Wyświetl pojedyńczy post
Stary 12-23-2007, 13:09   #2
Dzikimmzpl
Senior Member
 
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 148
Wyślij wiadomość przez MSN do Dzikimmzpl
Domyślnie RE: [ NZ] The Last War- Krwawy Koszmar...

Odc 5

Kaja Black stała w pokoju, i wyglądała przez okno. Zastanawiała się, czy wziąć udział w bitwie, czy nie. Lecz gdy tylko przypomniała sobie los Angeliny, postanowiła walczyć. Chciała ją pomścić. Musiała na kimś wyładować swoją złość. Chciała komuś zadać ból, miała ochotę zabić.
Kaja okręciła się w miejscu i z cichym trzaskiem zniknęła.


Diana Clover siedziała przy biurku i zastanawiała się, czy ma wziąć udział w bitwie. Nagły trzask oderwał ją od rozważań. Podniosła głowę i ujrzała Kaję Black.
Coś się stało Kaju?
Stało się. Postanowiłam walczyć.- Kaja spojrzała dumnie.- Nie chcę, aby uważali mnie za tchórza. Wiem, że moim obowiązkiem jest pomścić Angelinę. Ona była moją przyjaciółką. I będę walczyła tylko dla niej. A także po to, aby zabić kogokolwiek.
Pani Minister Magii spojrzała uważnie na Kaję. Wiedziała, co ona czuła. Także przeżyła taki dramat. Ale nie mściła się. Wiedziała, że taka jest kolej rzeczy. Zamiast walczyć na polu walki, ona postanowiła wspiąć się na samą górę, i mieć władzę nad tymi, którzy mogli mścić się za nią.
Cieszy mnie to, że nasz armia zdobędzie doświadczonego wojownika. Jesteś znakomitą aurorką Kaju. Byłabym nie pocieszona, gdybyś nie walczyła. Wiem, że nie będziesz się niepotrzebnie narażała, prawda?- Zapytała, a gdy Kaja potwierdziła, Diana kontynuowała.- Mam nadzieję, że zdołasz przeżyć, bo nie okłamujmy się. To nie są czasy, gdy Lord Voldemort władał armią zastraszonych partaczy. Kiedyś śmierciożercy nie byli zbyt dobrymi czarownikami. Prawdą jest, że byli dosyć potężni, ale nasi aurorzy dawali sobie z nimi radę. Ale, gdy władzę przejęła ta przeklęta czwórka, to śmierciożercy stali się bardziej silni. I jest ich dużo więcej. Planujemy rzucić na pole walki zaklęcia antydeportacyjne. Wierzymy w nasze siły. Jeżeli będziemy wygrywali, to oni nam nie uciekną, a jak zaczniemy przegrywać, to są wyznaczone specjalne miejsca. Gdybyś była przedwczoraj w pracy, to byś się o tym dowiedziała.
Kaja wiedziała, że to jest nagana, ale wcale się nią nie przejęła. Nie obchodziło jej to za specjalnie. Jaki sens może mieć praca aurora, skoro i tak nie ma żadnych ataków? Wszędzie panuje względny spokój. Ludzie trochę panikowali, gdy się dowiedzieli o bitwie, ale już to minęło. Każdy kto miał się zgłosić, już to zrobił. Wszyscy inni już wczorajszego dnia przenieśli się daleko od miejsca bitwy. Wszyscy byli przygotowani na najgorsze, i każdy miał jakiś plan ratowania siebie i swoich bliskich.
Jeżeli to już wszystko, to ja już pójdę. Dobranoc Diano.
Dobranoc Kaju. I...
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na swoją szkolną przyjaciółkę.
... powodzenia jutro. Niech Bóg ma was w opiece.
Kaja uśmiechnęła się ciężko. Wiedziała, że Diana nie przeżyje porażki. Wiedziała, że jak przegrają, to śmierciożercy nie będą łaskawi dla walczących. Ci, co postanowili nie brać udziału w bitwie, mają wielką szansę na ich łaskę, ale nie oni. Nie aurorzy, członkowie Zakonu Feniksa, ani nie ochotnicy, którzy postanowili walczyć w obronie kraju, rodzin, przyjaciół, a także w imieniu nie znanych sobie ludzi.
Postaramy się ciebie nie zawieść.- Wyszeptała Kaja.
Diana długo siedziała w swoim gabinecie i rozmyślała nad ostateczną bitwą. Bitwą, która miała rozegrać nie na drugi dzień. Diana zastanawiała się jakie mają szanse, jakich stworzeń użyją śmierciożercy, a tak dumała nad ich losem, po ewentualnej przegranej.
Nie róbcie tego dla mnie.- Mruknęła cicho pod nosem do siebie, do Kaji i do wszystkich mających jutro walczyć.- Zróbcie to dla siebie, dla swoich rodzin i dla każdego człowieka, który jest zagrożony.


Metrix nie czuła się za dobrze. Nadchodząca powoli przemiana nie wpływała zbyt dobrze na jej samopoczucie. Wszystko skręcało jej się w środku, i dziewczyna wiedziała, że nie ma na to wpływu żaden stres. Ona nie bała się śmierci. Ona bała się tylko tego, żeby przypadkiem nie zabić któregoś ze swoich popleczników. Nie chciała, aby ją poniosło, i żeby przypadkiem zabiła śmierciożercę. Nie lubiła mordować tych, co byli po jej stronie.
Dziewczyna stała w salonie w kryjówce śmierciożerców. Pokój był pomalowany ciemnozieloną farbą, na ścianach nie wisiały żadne obrazy. Nie było żadnych szafek, półek, był tylko duży stół, i kilkanaście krzeseł. Salon był teraz jeszcze pusty, ale Metrix wiedziała, że już za kilka minut będzie to sporo osób.
Suchy trzask rozległ się tuż za nią. Dziewczyna nie musiała się odwracać. Wiedziała, że to Mr Night.
Cześć Sebastian.- Powiedziała nie odwracając się.- Co tak późno?
Cześć, a późno to chyba jeszcze nie jest. Z tego co widzę, to jesteśmy na razie tylko my.- Zaśmiał się chłopak.- A ty zawsze wiesz, kiedy ja wchodzę do pokoju?
Teraz to Metrix się zaśmiała. Lubiła się z nim droczyć, ale dzisiaj nie miała na to ochoty. Gdyby miała odpowiedni nastrój, odpowiedziałaby mu, że wyczuwa go węchem, albo że go kocha, co oczywiście nie było prawdą, ale zawsze doprowadzało to do lekkiego zaczerwienienia się Pana Nocy. Ale w tej chwili Metrix nie miała ochoty na żarty.
Tak, zawsze wiem.- Odpowiedziała po prostu.
Sebastian od razu wyczuł, że dziewczyna nie ma nastroju, więc umilkł się zaczął się zastanawiać, co to spowodowało.
Pokój stopniowo zapełniał się kolejnymi osobami. Dziki i Czarny już byli, brakowało tylko Angeli. Dziki i Sebastian zaczęli cicho rozmawiać. Co i rusz obydwaj cicho chichotali. Wreszcie pojawiła się Angela.
Sorry, że tak późno, ale musiał coś załatwić.- Powiedziała i usiadła na swoim miejscu.- Możemy zaczynać.
Pierwszy podniósł się Czarny.
Na początku powiem, że mamy już rozdzielone obowiązki. Każdy z nas będzie miał w opiece jakąś grupę. Wilkołakami oczywiście zajmuje się Metrix. I tu mamy mały problem. Jak zrobicie to, żebyście nas nie pomylili z tamtymi?
Metrix tylko spojrzała na niego pogardliwie.
A wiec tak Krzysiu. Jak już wiecie, wszyscy szprycujemy się Wywarem Tojadowym. Jego działanie znacie, więc jedynie powiem, że każdy z nas ma ludzki rozum po przemianie. I dlatego możemy wybierać sobie ofiarę. A na to, żebyśmy was nie atakowali, jest prosta rada. Niech każdy z was założy na lewe ramię czerwoną opaskę. Tylko musi być dosyć duża i mieć jasny, a nawet jaskrawy kolor, bo inaczej was nie dojrzymy. Mamy w nocy dobry wzrok, ale w tym całym bałaganie, może być ciężko was rozróżnić, dlatego te opaski muszą być spore.
Wszyscy się ucieszyli. Do tej pory trochę się bali tego, aby wilkołaki w akcie szału nie zaatakowały także ich. Teraz każdy odetchnął z ulgą. Wiedzieli, że może być jakiś paskudny wyjątek, ale każdy wierzył, że to nie będzie dotyczyło właśnie jego.
No to doskonale.- Zatarł ręce Dziki.- Jeden problem z głowy. Teraz kolej na następny. Walka już jutro, a my nie rozdzieliliśmy do końca zadań. Wampirami zajmuje się Christina. Krzysiek- Wskazał na Czarnego- i Sebastian mają w opiece dementorów. Oni są nam posłuszni, więc nie powinniście mieć z nimi problemów. I wy ustawicie się po obu stronach wzgórza.- Machnął różdżką i pojawiła się trójwymiarowa makieta.- Ja stanę po środku, razem z resztą śmierciożerców. Bo obu naszych stronach będą Krzysiek i Sebastian. A po ich zewnętrznych stronach będą olbrzymy pod wodzą Angeli i Lessi. Wilkołaki zaatakują dopiero jak wzejdzie księżyc, i dlatego będą grasowały na naszych obrzeżach. I to by było na tyle. Mam nadzieję, że nam się uda.

Maximus Sky szef Biura Aurorów pracował nad raportem. Starał się opisać sytuację Ministerstwa. Musiał napisać raport dla pani Minister Magii- Diany Clover. Napisał już stan liczebny ich wojsk, ale starał się dopisać coś jeszcze. Wiedział, że to nie wystarczy. Musiał napisać coś urzędowego, ale tak, aby brzmiało to w miarę pocieszająco. Maximus wierzył, że uda im się wygrać. W końcu mieli do dyspozycji około pięciu tysięcy aurorów z kilku krajów, które stanowczo popierały walkę z czarnoksiężnikami. A oprócz tego do walki miało przystąpić prawie trzystu członków Zakonu Feniksa. Sky wiedział, że ich nie jest za dużo, ale wiedział także, że są oni bardzo dobrze wyćwiczeni, i składają się z ludzi, którzy nie zdali egzaminów na aurorów z różnych powodów. Członkowie Zakonu byli wyszkoleni prawie tak samo jak elitarni aurorzy, i Maximus wierzył, że sprostają zadaniu. Bał się o chmarę ochotników. Było ich około trzech tysięcy, i każdy z nich musiał się wykazać znajomością zaklęć obronnych i przydających się w walce, ale nie byli oni nawet w połowie tak wyćwiczeni w walce, jak członkowie Zakonu, a o aurorach nie wspominając. Bał się, aby nie zaczęli oni panikować, oraz by nie próbowali uciekać.



Dziki stał na polu walki. Obok niego byli Angela, Krzysiek, Sebastian oraz Metrix. Stali tak i przypatrywali się łagodnemu wzgórzu, które już za kilka godzin miało przemienić się w miejsce śmierci wielu ludzi.
Było dopiero południe. Wiał lekki wiatr, a po niebie płynęły lekko granatowe chmury, ale było ciepło i duszno. Wszystko wskazywało na to, że będzie burza. Ale Michałowi to nie przeszkadzało. To zwiększało ich szanse. Prawdę mówiąc szanse były ciągle wyrównane. Śmierciożercy i ich zgraja potworów, Ministerstwo i ich aurorzy, ochotnicy i zakonnicy.
Angela odeszła kilkanaście metrów i samotnie zaczęła przyglądać się morzu. Bowiem pole walki leżało na wzgórzu, a raczej na klifie. Na dole było małe pasemko kamienistej plaży. Angelika lekko się wzdrygnęła. Klif miał prawie sto metrów wysokości. Dziewczyna w duchu postanowiła wcale się nie zbliżać do tego miejsca.
Odeszła od przepaści i skierowała się wolnym krokiem do innych.
Lepiej uważajcie na krawędź. Tam jest za sto metrów.- Zarzuciła na głowę kaptur, bo zaczął padać lekki deszcz.- Trzeba będzie się tam nie zbliżać.
Tak, zwłaszcza, że oni mają podobno rzucić na to miejsce zaklęcie antydeportacyjne.- Sebastian uśmiechnął się kwaśno.- Moje źródło tak przynajmniej twierdzi. Oni ufają w swoją potęgę, i chcą nam uniemożliwić ewentualną ucieczkę. Właśnie, co do źródeł, to ja musze już znikać. Mam spotkanie. Dowiem się, jakie są dokładne siły Ministerstwa.
Michał lekko się uśmiechnął. Wiedział, że Sebastianowi nie zależy na dokładnych danych, ale na rozmowie z uroczą Alex. Mr Night nie domyślał się nawet, że Dziki wie o jego spotkaniach z Alexandrą Devil. Michał ciągle pamiętał jego radosny wyraz twarzy, gdy Sebastian spotkał się z Alex w parku.
Sebastian siedział wtedy na ławce, a Alexandra siedziała mu na kolanach, i szeptała mu coś do ucha. Gdy skończyła, Sebastian miał szczerą radość w oczach. Michał stał kilkanaście metrów od nich, za jakimiś krzakami, ale widział to wyraźnie. Ta radość. Gdy Michał się już miał wycofać, ukrywająca się para zaczęła się namiętnie całować.

Sebastian pożegnał się z nimi i zniknął. Reszta stała na wzgórzu i coś po cichu omawiała. Nagle rozległo się kilka głuchych trzasków. Angela i reszta szybko się rozejrzeli, i ledwo zdołali upaść na ziemie. W ich kierunku leciało kilka czerwonych promieni. Angela szybko się podniosła i wystrzeliła kilka zielonych promieni w kierunku nadbiegających aurorów. Niestety żaden z śmiertelnych uroków nie trafił w cel. Reszta śmierciożerców także się już podniosła i przyłączyła do walki. Był to wspaniały trening do czekającej ich walki. Krzysiek trafił jakiegoś aurora Cruciatusem. Mężczyzna upadł na twarz, łamiąc sobie o jakiś kamień nos; auror wił się z bólu i krzyczał. Gdy Czarny cofnął zaklęcie, by rzucić Avadę na innego aurora, mężczyzna się podniósł na trzęsących się nogach. Był zamroczony z bólu. Jego różdżka leżała na ziemi, a on trzymał się za krwawiący nos i rozglądał się nieprzytomnie w około. Metrix wykorzystała sytuację i rzuciła na niego klątwę uśmiercającą.
Deportujemy się!- Krzyknęła Angela.- Szybko!
Ledwo to wypowiedziała i rozległy się cztery trzaski i śmierciożercy zniknęli. Angela podjęła dobrą decyzję. Nie chciała się nie potrzebnie narażać. W tej małej potyczce brała udział połowa dowódców ich organizacji. Gdyby teraz zginęli, to bitwa byłaby rozsądzona. Ich ludzie spanikowaliby, a Sebastian, Lessi i Christina nie poradziliby sobie z nimi. Ich trójka nie wystarczyłaby do pokonania strachu, jaki by pewnie zapanował nad Śmierciożercami. Oni muszą przeżyć. Przynajmniej do bitwy. Gdy któreś z nich polegnie na polu walki, to i tak już to nic nie zmieni.


