Wyświetl pojedyńczy post
Stary 05-04-2009, 14:05   #6
killjan
Czytelnik horoskopów
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 16
Domyślnie Żyj i pozwól umrzeć cz.5

Odwiedzinom w szpitalu ciotki Muriel zawsze towarzyszyło pewne zamieszanie. Niezależnie od tego gdzie się znalazła, rozstawiała ludzi po kątach.
- Gdzie jest ten cały Potter? Tylko raz widziałam go w szpitalu - zwróciła się do Rona siląc się na ściszenie głosu. - Tyle się o nim teraz mówi, ale ja już od dawna czułam w kościach co to za jeden. Jak przyszło co do czego, to się ulotnił - pouczyła krewniaka. - Na przyszłość rozważniej dobieraj sobie przyjaciół Ronaldzie. A ta twoja dziewczyna to chyba nie lepsza? - Chciała jeszcze coś dodać, ale powstrzymała się widząc niepokojące zmiany na jego twarzy.
- Molly choć ze mną, bo zapuścisz korzenie na tym krześle - powiedziała jak zwykle taktowna ciotka Muriel. Obie kobiety opuściły salę. Chwilę potem Ron wychylił się przez drzwi usłyszawszy wzburzone głosy:
- ...to zbyt duże ryzyko - tłumaczył uzdrowiciel oddziałowy.
- Słuchaj pan, dziewczyna ma za tydzień siedemnaste urodziny i nie pozwolę by spędziła je w tej waszej mordowni - ciotka wiedziała już, że jej oponent nie jest godnym jej przeciwnikiem.
- Nie ma co z nim gadać, zabierzemy ją do Nory i tyle - zwróciła się do stojącej obok Molly.
- Dobrze, ale zalecam najwyższą ostrożność - zgodził się niechętnie czarodziej w zielonej szacie.
- Nich pan tu nie udaje ważniaka. Na moje oko, to tylko liżecie palce kartkując "Magiczną utratę świadomości od A do Z" - skwitowała i obie wróciły do pokoju Ginny.
- Jesteśmy już na "S" - przyznał w duchu zawstydzony pracownik.

