|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 3,438
|
- Nigdzie nie idę.
Clover szła szybko po schodach w górę, tupiąc głośno nogami. Fifty musiała przyspieszyć tempa, aby dotrzymać kroku koleżance.
- Clover, przynajmniej trochę się rozerwiemy. Reszta na pewno jest już na dole, dołączymy do nich i...
- Mówiłam Ci, nie. – Koniczynka warknęła i odpędziła od siebie jakieś małe stworki, które właśnie wyleciały z dyni wiszącej w powietrzu. – Halloween. Kto to wymyślił? Na pewno ktoś tępy...
Fifty nabrała wody w usta i postanowiła nie przerywać przyjaciółce monologu.
- ...co za durne dynie, nietoperze, jakieś niebieskie, małe, plugawe, chytre... – Piwooka mruczała cicho pod nosem i zaczęła strzelać zaklęciami w stworki, które zaczęły uciekać na boki, sycząc na dziewczynę. Dotarły do Grubej Damy.
- Hasło?
- Hallowen’owy szał ciał. [Jezu, nie pytajcie.] – Fifty wypowiedziała hasło, stojąc jakby na baczność i czekając na reakcję Clover.
- Co? Ty chyba masz coś z głową, kobieto.
Gruba Dama zrobiła zdumioną, a zarazem urażoną minę. Sus spojrzała na nią przepraszająco i weszła za towarzyszką do wierzy.
No cóż, w Gryffindorze nikogo nie było. Ani żywej duszy, do której można by się odezwać, pokombinować, kogoś podenerwować. Clover prychnęła głośno i usiadła na stole.
- Kurcze, ciekawe co oni tam robią. – spytała na głos, a Fifty uniosła oczy do góry, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała.
- No to może się przebierzemy i pójdziemy tam sprawdzić? – dziewczyna wysunęła propozycję, na co Clov zaświeciły się oczy. Zielona ożywiła się i wstała. – A więc za co się przebieramy?
- A kto myśli o przebieraniu się? – Clov znów prychnęła i nawinęła na palec swoje żółte włosy. – Przecież w końcu jest się tą zwierzyną...wiesz co mam na myśli, prawda?
Fifty wyglądała na skupioną, jakby się zastanawiała.
- Nie. Żadnych animagów dzisiejszego wieczora. Jak nie chcesz iść na dół w przebraniu to w ogóle nie idziemy.
Clover natychmiast zrzedła mina. Dziewczyna wstała i udała się do dormitorium. Położyła się na łóżku i patrzyła w czerwone zasłony. Fifty weszła do dormitorium, wsparła ręce na biodrach i spojrzała na przeciwległą ścianę.
- Ekhem... – odchrząknęła i wskazała na okno. Clover wyzezowała na wskazany punkt i ujrzała swoją sowę. Wstała i ociągając się otwarła okno. Szara sowa wleciała do pokoju, zostawiła list na łóżku i odleciała z powrotem.
- To się nazywa uprzejmość.
Fifty zaśmiała się i zaczęła wcinać czekoladowe żaby. Clover usiadła obok niej i otwarła kopertę.
- Co do...? – Piwnooka uniosła wysoko brwi, a żołądek podjechał jej do gardła.
Oczy Clover zaczęły śmigać jak szalone po kawałku pergaminu od Dumbledore’a. Po chwili opuściła pergamin i zamknęła oczy, które zaczęły ją automatycznie piec.
- Co się stało? – Fifty objęła ją ramieniem przyjaciółkę, która wstała i wyglądnęła przez okno. – Mogę zobaczyć...? – spytała, a Clover wzruszyła ramionami.
- Jak brzmi tytuł sierota? – Koniczynka spytała i przełknęła ślinę. – A zresztą...już po paru dniach będę wiedzieć.
Fifty zakryła dłonią usta i oderwała wzrok od papieru. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa.
- Nie wierzę w to. – Clover trzasnęła pięścią w stół i usiadła na parapecie. – Pss...oni są powaleni. Czy ty to widzisz? Śmierciożercy zabili moją matkę, mojego brata, moją babcię, a oni mi proponują, abym zamieszkała z Ethanem, który współczynił temu morderstwu. No cóż...albo od wakacji czeka mnie sierociniec, na co w ogóle nie idę. Prędzej zwieję z tąd, niż dam się tam zaprowadzić.
W dormitorium zapanowała lodowata atmosfera. Fifty podeszła do przyjaciółki i położyła rękę na jej ramię. Clover spojrzała na nią z miną niesprawiedliwie osądzonego człowieka i rozkleiła się. Nie dała rady dłużej stłumić tego w sobie.
- To straszne. – Clover mówiła, drżącym i przerażonym głosem. – Mój brat...cudowny człowiek i auror. Moja matka...no, może starała z siebie zrobić osiemnastkę i wciskała się w te miniówy, ale no była dobra w magii. Babka...nigdy już nie zjem domowych obiadów...
Po policzku Fifty poleciała mała łezka. Znała państwa Tucker od dawna i wiedziała, że była to jedna z najlepszych rodzin specjalizujących się w najgłębszych tajnikach magii. Prawie każdy był wybitnym aurorem.
- Połóż się, Clov. Prześpij się z tym. – Fifty pogłaskała ją po głowie i zaprowadziła do łóżka. Przykryła ją i usiadła na skraju.
- Może to okaże się złym snem i jutro wszystko będzie normalnie. – Clover zamknęła oczy i próbowała zasnąć. Fifty przekrzywiła głowę, patrząc na list. Koniczynka miała się zgłosić u dyrektora, gdy go odbierze. Postanowiła, że na razie przełożą to wizytę na jutrzejszy dzień.
__________________
Gówno mnie obchodzi co i kto przywiózł na cargo, nagapiłem się już dość na tych co mieli mieć Gallardo, a prokurator zajął im nawet ich starą Mazdę, zresztą chyba żona przez to zostawiła cię niedawno.
Ostatnio edytowane przez Clover : 11-09-2008 o 19:10.
|