Wyświetl pojedyńczy post
Stary 12-26-2011, 12:22   #21
mooll
Fan "Strefy 11" i tarota
 
mooll na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 54
Arrow James Potter - Ostatnia Szansa - Rozdział XI (1)

ROZDZIAŁ XI



- Wszystko w porządku, Potter? - zapytała McGonagall. - Zbladłeś potwornie.

James wciąż próbował odzyskać głos. Ze strachu sparaliżowało mu umysł.
- No, nie patrz tak na mnie - poirytowała się nauczycielka. - Masz jakiś problem?
- T-tak - wydusił James.

Kobieta spojrzała pytająco na chłopaka. Ten z trudem przełknął ślinę i wypuścił ze świstem powietrze.
- Nie działa - powiedział, siląc się na spokój, co mu oczywiście nie wyszło.
- Zlituj się, Potter. - McGonagall przewróciła oczami. - Nie działa. A co tu może w ogóle działać? To jest magia. Czy ja muszę przypominać takie podstawy uczniowi na siódmym roku?

No tak, mógł wymyślić coś innego. Ale w tym stresie zwyczajnie nie umiał.

Rozejrzał się po klasie. Gorączkowo szukał jakiegoś zrozumienia. Wszyscy przyglądali się mu, wytrzeszczając oczy, że pewny siebie i arogancki Potter, ścigający jakich mało, ma problem z wysłowieniem się. Wierzyć się nie chciało co poniektórym.

Odchrząknął, by przedłużyć moment, w którym będzie musiał się wytłumaczyć. Ogarniała go panika, a w głowie miał pustkę. Co ma powiedzieć teraz nauczycielce?
- Eee... nie widziałem... eee... w co mam się zamienić... - wybąkał pierwsze wytłumaczenie, jakie mu przyszło na myśl.
- No cóż - nauczycielka odetchnęła. - Nie ma się czego wstydzić, to się zdarza. A znając ciebie i twoją ambicjonalną dumę, musiałeś cierpieć katusze, mówiąc o tym tak na forum - wskazała ręką klasę.

Nie był do końca pewien, czy McGonagall kpiła z niego, czy rzeczywiście znała realia. Przyjął to jednak za dobrą monetę.
- Widziałem kilka zwierząt - powiedział już pewniej, brnąc w tę historię.

Nauczycielka przechyliła lekko głowę i zmrużyła oczy.
- Kilka? - powtórzyła, jakby nie dosłyszała.
- Raz byłem ... wiewiórką, a raz rybą. Potem zaraz oderwałem się od ziemi, bo miałem skrzydła - rozpędził się, puszczając wodze fantazji.
- Ale jak to? - odezwał się Gudgeon Davey, siedzący w trzeciej ławce. - Ja też byłem ptakiem! To chyba nie może tak być...!
- Davey - odezwała się nauczycielka do chłopaka o jasnej karnacji i szczeciniastych, prawie żółtych włosach. - Ty możesz być jaskółką. Potter może być wróblem lub jastrzębiem.

Chłopak zamyślił się. Nie był najbystrzejszy w klasie. Być może do teraz nie wiedział, że ptaki mogą być tak różne.

James pamiętał, jak w tamtym roku Gudgeon o mało co nie stracił oka po spotkaniu z Wierzbą Bijącą. No cóż, dobrze, że skończyło się tylko na niewielkich obrażeniach, które pani Pomfrey mogła wyleczyć. Za tę ciekawość (co huncwoci robili po zmroku w tej okolicy) mógł przypłacić nawet życiem.

- Może to różdżka? - zapytała jedna z dziewczyn.
McGonagall westchnęła i użyła zaklęcia przywołującego, by obejrzeć różdżkę Jamesa.
- Hmm... jakie są jej wymiary? - zwróciła się do Pottera, przyglądając się jej z należytą uwagą.
- No, jedenaście cali, mahoń... - powiedział niepewnie.
- Wydaje się bardzo poręczna - stwierdziła nauczycielka, wciąż wpatrując się w przedmiot. - Dziwne... O ile wiem, tego typu różdżka świetnie nadaje się do transmutacji. Nie wiem, czy to jej wina... Na razie damy temu spokój. Zostań po zajęciach.

Oddała Potterowi różdżkę i wróciła do zajęć.

James usiadł ciężko obok Syriusza, z trudem łapiąc oddech. Sytuacja go przerosła. Przymknął na moment oczy, chcąc uspokoić serce tłukące się w piersi. Ręce wciąż mu się trzęsły. Po chwili spojrzał na kumpli.
- Ale fart - mruknął do niego Black. - Masz szczęście, chłopie...
- Ej, patrzcie - szepnął do nich Peter. - Evans będzie się pocić przy animizacji!

Obaj chłopcy spojrzeli na dziewczynę, która teraz stała na środku klasy.
- Co zobaczyłaś w transie? - spytała McGonagall.
- Królika - odparła dziewczyna. - To znaczy... Byłam nim. Skakałam i jadłam trawę.
- Wspaniale - nauczycielka zatarła ręce. - W takim razie wiesz, jak się czułaś, będąc nim. Teraz musisz się bardzo skupić, żeby znów poczuć się w ten sposób. Całą siłą woli wyobraź sobie swój wygląd, swój kształt, oszacuj swoją wielkość i spraw, byś każdą częścią ciała chciała zamienić się w królika.

Dziewczyna skinęła głową i sięgnęła po różdżkę. Skierowała ją na siebie, po czym zamknęła oczy i zmarszczyła czoło.

W tym momencie wyrosły jej uszy i duże siekacze. Zacisnęła jeszcze mocniej powieki i skurczyła się momentalnie, a jej ciało pokryło się puszystym, szarym futerkiem. Niestety twarz nie do końca zmieniła się w króliczy pyszczek.

Otworzyła oczy z miną pełną niepewności i obaw.
- Imponujący rezultat, panno Evans - wyraziła swą aprobatę nauczycielka. - Dawno nie widziałam takiego efektu za pierwszym podejściem! Widzę potencjał na animaga.

Evans pokraśniała, a na jej twarzy zakwitł szeroki, króliczy uśmiech. Nauczycielka machnęła różdżką, a dziewczyna cicho jęknęła i z powrotem przybrała swój kształt.
- Przepraszam, ale musiałam użyć wobec ciebie tego zaklęcia. Nie będziemy się męczyć, zanim uda się wam całkowicie wrócić do swoich naturalnych postaci - wytłumaczyła McGonagall.

Jeszcze kilkoro uczniów próbowało swoich sił. Żadnemu jednak nie powiodło się tak dobrze, jak Lily. Na szczęście, McGonagall, nie wywołała już żadnego huncwota, choć przez całą lekcję siedzieli jak na szpilkach.

Kiedy zajęcia się skończyły, James przeprosił kumpli i powiedział, że dołączy do nich w pokoju wspólnym i potem razem odwiedzą Lupina w Skrzydle Szpitalnym, bo teraz musiał jeszcze zostać w klasie na życzenie McGonagall.

Podszedł do katedry, przy której stała nauczycielka.
- Dałam ci spokój - powiedziała bez zbędnego wstępu - bo wiedziałam, że ukrywasz prawdę przed klasą. Ale liczę, że za ten przejaw łaski, powiesz mi teraz szczerze, czemu nie chciałeś spróbować.

James obawiał się tego. Niestety nic nie mógł zrobić, jak tylko powiedzieć prawdę. Tylko ona mogła mu teraz ocalić skórę. Powoła się na Dumbledore'a i powie, że nie mógł przecież się zdekonspirować.
- Pani profesor - zaczął powoli, formułując w myślach wypowiedź. - Nasz kolega, Remus Lupin, ma... hmm... problemy.

McGonagall uniosła jedną brew do góry, wciąż wyczekująco milcząc.
- Jest wilkołakiem... - powiedział cicho, nie patrząc na nią.

Usłyszał tylko, jak łapczywie wciągnęła ustami powietrze. Kiedy na nią spojrzał, miała już otwarte usta, żeby coś powiedzieć, ale rozmyśliła się widocznie i zamknęła je.
- Ja, Peter Pettigrew i Syriusz Black jesteśmy... animagami. - To zdanie wypowiedział jeszcze ciszej.
- Kim? - pisnęła nauczycielka nieswoim głosem.
- Zawsze w pełnię odprowadzamy go do Wrzeszczącej Chaty - kontynuował, nie reagując na jej pytanie - i czekamy przez noc w Zakazanym Lesie. Tylko tak możemy się z nim solidaryzować. A jako ludzie, nie moglibyśmy mu ani towarzyszyć, ani przebywać bezpiecznie z Lesie.

Zapadła nieznośna cisza. Nauczycielka widocznie próbowała przetrawić to, co przed chwilą usłyszała. W końcu jednak powiedziała cicho:
- Zawsze mnie szokowałeś, Potter. Ale teraz przeszedłeś samego siebie.
- Trzymamy to w ścisłej tajemnicy... - powiedział James. - Nie możemy się zarejestrować, bo tę konieczność trzeba umieć uzasadnić... A wilkołaki są po prostu społecznymi wyrzutkami. Nie chcieliśmy, żeby to samo się stało z Lunatykiem... Znaczy z Remusem.

Nauczycielka potarła chwilę ostry podbródek.
- Ktoś oprócz was o tym wie?
- Dumbledore - bez wahania powiedział Potter.
- Profesor Dumbledore - napomniała go opiekun Gryffindoru.
- Tak, właśnie... - zreflektował się chłopak.
- Porozmawiam z nim. Jeśli to, co mi teraz powiedziałeś jest prawdą... To znaczy... skonsultuję to z dyrektorem. A tajemnica, rzecz jasna, wciąż obowiązuje. Tylko grono powierników nieznacznie wzrosło - powiedziała na koniec McGonagall i odwróciła się, dając Potterowi znak, że skończyli rozmowę.
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.

Oscar Wilde
mooll jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem