Nudzi mi się, więc lecę z ostatnim filmem na jakim byłam.
Fast Five - Szybcy i wściekli 5
Świetna zabawa, piękne kobiety i samochody w kontynuacji "Szybkich i wściekłych". Dwayne Johnson wcieli się w przeciwnika pary szalonych kierowców. Jako policjant będzie ich ścigał, by sprowadzić przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. [filmweb.pl]
No cóż, opis na filmwebie powala.
Moja opinia na pewno nie będzie obiektywna, ze względu na moją manię na pukcie serii Fast&Furious. W sumie żadna z części mnie nie zawiodła, pomijając Tokio Drift, które miało być chyba gdzieś na końcu serii i niektórzy widzowie nie wiedzą co myśleć o nagłym 'wskrzeszeniu' Chana. W każdym razie w
piątce odczuwa się brak wyścigów, bo w sumie oprócz jednego 'przyjacielskiego' i tego, który nie został pokazany nie ma żadnego. Za to moje serce podbiło zebranie do kupy wszystkich osób z poprzednich części. Naprawdę, tęskniłam za postacią Romana Pearce'a. W tej części on i jego poczucie humoru jest jeszcze lepsze, niż w dwójce (
'brother from another mother?'). Zresztą, wszyscy tworzą jakby jedną rodzinę, co z resztą Toretto podkreśla. Plusem są jak zwykle samochody i to, że film nie nudzi. Nawet nie wiem kiedy zleciały mi te dwie godziny, w których siedziałam rozpostarta w najwyższym rzędzie z uśmiechem na twarzy.
Wrażenie robi Dwayne Johnson i Vin Diesel, z tą swoją napakowaną posturą. Kiczowate może wydawać się ich pojednanie, jednak w końcu mieli jeden cel i swoje osobiste porachunki. Jedyne co mnie zawiodło, to denne sparowanie Dominica z pewną panią, która zupełnie do niego nie pasuje. Naprawdę, nie wiem co zrobią w następnej części po tym, co było po napisach.
Były elementy, które tak naprawdę są niemożliwe do zrobienia (wszystko to co działo się z sejfem, totalny kosmos), jednak nie przeszkadzało mi to, bo miałam wrażenie, że twórcy filmu ani nie mieli zamiaru ukrywania tego ani robienia z widza idioty, że w to uwierzy. Ja idąc na te filmy nastawiam się na dobre kino akcji, samochody, o których mogę pomarzyć, wyścigi (których jest coraz mniej) oraz ulubionych bohaterów.
Co do muzyki, wpadł mi w ucho kawałek Don Omara - Danza Kuduro. Później już do końca ją nuciłam. Tak więc, na dniach pomiędzy rapem a rockiem włączam sobie ten kawałek, a ciało samo czuje Rio de Janeiro. Całkiem dobre na wakacje ; ).
Jedyne co sobie zarzucam, to niepoczekanie na koniec napisów, gdzie miała być scena, którą już znam z opisów w internecie. Pluję sobie w brodę, naprawdę, a kolesie od otwierania drzwi patrzyli jakby chcieli mnie wywalić z sali. Te napisy powinny być krótsze, zdecydowanie, bo 3/4 narodu (w tym jaaaa!) nie widziało tego, co prawdopodobnie zapowiada szóstą część. Tak po za tym, to jestem strasznie ciekawa co wykombinują w niej, bo ta część była bardzo dobrym wyjściem do zakończenia serii. Ale jak na wierną fankę przystało, cieszę się, że będzie więcej.
Moja ocena prawdopodobnie nie jest obiektywna i waha się między 8-9/10.
Pozwolę sobie zedytować, bo godzinę temu skończyłam oglądać
Dystrykt 9, który całkowicie zasługuje na totalną dziewiątkę. Rzadko oglądam sf, ale tym razem jestem pod wrażeniem - mało filmów wzbudza u mnie tak silne emocje. Odkąd główny bohater został skażony siedziałam w jednym miejscu nie zwracając uwagi na nic. Szczerze mówiąc, zawarte jest tutaj wszystko, co myślę o tym 'jak ludzie postąpiliby, gdyby'. Jeżeli w przyszłości taka sytuacja miałaby miejsce, naprawdę jestem przekonana, że pewne jednostki zrobiłyby to samo co w
Dystrykcie 9. Cel za wszelką cenę, nie zważając na drugiego człowieka.
Wybierałam pomiędzy trzema filmami i strzeliłam w dziesiątkę. 9/10.
Niedawno też obejrzałam
Bękarty Wojny. Temu daje dziesiątkę. Za genialną grę Waltza i Pitta, który również daje radę (jego mowa totalnie rozwala mnie od środka), a humor Tarantino podbija moje serce, bo jest zupełnie w moim guście. Czuję, jakby film był nakręcony wprost z dedykacją dla mnie. 10/10.