Wyświetl pojedyńczy post
Stary 01-24-2008, 17:25   #5
jetinajt
Świr wymagający opieki
 
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 453
Domyślnie RE: Homoseksualiści - próba naszej tolerancji...

Osobiście do homoseksualistów nic nie mam. Mamy wolny kraj, każdy robi co chce (oczywiście w granicach prawa). Ale zawsze jest jakieś "ale". W moim przypadku tym "ale" jest legalizowanie związków partnerskich. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich rozwiązań prawnych. Rodzina i małżeństwo ma w prawie tak szczególne miejsce dlatego, że jest ona podstawową komórką społeczną i tylko dzięki niej kraj może się spokojnie rozwijać. Mówcie co chcecie, ale do normalnego i spokojnego rozwoju dziecka potrzebny jest ojciec i matka, którzy są zawsze z dzieckiem. Powiecie, a co to ma wspólnego z małżeństwami homoseksualnymi? A to, że państwo nie jest instytucją charytatywną. Przywileje, które mają małżeństwa kosztują. Ale to jest inwestycja, która się zwraca wraz ze wzrostem populacji narodu. Wydawanie tych pieniędzy na pary homoseksualne było by ich marnotrawstwem. Bo o ile mi wiadomo z biologii to do powstania dziecka jest potrzebny plemnik i komórka jajowa. Jeśli zaś pary homoseksualne chcą dziedziczyć po partnerze, czy też być traktowanym w szpitalu jako osoba z rodziny to niech idą do notariusza i spiszą odpowiednią umowę.

I jeszcze jedna rzecz. Kot napisała:
Cytat:
Uwarzam, ze kosciół katolicki nie ma prawa mieszać się w sprawy prywatne, ani politykę, jest to sprawa dobrowolnej wiary, a nie nażuconych zasad.
Niestety, ale Kościół ma obowiązek mieszać się do spraw, które są sprzeczne z moralnością katolicką. Bo jak powiedział nasz pan Jezus Chrystus "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię". A zasady moralne są elementem Ewangelii, więc chcąc nie chcąc Kościół ma obowiązek reagować gdy według jego zasad dzieje się zło.

PS.
Na początku napisałem, że do homoseksualistów nic nie mam. Ale nie mogę napisać, że jestem tolerancyjny, bo tego po prostu z własnego doświadczenia nie wiem. I tak na prawdę nikt tego nie wie. Bo według mnie na prawdę tolerancyjny człowiek jest dopiero wtedy, gdy jego syn czy córka przyjdzie do niego z osobą tej samej płci i powie, że chodzi z nią/nim. Jak w tej chwili dany rodzić ucieszy się ze szczęścia potomka to dopiero wtedy powiem o kimś, że jest tolerancyjny. Bo do takiej chwili "tolerancja" u większości osób wygląda tak, że mam gdzieś kim on jest dopóki się nie zacznie do mnie przystawiać.
jetinajt jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem