Rozdział IV
- Że co? Wiesz co się z nią stało?- Ron prawie krzyczał.
- Słuchajcie. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma nauczycielami i próbowałam znaleźć coś w bibliotece.- zaczęła Hermiona.
- Tak, tylko dlaczego niby miałoby być coś o Ginny w książkach, które zostały napisane i wydane co najmniej 50 lat temu?- Ron tracił cierpliwość.
Harry uciszył go gestem ręki:
- Daj jej mówić.
- Już myślałam, że nic nie znajdę! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile książek musiałam przeszukać!- powiedziała spoglądając znacząco na stosy pergaminów przed nią.
- Ale czego ty właściwie tam szukałaś?- popędzał ją Ron.
- Zaraz do tego dojdę!- oburzyła się Hermiona.- Więc, jak mówiłam, przeszukałam sporo książek i w żadnej nie znalazłam odpowiednich informacji. W końcu w moje ręce dostała się stara księga o tytule "PODWODNE TAJEMNICE". Nawet nie wiecie co tam znalazłam! To więcej niż oczekiwałam znaleźć. Spójrzcie!- wyciągnęła grubą i starą książkę. Otworzyła ją i pokazała im zaznaczony fragment. Poleciła im, żeby przeczytali.
Trytony robią wiele pożytecznych rzeczy. Mają wiele zdolności, jakich żaden czarodziej nie posiada. Niekiedy również zdarzyło im się uratować czyjeś życie. W roku 1732 jedenastoletnia czarownica wpadła do wody. Blisko była utonięcia. Ubranie ciągnęło ją coraz niżej na dno. Gdyby nie przepływająca niedaleko trytonka, jedenastolatka utopiłaby się. Trytonka złapała ją szybko i podała jej eliksir. Dziewczyna ocknęła się, ale...
Dalej na pergaminie widniała już tylko wielka plama. Nic nie można było dalej odczytać.
- I co?- zapytał Harry.
- I to, że sądzę, że Ginny została uratowana przez trytona!
Na chwilę zapadło milczenie. Ron wciąż myślał nad czymś.
- Ale właściwie co daje ten eliksir? I czy dowiedziałaś się więcej od nauczycieli?- zapytał po chwili.
- Popytałam kilku nauczycieli o tą historię. Dowiedziałam się, że dziewczyna została odnaleziona na dnie tego zbiornika wodnego. Nie wyglądała już normalnie. Trytonka podała jej eliksir pozwalający na oddychanie pod wodą. Wiecie co to oznacza?
- Czyli to znaczy... że ta dziewczyna... zamieniła się w...- zaczął Harry.
- ...syrenę.- zakończyła za niego Hermiona.
- I chcesz powiedzieć, że Ginny też teraz jest syreną?- zapytał Ron za strachem.
-Dokładnie. I nie może z powrotem przybrać ludzkiej postaci.- Hermiona była podekscytowana.- Ale są różne eliksiry łagodzące te skutki uboczne.- dodała widząc twarz Rona.
- Czyli Ginny będzie mogła zmieniać się w syrenę kiedy będzie chciała?
- Kiedy dotknie wody- skorygowała go Hermiona.- Trytony stosują ten eliksir tylko w stanach krytycznych. Kiedy już nic nie pomoże tonącej osobie i jest bliska śmierci.
- Musimy ją odnaleźć. Nikt nie może się dowiedzieć, że Ginny jest syreną.- powiedział stanowczo Harry. Ron i Hermiona przytaknęli głowami. Postanowili się przygotować do poszukiwań i spotkać za dziesięć minut na dole. Hermiona zabrała zwoje pergaminów na górę. Harry pobiegł po pelerynę-niewidkę. Ro oczywiście podążył za Harrym. Po kilku minutach spotkali się na dole. Wyszli z domu wspólnego Gryffindoru i gdy Gruba Dama zamknęła za nimi dziurę w ścianie, przykryli się peleryną. Szli ciemnym korytarzem.
- Tylko gdzie powinniśmy zacząć szukać?- zastanowił się Ron.
-Jak to gdzie? Oczywiście, że w jeziorze!- odpowiedzieli chórem Harry i Hermiona.
***
Stanęli na brzegu jeziora.
- Co robimy?- zapytał Harry.
W zamyśleniu patrzyli na gładką, srebrną taflę jeziora.
- Dziś pełnia.- oznajmiła po chwili Hermiona.
- Co to ma do rzeczy?- burknął Ron.
- Spójrzcie. Światło księżyca odbija się w jeziorze. Odchodzi od brzegu i idzie gdzieś dalej. Wiecie co to znaczy?
Pokręcili głowami.
- Gdzieś czytałam, że jeśli pójdziemy wzdłuż tego odbicia, będziemy mogli oddychać pod wodą.
- Jesteś tego pewna?- zapytał Ron z lekką niepewnością w głosie.
- Tak czytałam. A teraz chodźmy. Nie traćmy czasu!
Harry pierwszy ruszył do wody. Szedł wzdłuż odbicia księżyca. Woda sięgała mu już do kolan. Miał pokonać jeszcze spory kawałek. Woda była zimna, a ubranie stało się ciężkie. Woda już mu sięgała do pasa. Coraz trudniej mu było iść. Gdy doszedł, a dokładniej dopłynął do końca odbicia, nie sięgał nogami do dna. Poczekał chwilę na Hermionę i Rona, ale ubranie pociągnęło go pod wodę. Okropnie się przestraszył. Nabrał szybko powietrza w płuca i histerycznie machając rękami próbował wypłynąć na powierzchnię. Niestety ubranie było zbyt ciężkie. Zabrakło mu już powietrza. Zaczął się gorączkowo szamotać, żeby zrzucić jakoś ubranie i zaczerpnąć powietrza, gdy zdał sobie sprawę, że nie ma już na sobie ubrania. Nie mógł wytrzymać. Otworzył usta. Najwyżej się utopię, pomyślał. Ale to nie nastąpiło. ODDYCHAŁ pod wodą. Spojrzał w górę. Ron i Hermiona płynęli do niego. Wyglądali dziwnie. Oboje z rybimi ogonami. Spojrzał na swoje nogi. On też ma rybi ogon!
- Miałaś rację!- wykrzyknął do Hermiony.
- Szukajmy jej.- powiedziała Hermiona.- Harry, ty musisz wiedzieć gdzie jest gniazdo trytonów. Na Turnieju Trójmagicznym popłynąłeś tam po Rona.
- Wy też tam byliście!
- Ale my nie pamiętamy nic! Byliśmy jakby nieprzytomni!
Racja, pomyślał Harry starając się przypomnieć sobie drogę do tego miejsca. W końcu ruszył, a Ron z Hermioną popłynęli za nim. Płynęli jakieś pół godziny nie mówiąc nic do siebie. W końcu zza wodorostów wyłonił się zamek. Na pewno należał do trytonów. Podpłynęli bliżej. Przy wejściu do zamku czuwali strażnicy.
- Szukamy Ginny. Prawdopodobnie ktoś od was ją uratował.- rzekła Hermiona do jednego z nich.
- Tak. Jest tutaj. Znajdziecie ją w komnacie na pierwszym piętrze. Drzwi drugie na lewo.
- Dziękujemy.
Wpłynęli do środka. Zgodnie ze wskazówkami strażnika znaleźli Ginny w drógiej sali na lewo. Siedziała na łożu. Gdy ujrzała przyjaciół uradowała się.
- Co wy tu robicie?- zapytała.
- Przyszliśmy po ciebie.- odparł Ron.
- Dla czego uciekłaś? Szliśmy do ciebie wtedy!- oburzył się Harry.
- Miałam dość tych eliksirów, które musiałam pić. Wiecie jak się czułam w tym akwarium? Tak jak bym siedziała w klatce. I to jeszcze sama! Widziałam się tylko z panią Pomfrey, gdy podawała mi eliksiry. Nudno mi tam było.
- Dyrektor mi powiedział, że już uwarzyli taki eliksir, który ci po części pomoże wrócić do poprzedniej formy.- oznajmiła Hermiona.
- Jak to po części?- zapytała Ginny.
- Będziesz normalna dopóki nie dotkniesz wody. Kiedy dotkniesz wody znów zamienisz się w syrenę. Kiedy się wysuszysz będziesz znów sobą.
- Fajnie, bo polubiłam ten ogon.- Ginny uśmiechnęła się.
- To zmykajmy już.- zaproponował Harry.
- Dobrze.- zgodziła się reszta.
***
Wyszli z wody. Tylko Ginny siedziała w płytkiej wodzie, gdyż nie moła się transformować. Ron pobiegł po dyrektora. W tym czasie Harry i Hermiona opowiadali o całej tej wyprawie i o tym skąd wiedzieli, że Ginny jest syreną.
- O idzie już Ron.- zauważyła Ginny.
Obejrzeli się. Zobaczyli Rona a za nim kroczył profesor Dumbeldore. Dyrektor uśmiechnął się na widok Ginny.
- Cieszę się że wróciłaś. Co skłoniło cię do ucieczki?
- Nuda. Nie podobało mi się nocowanie w akwarium.
Dumbeldore wyciągnął zza płaszcza mały flakonik. Podał go Ginny.
- Masz. Ale zanim wypijesz chcę was wszystkich uprzedzić, żebyście nikomu nie mówili o Ginny. Mam tu na myśli fakt, że jest syreną.
Przytaknęli głowami na znak, że zgadzają się.
Ginny wypiła eliksir i jakoś wyczołgała się z wody. Usiadła na brzegu i czekała. Po chwili jej ogon otoczyło błękitne słabe światło i na jego miejscu pojawiły się nogi.
- Pamiętaj, że gdy tylko dotkniesz wody, twój ogon powróci. Powinnaś napoje i soki pić przez słomkę. Tak będzie bezpieczniej.
***
Następnego ranka wejście Ginny do Wielkiej Sali wywołało salwę braw. Wszyscy darli się wniebogłosy, niektórzy nawet gwizdali.
- Ginny wróciła! Ginny wróciła!
Oczywiście deszcz pytań był nieunikniony, ale dziewczyna szybko wymyśliła jakąś historyjkę. Wszystko wróciło do normy!
Po śniadaniu Harry, Ron i Hermiona wrócili do dormitorium.
- Muszę iść na chwilę do sypialni.- powiedział Harry.
Szedł klatką schodową na górę. Na klatce panował jakiś dziwny odór. Im bliżej był sypialni, tym smród robił się bardziej intensywny. Nieprzyjemny zapach dochodził wprost zza drzwi jego sypialni. Otworzył je. W pokoju panował kompletny bałagan. Łóżka poprzewracane, wszystko powywalane z szaf i kufrów. Ledwo można było się przekopać przez pokój. Na oknie przy łóżku Harryr17;ego ktoś namalował zielony napis UKRAW. Napis był namalowany jakąś dziwną substancją...
Koniec.