Tekst pojawił się już na stronie i jest podzielony na cztery częśći. Niektóre błędy (głównie interpunkcyjne, ortograficzne i logiczne) zostały poprawione, zgodnie z zaleceniami userów. Mimo to fabuła nie uległa zmianie. Życzę miłego czytania!
ArianaDumbledore
Część 1
Na hamaku, w cieniu drzew, leżała jedenastoletnia dziewczyna. Wokół niej rozciągały się długie rabaty, z których przyjaźnie wyglądały słoneczniki i dzikie róże. Zielony, równo przystrzyżony trawnik sprawiał, że cały ogród wydawał się być uporządkowany i przyjazny. Czas płynął leniwie pozwalając cieszyć się każdą chwilą jednego z ostatnich ciepłych dni tego roku. Z okolicy dał się słyszeć śpiew ptaków i radosne odgłosy bawiących się dzieci.
Jednak dziewczynka pozostawała skupiona. Miała długie, kruczoczarne włosy, które zawiewał jej na twarz wiatr. Wodziła równie czarnymi oczyma po literach książki,
w której zaczytała się w najlepsze. Ara kochała opowiadania fantasy. W szkole, tuż przed zakończeniem roku szkolnego omawiali pierwszą część sagi o Harrym Potterze. Zafascynował ją świat opisany przez panią Rowling, dlatego postanowiła, iż w wakacje przeczyta pozostałe książki o młodym czarodzieju.
Właśnie czytała bardzo zabawną scenę, gdy usłyszała wołanie gosposi:
- Ariano jakiś dziwny mężczyzna przyszedł i chce porozmawiać z tobą i twoimi rodzicami.
- O kurczę! Już idę.
- Spsociłaś coś?- zapytała ze śmiechem pani Ada - Nie martw się. Będzie dobrze - dodała, gdy zobaczyła zdziwioną i zaniepokojoną minę dziewczyny.
Jednak przyjazne paplanie Ady (tak je zawsze nazywała) wcale nie pomogło. Nadal miała przed oczyma wydarzenia sprzed kilku tygodni.
Był spokojny, ciepły wieczór. Powoli zapadał zmierzch, lecz ostatnie promyki słonica i delikatne, ciepłe powiewy wiatru zachęcały do pozostania na dworze. Ara pomyślała, że fajnie by było przejść się na spacer po okolicy. Miała zamiar wybrać się na swój ulubiony plac zabaw, którego nie odwiedzała od wieków.
- Idę się przejść- krzyknęła zakładając sandały.
- Dobrze tylko wróć o 21. Na kolacji będą państwo Skeczowie. Chcielibyśmy z ojcem, abyś poznała ich córkę, Vanesę.
- Wporzo- powiedziała.
Wiedziała, że matka bardzo nie lubi, kiedy się przy niej używa takiego słownictwa. Uważała je za nieprzyzwoite, ale dziewczyna lubiła czasami ją podenerwować. Ot tak, dla zwykłej draki.
Cudownie było spacerować ulicą, wśród wielkich rozłożystych dębów, tworzących o tej porze roku baldachim liści nad głową. Szła sprężystym krokiem, wesoła i przyjaźnie nastawiona do świata. Nagle drogę przestąpiły jej dwie najbardziej znienawidzone dziewczyny, jakie kiedykolwiek znała. Tasha i Amy. Jak ona ich nie cierpiała! Przez cały rok szkolny dokuczały jej i naigrywały się z jej grzecznego zachowania i kujoństwa.
Toteż jej nastrój zmienił się diametralnie, a gdy stwierdziła, że są pod wpływem alkoholu, przeraziła się nie na żarty.
Nigdy się ich nie bała dopóki przebywała w towarzystwie innych osób. Tym razem jednak była zupełnie sama. Jej strach się spotęgował, gdy przypomniała sobie słowa znajomych: "Słyszałaś, że te dwie z szóstej to ćpunki i ostatnio pobiły Natashę za to, że nie powiedziała im cześć?"
- Cześć dziewczyny! - powitała dziewczęta przyjaźnie i przyspieszyła kroku, aby je jak najszybciej minąć.
- Zaraz, zaraz... Dokąd się tak spieszy nasza miss doskonałości? - zapytała z drwiącym uśmiechem Tasha.
W tej chwili druga brutalnie złapała ją za włosy i powaliła na ziemię.
Co robić? Co robić?! - myślała gorączkowo Ara - Nie mam jak im zwiać. Wołać pomocy? Nie, to chyba by je tylko bardziej zdenerwowało.
- Dziewczyny, po co te nerwy? Ja tylko szłam do Anity po kasę.
- Ach tak? To masz słabiutką pamięć kochanie, bo do niej idzie się w przeciwną stronę.
- Och...
Nie zdołała powiedzieć nic więcej, bo ku jej uldze i zaskoczeniu coś nagle odrzuciło napastniczki. A jednej z nich zaczęły płonąć włosy.
- Zobaczysz zapłacisz mi za to!- wrzasnęła Tasha i zaczęła posypywać głowę Amy piaskiem. Miała pewnie nadzieję, że w ten sposób ugasi pożar na głowie towarzyszki.
Jednak Ara nie czekała na ciąg dalszy. Wykorzystując chwilę nieuwagi dziewczyn pobiegła ile sił w nogach w stronę domu.
Gdy wróciła powiedziała mamie, że się przewróciła. Uciekła do swojego pokoju.
Od tamtego feralnego wieczoru jeszcze ani razu nie opuściła domu.
- Ara! Córeczko! Co ci jest?! - wrzeszczał tata z przerażeniem w głosie i potrząsał nią gwałtownie.
- Tata... - wymamrotała nie wiedząc, co się dzieje. - Nie, nic mi nie jest. Wszystko w porządku. Jak ja się tu znalazłam? - Nie wiedziała jak trafiła do salonu.
Otrzeźwiło ją, kiedy rozejrzała się po pokoju i jej oczom ukazał się mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał dość normalnie, jeśli chodzi o cechy o włosy czy twarzy, ale jego ubranie pozostawiało już wiele do życzenia. Miał na sobie dziwny malinowy garnitur, niebieską koszulę i zielony surdut, wyglądający jak peleryna.
- Kim pan jest? - zadała pierwsze pytanie, jakie przyszło jej do głowy.
- Nazywam się Remus Lupin i przyszedłem ci oznajmić, że zostałaś przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Pan żartuje? Przecież to tylko książka, ta o Potterze! Nie ma takiej szkoły!
- Na pewno?- zagadnął z uśmiechem dziwak. - A skąd ta pewność? Pomyśl, nigdy się nic nie działo jak się czegoś bałaś czy złościłaś?
- No... chyba nie.... może raz czy dwa, ale to pewnie przypadek - dodała szybko, choć w głębi duszy chciała usłyszeć, że naprawdę taka szkoła istnieje i że została do niej przyjęta, ale to pewnie jakiś dowcip.
A może to tylko sen, z którego zaraz się obudzę i stwierdzę, że nadal leżę na hamaku? - pomyślała.