O Księciu Półkrwi możnaby pisać wiele. Nie mam powodów, by nie lubić Sanpe'a za jego cudowną wredotę. Choć moja opinia o nim została nieco naruszona w szóstej części przygód o Harrym Potterze, gdy zabił Dumbledore. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, iż nie mógł tego zrobić. I w moim sercu pojawił się dziwny niepokój, ponieważ każdy udział w opowiadaniu ze Snape'm przeżywam śmiechem lub smutkiem. Już wtedy czułam, że to się nie mogło stać i rzeczywiście moje myśli potwierdziły się w siódmym tomie. Snape zrobił to dla Albusa. Choć właściwie nie przypuszczałam, że jest aż tak dobry. Zawsze kojarzył mi się z nieukrytą złością na wszyskich, perfekcjonizmem i dumą. Uwielbiałam jego słowa, zachowanie, a to co przeżyłam urzeczywistniła mi także ekranizacja. Doskonały aktor, Alan zagrał brawurowo rolę Severusa i tak pokochałam jego wygląd i każdy ruch jaki wykonywał. Nie przypuszczałam jednak, że Snape naprawdę z własnej inicjatywy troszczy się o Pottera, bo był synem Lili i Jamsa. Oczywiście chłopaka nie znosił i mu się nie dziwie. Potter swoją arogancją i dumą rzeczywiście przysporzył mu wiele problemów. Te nieustanne nękanie Snape'a nawet przez Syriusza. Severus czuł się źle, a co gorsza nie miał łatwego życia, w domu również. Tak zrobiło mi się go szkoda, nie chciałam czuć do niego litości, napewno tego by nie chciał.

Inspirował mnie jako tajemnicza postać. Choć wiedziałam, że czuł coś do Lili Evans nie miałam zielonego pojęcia, że tak przeżyję wspomnienia Snap'e. Jego nieśmiałe zaloty, robił się czerwony, uśmiechał się, przepraszał-nie umiałam sobie tego wyobrazić. Jak Severus mógł prosić o to, żeby Albus go nie zabijał? Miałam o nim zdanie- to bohater, dzielny, a nie tchórz. Ale zrozumiałam, że miał potrzebę kochania, potrzebę miłości, tak jak każdy i jego zachowanie wydało mi się wtedy naturalne. Kochł Lili, naprawdę ją kochał, jej ciemno rude włosy i oczy. A ostatnie jego słowa brzmiały:" Spójrz na mnie". Skierowane do Harry'ego poprostu mnie rozbroiły, musiałam oderwać się od książki żeby to wszystko przemyśleć. Brzmiało to dla mnie, jak wyznanie conajmniej miłości przez Snape'a. Choć wiedziałam, że umrze, byłam tego pewna, to nigdy bym nie powiedziała, że owa śmierć smutnego i rzeczywiście samotnego człowieka wypełni mnie tak wieloma uczuciami i zostawi po sobie ślad.