Z okazji Euro 2012 mamy dla was małą niespodziankę!
Tracey westchnął głęboko i powiedział:
- Mój ojciec stracił tutaj pracę. Jest ciężka sytuacja, nie chce się narażać, wychylac, zwracać na siebie uwagi. Ale bez problemu dostanie pracę tam, we Francji i ja również. Tam można chodzić do szkoly i jednocześnie pracować. Mógłbym im jakoś pomów. A kiedyś, kiedy będę dorosły i już wszystko będę miał poukładane, mogę tu wrócić. Ale oczywiście nie musisz na mnie czekac...
- Och, oczywiście, że będe na ciebie czekać! - zawołała oburzona Kaajn i przytuliła go - Po prostu będę za tobą tak tęsknić... Listy to za mało...
- Damy radę. Jest jszcze sieć Fiuu, damy radę się komunikować. I w wakacje ty przyjedziesz do mnie, a i ja na pewno znajdę czas, żeby komunikować się z tobą...
Przez chwilę tak trwali przytuleni do siebie, ale tą ciszę zakłóciły szybkie kroki i głośny oddech. ktoś biegł. W końcu ich oczom ukazał się Draco, który wyglądał jeszcze gorzej, niż wcześniej. Tym razem był jednak blady.
- Musimy porozmawiac - powiedzial stanowczno i zawołal Traceya na bok. W międzyczasie przyszła Nacia i zabrała swoją przyjaciółkę do Pokoju Wspólnego, gdzie wszystkie Slizgonki z elity napiły się piwa kremowego. Nawet Nicole i Nacia zakopały topór wojenny. Przynajmniej do połowy. I przynajmniej chwilowo.
- Stało się - rzekł Draco - Mój ojciec pokłócił się z twoim.
- Zwariowałeś?! - krzyknął Davis - Miałem mieć dwa tygodnie.
Draco pochylił głowę. Naprawdę tego żałował.
- Przykro mi. Ale nie wiedziałem, że to się tak skończy.
Tracey chodził po korytarzu, zastanawiajac się, co teraz zrobić.
- To moja wina i już obiecałem ci, że zrobię wszystko, żeby cię tu zatrzymać - kontynuował Draco, ale Tracey mu przerwał.
- Skończ już. To nie ma sensu.
Chciał się odwrócić i pójść. Jeszcze dzisiaj wieczorem miał opuścić Hogwart. Dla jego rodziny była to rzecz sprzyjająca. Mogli jak najbszybciej zacząć życie w nowym miejscu i przestać wydawac osczędności w tym kraju.
Świetnie, po prostu cudownie
- Posłuchaj - Malfoy go zatrzymał - Pojadę z toba.
- Co?
- Uzgodniłem to z ojcem. Jeżeli nie da się zrobić czegoś legalnie, trzeba zerwać z wszystkimi prawami. Udać, że nie istnieją. Więc pojadę z tobą.
- I co? Co to niby zmieni? Jesli mam porzucic moje dotychczasowe życię, muszę zrobić to w całości.
- I tak nie miałes zamiaru zostawiać swojej dziewczyny.
- Dobrze wiesz, że w końcu byśmy zerwali...
- Myślę, że ona ma inne zdanie na ten temat...
- Jeszcze nie wie, że mamy takie samo - tym zdaniem Davis definitywnie kończył rozmowę - A teraz ide się spakować.
- Już ci powiedziałem: NIE! - krzyknął Draco - Mógłbyś przynajmneij uszanować to co mam ci do powiedzania?
Tracey ponownie westchnął, ale spokojnie stanął i posłuchał.
- Tam, we Francji, będziemy chodzić do szkoły. Wyrzucą nas stamtąd, a że twoim obowiązkiem jest chodzenie do szkoły, wrócisz tu i będziesz mieszkał ze mną.
Draco widząć, że jego przyjaciel chce się sprzeciwić, od razu zareagował.
- Nic nie mów, mój ojcicec wszystko załatwi. A teraz chodź, pójdziemy się spakować.
Ruszyli korytarzem z powrotem do lochów.
- Ale co z Nacią? - zapytał Tracey trochę smutnym głosem.
- Porozmawiałem z nią. Tak będzie lepiej. A poza tym nie wyjeżdżam za zawsze. No i poznamy jakieś nowe dziewczyny...
Tracey zaśmiał się.
- Noo, może...
Reszcie nie mówili, co będą robić. W ogóle nikt nie komentował. Po prostu stało się. Następnego dnia było jakoś pusto i ponuro. Nie bylo Malfoya i Davisa. Zabini snuł się samotny, Crabbe i Goyle jedli jeszcze więcej ciastek, niż zazwyczaj, bo nie miał ich kto powstrzymać choćby groźnym spojrzeniem. Tylko Potter wraz ze swoją ekipą chodzili szczęśliwi jak nigdy. A reszty to po prostu nie obchodziło. Dla niektórych świat mógłby skończyć się choćby w tamtej chwili.
Ale trzeba było żyć dalej, czekać na to co będzie, a najlepszym momentem był nowy dzień. Ranek.