|
Niepoprawny marzyciel
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
|
Otworzył im pucołowaty czarodziej o przyjaznym wyrazie twarzy.
- Psorze Longbottom, przyprowadziłem pirszorocznych.
- Dzięki, Hagridzie - odpowiedział mężczyzna nazwany profesorem Longbottomem.
- Czas na ceremonię przydziału. Zapraszam. - Wprowadził ich do sali wejściowej.- Możecie trafić do jednego z czterech domów: Gryffindoru, Hufflepuffu, Ravenclawu lub Slytherinu. Teraz macie czas na dokonanie ostatnich poprawek w swoim wyglądzie, zanim pokażecie się reszcie uczniów - dodał rozbawionym tonem.
W miejscu, gdzie było utkwione spojrzenie belfra stał chłopak o kasztanowych włosach, które zdawały się nie słuchać jego poleceń, aby nie opadały na wielkie, niebieskie oczy.
- Gotowi? No to idziemy!
Otworzył drzwi na prawo, a ich oczom ukazała się Wielka Sala z czterema stołami domów i jednym stołem stojącym do nich równolegle, za którym zasiadło grono pedagogiczne.
- Stańcie tutaj. Proszę twarzami do reszty szkoły.
Nauczyciel rozwinął pergamin i zaczął wyczytywać nazwiska uczniów. Ara nie bardzo słuchała, gdyż zainteresowała się nauczycielami siedzącymi przy stole, a szczególnie jednym. Był to czarodziej wyglądający dziwnie znajomo, zajmował on miejsce dyrektora i jako jedyny zdawał się nie zwracać uwagi na nowych uczniów.
- Czy to... Czy to jest...? - szturchnęła młodego Lupina.
- Tak, to on, jest teraz dyrektorem - odszepnął chłopak.
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, usłyszeli głos profesora:
- Lupin Teddy!
Młody czarodziej luzackim krokiem podszedł i usiadł na stołku. Lecz po jakimś czasie jego twarz wykrzywił dziwny grymas. Oczy się zwęziły. Zdawał się bardzo intensywnie myśleć. Siedział tak przez dłuższą chwilę, aż tiara wrzasnęła: "Slytherin!". Uśmiechnął się tylko i popędził w stronę wiwatujących Ślizgonów.
- Lynch Swen!
Był to owy szatyn z rozczochranymi włosami. Podjął ostatnią próbę okiełznania fryzury i ze zrezygnowaną miną zasiadł na stołku.
- Ravenclaw! - rozległ się krzyk.
Chłopak odbiegł, a oczy Longbottoma utkwiły się w dziewczynie. Patrzył na nią jakoś inaczej, jak gdyby czuł się niezręcznie. Jednak nie tylko on zdawał się być zakłopotany, wszyscy nauczyciele zwrócili oczy w jej stronę. Nawet dyrektor.
- McKevin Ariana.
Ara z mocno bijącym sercem podeszła do krzesła i drżącymi rękoma nałożyła tiarę na głowę.
W jej głowie rozległ się cichutki głosik:
- Wiem gdzie chcesz trafić, ale czy to na pewno dobrze? Według mnie bardziej pasujesz do trzech pozostałych domów. Masz mnóstwo odwagi, ścisły umysł, ale i odrobinę arogancji i cwaniactwa.
Ariana czekała. Nie chciała przekonywać Tiary, że powinna zostać Gryfonką. Pozostawiła jej wybór. Wiedziała, że potem będzie tego żałować, ale cóż - raz się żyje.
- Tak, tak, tam będziesz na pewno pasować. Slytherin!
Ostatnie słowo już nie brzmiało tylko w głowie dziewczyny, ale poniosło się echem po całej sali.
Ślizgoni zaczęli klaskać. Jednak nie były to wiwaty tak głośne, jak przy innych przyjętych. Zasiadła za stołem obok Teddy'ego. Uczniowie wokół nie podawali jej rąk i nie gratulowali przyjęcia do Slytherinu...
W końcu ceremonia dobiegła końca i powstał dyrektor:
- Zanim zaczniemy spożywać kolację chciałbym powiedzieć kilka słów. Pierwszoroczni niech wiedzą, że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zabroniony. Nasz woźny, pan Filch prosił, abym przypomniał, że używanie produktów Weasley'ów będzie surowo karane. To by było na tyle. Smacznego.
Tu klasnął w dłonie, a stoły zapełniły się obficie wszelkiego rodzaju przysmakami. Zaczynając na udkach kurczaka, a kończąc na biszkoptach czekoladowych polanych sosem miętowym.
- Jednak nasze marzenia się nie spełniły - zagadnęła bardzo cicho Teddy'ego. - Jesteśmy w Slytherinie. Dobrze, że chociaż razem.
Gdy mówiła ostatnie słowa w jej głosie było słychać wyraźną ulgę.
- Widzisz, Ara, dla mnie nie ma to większego znaczenia. Bo znam wielu czarodziejów, którzy byli Ślizgonami, ale byli też dobrymi ludźmi. Jeśli uważnie czytałaś sagę o Potterze to na pewno wiesz, kogo mam na myśli.
- Tak, wiem - mruknęła i sięgnęła po biszkopty - Tylko bardzo się zdziwiłam, że tu trafiłam. - Chyba jestem pierwszą mugolaczką przy tym stole - powiedziała niepewnie.
- Możliwe, ale nie przejmuj się tym - odparł pocieszająco Lupin i zajął się pochłanianiem jedzenia.
Kiedy uczta dobiegła końca udali się za swoimi prefektami do Pokojów Wspólnych. Każdy dom gdzie indziej.
Ted i Ara zeszli po marmurowych schodach i zagłębili się w labiryncie lochów.
- Nareszcie na miejscu - mruknęła dziewczyna, gdy tylko stanęli.
- Hasło to "Eliksiry" i przypominam, że uczniom innych domów nie można podawać naszego hasła. - Tu prefekt spojrzał na jakąś wyniośle wyglądającą dziewczynę, która tylko prychnęła.
Gdy Ariana pożegnała się z Teddym i udała się z innymi dziewczętami do swojego dormitorium, z radością stwierdziła, że jest w nim ciepło i przytulnie.
Rozmyślania nad tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni zostawiła sobie na potem. Teraz była zbyt zmęczona i marzyła tylko o odpoczynku. Wsunęła się więc pod kołdrę i natychmiast zasnęła.
|