Cytat:
Veela napisał/a:
Nie jesteś sama. Społeczeństwo, szczególnie osoby młode, są tak cholernie nietolerancyjni i zawistni, że aż boli. Wszyscy, którzy jak kolwiek się określili, wyznaczyli sobie konkretny cel i, co więcej, są w stanie go osiągnąć, są odrzucani przez środowisko. Nawet jeżeli to odrzucenie ogranicza się tylko do tekstów w stylu "jesteś nienormala", "nie znam cię", to to i tak boli. Ludzie już tacy są, że albo jesteś taki jak oni, interesujesz się tym samym, i broń boże nie jesteś w niczym lepszy, albo cię zniszczą. Khem... Homo homili lupus.
|
Mi raczej nie chodziło o to, że wyśmiewają. Chociaż czasem też tak sie zdaża, np. kiedys taka jedna moja koleżanka ze starej szkoły, która ma siostre cioteczną co chodzi do mojej klasy, napisała w pamiętaniku, że ona się wygłupia na scenie. Czy coś w tym stylu.
No ale mi bardziej chodziło o to, że większość nawet nie wie jaka jest to ciężka praca. Ile ja przeżyłam, by byc w tej szkole. Kiedyś moja koleżanka ze starej szkoły na g.g. napisała "Gdybym poszła na ten egzamin ( wstępnym) to też bym się dostała i tyeż bym tak mogła". Chcdziło jej o wystepy szpagaty itp. A skąd wie czy by ją przyjeli ? Skąd ona wie ile ja musiałam włożyć wysiłku, by uzyskać ten efekt ? Skąd wie czy by tyle zniosła ? ( znając ją przez 3 lata wiem, że by nie zniosła). Tylko ja wiem co robiłam by mieć ten szpagat, ładne podbicie itd. itp., ile mnie to kosztowało bólu, zdrowia fizycznego oraz psychicznego. I nikt się nie dowie.
Dość często się spotykam z taką sytuacją, że moi rówieśnicy ( i nie tylko) narzekają na ich "ogromną" ilość godzin lekcyjnych. Ostatnio usłyszałam coś takiego "Czy to rozumiesz 7 lekcji !!! I to bez dodatkowych zajęć, kółek itp." Nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Jak dla mnie to jest żałosne. Jakoś nigdy nie narzekam na mój plan. Chociaż, że kończe dużo później niż oni.
Załamuje też mnie mój brat, który jest w 1 kalsie liceum. Myślałam, że on już dorósł i nie usłysze od niego podobnych słów co u rówieśników. Ale niestety się myliłam. On wiecznie jest obrażony na cały świat, że nie ma czasu na nic. Czy to moja wina, że ten wolny (bo on ma wolny czas) czas przepuszcza ? Czy to ja zawsze musze cierpieć ? On by chyba się powiesił gdyby był w mojej szkole. Tak, tak pewnie powiecie, że mam łatwiejsze lekcje zadawane, niż on. Ale czy na pewno ? Czy on musi codziennie leżeć w szpagacie (co najmniej) przez pół godziny ? Czy on musi walczyc ze swom ciałem, by było idealne ? Czy on musi się odchudzać? O tym jeszcze w spomne za chwile. Czy to on musi pamietać kilkadziesiąt kombinacji ćwiczeń, które sie codziennie zmieniają ? Czy to on musi pokonywać swoje słabości? Czy to on musi pokonywać bariere bólu, wytrzymałaości? A jednak ja jakoś to wytrzymuje (choć nie zawsze jest łatwo). Nie obrażam się na cały świat. Nie wyżywam się na innych. Ale nie mówie tu tylko o mnie. Przecież jego rówieśnicy też chodza do mojej szkoły. I jakos sobie dają radę. A mają z jakieś 15 lekcji więcej od niego.
Ech, później dokończe, bo brat "musi" teraz czytać lekture ( tak naprtawde zamyka się w pokoju i siedzi przy komputerze). A jakiekolwiek klikanie myszki mu przeszkadza (ciekawe kiedy tata coś robi na komputerze to mu to nie przeszkadza). A niestety komputer jest u niego w pokoju. więc jutro dokończe.
Cytat:
|
A ja mam ten komfort, że nie wierzę w przyjaźń. Kiedyś, owszem, wierzyłam. Ale teraz już nie.
|
Wiesz też już nie wierze w prawdziwą przyjaźń. 3 lata temu wierzyłam, lecz teraz zmieniłam do tego nastawienie. Prawdziwa przyjaźń podobno przetrwa wszystko. Ale czy jest to mozliwe ? Moim zdaniem zawsze znajdzie się coś co może zniszczyc ta przyjaźń. Oczywiście nie wszystkie przyjaciółki spotyka ta rzecz.
Marti-tina ja mam na imie tak jak ty