Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-18-2009, 14:46   #6
Ashamyn
Czytelnik horoskopów
 
Ashamyn na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Miasto nad Brdą
Posty: 25
Wyślij wiadomość przez ICQ do Ashamyn
Domyślnie

Bardzo dziękuję za te komentarze! To naprawdę bardzo miłe, kiedy się takie rzeczy czyta. Także zapraszam na część drugą i zarazem ostatnią, jeśli chodzi o rozdział pierwszy.




--------------------

Kiedy wszyscy trzecioklasiści zajęli miejsca w swoich ławkach, Flitwick uciszył wszystkich gestem uniesionych dłoni.
- Trzecioklasiści! - zawołał, opuszczając ręce i splatając palce. - Jak zauważyliście, albo i nie, po raz kolejny towarzyszy nam w trakcie lekcji specjalny gość. - Pozwolił sobie na spojrzenie w stronę nieznajomego chłopaka, który ostatnio pomógł Dorze przy opanowaniu Duro; chłopak pochylił głowę. - Pan Hallervorden przyjechał do nas z Niemiec w ramach praktyk nauczycielskich, jakie w Kerzenburgu są obowiązkowe na siódmym roku nauki, jeżeli wybierze się specjalizację nauczycielską.
Zaszumiało od pomruków i syków; większość uczniów zaczęła z niepokojem szeptać między sobą.
- W Niemczech – kontynuował Flitwick – istnieje system edukacyjny inny niż ten hogwarcki. Nauka trwa od dziesiątego do osiemnastego roku życia, a ostatnie dwa lata poświęcone są na tak zwane magiczne kształcenie zawodowe. Ponieważ między niektórymi szkołami i licznymi instytucjami kształceniowymi w Europie istnieje współpraca, którą zasadniczo określa wspólnie przyjęty program Drusgoteck, najzdolniejsi uczniowie oraz najwybitniejsi praktykanci mają możliwość wyjazdu edukacyjnego za granicę. Pan Hallervorden jest jednym z nich i jako miejsce swojego kształcenia wybrał właśnie Hogwart.
Flitwick pozwolił sobie na szeroki uśmiech, a salę wypełnił na powrót szum szeptów.
- Przez pewien czas pan Hallervorden będzie prowadził lekcje Zaklęć. Ponieważ oficjalnie jest uczniem klasy siódmej, wolno mu nauczać wyłącznie w klasach pierwszych, drugich i trzecich. Klasy drugie mają w tym roku jednak rozszerzony poziom Zaklęć spowodowany wydaniem dekretu Ministerstwa i regulacji planów lekcji w klasach drugich, natomiast klasom pierwszym postanowiliśmy odpuścić takich... przyjemności.
Dały się słyszeć pojedyncze śmiechy i chichoty.
- Klasy trzecie są z tego powodu jedynymi, które będą miały zajęcia z praktykantem. Pan Hallervorden ma pełne prawo do zadawania wam prac domowych i robienia krótkich sprawdzianów, zarówno czysto teoretycznych, jak i praktycznych.
Tym razem parę osób jęknęło.
- Aby was jednak nie stresować – Flitwick uśmiechnął się – pan Hallervorden będzie prowadził zajęcia dopiero od drugiego semestru.
- Czyli za dwa tygodnie – mruknęła cicho Dora, potajemnie podgryzając cukrowe pióro. - Wliczając w to przerwę Bożonarodzeniową i końcówkę roku, która i tak przypada na weekend. Podliczając... - Dora zaczęła coś skrobać w swoim kajeciku. - ..zostały nam jeszcze trzy lekcje Zaklęć, czyli jakieś cztery i pół godziny zegarowej z Flitwickiem. A potem ten Halaworden czy jak mu tam. Swoją drogą – spojrzała na Ginny spod okularów – całkiem miły facet.
Ginny milczała. Patrzyła na praktykanta, który uśmiechał się do Flitwicka i delikatnie machał nogą, siedząc na jednej z ławek. Jego sylwetka coś jej przypominała, a zarazem kojarzyła się z czymś przyjemnym, ale niepewnym. I z zapachem jabłek.
- ...A teraz wracamy do tematu zajęć. Prosiłem państwa ostatnim razem o przygotowanie referatu na temat zastosowania Duro i Impervius w życiu codziennym, proszę o położenie wypracowań na brzegach ławek, zaraz je zbiorę...
- Ginny – syknął ktoś z tyłu, klepiąc Gin po ramieniu. Odwróciła się; Natalia podała jej kawałek pergaminu. Ginny otworzyła go z ciekawością.


Gin, błagam, spotkaj się ze mną po tej lekcji w sowiarni. To bardzo pilne. Dora i Natalia też niech przyjdą! To ważne!
Ezis

Ginny wyjęła Dorze, która właśnie się do niej nachyliła, cukrowe pióro z ust.

OK.
Gin

Zgięła liścik i podała go z powrotem Natalii, aby przekazała go dalej.
- Co do... - szepnęła Dora, kiedy nagle z tyłu zrobił się szum. Został jednak szybko zagłuszony przez szelest pergaminów z zadaniem domowym, lecących w stronę Flitwicka.
- ...Dzisiaj część lekcji przeznaczymy na opanowanie czterech zaklęć małoognistych, które... o, dziękuję bardzo... Hallervorden, mógłbyś to wszystko pouporządkowywać...? Dziękuję... zaklęć małoognistych, które co prawda szkoły nie podpalą, ale są wykorzystywane często do pomniejszych... Wright, źle się czujesz?
- Ja... trochę tak... panie profesorze. - W oczach rudowłosej dziewczyny Ginny dostrzegła ślady strachu. Stała zupełnie spakowana przy ławce, trzymając w ręce jakiś pergamin, i wyraźnie szykowała się do wyjścia z klasy, mimo że lekcja zaczęła się przed chwilą.
- Nie wytrzymasz do końca lekcji?
- Nie, panie profesorze – odpowiedziała hardo.
- W takim razie idź do pani Pomfrey... Ma ktoś z tobą pójść? Abyś mi po drodze nie zemdlała, bo wyglądasz naprawdę blado...
- Nie, nie trzeba, naprawdę nie trzeba...
- Hallervorden, pójdź z nią do skrzydła szpitalnego.
- Nie trzeba, panie profesorze, ja naprawdę dojdę tam sama...
- Tak jest, profesorze Flitwick.
- Ale ja dojdę...
- Nie wątpię, Wright, ale wolałbym, abyś doszła z kimś. Hallervorden, idź z nią...
- Tak jest.
Praktykant wstał i wyszedł razem z Ezis, wyraźnie niezadowoloną z takiego obrotu sprawy.
- Co się stało? - wyszeptała niezapokojona Dora. - Myślisz, że naprawdę się źle czuje?
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała Ginny, zerkając w stronę pustego miejsca, na którym przed chwilą jeszcze siedziała Ezis. - Wyglądała blado...
- Czy ktoś z was jest w stanie mi przytoczyć choć jedno znane wam zaklęcie małoogniste? Na pewno jakieś znacie...
- Może jej ktoś umarł... - podsunęła Dora, odbierając Gin cukrowe pióro z ręki i z powrotem wkładając je sobie do ust.
- Przestań – wymamrotała Ginny, chociaż sama zaczęła się nad tym zastanawiać. - Lepiej notuj o tych małoogniowych, bo potem znowu nie będziemy nic wiedzieć. Potem się z nią i tak spotkamy.
Obie zanurzyły się w swoich kajecikach, pilnie notując wszystko o zaklęciach małoognistych i chichocząc, co by było, gdyby jednym z nich podpaliło się Snape'owi szatę.

***

- Flitwick kazał ci przekazać, że... masz u niego szlaban... za to wyjście – wysapała Dora – i kazał ci życzyć... powrotu do zdrowia...
- Mhm – mruknęła Ezis, jakby zupełnie nie słyszała tego, co Dora przed chwilą powiedziała.
Siedziała na ławce w sowiarni, trzymając na kolanach zapisany do połowy wąskim, nierównym pismem pergamin. Ginny i Dora stały tuż nad nią oparte o ścianę (Ginny) i ławkę (Dora) i sapały po szybkim sprincie na szczyt wieży. Sowy wokół nich hukały z rozżaleniem i czyściły sobie dzióbkami piórka.
- Choleraaa... - jęknęła Ezis, chowając twarz w dłoniach dokładnie w momencie, kiedy sowa siedząca na żerdzi obok niej upuściła mokrą niespodziankę. - Wy nie rozumiecie, co się stało... Od godziny siedzę tu przepisując to gówno, którego miejscami nawet nie mogę się doczytać, po tym jak spławiłam tego idiotę przed skrzydłem szpitalnym... - Ginny i Dora wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. - Nie dość, że mam okres, że boli mnie brzuch, że wylałam ten cholerny atrament i próbuję to przepisać, że dostanę trolla z eliksirów, że dostałam szlaban od Flitwicka i dostanę pewnie jeszcze od Snape'a, to Filch przyłapał mnie na „wałęsaniu się po szkole”, jak to określił, i próbował zaciągnąć z tym do McGonagall, ale mu zwiałam. Aby jednak nie było za kolorowo, spodziewam się również szlabanu od Burbage, bo wcale nie zamierzam iść teraz na mugoloznawstwo...
Ciałem Ezis wstrząsnął szloch. Dora usiadła na ławce obok Ezis i ją przytuliła.
- Ale co się właściwie stało? - odważyła się zapytać po chwili, kiedy pierwsza fala łez została wtopiona w rękaw jej szaty.
- Atraaaameeeent – wyszlochała Ezis – rozlałam atraaament... Na wypracowaaanie na ellliksiiiryyy... Akurat je wyjęłaaaam z torbyyyy, razem z tym na Zaklęęęciaaa... - Rozpłakała się tak, że nie mogła nic więcej powiedzieć.
- Ale przecież można ten atrament bez problemu usunąć – zauważyła Ginny, wyjmując różdżkę.
- Nieee – wyjęczała z trudem Ezis, odrywając się od rękawa Dory; oczy miała czerwone i pełne łez. - Próbowaałaaam... Ktoś mi musiał.... dolać czegoooś... do atrameeentuuu... - Znowu się rozpłakała. Ginny wyjęła z jej rąk dwa pergaminy, jeden niestarannie zapisany do połowy, drugi z wielką plamą po boku i licznymi odpryskami; ciężko było niektóre fragmenty w ogóle rozszyfrować.
- Tergeo! – rzuciła celując różdżką w zaplamiony pergamin; nic się nie stało. - Hmmm... A gdyby tak...? Reducto! Ojej...
Cofnęła się, kiedy pergamin w jej rękach zamienił się w pył i upadł na podłogę, skąd większość prawie natychmiast porwał wiatr. Ezis zawyła jeszcze głośniej.
- Z tym trzeba coś zrobić – stwierdziła Dora i wyrwała Gin z ręki drugi pergamin.
Tuż nad ich głowami przeleciała właśnie płomykówka.
- Ty jesteś tu od eliksirów – zauważyła Ginny, ożywiając się wyraźnie. Ezis podciągnęła kolana i płakała dalej.
- Ale ja podałam w moim eseju bardzo dużo szczegółów i pozwoliłam sobie na liczne dygresje...
- No to co za problem, abyś jej teraz w tym pomogła?
- Ale Snape rozpozna, że ja jej w tym pomagałam...
- Nie rozpozna, ona ma po prostu to mieć napisane, myślę, że Zadowalający wystarczy.
- Ale nie mamy na to czasu, mamy zaraz mugoloznawstwo, a ty masz wróżbiarstwo...
- No to wszystkie trzy dostaniemy szlaban! - ucięła Ginny. - Jak spadać, to z lecącego hipogryfa, a nie centaura.
Dora usiadła obok szlochającej Ezis i wyjęła z torby pióro i kałamarz. Przeleciała wzrokiem po tym, co było już napisane, przygryzła końcówkę pióra, jak to miała w zwyczaju, i zabrała się za pisanie, robiąc przy tym szybkie notatki na nadgarstku, aby nie zapomniała o jakichś szczególnie istotnych kwestiach. Ginny przytuliła do siebie Ezis, która szlochając dziękowała im gorąco.
Sowy hukały dalej i przelatywały im nad głowami.
Ashamyn jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem