|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
2. "Bo liczy się to, co zobaczyłem w twoich oczach".
Schodziłam właśnie ze sceny i podążając za innymi członkami kapeli, zaczęłam zwijać sprzęt.
Gdy nachyliłam się, by dosunąć sobie buta, wypadła mi różdżka i potoczyła się po zimnej posadzce kilka metrów dalej.
Ku mojej rozpaczy podniósł ją czarnowłosy, na oko czterdziestoparoletni facet, który musiał być moim biologicznym ojcem.
- To twoje, tak? - Podał mi różdżkę.
- Moje - wyjęłam mu ją z ręki i już miałam się odwrócić i pójść sobie, gdy poprosił mnie, żebyśmy porozmawiali.
Stanęłam przy którymś ze stołów i wzięłam jeszcze nietkniętego eklerka.
- Jolsey... Ostatnio widzieliśmy się...
- Zbyt dawno, żebym to pamiętała. - Warknęłam.
Nie dawał za wygraną.
- Gdyby twoja matka odpisała chociaż na jeden list, albo wpuściła mnie do domu, kiedy uciekłem z Azkabanu...
- Też bym cię nie wpuściła. Ty po prostu uciekłeś!
- Wsadzili mnie tam za niewinność. A potem powiedziała mi, że i tak załatwiła już zakaz zbliżania i nie mogłem was zobaczyć. I zapewne naopowiadała wam mnóstwo szalonych historii, jakim to jestem złym ojcem. A co gorsza, chyba w to wierzycie.
- Z tego, co słyszałam, to Constantine tak. A ja już się gubię. Ty mówisz co innego, mama też. Jesteś dla mnie właściwie obcym facetem, jak ci kolejni ukochani mamy, którzy w końcu od niej odchodzili. Nie wiem komu mam wierzyć, tobie, czy jej.
- Ja nie kłamię. Nie. Powiedziałem to Constantine'owi...
- I zachował się okropnie. - Przerwałam mu - Wiem. To typowy synalek mamusi, wierzy jej we wszystkim. Ale ja nie, od kiedy dowiedziałam się...
- O?
- Nie chcę o tym gadać - wgryzłam się w eklerka.
Pomyślał przez chwilę.
- Masz talent po matce, wiesz? Śpiewała w chórze w Hogwarcie i masz taki błysk w oku, całkiem jak ona. - Urwał, widząc, że zabolało mnie wspomnienie o niej. - Jols, ja wiem, że siedemnastu lat nie można cofnąć, ale teraz, no wiesz... W weekend będzie wypad do Hogsmeade i możemy spędzić razem trochę czasu, a potem są święta.
- Wiem.
Zrobił taki ruch, jakby chciał mnie przytulić, ale lekko się odsunęłam.
- Na razie jest za późno na takie okazywania uczuć. Dobrej nocy.
Odeszłam w stronę moich przyjaciół.
Nazajutrz obudziło mnie jęczenie Rebeccy na temat oporności mojej prostownicy i tego, że jej włosy potrzebują maseczki. Kręciłam się w łóżku wspominając rewelacje z poprzedniej nocy. Nie wiedziałam, dlaczego, ale obdarzyłam Syriusza jakimś dziwnym uczuciem. To na pewno nie była miłość, jaką zazwyczaj obdarza się rodzica, ale poczułam do niego jakąś dziwną sympatię. Rebecca oczywiście nie wiedziała, czym się tak przejmuję. No tak, ona zawsze miała ojca. Fakt faktem, był basistą Fatalnych Jędz i większość czasu spędzał w trasie, ale zawsze przywoził jej super prezenty. Gadżety, ciuchy, zabawki, czyli wszystko to, czym ja też byłam przekupywana przez kolejnych wujków.
Kilka minut później wyszłam z łóżka i ubrałam się. Moje ciuchy zawsze były idealnie dobrane i sięgałam tylko po marki z najwyższej półki, zresztą tego nauczył mnie Constantine. Jak powiedział kiedyś o prezentach: jeśli już naciągasz tych frajerów, wybieraj tylko to, co ci się podoba. Ważne również, żeby wiedzieli, że jeśli chcą być tatusiami, muszą sypnąć nieco mamoną.
Odpaliłam gramofon.
Usiadłam naprzeciwko toaletki, żeby podkreślić nieco oczy, gdy ktoś załomotał w drzwi.
Re niechętnie otworzyła drzwi, a ja w lusterku zobaczyłam, że to nasi opiekunowie, przyszli, by eskortować nas na śniadanie.
- Hm... Niezły bałagan - powiedział Harry siadając na moim łóżku. - Ale pospieszcie się, co? Chcę się załapać na bekon.
Szybko przeprostowałam włosy i podmalowałam oczy. W końcu oderwałam różdżkę od wtyczki i zamurowało mnie.
Potter siedział na łóżku i przeglądał mój pamiętnik, a dokładnie zdjęcie Blacka.
- Zostaw to!
Szybko odłożył zdjęcie.
- Ja... ja... Jolsey...
Na zdjęciu prezentował się mężczyzna w wieku około dwudziestu jeden lat, trzymający dziecko w beciku. Drugą ręką obejmował kobietę. Wyglądała na szczęśliwą, przy sercu trzymając malutką dziewczynkę ze smoczkiem w ustkach.
- Bo liczy się tylko to, co zobaczyłem w twoich oczach, Syriusz. - przeczytał Harry. - To naprawdę twój ojciec... A nigdy nie mówił, że ma dzieci.
- Bo nie miał się czym chwalić - odrzekłam zamykając temat. - Nigdy więcej nie grzeb w moich rzeczach, Potter, bo ci te łapki poprzetrącam.
Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 07-26-2009 o 23:59.
|