|
04-25-2009, 15:59
|
#1
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Sekretny dziennik Draco Malfoya 5/5
Sekretny dziennik Draco Malfoya
Autor: Drako_16_
Rozdział I
Dochodzi już koniec wakacji a ja jeszcze nigdy nie czułem się tak samotny i zły. Mimo, że za tydzień będę miał szesnaście lat matka wciąż traktuje mnie jak dziecko, ostatnio zapytała się nawet czy może chciałby by towarzyszyła mi na zakupach za Pokątnej. To już wykraczało poza moją cierpliwość, odwarknąłem, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, że sam dam sobie świetnie radę. Za taką odzywkę ojciec przez godzinę truł coś o tym, że zachowuję się jak plugawy mugol. Ostatnio często na mnie krzyczy, coraz częściej wpada w furie. Dlaczego? Bo Bella jest od niego lepsza. Czarny Pan mówił, że gdyby nie ona nadal byłby nikim, zerem, że to ona pomogła mu dojść na szczyt. kiedy ojciec ma ataki matka próbuje go uspokoić, a skrzatka mnie gdzieś ukrywa, ciągle powtarza, że to minie, że mój ojciec ma teraz zły nastrój, tak jest za każdym razem. I rzeczywiście kiedy tylko zaczęło mu się układać przypomniał sobie, że ma jeszcze syna. Dał mi całą sakiewkę złota w zamian za to bym nie miał mu tego za złe. Zawsze to samo, zawsze czegoś mi brakowało, miłości, oni wszyscy myślą, że za pieniądze to mogą mieć wszystko, wszystkich mogą przekupić. Jak bardzo się mylą. Pojutrze mam zamiar iść na Pokątną zrobić małe zakupy bo nie długo zbliża się koniec wakacji a ja jeszcze nie mam książek i nowego mundurka. Oczywiście pójdę bez matki, jeszcze jej mi tam brakuje .
*
Aż się zdziwiłem, że tylu czarodziejów przybyło na Pokątną, widocznie przyszli tak jak ja, na ostatnią chwilę. Trudno było przejść, więc się pchałem, a inni z różnych stron mnie popychali i szturchali. Po drodze natknąłem się na tego rudzielca Weasleya, zaskoczeniem było go spotkać w sklepie, ale skoro on to i gdzieś musi być i Potter.. zacząłem szukać go wzrokiem ale nigdzie nie znalazłem jego parszywej gębyr30; tym lepiej dla niego. Spotkałem za to Pansy Parkinson, przywitała się ze mną całując w policzek. Ona zresztą tak jak i ja nic nie miała jeszcze kupionego, więc poszliśmy razem do apteki, do księgarni Esy i Floresy, a na samym końcu do Madame Malkin po nowy mundurek. Obładowani pakunkami w drodze powrotne wstąpiliśmy do lodziarni Floriana Fortescue. Zamówiłem dla nas dwie porcje lodów śmietankowych z polewą czekoladową. Siedzieliśmy pod wielkim parasolem w cieniu drzew. Pansy gadała coś o tym jak spędziła wakacje, nie słuchałem jej jednak, bo w tłumie wypatrzyłem tą szlamę Granger. Wstrząsnęło mną gdy się na mnie spojrzała, przez głowę przeleciała obraz: ona i ja całujący się po pokojem wspólnym Griffingoru. Szybko jednak odrzuciłem tą myśl wiedząc jaką hańbą bym okrył siebie i mój ród. A zresztą czego mi do szczęścia brakuje? Obok siedzi piękna dziewczyna czystej krwi, mam dużo kasy i wszystko czego tylko zechcę na skinięcie rękir30; , ale nie, jest takie coś co chciałbym mieć, tak bardzo brakuje mi choć odrobiny miłości ojcar30; . Ocknąłem się ze swoich rozmyślań, najwidoczniej Pansy skończyła gadkę, zadała mi pytanie i chyba czekała na odpowiedź. Skinąłem głową nie bardzo wiedząc o co chodzi ale to jej w zupełności wystarczyło. Moje spojrzenie znów powędrowało na Herminę, szła w naszym kierunku, najwidoczniej w tym samym celu co reszta czarodziejów przychodząca do tej słynnej lodziarni. Podeszła do okienka i zamówiła dwie gałki lodów truskawkowych, usiadła naprzeciwko nas, wyjęła książkę i zaczęła czytać. Nie mogłem się powstrzymać by od czasu do czasu na nią nie zerkać. Pansy najwidoczniej nie zauważyła mojego rozdrażnienia. Wtem to Granger podeszli Weasley i Potter, dostrzegli nas. Na gębie Pottera pojawił się pełen nienawiści uśmiech. Zapytałem się go czy nie wstydzi się tego towarzystwa, czy nie szkoda mu tego czasu który zmarnuje wśród tej szlamy Granger i tego wyjadacza śmietnika Weasleya. Hermiona skończyła lody, zamknęła książkę, wstała i szepnęła coś Potterowi który już wyjmował różdżkę, odwrócili się i wyszli. Odprowadzałem ją wzrokiem do póki nie zniknęła wśród tłumu, na szczęście Pansy tego nie zauważyła. Kończyliśmy lody rozmawiając o szkole. Do Dziurawego Kotła szliśmy w milczeniu, tam na pożegnanie znów pocałowała mnie w policzek, spojrzałem w jej piękne czarne oczy, uśmiechnęła się a ja odwzajemniłem ten uśmiech. Powiedziałem, że cieszę się spotykając ją tutaj. Lekko się zarumieniła, bardzo pięknie wtedy wyglądała. Odpowiedziała że spotkamy się za tydzień, że nie może się doczekać i już za mną tęskni po czym odeszła a jej czarne włosy do ramion powiewały posłusznie za każdym jej krokiem. Patrzałem na nią dopóki nie znikła za drzwiami, uśmiechnąłem się na myśl o niej i o dzisiejszym dniu, z tymi myślami wróciłem do domu.
*
Spojrzałem na ruinę bałaganu, miejsce w którym jestem musiał być kiedyś moim pokojem, a teraz przypominał złomowisko, chyba trochę zaniedbałem sprzątanie. Nie myślałem o tym jednak, w mojej głowie tworzyły się różne piękne fantazje dotyczące Pansy, ale również te dotyczące Hermiony Granger. Z dołu dobiegł głos mojego ojca, wiedziałem co mnie czeka. Mimo to zszedłem. Tata oparty był o kominek, wpatrzony we mnie. Powiedział jakimś nie swoim głosem bym poszedł, posprzątał pokój, a potem ubrał się i poszedł z nim do Borgina. Nie rozumiałem tych poleceń, ale kiwnąłem głową i pobiegłem na górę. Sprzątanie tego bałaganu zajęło mi więcej czasu niż myślałem. Kiedy wreszcie skończyłem, ubrałem się i poszedłem do salonu, tata nadał był oparty o kominek, ale już nie patrzał na mnie tylko gdzieś w ścianę. Wyszliśmy z domu, po godzinie byliśmy już u Borgina. Ojciec zapytał go czy był tu ktoś kto się o niego pytał, Borgin kiwnął głową i wskazał na zaplecze, tata tam poszedł, przedtem kazał mi tu na niego zaczekać. Borgin przechadzał się po tym swoim obskurnym sklepie, a ja podziwiałem Rękę Glorii, bardzo mi się spodobała, nie zauważyłem, że tata już wrócił, powiedział, że jeżeli mi się to podoba może mi kupić. Zaskoczony wracałem z nim do domu, patrząc na mały czarny pakunek w mojej dłoni, naprawdę mi to kupił, powtarzałem sobie w myślach. Zapytałem po co był tam na zapleczu, przez chwilę myślałem, że mnie uderzy, ale nie, myliłem się. Ojciec powiedział, że ma dla mnie bardzo ważną wiadomość, że powinienem się z niej cieszyć, że spotkał mnie pewnego rodzaju zaszczyt, otóż Czarny pan zechciał bym był po jego stronie. Decyzja już została podjęta zrobił to za mnie ojciec, zgodził się i był ze mnie dumny, że to ja dostąpiłem tego zaszczytu w tak młodym wieku. Wróciłem do pokoju, czując, że jestem kimś wielkim, że teraz nikt mi nie podskoczy, nie mogłem się doczekać wypalonego na mym przedramieniu znaku, ale ojciec powiedział, że na to muszę sobie zasłużyć. Książki, mundurek, i wszystko co będzie mi potrzebne w szkole wylądowały w kufrze. Na samym początku położyłem Rękę Glorii. Poszedłem do łóżka, myśląc o dzisiejszym dniu, najpierw o Pansy i o naszym wczorajszym spotkaniu, o minie Pottera jaką zrobi gdy się dowie kim jestem, o ogólnym zainteresowaniu którym teraz będę otaczany przez resztę Ślizgonów. Nie mogłem doczekać się już końca wakacji, zostało jeszcze tylko sześć dni.. z tymi marzeniami i rozmyślaniami w końcu zasnąłem.
|
|
|
04-25-2009, 15:59
|
#2
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Rozdział II
Pierwszy tydzień nauki w Hogwarcie minął bardzo szybko, i nie powiem minął fajnie. Na początku naszpikowaliśmy Pottera jakimś świństwem które wywoływało wymioty, biedaczek trzy dni leżał w szpitalu. Niestety tak to już jest jak się nie sprawdza co się pije. Weasleyowi podrzuciliśmy paczkę z prześcieradłem, kocem i poduszką, z napisem żeby przesłał do domu bo tam z pewnością śpi na słomie, jeżeli na to ich w ogóle stać. Wczoraj po transmutacji Crabb wręczył mu paczkę z Miodowego Królestwa. Pewnie w domu paczka czekoladowych żab to dla niego jest rarytasem. W przeciwieństwie do jego ojca mojego stać na wszystko. A co do tej Granger to Pansy stwierdziła, że szlamy są bardzo podatne na takie ,,żarciki,, więc woleliśmy się jej nie czepiać. Na eliksirach zarobiłem pięćdziesiąt punktów. Trzeba było zrobić zdjęcie Gryfonom. W pokoju wspólnym Slitherinu byłem bohaterem, Pansy była dumna, że to właśnie ona doznała tego zaszczytu jakim było głaskanie mi włosów. Jeszcze nigdy nie zauważyłem ile w Slitherinie jest pięknych dziewczyn, niektóre jeszcze bardziej kusiły mnie niż Pansy, jednak przy niej musiałem udawać, że jest dla mnie najważniejsza. Kiedy tylko gdzieś wychodziła rozkręcała się zabawa, każdej która do mnie podeszła szeptałem w ucho, że lubię takie gorące tygryski, mdlały na mój widok a ja dla nich wszystkich byłem po prostu Bogiem. Codziennie rano dostawałem paczkę z domu, zawartość była różna. Raz same słodycze a raz nawet substancje różnego rodzaju uprzykrzające życie wrogom, oczywiście musiałem o nie w liście grzecznie poprosić, ale do celów w jakim będą one przeznaczone naprawdę było warto. Kiedyś moja sowa przyniosła mi list od ojca w którym pisał bym nie zapominał o tym co obiecałem jemu i komuś o wiele, wiele większego, którego nawet mój ojciec się bał.
Przy drugim śniadaniu zapytałem się Weasley czy na przerwę świąteczną ugości Pottera tak jak należy ugościć samego Wybrańca, czyli w jego wypadku chyba nakładł mu trochę więcej słomy pod jego napuszoną główeczkę. Weasley zrobił się czerwony, Potter wyciągnął różdżkę, na jego nie szczęście przechodził Snape i pozbawił Griffingoru dwudziestu punktów. Korzystając z chwili zamieszania Zabini wlał do ich kubków galaretowate nóżki w płynie. Trzeba było zobaczyć ten efekt jak obaj zerwali się na lekcje, do tej pory boli mnie brzuch od śmiechu. Na zielarstwie stałem koło Pansy która uwiesiła się na moim ramieniu i zdawała sprawozdanie z tego jak uprzykrzyła życie Granger. Musiałem wywoływać na mojej twarzy sztuczny uśmiech co wcale nie jest takie łatwe. W czasie lekcji cały czas ją obserwowałem, jej twarz wyłaniała się na chwilę spod burzy brązowych loków i znów znikała. Nie mogłem nad tym panować, oczy same mnie do niej prowadziły.
*
Tygodnie mijały nie postrzeżenie, ledwo przyjechałem do szkoły a już wracałem do domu na przerwę świąteczną. Pansy proponował żebym ją odwiedził, wymigałem się, na szczęście. W domu było jakoś tak inaczej niż zwykle skrzaty plątały się po kuchni i salonie. Ojciec miał lepszy humor, mogłem się domyśleć dlaczego. Matka mi powiedziała, że niedługo przyjedzie Bella pomówić ze mną o pewnych sprawach, na początku nie bardzo ją rozumiałem, jednak potem mi się przejaśniło. A więc przyjedzie żeby pomówić ze mną o zadaniu które mi zlecił Czarny Pan, ojciec nie był tym zachwycony, ale tu chodziło o coś ważniejszego niż o jego honor i dumę i w końcu się zgodził.
