenia. Kiedy wyszli na zewnątrzn, Harry zaczął zakładać na niego powłokę antydeportacyjną.
-Co ty robisz?
-Musisz mi pomóc znaleźć ciało Dumbledore'a.
-CO?
-Nie będę powtarzał.- rzekł Harry i podszedł bliżej niego.-Draco, pomóż mi.
Malfoy wciąż nie ukrywał tego strachliwego spojrzenia. Jego myśli pędziły jak oszalałe. Tego w ogóle się nie spodziewał.
-Nie mogę ci pomóc... On mnie zabije...- powiedział niepewnie.
-Nie masz pomagać mi z nim walczyć, tylko pomóc znaleźć horkruks.- odparł Harry.-Lecisz ze mną.
Złapał Malfoya za ramię, ale trudno było go utrzymać go się szarpał.
-Petrificus totalus!
Malfoy zesztywniał jak kłoda. Harry, nachylił się i złapał go łokieć. Dementorzy chyba wywęszyli co się dzieje, bo kilku leciało groźnie w ich stronę. Harry jednak już podjął decyzję. Wyobraził sobie z całej siły dom Gaunt'ów, co było trudne, bo znał go tylko z myślodsiewni. Dementorzy byli już metr od nich, gdy Harry poczuł, jak wszystko śmiga mu przed oczami. Bezwładny Malfoy mknął u jego boku. Oczy miał wielkie, jakby zobaczył ducha. Harry przypomniał sobie o Prawie Bezgłowym Nicku. Uśmiechnął się. Chyba po raz pierwszy od śmierci Rona.
Jego wspomnienia nagle przerwał, upadek. Gdy rozmasowywał obolałą nogę, zobaczył jakąś wiochę. Zobaczył kilka gospodarstw, a za nimi wjazd do miasteczka. Mimo, że nie był to ani Londyn, ani Paryż to jednal miasteczko było nowoczesne jak na taki rejon. Harry wstał i rozjerzał się. Mimo, że w pobliżu było parę gospodarstw, żadne z nich na pewno nie było domem Gaunt'ów. Wszędzie mugole pracowali w polu. Nie wyglądało na to, żeby w pobliżu ukrywał się jeden z najpotężniejszych czarnoksiężników na świecie. Harry zdjął klątwe z Malfoya.
-Gdzie Voldemort? Gdzie Dumbledore'a?
Malfoy wstał na nogi, a jego usta wykrzywiły się w podłym uśmiechu.
-Jesteś bardzo naiwny Potter. Doprawdy nigdy nie widziałem, takiego idioty. Myślałem, że przygoda w Departamencie Tajemnic czegoś cię nauczyła. Jednak on miał rację. Zawsze ma rację.
Harry pomyślał, że Malfoy zwariował. Nikogo tu nie było.
-Zaraz spotka cię zasłużona kara. Przez te wszystkie lata uciekałeś Czarnemu Panu, mając tylko i wyłącznie szczęście. Dzisiaj to szczęście się skończy!- krzyknął Malfoy, mrużąc swoje białe oczy. Słońce już prawie zaszło i zaczęło się ściemniać. Cała okolica zapadała w mrok. Coś zaskrzeczało z tyłu. Harry szybko się odwrócił i go zobaczył. Znajdował się na samym końcu wioski. Stary, zaniedbany i brudny. Dom potomków Salazara Slytherina. Chciał Malfoya znów zakneblować, ale gdy się obrócił jego już nie było. Harry'ego ogarnęła fala paniki. Zaczął powoli kroczyć przez ścieżkę do domu Gaunt'ów, mając wyciągiętą różdżkę. Gdy znajdował się trzy metry od drzwi ryknął:
-Alohomora!
Drzwi były tak stare, że wypadły z zawiasów. Bardzo wolnym krokiem wszedł do środka. Panowała tam niezwykła ciemność. Nagle, gdzieś z podłogi usłyszał jakąś szarpaninę. Jakby ktoś upadł.
-Lumos!
Pokój rozjaśnił się. Zobaczył wtedy coś, czego nie spodziewał się zobaczyć. Na podłodze leżał nieruchowy Hagrid. Harry szybko do niego podbiegł.
-Hagridzie! Nic ci nie jest?
Ale pół-olbrzym nie odpowiedział. Chyba nawet nie wiedział co się wokół niego dzieje.
-PETRIFICUS TOTALUS!
Harry przywarł bezwładnie do ściany, a różdżka potoczyła się po podłodze. Zobaczył jak Hagrid zaczyna się przesuwać po podłodze, gdzieś w kąt. Potem ktoś stanął naprzeciw jego oczu. Nie mógł uwierzyć. Patrzył na całkiem zdrowego i rześkiego Hagrida z różdżką w ręku. Zaraz, przecież Hagrid leży na podłodze.
-A więc jesteś Harry Potterze.- rzekł Hagrid z różdżką.- Całkiem bezbronne dziecko.
Harry miał zamiar krzyknąć, ale nie mógł poruszyć żadnym mięśniem.
-Pewnie zastanawasz się co tu się dzieje, co?
W tym momencie coś się zaczęło dziać z "tym dziwnym Hagridem". Nagle schudł i zmalał. Zaczęły zanikać jego włosy i broda, a wielkie ciuchy natychmiast z niego opadły. Zamiast tego wszystkiego, Harry zobaczył białą czaszkę, chude blade ramiona i czarne szaty. Palce wydłużały się, a nos zanikał, gdzie Harry zobaczył dwie szparki jak u węża. Osoba ta podniosła różdżkę i odblokowała Harry'ego. Ten nie mógł wydobyć ani słowa. Oto przed sobą miał niezbity dowód. Lord Voldemort ponownie uniknął śmierci.


Cz.7

Lord Voldemort przeniknął Harry'ego głęboko swoimi pustymi oczami, uśmiechając się triumfalnie. Wycelował swoją różdżkę prosto w jego serce, przekrzywiając głowę lekko w prawą stronę. Harry jeszcze nigdy nie czuł się tak bezbronnie. Nie miał różdżki, nie miał przyjaciół. Był zupełnie sam.
-Z tej sytuacji już się nie wywiniesz. Przez te wszystkie lata, nie dość, że mnie poniżałeś to jeszcze szczyciłeś się swoim zwycięstwem nade mną. Przeszkodziłeś temu głupcowi Quirell'owi, uciekłeś z cmentarza, aby poinformować Dumbledore'a o moim powrocie, przeszkodziłeś w kradzieży przepowiedni o nas, Potter. Nikt ci już nie pomoże. Ojciec, matka, Black, Dumbledore, Snape. Wszyscy nie żyją, a ty nadal żyjesz fałszywym złudzeniem, że jesteś w stanie się ze mną równać. Za każdym razem ktoś ratował ci życie, albo miałeś niewiarygodne szczęście. Tego już nie będzie. Limit wyczerpał się. Czas umrzeć.- mówił Voldemort. Harry mimo, że był w bardzo kiepskiej sytuacji, wyczuł, że głos Czarnego Pana jest słaby. Ten kontynuował:
-Być może dziwi cię czemu przeżyłem. Chodzi o horkruks. Nie o ciało Dumbledore'a.- tu Voldemort zaśmiał się ochryple.- To była podpucha, żebyś prędzej uwierzył. Ostatnim horkruksem jest różdżka. Moja różdżka.
Harry drnął:
-Gdzie jest ciało Dumbledore'a?
-To już nie było ciało. Zaczęło się rozkładać... Mówię ci... okropny widok. Pozbyłem się go.
W Harrym narastał gniew. Nie ośmielił się jednak zaatakować bez różdżki.
-Może dziwi cię także, dlaczego nie zaatakowałem wcześniej. Po ataku Snape'a byłem bardzo słaby. Nie miałem siły nawet stoczyć zwykłego pojedynku. Moja dusza tylko dlatego nie opuściła ciała, ponieważ został tylko jeden horkruks. Wcześniej, gdy próbowałem zabić ciebie, miałem siedem cząstek duszy, dlatego opuściłem ciało. Z jednego horkruksa ciało zostaje, ale osłabia się definitywnie. Przez sześć lat, jakoś doszedłem do siebie, ale to nadal nie jest moja forma.
Uśmiechnął się drwiąco.
-To ja zamieniłem się w Hagrida, dzięki eliksirowi wielosokowemu. Chciałem, żebyś prędzej dotarł do mnie. No, ale ta wiedza już ci się nie przyda.
Różdżka Voldemorta zadrgała. Harry przywarł do ściany. W tym momencie drzwi otworzyły się i wpadł Malfoy.
-Niedobrze! Zaatakowali nas aurorzy.
Harry usłyszał odgłosy walki i światła migające przed chatką. A więc jest nadzieja, tylko skąd wiedzieli? Voldemort zrobił wściekłą minę.
-Petrificus totalus.
Harry opadł bezwładnie na podłogę. Voldemort z Malfoyem wyszli z chatki. Leżał tak sparaliżowany szybko myśląc nad ucieczką. Uwolnić go mogła tylko śmierć Voldmorta, co jest niemożliwe ze względu na horkruksa. Usłyszał jęki Hagrida.
Coś ekplodowało, a Hagrid ponownie stał się nieprzytomny. I gdy tak leżał, tracąc nadzieję, drzwi chatki ponownie się otowrzyły. Stanął w nich Bodie. Harry zrobił wielkie oczy. Bodie podszedł i popatrzył na Harry'ego z uśmieszkiem.
-Czarny Pan zaraz wróci. Ale ja nie mam zamiaru na niego czekać.
Wycelował w Harry'ego różdżką.
-Avada...
Bodie nagle zwalił się na podłogę, uderzając głową o stół. Harry wzniósł oczy. To był Hagrid.
-Siemasz, Harry.
Wział różdżkę, Harry'ego i wymruczał przeciwzaklęcie. Harry szybko wstał.
-Hagridzie! Chodź, trzeba im pomóc.
Gdy wyszli z chatki zoabczyli dosłownie wojnę. Śmierciożercy, z Voldemortem walczyli z przedstawicielami Ministerstwa Magii. Harry szybko ruszył do przodu. Zobaczył jak jakiś śmierciożerca celuje w Neville'a Longbottoma.
-Impedimenta!
Śmierciożerca padł jak rażony piorunem.
-Co ty tu robisz?- krzyknął Harry.
-Zdałem kurs na aurora.- odparł Neville i nagle twarz mu skamieniała. Niedaleko zobaczył Bellatrix Lestrange. Minął Harry'ego i wystrzelił jak strzała.
-Crucio!
Harry padł z bólu. Bolało go wszystko. Wrzaszczał i krzyczał, gdy nagle ból ustąpił. Nad nim stał Draco Malfoy.
-I co Potter? Kto jest górą.
Ponownie zaklęcie wystrzeliło z różdżki Malfoya, które trafiło Harr'ego. Z policzka trysnęła mu krew, a on szybko pochwycił swoją różdżkę.
-AVADA KEDAVRA!
Cudem uniknął klątwy.
-Drętwota!
Malfoy odbił zaklęcie. Ponownie wycelował różdżką w Harry'ego.
-Cruc....
Ale Harry był szybszy. Ryknął: "SECTUMSEMPRA!" i dokładnie jak parę lat temu, Malfoy padł cały we krwi, poprzecinany wzdłuż i wszerz. Tym razem Harry miał go jednak w nosie. Szybko się obrócił i zobaczył, jak Neville walczy z Bellatrix. Zrobił ogromne postępy. Bellatrix lekko się pociła:
-No dalej. Longbo... AAAAAAAAA!
Upadła na ziemię w bólu. Neville podniósł wyżej różdżkę, ale po chwili lekko ją opuścił:
-Nie będę taki jak ty.
W tym momencie złapała za różdżkę i krzyknęła:
-Avada keda....
Neville jednak ryknął:
-AVADA KEDAVRA!
Dwa zaklęcia zderzyły się ze sobą, ale to Neville'a było silniejsze, bo wypowiedziane w całości. Olbrzymia moc avady uderzyły w Bellatrix, której wrzask skończył się wraz z upadkiem na ziemię. Była martwa. Harry popędził w druga stronę. Coś złapało go za nogi i się przewrócił, nie patrząc rzucił do tyłu zaklęcię:
-Drętwota!
Ktoś upadł, a Harry obracając się zobaczył Dołohowa, zabójcę Prewett'ów. Jednak nie patrzył na niego tylko biegł w głąb walki, bo go zobaczyć. I nagle to się stało. Lord Voldemort stał pośrodku areny, a wokół niego leżały szczątki kilku aurorów.
-DRĘTWOTA!
Voldemort szybko się obrócił i odbił zaklęcię, mając czerwone błyski w oczach, dokładnie takie same jakie miał w myślodsiewni Dumbledore'a, gdy po raz pierwszy zobaczył medalion Slytherinu.