Podczas gdy Michał i reszta zmagali się i uciekli aurorom, Sebastian spokojnie siedział na ławeczce. Do wyznaczonego spotkania pozostawało jeszcze prawie dziesięć minut, ale chłopak był zdenerwowany. Zawsze się niecierpliwił czekając na Alex. Zawsze bał się, aby się nie wydało, że ona zdradza sekrety Ministerstwa.
Nagle rozległ się trzask i chłopak się uspokoił. W jego kierunku szła zniewalająco ładna dziewczyna. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia cztery lata. Miała wspaniałe długie, lśniące brązowe włosy. Miała na sobie zwykły płaszcz.
Cześć.- Powiedział radośnie Sebastian i pocałował ją w policzek.- Jakie masz wiadomości?
Dziewczyna trochę zbladła. Usiadła na ławce i zaczerpnęła głośno powietrze. Nie za bardzo wiedziała, jak mu to powiedzieć. Bała się jak zareaguje na to, co chciała mu powiedzieć. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie będzie zły.
Jestem...- Zająknęła się.- Będziemy mieli dziecko.- Wypaliła szybko.
Sebastian nie zrozumiał. A raczej nie chciał zrozumieć. Nigdy nie dopuszczał do siebie wiadomości, że Alex może zajść w ciążę. Zaczęły mu się trząść ręce. Po chwili się uśmiechnął.
To wspaniale.- Powiedział cicho.- Boże, będę ojcem. Jak wspaniale. Który to miesiąc?
Dziewczyna od razu się rozluźniła. Myślała, że on gorzej to przyjmie. Gdyby wiedziała, że taka będzie jego reakcja, to powiedziałaby mu o tym wcześniej.
Dzisiaj mija pierwszy. Za osiem miesięcy będziemy mieli dziecko... A raczej dwójkę. To będą bliźniaki.
Sebastian dopiero teraz doznał prawdziwego szoku. Gdyby w tej chwili zaatakował go jakiś auror, to on by się nawet nie bronił. Przestał myśleć. Zastygł w jednej pozie. Miał nieobecne spojrzenie. Dopiero po chwili zaczął myśleć; mógł się poruszyć. Spojrzał na Alexandrę i mocno ją pocałował.
To najwspanialsza chwila mojego życia.- Wychrypiał.- Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Będziemy mieli dzieci.- Powiedział bardziej do siebie niż do niej.
Bardzo mnie cieszy, że się z tego powodu cieszysz. Ale teraz czas na informacje. I niestety nie są one zbyt dla was pomyślne. Ministerstwo ma do dyspozycji jakieś pięć tysięcy aurorów.
Sebastian zbladł. Pięć tysięcy doskonale wyszkolonych aurorów. Taka ilość tych przebiegłych czarodziei wydawała mu się nieprawdopodobna. Wiedział, że większość z nich jest zza granicy, ale i tak trudno było mu w to uwierzyć. Podejrzewał, że będzie ich więcej niż śmierciożerców, ale w najgorszych myślach, nie podejrzewał, że będzie ich aż tylu. Dwa razy więcej niż śmierciożerców. Sebastian zaczął odczuwać lekki nie pokój. Nie bał się śmierci; nie bał się o siebie. Martwiło go tylko to, że mogą przegrać. Że ich szczytny cel nie wypali, że ich racje nie wygrają i nie zapanują nad światem magii.
Aż tyle?- Sebastian przełknął ślinę.- Jesteś tego pewna? Może to nie jest liczba aurorów, tylko całej zbieraniny z Ministerstwa?
Alex miała ponury wyraz twarzy. Jakże ona by chciała, żeby się myliła, ale wszystko wskazywało, że to jednak prawda. Przytuliła się do Pana Nocy i szepnęła:
To nie koniec złych wieści. Mają ponad trzy tysiące ochotników.
Ochotnicy to nie problem. Oni szybko się wystraszą walki.- Mr Night lekko ją pocałował w usta.- Jak zobaczą olbrzymów, dementorów i wilkołaki, to szybko się poddadzą panice. Oni są twardzi teraz, gdy na razie są bezpieczni. Prawdopodobnie żaden z nich nigdy nie brał udziału nawet w głupim pojedynku, więc nie mają żadnego przygotowania. Ten ich sprawdzian, to coś takiego, jak Owutemy z Obrony Przed Czarną Magią. Egzaminatorzy próbują rzucić na ciebie zaklęcie, a ty musisz je sparować. Założę się, że większość z nich będzie rzucała same Drętwoty, Protego i Expelliarmus. Ich liczba, to tylko przewaga dla nas. Będą się tłoczyć w grupkach, a my będziemy rzucać na nich mordercze zaklęcia. Szybko padną, a aurorzy z pewnością będą starali się ich chronić. To jest szansa dla nas. A członków Zakonu jest w tej chwili około trzystu, zgadza się?
Dziewczyna lekko skinęła głową. Cieszyło ją, że Sebastian nie okazuje zbytniego zdenerwowania. Przytuliła się do niego mocniej.
Siedzieli w takiej pozycji prawie półtorej godziny, wcale się do siebie nie odzywając, tylko ciągle się przytulali. Każde myślało o czym innym.
Sebastian rozmyślał nad bitwą, która miała się rozegrać już za pięć godzin. Zastanawiał się, czy przeżyje tę walkę.
Alexandra zastanawiała się, jakiej płci będą jej dzieci, oraz czy zdołają poznać one swojego ojca. Dziewczyna spojrzała z niepokojem na Sebastiana.
Ukryj mnie. Nie chcę wracać do domu. To nie jest już mój świat.- Powiedziała cicho.
Dobrze.- Chłopak skinął głową.- Zabiorę cię do naszej kryjówki. Tam będziesz bezpieczna.
Obydwoje wstali z ławki; Sebastian złapał ją za rękę i się deportował.
Ktoś nas zdradził.- Metrix trzęsła się ze złości, przejęcia i zdenerwowania. Wybuchowa mieszanka u wilkołaka. Zwłaszcza przed pełnią.
Właśnie się pojawili w kryjówce. Ledwo zdołali uciec aurorom. Dziki nie odzywał się, tylko myślał gorączkowo. Przeprowadzał w myślach cała sytuację od nowa.
Tylko Mr Night wiedział, że mamy tam akurat być.- Piekliła się Metrix.- Zniknął na chwilę przed atakiem na nas. To musi być on! On nas zdradził! Zabiję go, wyrwę mu krtań.
Nie. To czysty przypadek.- Odezwał się Michał.- On nigdy by nas nie zdradził. To był tylko przypadek. Nie patrz tak na mnie, Metrix. W końcu po co my tam byliśmy?
Angela spojrzała na Michała. Wiedziała już do czego on zmierza. Ona także nie wierzyła, że to Sebek ich zdradził. Podejrzewała, że myśli o tym samym co Michał. Domyślała się, że aurorzy byli tam tylko po to, aby obejrzeć miejsce walki.
Michał ma rację. To czysty przypadek. Byli po to samo tam, co my. Chcieli sprawdzić pole walki. To wszystko.



