// krótkie, pozbawione weny ale jest. //
Po długich i męczących namowach Jima, Luc udał się wraz z nim krętymi schodami do dormitorium. Panowała tam jak zwykle chłodna atmosfera, która nie za bardzo przypadała do gustu jego współlokatorowi. Będąc w samych butelkowych bokserkach rzucił się na miłą, zimną pościel. Przez całe ciało przebiegł mu łechcący dreszczyk.
Zapomniał się przez chwilę lecz kiedy otrząsnął się z zamyślenia znowu w jego sercu zagościł ponury nastrój.
- Chyba za bardzo sobie wczoraj zabalowaliśmy, co nie? - rzucił Jim wpatrując się w baldachim swojego łóżka.
- Yhm - mruknął chłopak.
- Zrób coś z tą temperaturą, okej?! - powiedział nieco głośniej.
- Okej.
Ziąb w pokoju powoli ustawał ale dalej dało się czuć lekki chłód.
Nie mógł przestać myśleć o wydarzeniach ubiegłego wieczoru. Tajemnicza decyzja Claire, ponaglana przez wampiry. Nie mógł wyjść z przeświadczenia, że chodzi tu o coś więcej niżeli najbardziej przyziemne błahostki. Odczuwał, że coś ulegnie zmianie; teraz, wkrótce czy w przeciągu miesięcy - tego nie potrafił wywnioskować ale w głębi siebie czuł, że jego życie zmieni swoje tory.
Z drugiego końca pokoju dochodziło ciche pochrapywanie Jima, Luc westchnął chowając swoje niebieskie oczy pod powiekami.
Podążał długim tak dobrze znanym mu korytarzem. Podniecenie sięgało zenitu. Nikłe światło różdżki oświetlało gobeliny wiszące na kamiennej ścianie. Chłopak oddychał nierówno , a odgłos jego butów nikł w oddali alei. Krajobraz za oknami malował się w ciemnych, atramentowych barwach co nadawało temu miejscu specyficzny klimat. W końcu stanął przed gobelinem przedstawiającym dorosłego mężczyznę w długiej szacie. Wiedział co musi zrobić; skierował różdżkę na swoje ramię rozrywając jego wewnętrzną stronę jedynie nieznacznie się krzywiąc. Następnie przyłożył je do atłasu, który stał się przeźroczysty wpuszczając do wnętrza korytarza nikłe światło. Zrobił krok w kierunku przejścia kiedy nagle usłyszał...
- Chłopie, obudź się! - ktoś wrzeszczał mu do ucha.
- Morda Jim! - od krzyczał chłopak.
- Trochę sobie pospaliśmy. Apropo łazienka jest już wolna.
- Ta, ok.
Luc wygramolił się z łoża, zbierając ciuchy na zmianę. Stojąc pod prysznicem strumień lodowatej wody chłostał mu twarz, otrzeźwiając chłopaka ze snu. Niedbale wysuszył włosy, a następnie umył zęby. Ubrał rurki, czerwony t -shirt i wyszedł z łazienki. Usiadł na skraju łóżka wkładając buty po czym razem z Jimem wyszli z pokoju.
Już ze schodów zauważyli, że wokół tablicy ogłoszeń zgromadził się tłum osób. Kiedy znalazł w nim Claire coś dziwnie kliknęło mu w żołądku. Nie dał po sobie nic poznać podchodząc do dziewczyn. Fioletowa nie zdawała się go zauważać więc również nic się nie odzywał.
- Cholera, na śmierć zapomniałam! – wykrzyknęła Mary unosząc brwi.
- Co się stało? – spytał Luc.
- Nic, właśnie dowiedziałam się, że już za tydzień będę musiała się wykazać i przy okazji skompromitować przed całą szkołą, plus… - Emdżej przez chwilę zawahała się dokańczając - naszymi gośćmi.
Z wyrazu jej twarzy dało odczytać się wyraźne zmęczenie nękającymi ją problemami i zakłopotaniem. Usiadła w jednym z foteli, na co reszta podążyła jej śladem usadawiając się na kanapie i pozostałych meblach.
- Mary z pewnością poradzisz sobie z tymi błahostkami - skwitował Luc.
- Kto zna się lepiej na Białej Magii niż Ty! - stwierdziła Claire.
- Wygraną masz w kieszeni - dorzuciła Susan - więc po co się martwić.
Mary spojrzała po wszystkich spojrzeniem, w którym malowało się niezrozumienie.
- Raczej dam radę...
- Na pewno !
- Przejdziesz przez te zadania jak przez masło! - dodała Clo.
Kilka głów zwróciło się w jej kierunku.
- No co - zapytała zbita z tropu - tak się mówi.
- Więc widzisz - podsumował chłopak - co by się działo i tak wygrasz cały ten turniej i będziesz miała o jeden ciężar mniej.
- Jesteście kochani! - krzyknęła Mary ściskając każdego z osobna.
__________________
jeżeli odnajdziesz szczęście, ciesz się.'
Ostatnio edytowane przez Lucio : 10-27-2008 o 20:38.
|