-Avada kedavra!
Harry uskoczył w bok. Zaklęcie trafiło jakiegoś śmierciożercę. Domy w okolicy były zniszczony, a ludzie prawdopodobnie nie żyli.
-Impedi...
Voldemort zablokwał zaklęcie.
-Drętw....
Znowu. Czarny Pan zaczął się śmiać.
-Ty równy mnie? Doprawdy śmieszne.
Harry zebrał wszystkie swoje myśli w kącie głowy, tak jak go uczył Snape. Nie pozwolił, aby Voldemort je ujrzał. Musi się udać. Podniósł szybko różdżkę. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, a potem obaj ryknęli:
-AVADA KEDAVRA!
Zaklęcią zderzyły się powodując, ogromną kulę w środku walki. Kula zaczynałą się powiększać, a wszystkie inne walki przestały mieć znaczenie. Wszyscy wpatrywali się w górę. Jakieś dziwne otoczki znalazły się wokół Harry'ego i Voldemorta, powodując ochronę przez zaklęciami osób trzecich. Inni mogli tylko patrzeć. Voldemort wygiął usta, a jego siła zaczęłą rosnąć. Nagle z obydwu różdżek zaczęły wychodzić byłe zaklęcia. Oszałamiacze i inne zaklęcia wsytrzeliwały z kuli, która robiła się jaskrawo zielona. Harry zobaczył widmo Severusa Snape'a. Voldemort miał w oczach przerażenie, takie samo jak wówczas na cmentarzu, w którym powrócił. Kilkanaście innych widm, zaczęło wydobywać się z jego różdżki.
-Dalej, Potter! Postaraj się!- krzyczał Snape. Harry mocniej ścisnął różdżkę, ale nie mógł odpędzić myśli, że za chwilę zobaczy matkę i ojca... W tym momencie ich zobaczył. Obydwoje pojawilili się koło niego.
-Harry! Mocniej!- powiedział James.
-Nie daj się.- rzekła Lily. Nie tylko on byli po jego stronie. Wszystkie widma, zaczęły ustawiać się za nim. Nawet tajemniczy R.A.B.... Regulus Arcturus Black.
-Znajdź siłę!
Ale siły opadały, a Voldemort zaczął znowu przeważać. Kula przesuwała się w kierunku Harry'ego. Była metr obok niego, a Harry nie miał już sił. Czuł, że za chwilę siły zupełnie opadną, a kula uderzy w niego powodując śmierć. Kolejne centymetry bliżej.
-Mamo, tato... przpraszam....
Nie bał się śmierci. Pamiętał słowa Dumbledore'a: "Śmierć to tylko początek, nowej, wielkiej przygody!"
Voldemort zaczął się śmiać.
-Wiedziałem, że nie masz dość siły. Nie jesteś godzien walki ze mną, Potter. Nie jesteś...
I kiedy tak myślał, o słowach Dumbledore'a, przypomniał sobie o innym zdaniu, bardzo ważnym, które wbiło mu się do głowy i zostanie tam na zawsze.
"Twoją przewagą nad Voldemortem jest miłośc, Harry. On tego nigdy nie zrozumie." W tym momencie Harry przypomniał sobie... Syriusza, śmiejącego się jak szczekający pies, jego ojca i matkę, którzy oddali za niego życie, Ginny i jej piękny uśmiech, Rona i jego żarty, Dumbledore'a uśmiechającego się znad swoich okularek połówek, Remusa Lupina i Tons, którzy w momencie śmierci trzymali się za ręce, państwa Longbottom, którzy postradali zmysły... Przypomniał sobie o tych ludziach i rodzinach, których życie legło w gruzach, przez potwora... Lorda Voldemorta... Siły w Harrym odżyły. Poczuł jakby wstąpiła w niego nowa, potężna siła, która tylko czekała na uaktywnienie. Jeszcze nigdy nie czuł się tak silny. Zacisnął powieki i ryknął:
-AVADA KEDAVRA!
Potężny, zielony promień trafił w kulę, oślepiając zgromadzonych wokół walki. Kula natychmiast ruszyła w stronę Voldemorta, który za nic nie mógł jej powstrzymać. Potężne fale były cal od Voldemorta.
-Nieee! TO NIEMOŻLIWE!
Kula z wielkim hukiem pękła, a zielone promienie trafiły Riddle'a. Różdżka wyleciała w górę, i pękła. Voldemorta wyrzuciło w powietrze z prędkością światła, jego ramiona i nogi były wycelowane w każdy kierunek świata. Jeszcze jedno oślepiające światło i wszystko ustało. Na arenie pojawiło się mnóstwo dymu, który wdzierał się do płuc. Harry miał to w nosie. Ledwo słaniając się na nogach, podszedł do miejsca, gdzie przed chwilą był Voldemort. Widma zniknęły, razem z wybuchem. Voldemort leżał kilka metrów dalej. Jego puste oczy i złamana różdżka świadczyły tylko o jednym. O tym, że nie żyje. Harry upadł. Słońce właśnie wzchodziło, rozjaśniając swoim blaskiem pobliskie tereny. Zniszczone domy zapadały teraz w ruinę. Zobaczył nadbiegających aurorów. Nie obchodziło go to. Nawet to, że Bodie był zdrajcą. Lekko otworzył oczy. Śmierciożercy byli schwytani, albo zabici, a wszyscy z ministerstwa, wpatrywali się w niego z zatroskaniem. Nawet Rufus Scrimgeour, który lekko się uśmiechał.
-Harry! HARRY!
Zobaczył nad sobą zmartwioną twarz Hagrida. Harry uśmiechnął się. Zaczął się głośno śmiać, leżąc na łopatkach i wpatrując się we wszystkich. Hagrid też się uśmiechnął.
-Użyliśmy wobec śmierciożerców złapanych w domu Weaslya, veritaserum. Powiedzieli nam wszystko, wobec Sam-Wiesz-Kogo. Wobec jego kryjówki.- rzekł Scrimgeour, uśmiechając się nadal.
Harry wiedział, że to koniec koszmaru. Voldemort umarł ostatecznie, po zniszczeniu ostatniego horkruksa. Pomyślał o Hermionie. Nie zostawię jej samej. Pomogę jej i Ginny, na tyle ilę mogę. Jego śmiech brzmiał zupełnie inaczej niż przez kilka ostatnich lat. Wreszcie był szczęśliwy. Zło odeszło- może nie w całości, bo zawsze ktoś będzie- ale najważniejszy punkt zła nie żyje. Harry wreszcie zrozumiał to, co przez sześć lat wpajał mu Dumbledore. Nareszcie zrozumiał to co najważniejsze w życiu.
"Miłość jest potężniejsza od każdego rodzaju magii".
Tak... Dumbledore miał rację...

*KONIEC*

Inglorion 05-02-2007 23:13

RE: Linia życia
 
Skubaniec :P. Sprytne. A więc, gdyby Snape nie zabił Voldemorta, tylko Harry, to wszystko by było oki.

Tym razem o wiele fajnie się czyta. Opisy są ciekawe, ale w dialogach jest słabiej. musisz po prostu dodać do dialogów więcej opisów.
Np.
-BREDNIE!- ryknął rozwścieczony i przerażony Scrimgeour. Na sali wybuchł śmiech, ale ministrowi nie było do śmiechu. Jego umysł panicznie się bał ponownego powrotu Voldemorta. Nie mógł pozwolić by historia kroczyła znowu po tym samym kole. - Twoja oficjalna rozprawa zacznie się jutro o godzinie 12.30. Dziękuję. - dodał już spokojnie. "Jutro rozprawa, pojutrze wyrok, za trzy dni dementor" przeszło mu przez myśl "no i dobrze. Jednego nie potrzebnego proroka mniej."
zamiast
-BREDNIE!- ryknął Scrimgeour.- Twoja oficjalna rozprawa zacznie się jutro o godzinie 12.30. Dziękuję.

Muszę przyznać, że musiałem się trochę pomęczyć nad tym, ale od razu widać efekt. Mimo tego, twój FF jest o wiele lepszy niż te, co ostatnio czytałem, bo nie ma tak dużo dialogów.

Pan Nocy 05-02-2007 23:19

RE: Linia życia
 
Rozumiem cię, Inglorion, ale gdybym chciał zawrzeć wszystko, co chce napisać, moje arty były by bardzo długie. Ale skoro tak jest wg Ciebie lepiej, mogę się postarać to poprawić w kolejnych artach. Pozdrawiam. :)

Inglorion 05-02-2007 23:26

RE: Linia życia
 
Zajrzyj też na mojego FF (Śmiertelny Rytuał). :) Jestem ciekawy twojej opinii na jego temat.

Ogólnie fajne, ale ja zawsze muszę się czegoś doczepić. Po pierwsze, zachowanie Hermiony jest niepoprawne z punktu psychologii, po śmierci męża płakałaby parę godzi (dni), a dopiero później przejęłaby się swoją sytuacją materialną.

Przed chwilą pamiętałem jeszcze dwa rażące błędy, ale zapomniałem :P.
Poza tym masz parę błędów stylistyczny składniowych, interpunkcyjnych i ortograficznych.

Ta części mi się mniej podoba od poprzedniej. :|

Herma33 05-08-2007 22:49

RE: LINIA ŻYCIA (części 1-6) - Ciąg dalszy serii: Ostatni horkruks
 
Dambi horkruksem?bardzo inytrygujące. Zazdroszczę wyobraźni i gorąco zachęcam do dalszego pisania. Kawał dobrej roboty. Popracuj nad stylem. Nie podobało mi się tylko, że Hermoina tak od razu zajęła się gotowaniem jakby się nic nie stało. Trochę błędów stylistycznych i ortograficznych, ale to można poprawić. Czekam na następne części.:)

Renaemma 07-30-2007 12:47

RE: [Z] Linia Życia
 
Zebrałam się na siły i przeczytałam to. Świetne. Daj to na strone główną. Ja lubie czytać ostateczne walki w odrużnieniu od innych. Spuper. Troche długo. To mnie na początku odciągało. Osatnia część świetnie ci wyszła. Tak trzymaj.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:45.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.