Maximus Sky pochylał się nad zabitym kompanem.
Wredni śmierciożercy!- Krzyknął.- Twardzi są. Biedny Mariuszow Zachari. Nie musiał ginąć.
Nie musiał, to prawda, ale mógł też uważać na siebie, a nie biec jak głupek.- Powiedział Adrian D.- A co do śmierciożerców. Oni wcale nie są tacy twardzi. Ty był Czarny i ta jego banda. To była ich elita. Reszta się nadaje do walki, jak ci nasi ochotnicy. Ilu może być śmierciożerców? Dwa tysiące? Mamy dużą przewagę! Damy sobie nawet radę z tymi olbrzymami. Walić w oczy, tak można je pokonać.
Adrian D. był przekonany o swojej sile. Szczerze wierzył w to, że sami aurorzy daliby sobie radę ze śmierciożercami. Nie chciał dzielić wygranej potężnych aurorów, z nic nie wartymi ochotnikami. Nie było mu na rękę, że do walki przystąpią także członkowie Zakonu Feniksa. Znał większość tych osób. Sam decydował o tym, czy zostaną przyjęci do aurorów. I tak naprawdę, on nie za bardzo się kierował ich umiejętnościami, tylko tym, czy lubił tą osobę, czy nie. Znał ich ze szkoły, i bardzo nie lubił. Gdy odrzucał ich podania, nie obchodziło go to, że właśnie pozbywa się wartościowych ludzi. Nikt z kierownictwa o tym nie wiedział, ale teraz Adrian bał się, że wyjdzie na jaw to, że dopuścił się machlojek.
Nic tu po nas. Wiemy już, jak tu jest. Adrian, ty weźmiesz Mariuszowa.- Maximus Sky zdołał się już opanować, choć nadal tkwiła w nim żądza mordu.
Mariuszow Zachari był jednym z szefów aurorów. Pochodził także zza granicy. Maximus Sky był wściekły. Nie było jeszcze bitwy, a oni już stracili jednego z dowódców. Miał nadzieję, że to co mówił Adrian było prawdą. Pragnął tego, aby tylko elita śmierciożerców była doskonała w walce. Z tego co wiedzieli, tych osób nie było więcej niż dziesięć.
Adrian złapał Zachariego za rękę, i wszyscy się deportowali.



