-My chyba zostaniemy. Musimy znaleźć sobie kumpli, więc lepiej trzymajmy z ludźmi w naszym wieku. Cześć Percy.- Zwrócił się do starszego brata i wtargał swój kufer do przedziału, a za nim zrobił to bliźniak.
-Jak chcecie.- Mruknął Percy i odszedł.
Gdy znaleźli się w przedziale, bliźniacy usadowili swoje manatki na półce bagażowej i przedstawili się. Jeden miał na imię Fred, a drugi George. Przez całą podróż rozmawiali o najróżniejszych rzeczach. Chłopaki szybko przystosowali się do mugolaka i opowiedzieli mu o świecie czarodziei. W połowie podróży zapoznali się z Lee, kolejnym studentem pierwszego roku. Bardzo się w czwórkę zżyli. Rom poczuł, że Hogwartu to jego miejsce w świecie. Następnie, po wyjściu z pociągu płynęli łódkami, włożyli tiarę przydziału i minął pierwszy września. Potem minął drugi, trzeci i czwarty. Tak leciały dzień za dniem. Okazało się, że Romuald był utalentowanym uczniem. Wszystko w mig pojmował i zdobył mnóstwo punktów dla Gryffindora. Jednak nauka zajmowała mu cały czas wolny. Bliźniacy i Lee natomiast nie uczyli się prawie wcale, ale za to wszyscy Ich lubili. Byli zabawni, przebojowi i po pewnym czasie zapomnieli o chłopaku poznanym w pociągu. Romuald nie za bardzo się tym przejmował. Ogólnie mało go obchodziło poza ocenami. Tak minęło mu święto duchów, list rodziców, o tym że jak może to nie ma przyjeżdżać na święta, bo wyjeżdżają w góry, a że prezentu nie dostanie, bo nie mają go jak wysłać. Chłopak był lekko załamany. Kilkanaście osób również została, ale jego mało to obchodziło. Zdziwiło go dopiero zaproszenie od dyrektora. Miał przyjść do jego gabinetu po świątecznym śniadaniu. Dołączone zostały szczegółowe instrukcje, jak trafić do jego gabinetu. Romuald oczywiście to uczynił. Znowu poczuł ekscytację taką samą, jak podczas wizyty Dumbledora w jego domu. Gdy tylko połknął ostatni kęs, i spojrzał na stół nauczycielski, dyrektora już nie było. Powoli i statecznie ruszył w kierunku gabinetu. Wszedł przez gargulca, któremu trzeba było podając określone hasło.
-Witaj- Zawołał do niego dyrektor, karmiący czerwonego Feniksa, o którym czytał w „Magicznych stworzeniach…”-Spodziewałem się, że przyjdziesz za piętnaście minut, ale to nic. Mam z tobą sprawę do omówienia. Chciałbym, abyś mi pomógł, dobrze?
-Oczywiście.
-To dobrze, że przeszedłeś od na „ty”. Nie lubię tych całych ceregieli. Czy obiecujesz, że uczynisz wszystko, o co cię poproszę?
-Tak panie dyrektorze. Uczynię, co w mojej mocy.
-Jesteś bardzo lojalny, ale mów mi Albus, co chłopcze. Więc moja pierwsza prośba. Czy zgodzisz się, abym udzielał ci dodatkowych lekcji w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca?
-Oczywiście… Albusie.- Zaryzykował chłopak.
-Idealnie. Widzę, że dobrze się rozumiemy. Druga prośba jest taka: Przykładaj się, do ćwiczeń, które ci zalecę, dobrze? Resztę wytłumaczę ci później. Czy chciałbyś o coś zapytać?
-Nie Albusie. Wiem już wystarczająco dużo o tobie, aby ci zaufać bezgranicznie. Znam na pamięć wszystkie wzmianki o tobie w księgach i Prorokach Codziennych.
-Nie bój się zapytać, czego będę cię uczył!- Zawołał radośnie starzec
-Czego będziesz mnie uczyć?
-Dowiesz się później.- Zawołał i uśmiechną się szelmowsko do ucznia.
__________________
Love is beautiful!
Love is amazing!
Love is important!
Love is a bit of magic!
Love is a thing that I want!
|