****

W kilka dni później nieprzytomna Ginny leżała już w łóżku w swoim pokoju na drugim piętrze Nory. Pani Weasley nie chciała odstępować swojej jedynej córki. Dopiero gdy Artur przyniósł z pracy dwa mugolskie urządzenia, jedno postawił na stoliku przy łóżku, drugie posiadające ekran w kuchni, żona zaczęła pojawiać się na parterze. Molly co kilka chwil zerkając w monitor, na którym widziała bladą twarz córki, przygotowywała urodzinowe przyjęcie.
W dniu urodzin spodziewano się gości. Ron ucieszył się, gdy przybył ten niespodziewany. Hermiona pojawiła się w Norze jeszcze przed południem.
- I co z nią?
- Nie jest dobrze. To już nie potrwa długo - Ron ledwo nad sobą panował.
- Och Ron. Musisz być silny.
- Łatwo ci mówić. A jak u ciebie, wszystko w porządku?
- Jak może być w porządku? Przecież moja przyjaciółka opuszcza ten świat razem z resztkami magii Voldemorta. To jest bardzo nie w porządku.
- Nie o to pytałem.
- Ach, przepraszam. Tak. Odnalazłam ich. Nic im nie jest. Chyba uda się im jeszcze przywrócić pamięć.
- Cieszę się - odpowiedział bez przekonania.
- Harry'ego nie ma z wami?
- Nie. Dzień po twoim wyjeździe pożarł się z Percym i Georgem.
- I co? Nie przyjdzie dzisiaj? - zaniepokoiła się Hermiona.
- Pewnie nie, od tamtej pory się nie pojawił.
Później przybyli jeszcze profesorowie McGonagall i Slughorn, zjawiła się też Luna z ojcem, Neville i tylko garstka z licznych znajomych solenizantki. Goście odwiedzając w milczeniu pokój Ginny zostawiali w nim przeważnie bukiety kwiatów. Przed wspólnym posiłkiem rodzice chorej ponownie zajrzeli do jej pokoju, niemal wszystkie meble były zajęte przez wazony z wiązankami. Poruszona Pani Weasley powiedziała do męża:
- Tylko kwiaty. Czy oni wszyscy uważają, że bukiet nie zdąży przekwitnąć zanim ...
- Nie Molly ... - Artur nie dokończył bo już nic nie mogło przedostać się przez jego zaciśnięte gardło.
Pod wieczór wszyscy zebrali się w jadalni lecz trudno było to nazwać urodzinową ucztą. W pomieszczeniu panowała przeważnie cisza. Zgromadzeni nakładali sobie najbliżej leżącą potrawę i bez entuzjazmu prowadzili widelce do ust. Gdy ojciec spytał George'a jak idą interesy. Syn odparł że chyba zbankrutuje bo już nigdy nie wymyśli nowego produktu. Po raz pierwszy każdy słuchał z zainteresowaniem niestworzonych historii Luny i Ksenofiliusa, najczęściej przerywających zalegającą ciszę.
Było już po dziesiątej, gdy dom opuszczali ostatni goście. Poza rodziną Weasley pozostała tylko Hermiona, która miała wrócić do siebie nazajutrz. Molly odprowadzała właśnie do wyjścia profesorów McGonagall i Slughorna.
- Dziękuję że przyszliście.
- Ginny by... JEST jedną z moich najzdolniejszych uczennic - poprawił się Horacy.
- Możesz być z niej dumna Molly. Ostatni rok w Hogwarcie to był koszmar. Uczyłam wszystkich twoich synów, ale to twoja córka okazała postawę najbardziej godną Gryfona.
- Dziękuję ci Minerwo - odpowiedziała wzruszona matka.
- Przepraszam że spytam, ale co się dzieje z Harrym?
- Ostatnio jakoś urwał się nam kontakt. Nie wiem co się stało, ale pewnie Ron wie coś więcej. Ron podejdź tu! - zawołała z korytarza Molly.
- W szkole się z tym nie afiszowali, ale ja dostrzegam takie rzeczy. Dlatego dziwię się, że nie ma go na jej urodzinach.
- Co masz na myśli? - pytała pani Weasley. Ron stał już za matką. Zorientowawszy się w sytuacji dawał sygnały swojej profesor by się powstrzymała.
- No jak to? - kontynuowała Minerwa. - Przecież oni ...
- Są dobrymi przyjaciółmi. Harry jest bliskim znajomym całej naszej rodziny - Ron po raz pierwszy wszedł w słowo profesor transmutacji. Spodziewał się za raz usłyszeć "Ronaldzie Weasley -10 punktów dla Gryffindoru".
- Aha, no nic. To my już pójdziemy - Minerwa zorientowała się, że to nie ona powinna poinformować o tym Molly. Zanim wyszła spojrzała jeszcze na Rona, który jej przeszywający wzrok i kształt zwężonych ust ocenił na -40. Trochę zdezorientowana Molly zamknęła drzwi za ostatnimi opuszczającymi ich dom gośćmi.
- Zaczekaj - Hermiona rzuciła do udającego się na poddasze Rona.
- Czego? - odparł wyraźnie nie w humorze.
- Ty im jeszcze nie powiedziałeś? - spojrzała znacząco na jego matkę.
- Nie powiedziałem i nie zamierzam.
- Naprawdę uważam, że powinni wiedzieć. Teraz gdy Voldemort nie żyje, nie ma powodu tego ukrywać. Harry ...
- Nie przypominaj mi o nim!! - przerwał brutalnie Ron.
- Co z tobą? Przecież to twój najlepszy przyjaciel. Dobrze wiesz, że nie miał pojęcia co spotka Ginny. Dobrze by było, żeby twoi rodzice dowiedzieli się wcześniej, że on i Ginny ...
- Słyszałaś? Nawet McGonagall była przekonana, że się tu pojawi. Ale najwyraźniej wielki Harry Potter jest tak rozchwytywany, że nie ma teraz czasu odwiedzać osób, które wpędza do grobu. - Ron odwrócił się i pobiegł na górę.
Wszyscy udali się już do łóżek, gdy pani Weasley spojrzała na zegar, któremu co jakiś czas zdarzało się pokazywać właściwą godzinę. Była dwunasta dwadzieścia pięć. Największa wskazówka z napisem Artur zasłaniająca prawie wszystkie inne wskazywała na Dom. Najmniejsza z napisem Ginny była nieruchoma od prawie dwóch lat.
- Najpierw Fred - zerknęła na szufladę w kredensie, gdzie kilka dni temu schowała jedną ze wskazówek zegara. - Ale dlaczego ona? To moja jedyna córka - powiedziała do siebie, spoglądając z wyrzutem na pęk wskazówek na godzinie piątej i poszła do pokoju córki, gdzie od powrotu ze szpitala sypiała w fotelu.
Ron długo walczył z myślami nie mogąc zasnąć. Przyznał w duchu, że Hermiona ma jak zawsze rację.
- My możemy obwiniać go za to, co i tak było nieuniknione. A Harry musi radzić sobie z tym wszystkim sam. Nie było go dzisiaj tylko z winy moich braci. I z mojej też. Nie powinienem im na to pozwolić.

****
killjan jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem