Ja się Wam wtryniać nie chciałam w wątek
- Och. No tak. - oznajmiła inteligentnie Angelina, po czym klapnęła na swoje łóżko i wpatrywała się tępo w ścianę.
Jej młodsza siostra podeszła z wolna do swojego ulubionego plakatu i zaczęła oceniać straty. Na szczęście oberwał tylko róg, który szybko naprawiła. Zza krawędzi wyłoniła się blondwłosa czupryna.
- Co się tu na miłość boską stało? - zapytała Aguilera.
Jakoś żadna nie miała ochoty odpowiadać.
- Ja oczekuję odpowiedzi. Zostałam zniszczona!
- Przymknij się. - mruknęła Christina siadając na swoim łóżku i przyglądając się Marcelinie, która ogarniała pościel.
- Dobra, może pora o tym porozmawiać, co? - spytała po chwili Angelina.
- A o czym tu rozmawiać? Sara to szmata i przeleciała chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki. Ot co.
Młodsza Johnson była wyraźnie przekonana o winie Lorraine. Dla niej zdjęcia były wystarczającym dowodem.
- Przysięgła na Czarnego Pana. - zauważyła Marcelina.
- No, tak. - przytaknęła blondynka nieco zbita z tropu.
- Ale fakt faktem. Mamy zdjęcia. - Angelina skłoniła głową w kierunku małego pliku fotografii, leżącego na stoliczku.
- Ale przysięga...
- Mim, wiem. Byłam tutaj, słyszałam. Problem w tym, że Sara stoi na straconej pozycji. Musiała się jakoś bronić, prawda?
- To co robimy? - zapytała Christina, bawiąc się luźnym kosmykiem.
- A co mamy zrobić? To nie nasza sprawa. Muszą to rozstrzygnąć między sobą. Jedyne co musimy zrobić to...
Ale Christina i Marcelina nie dowiedziały się jaką mają misję. Drzwi otworzyły się w hukiem, odbijając się o ścianę.
- Puk, puk.
Michael stał w przejściu w całej swojej przerażającej okazałości.
- Nauczyłbyś się w końcu respektować czyjąś prywatność, co?
Christinę zaczynał powoli irytować fakt, że w Slytherinie nie było czegoś takiego, jak 'damska prywatność'. Salazar uważał, że jego wychowanice są tak samo przebiegłe i nikczemne jak chłopcy, więc nie ma potrzeby ich chronić. Czasami bywały nawet podlejsze niż płeć brzydka. I tak było w przypadku mieszkanek dormitorium numer 17.
- Nie widzę, żebyście latały nago po pokoju, więc o co ten krzyk? - zapytał chłopak i zrobił niewinną minę, przynajmniej w jego mniemaniu.
- Czy my ci włazimy do pokoju bez pozwolenia?
- Owszem. - odpowiedziała Angelina. Na jej wargach zatańczył uśmiech.
- No dobra, ale..
- Daruj sobie. - uciął jej Michael. - Postanowiłem wpaść, bo po korytarzu roznosiły się ciekawe krzyki. Często i gęsto padało słówko 'pieprzenie'. Pomyślałem, że wpadnę, może i mi coś skapnie.
Dziewczyny jak na komendę przewróciły oczami.
- Nie twoja sprawa - oznajmiła ozięble Marcelina.
- Oj obawiam się, że moja. Czy tworząc elitę nie obiecaliśmy sobie pomagać w trudnych sytuacjach?
- Dziki, akurat ciebie w tej sprawie nie potrzebujemy. Ale dzięki za fatygę, a teraz spadaj.
- Christi, coś ty taka niemiła? - zapytał puszczając do niej oczko. Ona ostentacyjnie odwróciła się do niego plecami.
***
Sara oraz Kaylin tymczasem szybko przemierzały korytarze. Każda poruszała się w swoją stronę. Każdą targały emocje. Głównie złość, to trzeba przyznać.
Roztrącały innych uczniów, czasem nawet nauczycieli. Ale mało je to obchodziło. Chciały tylko odejść jak najdalej od cholernego dormitorium numer 17. Jednak od sytuacji, która tam miała miejsce, nie można było odejść. Ona wręcz wgryzała się w mózg, w wspomnienia...
macie, do dupy, wiem. ale cóż