Ciemne chmury płynęły leniwie po niebie. Gdzieś na południu widać było dalekie błyskawice. Także z tamtej strony dało się słyszeć zagłuszone grzmoty. Wiał dosyć potężny wiatr; drzewa w lesie wyginały się. Liście, mimo początku lata, spadały z gałęzi, i dawały się porwać podmuchom wiatru.
Na wzgórzu nieopodal wioski Ashford Hill, znikąd pojawiła się armia śmierciożerców. Liczne trzaski deportacji zostały zagłuszone przez wycie wiatru. Ludzi było ponad dwa tysiące. Gdy tylko zdołali ustawić się w odpowiednim szyku, z lasu wyłoniły się olbrzymy. Tych zadziwiających stworzeń było około setki. Z trudem podporządkowywały ludziom, i dlatego dowództwo na nimi miały Angela i Christina. Wszyscy doszli do wniosku, że one jako nieliczni zdołają je sobie podporządkować.
Większość olbrzymów miała ponad sześć metrów wysokości, za to każdy był niesamowicie brzydki. Byli poubierani w podarte szmaty, kilku ważniejszych olbrzymów miało stare bojowe hełmy. Szczerzyli okropnie żółte, bardzo zepsute zęby. Śmierdziało od nich tak bardzo, że czarodzieje, którzy stali nieopodal nich, starali się jak mogli, aby przesunąć choć trochę dalej od nich. W rękach trzymali małe, ale grube drzewka, które miały służyć im za maczugi. Rozmawiali w swoich językach, ale po ożywionym tonie i żywej gestykulacji dało się rozpoznać, że byli bardzo podekscytowani. Nadchodził czas ich zemsty. Czas zadośćuczynienia śmierci wszystkich brytyjskich olbrzymów.
Czemu my musimy tu stać i na nich czekać?- Michał usłyszał, jak jeden z młodych śmierciożerców zadawał to pytanie koledze stojącemu obok.- Nie moglibyśmy się z zaskoczenia deportować i ich od razu zaatakować?
Michała trafił szlag. Jakiś gówniarz będzie się tu wymądrzał. Podszedł do młodego:
Crucio!- Młody śmierciożerca upadł na ziemię i zaczął wić się bólu. Wszyscy stojący obok opuścili głowy. Woleli się nie narażać Michałowi.- I nigdy nie podważaj moich decyzji. A teraz kolega wyjaśni ci taką decyzję. A jak zrobi to źle, to także poczuje na sobie moją złość.
Noo, bbo jaakbyśmy tu p-przybyli po nich, to stracilibyśmy efekt zzaskoczzenia.- Wyjąkał przerażony młodzieniec. Wcale nie chciał poczuć na sobie Cruciatusa.
Dziki lekko się uśmiechnął. Dwudziestoletni śmierciożerca umiał myśleć pod presją. A takich ludzi im zawsze trzeba było. Takich, którzy umieją korzystać z tego, co mają w głowie.
Odpowiedź poprawna. Masz fart.
Młodzieniec odetchnął z ulgą. Żal mu było przyjaciela, ale cieszył się, że ominął go straszliwy ból. Zaciągnął się śmierciożerców, bo popierał ich w stu procentach. Nie wiedział, że za taki mały wybryk można poczuć na sobie taki ból. Z miejsca odechciało mu się uczestniczyć w formacji śmierciożerców. Wiedział, że to nie jest zabawa, ale nie wiedział, że będą od niego oczekiwali aż tyle.
Michał stał prosto i wpatrywał się w przeciwny koniec łąki. Właśnie tam miała się pojawić armia Ministerstwa Magii. Do godziny zero zostało jeszcze tylko kilka minut. Rozejrzał się dyskretnie. Denerwował się lekko. Nie było jeszcze dementorów pod wodzą Sebastiana i Krzyśka. Miał nadzieję, że się nie spóźnią.
Nagle zrobiło się bardzo zimno, i nie miało to żadnego związku z ponurą pogodą. Michał wiedział co to oznacza. Dementorzy.
- Sorry, że tak długo, ale nie mogliśmy ich za bardzo nakłonić.- Krzysiek był zdyszany. Właśnie deportował się u boku Michała.- Ale jakoś trafiliśmy. I chyba w samą porę.



P.S.
Wizja pojawienia się wilkołaków podczas burzy, gdzie księżyc zakrywają chmury, jest moja. Wiem, że niektórym może się to nie podobać, ale to mnie nie obchodzi. Nigdzie nie jest do końca napisane, że jak chmury zasłaniają księżyc, to nie dochodzi do przemiany ludzi w wilkołaki. Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi tego wypominał.
Na swoje usprawiedliwienie powiem, że zrobiłem to specjalnie, a także, że chodziło mi efekt burzy. Chciałem, aby było zamieszanie.
Zrobiłem także inne zamieszanie( chyba).
Mianowicie to, że pomyliły mi się zadania. W tekście może być błąd taki, kto czym dowodzi. Kto ma dementorów, a kto olbrzymów.

Cdn...
Dzikimmzpl jest off-line