Moje pierwsze opowiadanie.
Harry, Hermiona i Ron zaczęli biec korytarzem. Biegli do Hagrida, by powiedzieć mu o tym, że znaleźli jakieś małe, trochę włochate stwrzenie. Oni nie wiedzieli co to jest, ale było ranne. Gdy wybiegli na dziedziniec zobaczyli mroczny znak nad Zakazanym Lasem. Harry popatrzył na znak i powiedział:
- Trzeba szybko odnaleść Hagrida. Może mu coś groźić.
Hermiona spojżała na niego i odpowiedziała z pośpiecham:
- No co czekamy ?.... szybko
Po jej słowach znów biegli. Nagle zobaczyli na moście 2 zakapturzone postacie. Byli to Śmierciożercy. Szli w ich kierunku i widocznie ich widzieli. Harry i jeog przyjaciele nie mieli dokąd uciec, więc podjeli walkę. Pierwszy zaatakował Ron:
- A macie ... Sectumsempra! - zaklęcie przepeciało nad głowami Śmierciożerców.- Kurde...
Jeden z nich podszedł bliżej i wrzasnął:
- Crucio ! - zaklęcie ugodziło Rona.- Ha! Jeden z głowy!
Harry pobiegł prosto na nich i ze złości powiedział:
- Zabije was !!! - wyciągnąl różdżkę i ... - Ricktusempra!
Jedna z postaci spadła z mostu. Kobieta ze strachem wyjżała gdzie spadło ciało.
- Zabiłeś mi brata! - krzyknęła.
- Ty jestś Alceto Carrow.- powiedziła Hermiona.
- Tak!!. Sectumsempra!
Zaklęcie trysło prosto w dziewczynę i trysnęła krew. Harry ze łzami podbiegł do niej.
- Hermiono... powiedz coś.- jęknął.
Ona nic nie mówiła. Śmierciożerca powiedział :
I jeszcze jeden został .. - to był Yaxley. - Avada Kedavra!!!
Zielone światło pomknęło prosto w niego. Był już przygotowany na śmierć, ale nie teraz, nie wtedy gdy tak dobże mu się żyło w Hogwarcie. Nie mógł pozowalić sobię umrzeć. Zaklęcie było coraz bliżej, ale ktoś krzyknął:
- Protego!
Śmiercionośne zaklęcie odbiło się od tarczy i ugodziło w Alceto. Padła martwa. Harry nie wiedział kto go obronił ,ale to był ktoś dobry, po ich stronie. Po kilku sekundach padł martwy Yaxley. Harry zobaczył odchodzącom postać prosto do zamku. Nie wiedział kto to ...
Pobiegł do Rona. Już stał.
- Harry... co się dzieje - wybełkotał.
- Eee... musimy pomóc Hermionie... krwawi.
Po tych słowach Ron błyskawiczni epodszedł do Hermiony i pobiegł zanieść ją do skrzydła szpitalnego.
***
- Harry...Ron - powiedziała Hermoina, gdy się przebudziła. - Gdzie jestem?
Ron pogłaskął ją po głowie i odrzekł:
- W skrzydle szpitalnym. Walczyliśmy ze Smierciożercami.
- Ale... co się działo?
Harry opowiedził, że ktoś go uchronił od zabicia, ale nie wiedział kto. Mówił też, o tym , że ta postać później się oddaliła do zamku.
Wiem, że krótkie, ale pierwszy raz coś takiego piszę, więc napiszcie co o tym myślicie.
|