Wątek: Slytherin
Wyświetl pojedyńczy post
Stary 07-28-2011, 18:46   #976
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

Sara czuła ciepłą strużkę krwi cieknącą z kącika jej ust. Między palcami miała długie kosmyki, z którymi chwilę temu pożegnała się Kaylin. Zwiesiła głowę i pod bacznym spojrzeniem zszokowanych przyjaciółek, zaczęła nerwowo je wyplątywać.
- Sara, jak to się stało... ? - ostrożnie, choć nieco bardziej stanowczo od Johnson, zapytała Marcelina. Robiła to już po raz drugi, za pierwszym razem bezgłośnie zadała to pytanie samej sobie.
Lorraine spojrzała na nią bez krzty zainteresowania i po chwili przeniosła swój wzrok na Ross, która wyglądała nie lepiej od niej. Na jej głowie panował totalny bałagan, a na twarzy i rękach znajdowały się liczne zadrapania, jak po szarpaninie z dzikim kocurem. Odpowiedziała jej spojrzeniem pełnym nadal nie ugaszonej furii i pogardy.
- Jak to, co się stało?! –zapytała nie kryjąc złości. – Pieprzyła się z moim chłopakiem, jest zwykłą dziwką!
- Zamknij się w końcu, kurwa mać, nie jestem żadną dziwką! – odwarknęła Sara podnosząc się z łóżka, jednak Angela natychmiast chwyciła ją za ramię i lekkim szarpnięciem spowodowała, że Lorraine zmuszona była wrócić do pozycji siedzącej.
- Gdybyś nie była dziwką, nie przeleciałabyś mojego chłopaka!
- Gdybyś nie była kretynką, posłuchałabyś, co mam do powiedzenia!
Kajn prychnęła .
- A co ty możesz mieć do powiedzenia? Pieprzyłaś się z moim chłopakiem, sytuacja jest chyba wyjątkowo jasna!
- Kaylin, uspokój się i daj jej wreszcie dojść do głosu – powiedziała Angelina, siląc się na spokojny ton. Ross mruknęła jeszcze coś pod nosem, co na pewno nie było pochlebną opinią o przyjaciółkach i nie patrząc na Sarę, próbowała doprowadzić się do względnego porządku wygładzając pomięte ubranie.
Tymczasem Lorraine układała w głowie zdania, które miałyby jej posłużyć do wyjaśnienia sytuacji, jednak czuła, że z każdym kolejnym pogrążałaby się coraz bardziej.
- Od razu wyjaśnijmy sobie, że do niczego między nami nie doszło… - zaczęła, na co Kaylin wzdrygnęła się nieznacznie. – Naprawdę. To znaczy… wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, ale to on zaczął. I… i faktycznie może okazałam jakiś tam stopień zainteresowania… - Ross zacisnęła pięści -… ale bardzo niski – dodała Sara natychmiast. – Wiedziałam przecież, że coś do niego czujesz jeszcze.
Christina podeszła i machnęła Lorraine zdjęciem przed oczami. Ta przygryzła wargę. Rzeczywiście, kiepsko to wyglądało.
- To, co widać na tym zdjęciu zaszło nie z mojej woli – odparła szybko. – Przypatrzcie się, trzymał mnie przecież.
Młodsza panna Johnson obrzuciła Sarę badawczym spojrzeniem, a następnie przyjrzała się zdjęciu. Po chwili powędrowało ono przez ręce reszty przyjaciółek, docierając do Kaylin. Ta zmarszczyła czoło.
- Tak się robi przy pocałunku, prawda? – powiedziała, powątpiewając w nieczyste zamiary Tracey’a. W końcu to oczywiste, że ta suka go uwiodła i tylko ona jest winna temu co zaszło.
- Niekoniecznie – odparła Lorraine, próbując powstrzymać cisnące się jej do oczu łzy bezsilności. Płakanie w tym momencie mogłoby zostać odebrane jako żebranie o litość, co byłoby żałosne i postawiło by ją automatycznie w pozycji winnego. – Wtedy, kiedy zostało zrobione to zdjęcie, chciałam mu raz na zawsze wyjaśnić, że nie zamierzam wchodzić w jakąś głębszą znajomość z nim… Przyrzekam… Na Czarnego Pana.
W dormitorium zapanowała grobowa cisza. To była mocna przysięga, której żadna ze Ślizgonek nigdy nie odważyła by się złamać, tak więc bezgłośnie przyjęły, że jej słowa muszą być prawdą. A przynajmniej próbowały przyjąć, bo Kaylin sprawiło to nie lada trud. Sara odczekała tą chwilę napięcia i wiedząc że już nic nie zdziała, uważnie obserwowana przez przyjaciółki ostrożnie wstała i opuściła pokój. Chwila minęła i Ross zrobiła to samo. Obie nie miały ochoty na pocieszające bądź karcące rozmowy z przyjaciółkami.
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
Sarahis jest off-line