Wyświetl pojedyńczy post
Stary 12-27-2011, 21:24   #26
mooll
Fan "Strefy 11" i tarota
 
mooll na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 54
Domyślnie James Potter - Ostatnia Szansa - Rozdział XIV (1)

ROZDZIAŁ XIV




James pchnął ciężkie drzwi do Wielkiej Sali. Na śniadanie byli już spóźnieni. Zaledwie dziesięć minut dzieliło ich od pierwszej lekcji, którą była Opieka nad magicznymi stworzeniami z profesorem Kettleburnem.
- Szybko, Łapciuniu - szepnął James, akcentując specyficznie ostatnie słowo.
- Och...! Zamknij się! - warknął Black. - Cóż poradzę, że Dan tak mnie urządziła z tymi swoimi zdrobnieńkami.

Syriusz skrzywił się, jakby go zemdliło.
- Dan? - powtórzył z tajemniczym uśmiechem Potter.
- Eee... - speszył się Syriusz i od razu zmienił temat. - Weź jakąś bułkę i spadamy. Ten facet jest zdolny odjąć nam punkty za minimalne spóźnienie.
- Nieznośny jest, to fakt - przytaknął James, sięgając po francuskiego rogalika i wkładając połowę do ust. Drugą ręką chwycił na zapas kolejnego.
- Żebyś czasem nie zasłabł! - Black pokręcił głową, udając oburzenie na widok łakomstwa przyjaciela.
- Uhm... - Pełne usta nie pozwalały na swobodną wymowę, więc James tylko wzruszył ramionami.

Kiedy dotarli już do drzwi w Sali Wejściowej, Potter odzyskał mowę:
- A gdzie Lupin? Mieli go już wczoraj wypuścić!
- Wiem... - zasępił się Black. - Może nie czuł się za dobrze... Miejmy nadzieję, że zobaczymy go na zajęciach.
- Glizdek dał wczoraj nieźle po garach - palnął Potter.
- Nie, żebyśmy czasem mieli coś z tym wspólnego! - niewinnym głosem powiedział Black.

James westchnął.
- To nasza wina. - Poczuł, jak wzbierają w nim wyrzuty sumienia.

Do tego czasu nie zdawał sobie sprawy z tego, jak daleko posunęła się jego metamorfoza. Myślał, że ogranicza się wyłącznie do podstaw kultury. I to oczywiście, jeśli sytuacja tego wymaga. Czytaj: Evans w pobliżu.

Tymczasem, cała akcja po prostu wymknęła mu się spod kontroli. W nauce też zrobił postępy: w ogóle zaczął sięgać po książki. Przedtem nie robił tego zbyt często. Był na tyle zdolny, że radził sobie nawet, gdy zasób jego wiedzy na dany temat był bardzo okrojony.

Poza tym, przestał odczuwać potrzebę żartowania sobie w specyficzny dla siebie sposób. Smark od tego czasu cieszył się niewątpliwie dużą swobodą.

Ale najważniejsza zmiana zaszła chyba w sposobie komunikowania się z Lily Evans. Ta wiecznie poukładana dziewczyna, o wzorowym zachowaniu i wynikach w nauce powyżej przeciętnych, zazwyczaj gardziła nim. Pewny siebie ścigający Gryfonów, spragniony wiecznego aplauzu i bycia w centrum zainteresowania, stał się nagle spokojnym, porządnym uczniem, o nienagannym obyciu. Już nie mierzwił sobie włosów na widok rudej piękności, ani nie częstował jej na "dzień dobry" niesmacznymi próbami podrywu na wręcz prymitywnym poziomie.

Co dziwniejsze, zauważył, że to na nią działa. Jest wobec niego milsza, czasem się nawet uśmiechnie. Serce rosło mu w piersi na myśl, że zaczyna się układać. Bał się przy niej oddychać, żeby znów czegoś nie spaprać.

Jego lękliwość widocznie stała się dla niej zauważalna, gdyż pewnego listopadowego dnia, zagadała go sama, gdy siedział w pokoju wspólnym, czytając zadane fragmenty na zajęcia. Nikogo już o tej porze nie było. Evans właśnie pojawiła się w przejściu za obrazem Grubej Damy.
- Potter, ty tu? - uśmiechnęła się, zdziwiona jego obecnością.
- A to ci niespodzianka, co Evans? - Prawie na nią nie spojrzał.

I znów te pozory. Chciał na nią chociaż zerknąć, zobaczyć jak wygląda. To co, że widział ją tego dnia już z tuzin razy. Motylki znowu całą chmarą uniosły mu ciężki żołądek.

Nerwowo przełknął ślinę, ale nie podniósł głowy znad książki. Oczywiście udawał w tym momencie, że czyta, a lektura jest bardzo zajmująca. Prawda była taka, że nawet nie widział liter.
- Cała Prawda O Legendzie Kwintopedów? - przeczytała na głos.

O mało nie podskoczył. Nie miał pojęcia, że do niego podeszła. Serce podskoczyło mu do gardła. Znów przełknął ślinę. Bał się podnieść oczy, by nie spłonąć żywcem purpurą.

Poprawił tylko okulary, maskując swoje zdenerwowanie.
- Nie wiedziałam, że cię to interesuje - spojrzała na niego coraz bardziej zaskoczona. - I do tego czytasz to o takiej porze... No, no, no...

Zapadła chwila ciszy.

Potter czuł, że powinien coś powiedzieć, ale - oczywiście - nie był w stanie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Obawiał się, że z czymś wypali i znów wszystkie jego starania pójdą na marne.

Lily usiadła naprzeciwko niego, wyraźnie zaintrygowana całą sytuacją i uważnie mu się przyglądała.

Ten natomiast, powoli przyzwyczajał się do jej obecności. Motyle łaskotały go już tylko bardzo lekko, w granicach przyzwoitości.
- Tak się składa, że mamy to na zadanie - powiedział chłopak, siląc się na obojętność.

Evans wyprostowała się gwałtownie.
- To ty mówisz? - zaśmiała się rezolutnie.

Potter podniósł na nią wzrok. Ale nie był to wzrok z kategorii tych ponętnych i zachęcających. To był ten, z cyklu morderczych i wyrażających chęć uduszenia w trybie natychmiastowym.
- Daj spokój, Potter! - prychnęła, wciąż się śmiejąc. - Dziwnie się zachowujesz. Ktoś ci to już mówił?
Wszyscy, po sto razy. Tak na oko, rzecz jasna, pomyślał James.
- Skąd! - zaprzeczył gorliwie. - A kto miałby to niby zauważyć?

Lily spojrzała w stronę kominka, w którym jeszcze żarzyły się niedopałki. Uśmiechnęła się, mrużąc zielone oczy.
- Gdzie twój charakterek? - Evans uniosła brwi tak, że jej czoło zmarszczyło się. - A twoje zaczepki? Co z tzw. zadręczaniem Seva?
- Skończ przy mnie z tym Sevem, bo jakoś nie umiem tego strawić - nie mógł się powstrzymać. - Nie musisz od razu przechodzić na "Smarka" - uśmiechnął się dobrodusznie. - Wystarczy: Snape.
- Jakiś ty łaskawy - przewróciła oczami. - No, ale twoje podejście do nauki, musisz przyznać, uległo jakimś szeroko zakrojonym reformom. Zwłaszcza, jak cię tu z taką książką zobaczyłam o tej porze, miałam ochotę zapytać, do jakiej to sekty wstąpiłeś? Bo nie wydaje mi się, aby to wszystko było wynikiem ewolucji. I do tego samej z siebie.

James parsknął śmiechem. Konkluzje Evans bardzo go rozbawiły.
- Nie śmiej się! - Lily udała, że się gniewa i posłała mu przyjaznego kuksańca w ramię. - Naprawdę sporo ludzi o tym gadało!
- O! - Potter też udawał zaskoczenie. Widział przecież, jak się na niego co poniektórzy gapią, albo szepczą, gdy przechodzi obok. - A ty może o tym gadałaś?

Lily tylko z uśmiechem pokręciła głową.

Nie naburmuszyła się, pomyślał, czyli żart został odebrany pozytywnie... Uff...
- A już myślałam, że ktoś ci zrobił pranie mózgu! - Evans chwyciła się ręką za serce, przesadnie pokazując, że odetchnęła z ulgą.

Spojrzał na nią zdziwiony.
- No co? - zaśmiała się wesoło, ukazując białe, równe zęby.

James nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się tajemniczo, myśląc, że coś z tej jego zadziorności musi ją pociągać...
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.

Oscar Wilde
mooll jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem