Dziewczyny podskoczyły w miejscu. Voldemort otworzył drzwi z takim hukiem jakby użył do tego zaklęcia powodującego wybuch,
Dominik rzucił okiem nerwowo po pokoju, czy aby syf w jakim się znajdują nie jest zbyt rażący.
-Dobrze, że nie złapałem się za whisky... -mruczał pod nosem.
Czarny Pan z gracją, o ile poruszanie się Voldemorta można nazwać zgrabnym, wpęzł do komnaty, tudzież salonu śmierciożerców.
-Panno Weasley? Nie za dobrze Pani na MOIM fotelu - syknął w stronę rudowłosej.
Ginny poderwała się, poprawiła oparcia i bez słowa usiadła na kanapie, niepewnie zerkając z pod włosów, które opadały jej na twarz.
-Zatem...
Do pomieszczenia weszła nowa zaciągnięta Śmierciożerczyni.
-Znacie ją prawda?
Wszyscy potulnie skineli głowami, niektórzy nawet wydali z siebie jęki na znak potwierdzenia.
-Zamieszka z nami. Postanowiłem poszerzyć nasze szeregi.
Lucy miała już coś powiedzieć, ale Voldemort skininiem reki dał znak, że nie ma zamiaru dopuszczać zgromadzonych do głosu.
-Tak sie składa, że byłem w paru miejscach... Zapewne i wy również. Kwatera stała pusta jakiś czas. Zgromadziłem wiele istotnych faktów dotyczących Zakonu a nawet samego Harrego Pottera.
Voldemort zasłonił twarz rękami. Zapadła cisza.
-Czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć!!!?? Czemu wróciliście do tej komnaty bez niego?!! Czy to, aż takie trudne, żeby gówniarz wraz z tym śmiesznym Zakonem ciągle deptali nam po piętach?!!Dodam, że BEZKARNIE!?
Voldemort ciągnął dalej, do momentu aż zobaczył piękne łóżko, które stało w rogu salonu.
-Cóż to jest? - wskazał palcem na nowy przedmiot.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|