No to ja też się wypowiem.., a zacznę od początku chodź jest mi ciężko..
A zaczęło się tak..
Na dyskotece, jeden taniec, potem drugi i aż do końca dyskoteki.. Odprowadził mnie do domu. Było ok. W szkole dowiedział się, że mi się on podoba. Zaczęło się.. Uśmiechy, zaloty [ tzw. końskie ], wygłupy, aż w końcu na naszej drodze ku szczęściu była ta druga, to nic poważnego jego przyjaciółka tylko.. uwierzyłam. Kochałam go, mówił mi, że też mnie kocha. I stało się to.. Mniej rozmów, na gg, sms'ów. Znikało to dzień za dniem. Aż w końcu napisał sms'a, że nie kocha mnie już./
Minęło pół roku nadal go kocham..
Minął rok nadal go kocham..
Tamta, skradła jego serce na tydzień, rzuciła go.
A My ? My już się nie znamy. Mijamy na szkolnym korytarzu jak gdyby nigdy nic.
Czasem popatrzymy tylko na siebie i nic.
Wiem, jestem głupia.. Ale nie umiem się odkochać.
Moje serce jest złamane. A tamta cząstka, chodź mała to z iskierką.. Czeka na lepsze jutro. Na nadzieje.. Chodź nadzieja matką głupich jest.
Taka już jestem.. Jak pokocham to całym sercem..