Wątek: Slytherin
Wyświetl pojedyńczy post
Stary 08-03-2011, 15:46   #996
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Jakby co, to poprawiłam tamten post. Z naszym wilkołaczkiem. ;D Mam nadzieje, że jest zgryźliwe, bo to dość ważny wątek dla Sary i Kaajn. Starałam się tak trochę^ ^



Kynira przetarła oczy i głośno ziewnęła. Rozejrzawszy się po pustym, aczkolwiek niesamowicie zabałaganionym dormitorium, padła na poduszkę i jęknęła w duchu. No tak. Tak, tak, tak. Myślała, że to był tylko koszmar, ale jednak dramat poprzedniego wieczoru był rzeczywisty. Jej najlepsza przyjaciółka całowała się z JEJ byłym chłopakiem. I określenie były nie ma tu najmniejszego znaczenia. Ani też to, że Kaajn ( dość nieudolnie co prawda ), udawała, że Tracey jest jej całkowicie obojętny. Zdradzili ją obydwoje. Ale bardziej ta dziwka. Ona jeszcze chciała tłumaczyć, makrela jedna, ha! Nie do pomyślenia.
Panna Ross czuła się strasznie. Przeczekawszy, aż niewiele mniej wzburzone współlokatorki usną przepłakała pół nocy w toalecie. Miała gdzieś, że rano obudzi się z powiekami wielkości piłki do rugby, opuchniętymi i zaczerwienionymi. Nic się już nie liczy.
Tylko ta zdrada.
Z tą pesymistyczną myślą, postanowiła wziąć chłodny prysznic. Katusze spowodowane smagłymi biczami wody o rozpalone z negatywnych emocji ciało, tego jej było trzeba.

***

Wieść o niemoralnym zdjęciu panny Lorraine i byłym chłopaku Kaajn szybko obiegła cały Pokój Wspólny Slytherinu. Większość potępiała Sarę. Nieliczni widzieli winę w ich obojgu. Nikt nie zarzucał nic Kynirze. Czy słusznie?
Owszem - pomyślał Tracey, ssając cukrowe pióro na lekcji transmutacji. Wiedział, kto tu zawinił najwięcej. To on namieszał, nie wiedzieć czemu. Zerwanie z Ross było całkiem rozsądnym wyjściem, patrząc z persepktywy życia Śmierciożercy. Nie rozumiał tylko, co go pchnęło do Sary. Oczywiście, zauważał jej walory fizyczne, każda dziewczyna z elity ( i wiele z całej szkoły ) je posiadała, ale wcześniej jakoś nigdy go one nie kusiły. Co więc, do cholery? I kto kurwa zrobił to jebane zdjęcie?!
- Wyluzuj, stary - szepnął Blaise, patrząc jak dusi się w ścisku kolegi treningowy kurczak. Mieli go zamienić w rękawiczkę - słuchaj, jakoś to przetrwasz. Pogadam z Angeliną, aby na Ciebie łaskawiej ustawiła resztę. Tylko zastanów się, chcesz być z Sarą?
- Nie! - gorączkowo zaprzeczył Davis, sam się sobie dziwiąc tak szybkiej odpowiedzi. Potrzebował tego pytania, by móc być pewnym, że to nie tą dziewczynę chciał całować.
- To po co Ci to było, idioto? - warknął czarnoskóry. Nie rozumiał swojego przyjaciela. Najpierw kretyńsko zrywa z możnaby pomyśleć miłością swojego życia, potem rzuca się na jej najlepszą przyjaciółkę, by następnie jej też nie chcieć. Co tu jest grane?
Ale Tracey sam miał mętlik w głowie. Choć Zabini uczynił swoim pytaniem pierwszy krok do rozwiązania jego problemów.

***

Zapomniała już, jak piękne są ślizgońskie dormitoria. Aż westchnęła z zachwytu, patrząc na pięknie wysprzątany, lśniący pokój numer siedemnaście. Sama nie wiedziała, co ją do tego pchnęło. Przeważnie bałaganiła niewiele mniej niż ich największy bałaganiarz, Mimid. A teraz tak po prostu wyszła odświeżona z pod prysznica i zabrała się do porządków. Puściła z magicznego odtwarzacza energiczną muzykę, ścieląc łóżka, szukając zagubionych par skarpetek, ścierając kurze itd. Zajęcia odciągały uwagę od tragedii, jaka ją dotknęła. Wiedziała, że może trochę, ociupinkę, wyolbrzymia swój problem, ale przecież ma teraz do tego prawo. Czuła się źle.
A odciąganie uwagi od złych myśli jest krótkotrwałe.
Podeszła do lustra zawieszonego przez Ginny naprzeciwko jej łóżka. Rudowłosa lubiła się w nim przeglądać, przebierając się tysiące razy zanim wyszła zza próg dormitorium.
Stanęła przed nią pochylona żałośnie dziewczyna z oklapniętymi włosami i opuchniętymi oczami. Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej jedynie grymas, brzydzący twarz o szarawej cerze.
Westchnęła.
Ciężko będzie ukryć swoje samopoczucie, skoro nawet jej ciało rozpacza przez tą zdradę. Wyjście jest jedno. Musi się gdzieś skryć.

***
W przerwie obiadowej, w Pokoju Wspólnym Ślizgonów trwała ożywiona dyskusja. Tematem przewodnim były zdjęcia, którymi wymachiwała Pansy Parkinson przed nosami zgromadzonych ludzi, łaknących piorunujących zdarzeń. Arnold próbował przekrzyczeć tą zgraję plotkarzy, wyjaśniając Javierowi i wszystkim chłopakom chcącym go słuchać ( a było ich już kilku, bowiem okazało się, że nawet Ślizgoni czasem odwiedzają siłownię ) o zasadach skutecznych treningów. Blanca gryzmoliła coś zaciekle na pergaminie, lecz nie wyglądało to na zadanie domowe. Christina niepostrzeżenie usiadła na parapecie i z zaciekawieniem przyglądała się jej rysunkom. Nie podobało jej się, że ma sprawdzać tą rudowłosą, miłą dziewczynę. Nie do końca wiedziała też, czy ukrywać przed elitą tajemnicę Evans. Niby nie powinna, ale jak im nie powie... Chodziło tu o jej własną skórę.
W kącie zgromadził się Gunnar ze swoim odwiecznym przyjacielem Ebim, szeptając nerwowo o uciekinierach z Azkabanu.
Zapewne albo planuje dopaść ojca, jak zrobiłby Gryfon, albo uzyskać taką pozycję w szkolę, by móc zaszkodzić mu z daleka, nie wyściubując nosa poza mury Hogwartu, myślała Angelina, obserwując ukradkiem wilkołaka. Siedziała obok Zabiniego, który trzymając rękę na jej kolanie opowiadał o ostatnim meczu narodowego Quidditch'a. Obiecała Blaisowi nieco przychylniej niż planowała traktować Davisa, co przychodziło jej z wielkim trudem. Tym bardziej, iż wcale nie pocieszała ją myśl, że Tracey nie chce być z Sarą. Nie rozumiała chłopaka, a co było najgorsze, on chyba nawet sam nie rozumiał siebie. A zranił dwie dziewczyny jednym posunięciem. Łajdak.
- A Ty co o tym myślisz, pani kapitan? - zaśmiał się Flint, szczerząc do niej zęby. Angelina pochyliła się, wzięła szybko ciastko i zatkała sobie nim usta. Uwolniła się od pytania. I dobrze, przecież nic ich nie słuchała.
- Dobra, pogawędziliśmy sobie, ale nie po to Was tu zebrałem. Angelino, wypad - odezwał się kpiąco Draco, nie zaszczycając panny Johnson nawet spojrzeniem. Ta spojrzała na niego buntowniczo i ścisnęła rękę Blaisa.
- Oj, Dracze. Ona się nam przyda - zaśmiał się Zabini, wiedząc że tym razem tak naprawdę nie robi tego dla swojej dziewczyny, a Davisa.
- Jak będę chciał orgię, to już wiem do kogo się zwrócić. A teraz spadaj, dziewczynko.
Pretensjonalny ton Malfoy'a sięgnął wyżyn. Panna Johnson już już miała wyciągnąć różdżkę, ratując swoją podupadłą w tej chwili dumę, gdy poczuła mrowienie w palcach. Blaise drapał ją delikatnie po kolanie, dając do zrozumienia, że i tak jej wszystko powie. Usatysfakcjonowana dziewczyna uśmiechnęła się do siebie i poszła do Sary. Chciała pocieszyć ten teraz niemalże że cień przyjaciółki. A po drugie stała ona najbliżej z elity przy wilkołaku. Spojrzała jeszcze ukradkiem na rudą Evans i pogratulowała sobie w duchu pomysłu.
- Dobra Tracey, coś Ty odjebał? - zaczął bez ogródek Draco, podążając wzrokiem za odchodzącą Angeliną. Davis wzdrygnął się i chciał odejść, ale silne ręce Flinta unieruchomiły go w fotelu - tylko bez scen, Pokój Wspólny jest pełny.
- Kurwa, co Was to obchodzi? Odwalcie się - wysyczał ze wściekłością chłopak, próbując poluźnić przyjacielski uścisk Marcusa. Blaise spojrzał na niego ciężko i rozsiadł się wygodnie. Wiedział, że Dracze wszystko załatwi. Śpiewająco.
- Kurwa obchodzi nas to, że rozjebujesz nam elitę swoim popierzonym sercem. Po co zrywałeś z Kaylin, no?! Po co?! - szeptał platynowłosy, idealnie udając zdenerwowanie. W głębi ducha był jednak spokojny. Tracey znajdując się pod ostrzałem pytań, zadrżał z emocji.
- Co Ty możesz wiedzieć Draco, nigdy na nikim Ci nie zależało - wyszeptał cicho, wpatrując się w niezadbane paznokcie.
- A Tobie niby na kim zależało? Na której z nich? A może na obu? - prychnął Malfoy, śmiejąc się szyderczo. Zabini odepchnął przyjaciela i położył dłonie na barkach Davisa. Spojrzał mu w zaszklone oczy.
- Nic nie rozumiecie... - zaczął cicho, patrząc w zielone tęczówki Blaisa. Ten pokręcił tylko głową i przerwał mu brutalnie.
- Słuchaj, nie obchodzą mnie Twoje motywy. Ale pamiętaj, że nie ma do kurwy nędzy czegoś takiego jak zerwanie dla niej. Nigdy bym tego Angelinie nie zrobił, bo ją kocham. I staram się myśleć w takich kwestiach o niej. Więc weź się w garść i rozjeb swój system.
- To było głupie - dodał Flint, szczerząc zęby. Był zadowolony, że w końcu zrozumiał tą pokręconą grę przyjaciela.
Natomiast sam zainteresowany siedział skulony w fotelu, czując jak zaraz wpadnie w furie. Oni mu udzielali rad, oni, którzy nie wiedzą jak kruchą osobą jest Kaajn. Nic o niej nie wiedzą. Kurwa jego mać.
- Spierdalajcie ode mnie - wyszeptał w końcu i jednym ruchem znalazł się poza Pokojem Wspólnym. Nie wiedział co chce teraz robić, do rozpoczęcia lekcji zostało jakieś czterdzieści minut. Więc udał się po prostu przed siebie.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line