Przecież nie można pomieścić wszystkich wątków z piątej części w jednym filmie. I ja, jako fan HP, jestem/byłem PRZECIW podzieleniu ZF na dwie części. Przecież niektóre wątki można, choć niekoniecznie TRZEBA pominąć. Weźmy na przykład taki quidditch - czy jest on taki ważny w całym filmie? Owszem, daje klimatu Hogwartowi, ale, gdyby był quiddtich, trzeba było usunąć inne minuty z filmu. Wolelibyście mieć scenę z Quiddtichem niż, powiedzmy, sen Harry'ego o wężu?
Zresztą, połowa Waszych wypowiedzi nie ma argumentu... na przykład fakt, że to Cho ich wydała - powiedźcie mi, co to za różnica? I nie, to, że tak było w książce nic nie znaczy. Moim zdaniem wersja filmowa była lepsza - dodawało konfliktu między Harrym i Cho, etc. bo ta przyjaciółka ich wydała, i co? A nico. Zakon Feniksa był gruby, czyżbyście o tym zapominali?
I w porównaniu z Księciem Półkrwi, film ten został pocięty o wiele mniej, niż inne - Książę Półkrwi jest, imo, o wiele gorzej zekranizowany. Zakon Feniksa nie jest najlepszym filmem, ale nie ze względu na sceny, ale o sam klimat... Aktorzy grają drętwo (w ogóle to wtf, Daniel jakoś dziwnie grał), a film był jakiś sztywny, bez iskierki... hmm, słońca? I chodzi mi bardziej o metaforę, a nie o słońce dosłownie. :P
Ogólnie, film jest gorszy od innych, ale troszkę przesadzają niektórzy.
|