Ja nic nie widzę w Malfoyu. Jest mi właściwie obojętny, choć po 6 części odczułam do niego pewną niechęć. Nie miał wystarczająco dużo jaj, żeby zabić Dumbledore'a, ale też nie miał wystarczająco dużo jaj, żeby jawnie stanąć przeciwko Voldemortowi. Taka ciota. Niby nie był tak do końca zły, ale też nie był dobry. Niby pragnął dostąpić zaszczytów u boku Czarnego Pana, a jednak nie miał siły, by wypełniać jego rozkazy. W 7 części był już tylko trzęsącą się galaretą. Zapowiadał się nieźle jako postać, ale skończył marnie.
|