|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
Sara czuła ciepłą strużkę krwi cieknącą z kącika jej ust. Między palcami miała długie kosmyki, z którymi chwilę temu pożegnała się Kaylin. Zwiesiła głowę i pod bacznym spojrzeniem zszokowanych przyjaciółek, zaczęła nerwowo je wyplątywać.
- Sara, jak to się stało... ? - ostrożnie, choć nieco bardziej stanowczo od Johnson, zapytała Marcelina. Robiła to już po raz drugi, za pierwszym razem bezgłośnie zadała to pytanie samej sobie.
Lorraine spojrzała na nią bez krzty zainteresowania i po chwili przeniosła swój wzrok na Ross, która wyglądała nie lepiej od niej. Na jej głowie panował totalny bałagan, a na twarzy i rękach znajdowały się liczne zadrapania, jak po szarpaninie z dzikim kocurem. Odpowiedziała jej spojrzeniem pełnym nadal nie ugaszonej furii i pogardy.
- Jak to, co się stało?! –zapytała nie kryjąc złości. – Pieprzyła się z moim chłopakiem, jest zwykłą dziwką!
- Zamknij się w końcu, kurwa mać, nie jestem żadną dziwką! – odwarknęła Sara podnosząc się z łóżka, jednak Angela natychmiast chwyciła ją za ramię i lekkim szarpnięciem spowodowała, że Lorraine zmuszona była wrócić do pozycji siedzącej.
- Gdybyś nie była dziwką, nie przeleciałabyś mojego chłopaka!
- Gdybyś nie była kretynką, posłuchałabyś, co mam do powiedzenia!
Kajn prychnęła .
- A co ty możesz mieć do powiedzenia? Pieprzyłaś się z moim chłopakiem, sytuacja jest chyba wyjątkowo jasna!
- Kaylin, uspokój się i daj jej wreszcie dojść do głosu – powiedziała Angelina, siląc się na spokojny ton. Ross mruknęła jeszcze coś pod nosem, co na pewno nie było pochlebną opinią o przyjaciółkach i nie patrząc na Sarę, próbowała doprowadzić się do względnego porządku wygładzając pomięte ubranie.
Tymczasem Lorraine układała w głowie zdania, które miałyby jej posłużyć do wyjaśnienia sytuacji, jednak czuła, że z każdym kolejnym pogrążałaby się coraz bardziej.
- Od razu wyjaśnijmy sobie, że do niczego między nami nie doszło… - zaczęła, na co Kaylin wzdrygnęła się nieznacznie. – Naprawdę. To znaczy… wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, ale to on zaczął. I… i faktycznie może okazałam jakiś tam stopień zainteresowania… - Ross zacisnęła pięści -… ale bardzo niski – dodała Sara natychmiast. – Wiedziałam przecież, że coś do niego czujesz jeszcze.
Christina podeszła i machnęła Lorraine zdjęciem przed oczami. Ta przygryzła wargę. Rzeczywiście, kiepsko to wyglądało.
- To, co widać na tym zdjęciu zaszło nie z mojej woli – odparła szybko. – Przypatrzcie się, trzymał mnie przecież.
Młodsza panna Johnson obrzuciła Sarę badawczym spojrzeniem, a następnie przyjrzała się zdjęciu. Po chwili powędrowało ono przez ręce reszty przyjaciółek, docierając do Kaylin. Ta zmarszczyła czoło.
- Tak się robi przy pocałunku, prawda? – powiedziała, powątpiewając w nieczyste zamiary Tracey’a. W końcu to oczywiste, że ta suka go uwiodła i tylko ona jest winna temu co zaszło.
- Niekoniecznie – odparła Lorraine, próbując powstrzymać cisnące się jej do oczu łzy bezsilności. Płakanie w tym momencie mogłoby zostać odebrane jako żebranie o litość, co byłoby żałosne i postawiło by ją automatycznie w pozycji winnego. – Wtedy, kiedy zostało zrobione to zdjęcie, chciałam mu raz na zawsze wyjaśnić, że nie zamierzam wchodzić w jakąś głębszą znajomość z nim… Przyrzekam… Na Czarnego Pana.
W dormitorium zapanowała grobowa cisza. To była mocna przysięga, której żadna ze Ślizgonek nigdy nie odważyła by się złamać, tak więc bezgłośnie przyjęły, że jej słowa muszą być prawdą. A przynajmniej próbowały przyjąć, bo Kaylin sprawiło to nie lada trud. Sara odczekała tą chwilę napięcia i wiedząc że już nic nie zdziała, uważnie obserwowana przez przyjaciółki ostrożnie wstała i opuściła pokój. Chwila minęła i Ross zrobiła to samo. Obie nie miały ochoty na pocieszające bądź karcące rozmowy z przyjaciółkami.
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
|