Wyświetl pojedyńczy post
Stary 04-25-2009, 15:47   #7
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

- W porządku, Luno? - zawołał.

- Tak, naturalnie - odrzekła Luna, symulując szok.

- To dobrze, twój ojciec nie darował by nam, gdyby coś ci się stało.

Zamieszanie nie ustało. Po pobojowisku nadal krzątali się uczniowie i aurorzy. Pani Pomfrey i magomedycy, którzy zjawili się niewiadomo skąd, krzątali się przy rannych. Lupin zajął się cuceniem nieprzytomnego Seamusa.

Zaklęcia niestety nie uleczyły ran Harry'ego i Rona. W dalszym ciągu nie mogli się podnieść. Gdy jednak pokonano ostatniego ze Ślizgonów wnosili okrzyki triumfu i chwalili Hermionę. Gdy uwolniono Lunę, Ron wydał z siebie okrzyk radości. Teraz wyrywał się magomedykom, ignorując rozległy krwotok, próbując się podnieść o własnych siłach.
Harry obserwował to wszystko klęcząc z boku, zapominając na chwilę o bólu. Nieoczekiwanie mocny kopniak uderzył go w żebra. Syknął z bólu i odwrócił się. Zobaczył wykrzywioną w nienawiści twarz Prosky'ego. Ledwie się odwrócił, cios w podbródek posłał go na ziemię. Rąbnął tyłem głowy o murawę. Miał wrażenie, że uchodzi z niego życie. Prosky zamierzył się do następnego ciosu, ale za chwilę silne ręce aurorów powstrzymały go.

- Jeszcze się policzymy, Potter! - warknął Prosky. -Przysięgam, to jeszcze nie koniec!!!

Zamglonymi, obolałymi oczami Harry rzucił mu ostatnie spojrzenie. Długie i przenikliwe, zmrużywszy posiniaczone oczy. Pomyśleć, że uważał tego chłopaka za przyjaciela! Postanowił, że wytrzyma jego spojrzenie.

- Zabierzcie go! - zawołał jakiś głos. Jego właściciel położył po ojcowsku rękę na ramieniu Harry'ego. Ślizgona wyprowadzono dalej. Zdążył jednak mściwie się uśmiechnąć.

- Byłeś dzielny, Harry -powiedział Lupin. - Walczyłeś do upadłego. Rodzice, Syriusz i Dumbledore byliby z ciebie dumni.

Harry wcale nie czuł w tej chwili dumny, ale z jakiegoś sobie nawet nieznanego powodu był wdzięczny za te słowa.

- Dean Thomas nie żyje! - zawołała McGonagall.

Rozległy się zduszone okrzyki. Harry'emu pociemniało w oczach. Zabił go. Zabił Dean'a... Zabił człowieka. Potem już tylko zemdlał. Uśmiech triumfu wykwitł niezauważalnie na twarzy Hermiony.


***


Różne były później relacje z tej tragedii. Wiele świadków i interesantów próbowało spisać przebieg zdarzeń jak najrzetelniej. W końcu najpopularniejsza stała się relacja z Proroka Codziennego pomieszana z zapiskami jednego z uczniów.

Harry, Ron, Seamus i kilka innych osób z ciężkimi obrażeniami wylądowało w skrzydle szpitalnym. Nie wiadomo, czy Ron odzyska kiedykolwiek pełną sprawność psychiczną, również obrażenia głowy Harry'ego dawały do myślenia, ale ten starał się o tym nie myśleć.
Dean Thomas nie przeżył. Szok, przerażenie. Oto, jakie uczucia wywołał ten przypadek. Z Hogwartu zabrano następne trzy czwarte uczniów. Prorok Codzienny nie zostawił suchej nitki na profesorach Slughornie i McGonagall, a także środkach ochrony Hogwartu. Niektórzy grzmieli nie tylko o nienawiści magicznej, ale i... rasowej. Dean Thomas był czarny, a tamci rzucali obelgi. Nikt jednak nie potraktował tych oskarżeń poważnie.

Wielkie pochwały zyskała natomiast uczennica klasy siódmej Hermiona Granger, poprzez swój bohaterski czyn jakim było zaatakowanie uciekającego Ślizgona. Minister Rufus Scrimgeour od razu zapewnił publicznie, że może po ukończeniu szkoły liczyć na posadę aurora bez testów.

Jankowski i jego trzech kolegów, jak się okazało, działali całkowicie niezależnie. Cała czwórka lubowała się zawsze w brutalnych rozgrywkach. Tę akcję planowali od dawna. Pierwszym ich celem stał się Draco Malfoy; pod koniec zeszłego roku, jeszcze przed tajemniczą śmiercią dyrektora Albusa Dumbledore'a, sterroryzowali Malfoya i brutalnie go pobili. Wymusili na nim rezygnację z funkcji szukającego i prefekta, grożąc śmiercią. Jak się również wydało, pod wpływem klątwy Imperius znajdowała się pani Hooch, nauczycielka latania w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Dlatego nie reagowała.

Wszystko po to, by w roku następnym dokonać tej masakry. Nie mieli żadnych powiązań z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Bez odpowiedzi pozostają jednak pytania, skąd tak doskonale znali Czarna Magię, kto jej ich nauczył i jak udało im się przechytrzyć wszystkie środki bezpieczeństwa Hogwartu.

Dziś dwóch z nich siedzi już w Azkabanie. Trzeci, ich przywódca, w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach zniknął bez śladu w więzieniu. Choć jest to raczej niemożliwe, wszystkie ślady wskazywały na to, że się aportował. Jeżeli przeżył, wątpliwe jest, by długo cieszył się życiem i wolnością. Mimo to, w sercach Harry'ego i Rona wywołało to trwogę, a byli znakomicie pilnowani całą dobę.

Jeszcze większe poruszenie i zgrozę wywołała wiadomość o uniewinnieniu Stanley'a Prosky'ego, czwartego ze sprawców, choć Harry i Ron go obciążyli. Było jasne, że, podobnie jak trzech kolegów, także on chciał ich zabić. Umierali ze strachu na myśl, ze wróci do Hogwartu zastawszy ich przykutych do łóżka.

Ron przysięgał, że Prosky jest w tajemniczy sposób związany z uczennicami Hogwartu, w tym z jego siostrą. Nie potwierdziła tego żadna z uczennic, również Ginny. Ostatecznie paplanie Rona uznano za szok pourazowy i przeniesiono go do Św. Munga.

W św. Mungu wylądowali również Vincent Crabbe i Gregory Goyle, pomocnicy mrocznej czwórki, z czego ten drugi jest w stanie krytycznym po upadku z miotły. Czeka ich długa rehabilitacja.
Obecność Harry'ego Pottera i jego przyjaciół w tych zdarzeniach jest prawdopodobnie wyłącznie dziełem przypadku. Harry nie przypuszczał przecież, że choćby na chwilę wróci do Hogwartu, co więcej - zagra mecz. Dziś mówi, że kiedy tylko wydobrzeje, opuści szkołę. Czekają go przecież jeszcze groźniejsze starcia.

Tak, czy inaczej, ofiarą ataku mogła paść równie dobrze inna grupa młodzieży.



Koniec.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem