Przeczytałam. Chociaż znam wiele osób, które doszły połowy i skończyły. Szczere mówiąc zazdroszczę im, bo koniec był beznadziejny. Sprawił, że autentycznie rzuciłam książką o podłogę. Nie lubię takich zakończeń. Poza tym to miała być psychologiczna książka. Jakiś tam zawarty w niej sens jest, chociaż dla mnie ta książka jest napisana na siłę. Meyer chciała udowodnić, że umie napisać coś innego niż Zmierzch. Jak dla mnie zdała egzamin ledwo na dopuszczający. Być może moja ocena jest taka surowa, bo naczytałam się za dużo mistrzów

.
EDIT: Tak sobię myślę, że Meyer nie jest taka zła. Pisać nie umie, ale przynajmniej ma fajne pomysły.