Bella przyjechała dwa dni po mnie, jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem, zawsze zaniedbana, włosy potargane i ten pełen nienawiści wyraz twarzy, teraz była zupełnie inna, uśmiechnięta (na pewno z powodu Czarnego Pana, że to ją poprosił by mi przekazała tak tajne informacje), włosy uczesane, gdybym spotkał ją na ulicy na pewno bym jej nie poznał. Ojciec od progu jak ją tylko zobaczył natychmiast zmarkotniał i powiedział nie naturalnym piskliwym głosem, żeby czuła się jak u siebie. Wieczorem poproszono mnie do salonu, wszedłem był tam ojciec i Bella, stali w dwóch różnych kątach, patrząc na siebie jakby chcieli pozabijać się wzrokiem. Usiadłem na fotelu nie zwracając na nich uwagi, Bella powiedziała że Czarny Pan zechciał by mi to przekazała w cztery o czy a jak widzi jest o jedną parę za dużo. Ojciec uśmiechnął się sztucznie i wyszedł trzaskając dębowymi drzwiami, pewnie teraz rozmawia z matką na ten temat. Bella powiedziała, że Czarny Pan zechciał na razie bym znalazł słaby punkt słynnego Harrego Pottera. Zadrwiłem z niej, jeżeli tylko tego chce to nie potrzebnie marnuję czas siedząc tu z nią. Bellę widocznie to zdenerwowało bo odwarknęła, że trzeba robić wszystko pomału, że ten plan nie może upaść, jeden maleńki błąd i cała robota na marne, mam tylko znaleźć jego słaby punkt, dalsze informację będą przekazane później. Zdenerwowany wyszedłem z salonu i pobiegłem do mojego pokoju. Nie wiedziałem dlaczego ale drwiłem sam z siebie, czego się spodziewałem, że będzie kazał zabić Pottera? Czułem się poniżony, i co ja teraz powiem innym, i co powiem Pansy? Postanowiłem, że nic nikomu nie powiem, że nadal będę mówił o tym zadaniu z wyższością tak jak mówiłem przedtem. Ferie świąteczne pomału dobiegały końca, ostatni raz sprawdziłem czy w moim kufrze jest wszystko czego mi potrzeba. Pożegnałem się z matką, z ojcem dopiero na peronie, obserwował mnie jakoś dziwnie jakby myślał, że zaraz wyciągnę różdżkę i rzucę się na Pottera, tak jakby to było moim zadaniem. W przedziale usiadłem obok Pansy i moich ,,ochroniarzy,, Zabini dołączył w połowie drogi.
Jak mogłem się spodziewać wszyscy chcieli wiedzieć co się wydarzyło przez te dwa tygodnie w moim domu. Powiedziałem, że niestety nie mogę tego zdradzić, co wywołało jeszcze większe zainteresowanie moją osobą.
*
Pierwszą lekcją po świętach była opieka nad magicznymi zwierzętami z tym przygłupim gajowym, cholibka jak ja go nie cierpię. Potem ku mojej uciesze eliksiry. Biedny Griffindor kolejne dwadzieścia punktów w tył. Po jutrze miał być mecz Quidditcha, na ten czas muszę wyeliminować Pottera, kapitana a zarazem szukającego. I jak szybko nadarzyła się okazja, jakoś niechcący zepchnąłem go ze schodów, biedaczek szybko nie wyjdzie ze szpitala. Mecz zbliżał się nie uchronnie, pojedynek między Griffindorem a Slitherinem, kto jest lepszy?
Tak, tak, tak, wygraliśmy, złapałem znicza po siedmiu minutach gry, Ślizgońskie dziewczyny lecą do mnie chmarami, a ja nie mogę się od nich odpędzić, na szczęście Pansy poradziła sobie z nimi skutecznie. Biedni Gryfoni, Pottuś ich zawiódł, o jejku zaraz się popłaczę. Do późnej nocy w pokoju wspólnym była impreza, i nawet Pansy się nie obraziła kiedy pocałowałem w policzek dwie przepiękne dziewczyny, jedna z nich bardzo przypominała mi Hermionę Granger, a może to tylko od kremowego piwa, przecież nie jest ono zbyt mocne ale jak się wypije dziesięć butelek to nigdy nic nie wiadomo.
|
|
|
04-25-2009, 16:00
|
#3
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Rozdział III
Szedłem ciemnym korytarzem, wokół pełno jakiś dziwnych rzeczy, których nigdy w życiu nie wiedziałem. Bałem się, ale nie zwolniłem tępa, słyszałem syk, bardzo dziwny syk. Wysoko, gdzieś w górze migotała zielona poświata. Przede mną szeroki salon, tak samo ciemny jak korytarz. Na środku postać, nie mogłem jej poznać bo była za daleko, ale wiedziałem, że ona mnie obserwuje. Rozległ się zimny, przypominający na myśl ból, cierpienie, głos: podejdź tu, odebrałem to jako rozkaz i go posłuchałem, bałem się sprzeciwić. Wtedy go zobaczyłem, Czarny Pan wstał, obszedł mnie wokół przyglądając mi się dziwnie, dopiero teraz spostrzegłem na jego barkach wielkiego, oślizgłego i zielonego węża. Wzdrygnąłem się, zauważył to, czułem na sobie jego wzrok. Powiedział:
- Wiesz Draco, zawiodłem się na Tobie, miałeś mi tylko znaleźć słaby punkt słynnego Harrego Pottera, a ty nawet tego nie potrafisz? Jak chcesz być moim najwierniejszym sługą? Czekałem, Draco, myślałem, że potrzebujesz więcej czasu, ale moja cierpliwość już się skończyła.
Te słowa były sykiem, sykiem który przypominał na myśl złego i rozwścieczonego węża, ale mimo tego odważyłem się mu odpowiedzieć:
- Panie potrzebuję jeszcze kilku dni, jeszcze trochę, daj mi jeszcze jedną szansę, obiecuję, że tym razem Cię nie zawiodę, proszę.
Jednak on mnie już nie słuchał wyciągną swoją różdżkę, wycelował we mnie, już wiedziałem co za chwilę nastąpi, serce biło mi mocno, zamknąłem oczy. Nie chciałem tego widzieć,
Avada Kedavra.
*
Obudziłem się cały zlany potem, dwie ostatnie krople leniwie spływały po twarzy. Rozejrzałem się po dormitorium, po lewej stronie chrapał głośno Crabb a prawej Goyle. A więc to tylko sen, wszystko jest już w porządku. Wstałem i podszedłem do okna, pomyślałem, że on musi tam gdzieś być, że czeka na informacje, a ja ich nie mam, wiedziałem, że jeżeli szybko ich nie zdobędę to niedługo sen stanie się naprawdę realny, moja śmierć niestety też. Wróciłem do łóżka z postanowieniem, że jutro na pewno wezmę się do roboty. Zasłoniłem zasłony, ale jeszcze długo patrzyłem się tępo w baldachim zanim ponownie zasnąłem.
Na drugi dzień byłem w bardzo złym nastroju, nie spotkałem Pottera i nie mogłem się mu przyjrzeć i znaleźć tego jego ,,słabego punktu,,. Pansy się obraziła, bo nie chciałem publicznie przy innych dziewczynach wyznać, że mi na niej zależy, tego mi jeszcze brakowało. Po śniadaniu poszedłem na obronę przed czarną magią i tam na szczęście go spotkałem, rękę miał jeszcze w gipsie i nie za bardzo ucieszył się na mój widok. Po lekcji poszliśmy na drugie śniadanie, Pansy siedziała kilka miejsc dalej, mówiła coś o przyjaźni, o tym, że jeżeli nam na kimś naprawdę zależy to go bronimy, mówiła to głośno, pewnie myślała, że sens tych słów do mnie dotrze. Obserwowałem nadal Pottera jak śmieje się z Weasleyem i Granger, wtedy mnie olśniło, już wiedziałem, że jego słabym punktem są przyjaciele, że to na nich mu najbardziej zależy, i to dla nich oddałby życie.
Wstałem i pobiegłem do sowiarni tak szybko jak to było możliwe, cieszyłem się, wreszcie znalazłem to na czym tak zależy Czarnemu Panu. Napisałem list do Belli, opowiedziałem wszystko, sowa posłusznie poleciała zanieść list do odbiorcy. Spóźniłem się na eliksiry, ale u Snapa zawsze mamy taryfę ulgową, więc się tym nie przejąłem. Usiadłem z Crabbem, Pansy obserwowała mnie, nie wiedziałem jak się mam jej odwdzięczyć, bo to w końcu ona naprowadziła mnie na odpowiedź. Po lekcji wyszedłem z sali, byłem tak zadowolony, że nie zauważyłem osoby na którą wpadłem, schyliłem się, bo jeżeli była to jakaś laska ze Slitherinu to należałoby ją przeprosić. Zobaczyłem jednak osobę, której najmniej się spodziewałem, Hermionę Granger. Patrzyła na mnie, była tak piękna, że nie mogłem oderwać od niej wzroku, patrzyłem i patrzyłem. Tę piękną chwilę przeszkodził mi Snape który wyszedł z sali, zdziwiony, poprosił mnie na słówko. Odwróciłem się i odszedłem, nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Snape usiadł na stoliku, był wściekły, powiedział, że ta dziewczyna nie jest w moim typie, że to zła dziewczyna która przyjaźni się z największym wrogiem Czarnego Pana, nie mogę się z nią widywać, spotykać i na nią patrzeć, bo jeżeli nie, to będzie zmuszony napisać o tym do mojego ojca. Wściekłem się, nie panowałem nad sobą zacząłem na niego krzyczeć, a z moich ust zaczęła się wydobywać para, widocznie od zimna, głośno i wyraźnie zacząłem mu mówić by odczepił się ode mnie, od mojego życia. To nie jego sprawa z kim się spotykam i co robię, splunąłem mu po nogi i wyszedłem trzaskając drzwiami. Hermiony już nie było, widocznie słyszała całą naszą kłótnię i uciekła. Nie mogłem w to uwierzyć, zawsze miałem go za fajnego gościa, a teraz ma mi rozkazywać? O nie na to nie pozwolę.
*
Na następny dzień sowa przyleciała z wiadomością od Belli która pisała, że świetnie się spisałem nie długo prześle mi list z dalszymi instrukcjami. Zapomniałem podziękować Pansy, nadal siedziała kilka miejsc dalej, ale teraz jej nie przeproszę, niech wszyscy to zobaczą, mam już plan. Wszedłem z gorylami do naszego pokoju wspólnego, siedziała tam z przyjaciółkami przed kominkiem, podszedłem i zapytałem czy może na sekundę podejść, zgodziła się, poszliśmy w kąt. Powiedziałem, że bardzo ją przepraszam, wiem, że ją skrzywdziłem, że nie chciałem, nie wiedziałem wtedy co mówię. Nie wiem co się stało, ale już ją całowałem, podobało mi się i jej chyba zresztą też, czułem jednak wyrzuty sumienia, jakiś głosik w mojej głowie podpowiadał, że to nie jest ta jedyna, jeżeli nie ta, to która?
Wszystko wróciło do normy Pansy siedziała obok mnie, była szczęśliwa, a ja nie mogłem się doczekać kolejnej instrukcji. Widziałem smutne twarze Ślizgońskich dziewczyn, Pansy powiedziała, że jej zazdroszczą, uśmiechnąłem się. Gdzieś dalej siedział Potter obgadywał coś z Weasleyem, spojrzałem dalej i zobaczyłem Hermionę Granger patrzyła na mnie, dopiero po chwili odwróciła wzrok, chciałem by jeszcze raz spojrzała, ale to się już nie powtórzyło. Widocznie zdała sobie sprawę co zrobiła, przecież patrzyła na złego chłopaka, ze złej rodziny, która nie nawiedziła szlam, czciła i uwielbiała Czarnego Pana, na chłopaka który nie nawiedził jej największego przyjaciela, Harrego Pottera.
*
Wieczorem zasunąłem kotary, myślałem nad Pansy i Hermioną. Teraz już wiedziałem, że muszę wybrać, tylko jedną mogę mieć i nie wiedziałem którą, czy Pansy, bogatą, której rodzice czcili Czarnego Pana, czystej krwi lub może Hermionę, piękną, nie posiadającą żadnego majątku dziewczynę, nie na widzącą Czarnego Pana, i na dodatek jest szlamą. Która kusiła bardziej, oczywiście, że zakazany owoc, a w tym wypadku Hermiona, nie wiedziałem jak jej to powiedzieć, widziałem za to w myślach reakcję ojca, Belli, Snapa, Pansy, innych zaprzyjaźnionych śmierciożerców i na końcu Czarnego Pana gdyby się dowiedzieli z kim chodzę, i jak nisko spadłem, splamiłbym nasz ród, honor rodziny, bałem się a jednocześnie pożądałem jej. Zdecydowałem się zaryzykować, a czas dalej pokarze czy popełniłem błąd.
Odkąd miał miejsce ten incydent ze Snapem, nie przydzielał mi już punktów, udawał, że nie istnieję, a ja wcale tego nie żałowałem, nie odzywałem się na lekcji, wpatrzony byłem w Hermionę. Zauważyłem, że Pansy jakoś dziwnie mi się przygląda, i zresztą nie tylko ona, Potter chyba też coś wyczaił, chociaż po nim to bym się tego nie spodziewał. Na przerwie podszedł do mnie i powiedział żebym się odczepił od Hermiony, zobaczył jak się jej przyglądam, udawałem, że nie wiem o co chodzi, on zaczął dalej coś truć, wkurzył mnie tym, nie panowałem nad sobą kiedy walnąłem go w twarz, on jednak był na to przygotowany, oddał mi. Tak rozpoczęła się bójka, uznałem, że nie mam sensu dalej go tak tarmosić, zresztą on chyba tak samo pomyślał bo w jednej sekundzie dobyliśmy różdżek, bójka trwała dalej tylko, że już na zaklęcia i trwałaby, niestety Weasley i Granger nas rozdzielili. Najprawdopodobniej złamałem Potterowi nos i podbiłem lewe oko, ale i ja zostałem poszkodowany, wybił mi debil, dwa zęby. Hermiona nadal mnie przytrzymywała, a ja nie mogłem już wytrzymać i szepnąłem do niej kocham cię. Chyba myślała, że żartuję, ale po mojej twarzy poznała, że mówię prawdę. Odskoczyła jakbym ją czymś oparzył i wyszeptała, że to nie możliwe, że tak nie może być, Griffindor i Slitherin razem? Uciekła zmieszana, a ja sam z dwoma wybitymi zębami, zły na siebie, że jej to powiedziałem, wstałem i powlokłem się do pokoju wspólnego, przeklinając siebie w duchu.
|
|
|
04-25-2009, 16:01
|
#4
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Rozdział IV
O tym co wydarzyło się tam na korytarzu chciałem jak najszybciej zapomnieć, jednak nie mogłem za każdym razem kiedy ją widziałem, wszystko powracało. Ona wolała mnie unikać, jadła kiedy ja już wychodziłem, na lekcjach był zawsze schowana za Potterem i Weasleym, uświadomiłem sobie, że to chyba koniec moich marzeń, chociaż zawsze można próbować.
*****************************************
Bella nie odpisywała, widocznie nie dostała jeszcze dalszych poleceń, Snape wściekał się za każdym razem gdy mnie tylko zobaczył, wszystko legło w gruzach. Pocieszenie znajdowałem teraz tylko u Pansy, on jedna nie wiedziała co się wydarzyło, więc nie miała mi tego za złe, gdyby tylko poznała prawdę, podejrzewam, że nie obyło by się bez kolejnych dwóch zębów.
Kiedy jednak z nią przebywałem, czułem wyrzuty sumienia wobec Hermiony, pewnie siedziała gdzieś tam w pokoju wspólnym Griffindoru i chciała jak najszybciej o tym zapomnieć, a może cały czas chce o tym myśleć? Tego już nie wiedziałem, muszę jednak szybko coś zrobić bo przecież długo nie pociągnę tego ,,podwójnego życia,,. Postanowiłem działać. Pierwszą lekcję w tym tygodniu mieliśmy opiekę nad magicznymi stworzeniami, tu już miałem kompletnego doła, jak pomyślałem, że przez tak długi czas mam słuchać tego przygłupa. Ale jest też nadzieja, w czasie zajęć mógłbym do niej zagadać, tak to jest pomysł.
I po co mi to było? Na dodatek, że zmarnowałem tyle czasu będąc tam to jeszcze Gryfoni stali z trzy metrów od nas, a Hermiona z nimi. Na eliksirach było trochę lepiej, zamieniłam się z Crabbem miejscami i teraz mogłem z nią spokojnie porozmawiać, zdziwiła się widząc mnie, aż tak blisko siebie ale nie uciekła. Musiałem z nią porozmawiać.
- Hermiono , tam, na korytarzu, powiedziałem Ci szczerą prawdę r11; na chwilę musiałem ucichnąć bo właśnie przechodził Snape, kiedy przeszedł znów się do niej nachyliłem r11; Wiem, co myślisz, że to niemożliwe tak? A ja powiem, że tak, że kocham Cię i nie wiem co będę robił bez ciebie.
- Draco my nie możemy się spotykać, pomyśl jakby to wyglądało, ja i Ty? Ja jestem w Griffindorze ty w Slitherinie, zniszczyłabym tylko twoją reputację i teorię o czystej krwi.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale w tej chwili zadzwonił dzwonek, wszyscy wyszli, kiedy wychodziłem Snape powiedział:
- Wiem czemu nie zdążyłeś wywarzyć tego eliksiru, wiem o tym Draco, i wiem o wiele więcej niż Ci się wydaje.
- Czy pan mnie śledzić? - zapytałem, czułem jak ogarnia mnie fala gniewu.
- Draco nie oszukujmy się, żyjemy w takich czasach, w których najważniejsze jest bezpieczeństwo. Przyrzekłem opiekować się tobą i nie zamierzam łamać tego słowa. Wiem, że rozmawiasz z Hermioną, nie posłuchałeś, gdybym teraz napisał do twojej rodziny, możliwe, że jutro będziesz ją tylko wspominał..
Nie dokończył, rzuciłem się na niego, przewaliliśmy się przez stół, jednak Snape był silniejszy, przygniótł mnie, i powiedział:
- Nie zaczynaj sobie ze mną Draconie bo możesz tego gorzko żałować.
Zepchnąłem go, wstałem powiedziałem mu, żeby odczepił się ode mnie, od Hermiony i od mojego życia. Wybiegłem z sali bojąc się, że jeszcze żuci na mnie jakieś zaklęcie, biegnąc korytarzem nie spotkałem ani Pottera, ani Hermiony, a wiec mieli teraz czas wolny. Pobiegłem do naszego pokoju wspólnego, rzuciłem torbę na fotel i usiadłem, Pansy zauważyła moje roztargnienie, podeszła, usiadła na kolanach i zapytała co się stało. Nie chciałem o tym rozmawiać, poprosiłem żeby dała mi teraz spokój, muszę odpocząć.
Mój plan A zawiódł, pora na plan B. Wyjąłem pergamin, pióro i atrament. Zacząłem do niej pisać list, napisałem, że ją naprawdę kocham, cieszę się z naszej dzisiejszej krótkiej rozmowy, że nie interesuje mnie to czy splamię honor rodziny, tylko ona się dla mnie liczy, poprosiłem ja o spotkanie jutro przy sali wejściowej o godzinie 18.00. Zawinąłem żółtawy pergamin, zatkałem atrament i poszedłem poprosić kogoś by jej to wręczył.
Następnego dnia otrzymałem wiadomość od Hermiony, przed Pansy udawałem, że to od Belli. Wybiegłem z Wielkiej Sali i pobiegłem do łazienki chłopców. Była tam akurat Marta, ale szczególnie się tym nie przejąłem, bo ona zresztą i tak jest duchem. Ręce mi drżały, nie mogłem odwinąć kawałka pergaminu, bałem się odpowiedzi. Po dłuższej chwili uporałem się ze wstążką, którą przewiązany pergamin, rozwinąłem go a tam.. .
Nie mogłem uwierzyć w to co tam pisało, zgodziła się ze mną spotkać ale poprosiła o późniejszą godzinę bo ta którą podałem jest jeszcze za wczesna i mógłby nas ktoś zobaczyć. Wróciłem do Wielkiej Sali. Spojrzałem na Hermionę, ona patrzała na mnie kiwnąłem głową, uśmiechnęła się. Zobaczyłem jak Pansy wchodzi do Wielkiej Sali i udawałem, że uśmiecham się do Goyla i coś mu pokazuje na palcach, nie skapła się o co tak naprawdę biega, na szczęście. Dzisiejsze lekcje mijały mi wyjątkowo wolno, może to dlatego, że nie mogłem doczekać się już wieczora? Na obronie przed czarna magią szło mi dzisiaj wyjątkowo dobrze r11; może dlatego, że patrzyła na mnie Hermiona r11; zamieniłem Goyla w prosiaka a Crabba w lwa morskiego, naprawdę są podobni do tych zwierząt. Na eliksirach było gorzej, mimo to, że siedziałem koło Hermiony to Snape cały czas mnie obserwował i nie mogłem zamienić z nią ani słowa. Później mięliśmy czas wolny, poszedłem z gorylami do naszego pokoju wspólnego. Usiedliśmy przed kominkiem, podeszła Pansy i powiedziała:
- Draco, od jakiegoś czasu zauważyłam, że jakoś dziwnie się zachowujesz, czy coś jest nie tak? Zauważyłam też, że często patrzysz się w stronę tej Granger, podoba ci się ona?
Nie spodobał mi się jej ton, wiedziałem, że zaczęła coś podejrzewać, muszę być bardziej ostrożny. Odpowiedziałem:
- Pansy jak mogłaś tak pomyśleć? Ja i ta szlama? Czy ty myślisz, że mógłbym aż tak nisko upaść?
Kiedy to powiedziałem, uspokoiła się, widocznie uznała, że mówią prawdę. Po godzinie wolnego, mięliśmy jeszcze trzy lekcje, ale nie za bardzo mi się chce je opisywać, były bardzo nudne.
|
|
|
04-25-2009, 16:02
|
#5
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Zszedłem w umówione miejsce o umówionej porze, jej jeszcze nie było, bardzo się denerwowałem. Co ja jej powiem? Przecież każdy wie, że to jest już z góry przegrane, tylko ja jeden, kretyn, jestem taki uparty, że nie odpuszczę. Mógłbym tak myśleć godzinami, gdyby nie to, że przyszła. Miała na sobie szatę Griffindoru, była tak piękna, że zapomniałem mowy i nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Na szczęście ona pierwsza powiedziała cześć. Tak rozpoczęła się tak ciekawa rozmowa między nami. Powiedziałem, że nie żartuję, że to wszystko prawda, ona też przyznała, że jej się podobam. Ucieszyło mnie to, zaczęliśmy rozmawiać o tym co zrobić by to się nie wydało. Ustaliliśmy, że przed innymi będziemy się nienawidzić, czyli będzie tak jak zawsze, natomiast każdego wieczoru będziemy spotykać się w lochach, tam mało osób chodzi więc będziemy bezpieczni. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ja na pożegnanie, tak krótka chwila trwała wieki, niestety przeszkodził nam nie kto inny jak Severus Snape, odskoczyliśmy od siebie i udawaliśmy, ze właśnie mamy zamiar rzucić w siebie jakimś zaklęciem. Snape zachwycony takim obrotem sprawy, odjął Griffindorowi dziesięć punktów, i odesłał Hermionę do dormitorium. Trochę głupio było być sam na sam z nim, przypomniały mi się te incydenty w sali. On chyba o tym samym pomyślał bo powiedział, że nie mam sensu tego roztrącać, zresztą on już zapomniał jak to było.. .
Powiedział, że cieszy się, że wreszcie zmądrzałem i nie zadaję się z byłe kim. Na te słowa się we mnie zagotowało, starałem się by mój głos był jak najbardziej naturalny, odwarknąłem, że też się cieszę i odszedłem. Nie mogłem, zasnąć ciągłe myślałem o tej naszej przelotnej rozmowie, mam nadzieję, że się to nie wyda bo wtedy bym miał przerąbane po całej lini.
Spotkałem się z Hermioną na przerwie, niestety musiała być między nami nienawiść, więc Pansy uznała, że ze mną jest wszystko w porządku skoro znów krzyczę w stronę Hermiony wredna szlama. Tak więc żyłem podwójnym życiem, lepsze było te drugie ale jak mam je niby osiągnąć i dostać na zawsze? Całymi dniam siedziałem z Pansy, wieczorem zaś z Hermioną, było naprawdę cudownie, zawsze całowaliśmy się na pożegnanie i przywitanie. Gadaliśmy o szkole i o tym co będzie gdy wszystko się wyda, no i oczywiście czego od siebie oczekujemy. Czułem się tak jakbym żył cudzym życiem. Tak minął mi tydzień, i wiem, że będę go wspominał jako najpiękniejsze wydarzenie mojego życia.
******************************************
Wreszcie przyszedł list od Belli, nie mogłem się doczekać, ale wiedziałem, że tu nie mogę go odczytać, Snape mnie obserwował, widocznie znał całą sprawę bo wskazał mi na drzwi. Wyszedłem i pobiegłem do pokoju wspólnego, potem do dormitorium i na końcu wskoczyłem do mojego łóżka. Pośpiesznie rozerwałem kopertę i zacząłem czytać, a było w nim napisane tak:
Draco,
Świetnie się spisałeś, Czarny Pan jest naprawdę zadowolony, powiedział, że Ci to wynagrodzi. Na razie mam kolejną instrukcję i proszę Cię spróbuj wykonać je jeszcze w tym miesiącu, później Cię stąd zabierzemy..
Pomyślałem, że co mysi być za zadanie? Że aż mam się z tej szkoły wynosić, ale czytałem dalej, pełen ciekawości.
Czarny Pan powiedział, że ta akcja będzie przeprowadzona szybko i musi być przeprowadzona sprawnie, więc za dwa tygodnie, o północy czekaj na nas na szczycie wieży astronomicznej. A na razie skup się na zadaniu, otóż jak sam powiedziałeś dla Pottera najważniejsi są przyjaciele, wiadomo nam, że ma ich dwóch .
Robiło się coraz ciekawiej, nie wiedziałem jeszcze co mnie czeka, gdy przeczytałem kolejne i ostatnie linijki tego listu a tam:
Jeden to syn zdrajcy krwi Weasleya a druga to szlama Granger. Musisz ich zbić, ustaliliśmy, że w pierwszej kolejności zabijesz tą szlamę bo jej nie potrzebujemy, Weasley może się jeszcze przydać w najbliższym czasie.
Czekam, Bella.
Zrobiło mi się słabo, nie tak wyobrażałem sobie moje zadanie, co mam niby zabić Hermionę? Jak ja to zrobię, ja ją kocham. Wyobraziłem sobie jak błaga mnie o litość a ja z różdżką skierowaną w jej serce krzyczę: Avada Kedavra.
I co ja zrobię? Wiedziałem, że jeżeli jej nie zabiję On zabiję mnie, ale z drugiej strony to jest nie możliwe. Nie wytrzymałem nerwowo, sięgnąłem po różdżkę i wycelowałem w serce, musiałem ze sobą skończyć. W tej samej chwili kiedy wypowiedziałem pierwsze słowo zaklęcia uśmiercającego drzwi z trzaskiem do dormitorium się otworzyły, wbiegł Snape i mnie obezwładnił, powiedział, że tak trzeba i, że nie mam innego wyjścia. Bałem się, naprawdę się bałem, po raz pierwszy w życiu odczuwałem taki strach.
|
|
|
04-25-2009, 16:03
|
#6
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Rozdział V
Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia, w każdym razie ja tak uważałem, Snape powiedział, że są dwie możliwości, albo zabiję i będę żył, albo nie zabiję i mnie zabiją. Bardzo mnie pocieszył, nie ma co. Biłem się ze swoimi myślami, nie wiedziałem co mam zrobić, teraz kiedy przyłapią mnie z Hermioną będzie jeszcze gorzej. Postanowiłem, że opowiem jej wszystko w następnym tygodniu i byłem już z tym szczęśliwy, ba, nawet pogodziłem się z moim planem gdy przyszedł kolejny list od Belli, a napisała:
Drogi Draco,
Zamiana planów, Czarny Pan powiedział, że w pierwszym zadaniu poradziłeś sobie znakomicie, dlatego postanowił, że zabijesz ją jeszcze w tym tygodniu, nasz przyjazd też się przyspieszy, bo będziemy w szkole za trzy dni, mamy zamiar trochę ją ,,oczyścić,, z nauczycieli i szlam..
Co? Będą tu za trzy dni? To niemożliwe, wszystko co do tej pory wymyśliłem tak nagle przestało istnieć, ale nie złamałem się i czytałem dalej:
Czarny Pan powiedział, że masz bezpiecznie ukryć w pokoju życzeń wszystkich Ślizgonów, ich nam będzie szkoda, po bitwie mogą przyłączyć się do nas, będziemy nie pokonani, Potter polegnie, Dumbeldora już nie będzie.
Czyli to oznacza, że zrobią w szkole wielką rzeź, a ja mam ukryć bezpiecznie Ślizgonów bo szkoda im ich krwi, a co z moimi ,,innymi,, przyjaciółmi? Moje zdanie się już chyba nie liczy.
Będziemy na Ciebie czekać pod główną bramą, masz ją nam udostępnić, po wszystkim, w świecie czarodziejów nie będzie już żadnej szlamy i żadnego Pottera. Nie mogę się już doczekać,
Bella.
Poczułem jakby jakaś wielka bryła lodu osuwała mi się w brzuchu, nie zastanawiałem się ani chwili, zeskoczyłem z łóżka i pobiegłem tam gdzie jest ostatni ratunek. Na szczęście Dumbeldore wychodził właśnie z Wielkiej Sali, bałem się, że go nie spotkam a przecież nie wiem gdzie jest jego gabinet i co gorsza jakie jest hasło. Dobiegłem do niego zdyszany, powiedziałem:
- Profesorze muszę z Panem porozmawiać.
- No, no, Draco pierwszy raz słyszę żebyś chciał z mną rozmawiać, więc słucham, co takiego masz mi do powiedzenia - zapytał Dumbeldore, wyglądał na zaskoczonego.
Ale ja nie mogłem stracić ani chwili, nie mogłem dopuścić by ktoś nas podsłuchał.
- Proszę Pana nie tutaj, gdzieś, gdzie nas nikt nie zobaczy, proszę, tu chodzi o Czarnego Pana.
Przyglądam mi się przez chwilę bacznie po czym powiedział, że porozmawiamy w gabinecie, poszedłem za nim posłusznie, cieszyłem się, że w końcu zacząłem działać.
Jeszcze nigdy tu nie byłem, rożne srebrne instrumenty poukładane były na półkach, na stole wielka, szara misa z dziwną zawartością, na półce stara Tiara Przydziału, i na samym końcu, dostrzegłem przepięknego ptaka, który patrzył się na mnie jakoś ,,inaczej,,.
- No więc słucham, Draco, co miałeś mi tak ważnego do powiedzenia o Voldemorcie?
Wzdrygnąłem się na jego imię, nie byłem do tego przyzwyczajony, zachowałem jednak zimną krew, złapałem oddech i zacząłem mówić.
- Czarny Pan chce się wedrzeć za trzy dni do szkoły, wieczorem, chce wytępić wszystkie szlamy i wszystkich wrogów, przy życiu zostawi Ślizgonów i wszystkich tych którzy się do niego przyłączą, kazał mi zabić Hermionę, a (wstrzymałem oddech), a ja nie potrafię.
- To dziwne, że nie potrafisz zabić tej dziewczyny, przecież chyba jej nie nawiedzisz? A wracając do Voldemorta, to tak, spodziewałem się tego, w końcu musiał nadejść ten dzień, myślę, że zdążymy ochronić uczniów i ich ewakuować, a co do panny Granger, to niestety Draco, ale muszę Ci powiedzieć, że to swego rodzaju próba, Voldemort chce się dowiedzieć czy jesteś godny nosić szatę śmierciożercy, i tu chyba nie masz wyjścia.
- Ja chcę się do was przyłączyć, ocalić ją i innych, ocalić Pottera, co do niego to nie byłem pewny, ale musiałem zrobić dobre wrażenie.
Dumbeldore wstał, powiedział, że zobaczy co da się zrobić, a teraz mam pójść już spać, bo robi się późno. Kiwnąłem głową i wyszedłem.
Nie posłuchałem go jednak, nie poszedłem do pokoju wspólnego, tylko skręciłem w róg, i jak się spodziewałem, ujrzałem tam Hermionę. Siedział na murku i czekała na mnie. Nie miałem ochoty spojrzeć jej w oczy, chyba to wyczuła bo zapytał się co mi dolega. Opowiedziałem jej wszystko, i to co się stanie za trzy dni, i o moim zadaniu.
Parzyła chwilę, jakby myślała, że zaraz wybuchnę śmiechem, ale tak się nie stało. Podeszła do mnie i powiedziała:
- Draco skoro musisz, to może lepiej by było, byś zabił mnie teraz?
Zdenerwowałem się, myślałem, że żartuje, jednak ona się nie uśmiechnęła. Powiedziałem, że tego nie zrobię, że nie potrafię, kocham ją i nie mogę tego zrobić. Wiem, że On mnie zabije, ale będę umierał z czystym sumieniem, przytuliłem ją mocno, po mojej twarzy ciekły ciepłe łzy i ginęły w jej włosach, wiedziałem, że to moje ostatnie spędzone z nią chwilę, chciałem żeby trwała wiecznie, niestety..
- HERMIONA??? - był to Potter, odskoczyliśmy od siebie, ale on już wiedział o co chodzi, wyciągnął różdżkę, ja wyciągnąłem swoją. Hermiona stanęła między mną, a jeszcze trochę zszokowanym Potterem, prosiła byśmy ze sobą nie walczyli, patrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę, po czym pierwszy odłożyłem różdżkę, zdziwiło go moje zachowanie.
-Powiedz mu - powiedziałem w stronę Hermiony, podszedłem pocałowałem ją, widziałem minę Pottera, potem odszedłem.
*
Myślałem o dzisiejszym dniu, ciekaw jak zareaguje Potter gdy się o wszystkim dowie, ciekaw co teraz robi Dumbeldore, i co robi Hermiona.
*
Obudziłem się pierwszy, zszedłem do pokoju, nie było jeszcze nikogo, ubrałem się i poszedłem do Wielkiej Sali, był tam Potter, gdy mnie zobaczył zakrztusił się dyniowym sokiem, Hermiona też na mnie patrzała, nie mogłem się powstrzymać by się do niej nie uśmiechnąć. Siadłem, nie miałem ochoty na nic, Pansy jeszcze nie wstała, spojrzałem w stronę stołu nauczycielskiego, nie było tam ani Snapa, ani Dumbeldora, więc co teraz robią? Do ataku pozostały jeszcze tylko jeden dzień.
Kiedy wychodziłem dorwał mnie Snape, szepnął w uch, że wszystko załatwione, że mam zachowywać się normalnie. Nie wiedziałem o co mu chodzi, ale go posłuchałem.
Pierwszą lekcją dzisiaj była obrona przed czarną magią, strasznie się dłużyła, potem zielarstwo, transmutacja, eliksiry i na samym końcu wróżbiarstwo. Po tym długim i męczącym dniu myślałem tylko o ciepłym łóżku, niestety, Hermiona kazała mi przekazać, że Dumbeldore czeka koło Wielkiej Sali, pobiegłem, widziałem zdziwienie na twarzy Pansy, ale nie zważałem teraz na to. Profesor ucieszył się na mój widok, poszliśmy do gabinetu. Usiadł za biurkiem i wskazał mi na stojące obok krzesło. Powiedział, że wszystko jest już załatwione, uczniowie zostaną jutro rano wysłani do domu, z przyczyn burzenia się zamku, nie mogą zrobić tego wcześniej i możliwe, że, biorąc od kolejności domu, zostanie połowa uczniów Griffindoru i Slitherinu.
Ucieszyłem się, że chociaż tyle mogłem zrobić, ale ku mojemu zdziwieniu Dumbeldore ciągnął dalej, mówił o tym, że jutro pójdę i otworze im bramę, wszystko będzie tak jak miało być, dopiero kiedy wejdą do zamku, zostaną zaatakowani, a wtedy ja i Hermiona będziemy mogli gdzieś uciec i się schować. Kiwnąłem głową, że się zgadzam, nie mogłem wydusić słowa, tyle dla mnie zrobili, wstałem i wyszedłem.
******************************************
Miałem dzisiaj wyjątkowo podły nastrój, nie wiedziałem gdzie mam się podziać i co ze sobą zrobić, Snape cały czas mnie obserwował w obawie, że mógłbym sobie jeszcze coś zrobić. Uczniów zaczęto odsyłać do domu zaraz po drugim śniadaniu, nie kryli zdziwienia, a niektórzy nawet oburzenia, nie wiedzieli, że to dla ich dobra. Pansy zapytała mnie co się dzieje ale ja udawałem, że wiem tyle samo co ona, czyli nic. Szukałem wzrokiem Hermiony, dostrzegłem ją z Potterem i Weasleyem, patrzała na mnie, uśmiechnąłem się, chciałem powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, niestety Pansy była blisko. Lekcje odwołano, dlatego byłem razem z Crabbem, Goylem, Pansy i Zabini w pokoju wspólnym, żartowali sobie z czegoś, nie słuchałem ich, myślami wybiegałem do wydarzeń, które maja wydarzyć się dziś wieczorem. Oznajmiłem, że wychodzę do łazienki, jednak mój cel był całkiem inny.
Spotkałem ją na korytarzu z Potterem, Weasleya już nie było, widocznie przyjechali po niego rodzice. Zapytałem czy mógłbym zamienić z nią parę słów, zgodziła się, poszliśmy w boczny korytarz. Spytałem jak się czuję, odpowiedział, że dobrze, ale trochę się denerwuję, nie ona jedna. Rozmawialiśmy o tym co miało się dzisiaj wydarzyć, zapomniałem, że miałem wyjść tylko na chwilę, a minęło już dwie godziny odką się z nią spotkałem, przy niej zawsze mi tak czas szybko leciał.
|
|
|
04-25-2009, 16:04
|
#7
|
|
Member
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
|
Wszedłem do pokoju, siedzieli, tam, i chyba nawet nie zauważyli mojego zniknięcia, usiadłem i udawałem, że słucham. Godziny mijały nie ubłaganie, strach i panika coraz bardziej zaczęły władać moim ciałem, pomyślałem co ma się dzisiaj wydarzyć, i to już za kilka godzin, zrobiło mi się aż słabo. Zeszliśmy do Wielkiej Sali, gdzie Dumbeldore rozmawiał głośno o ataku, gdy mnie zobaczył, powiedział, że już czas, mam zaprowadzić wszystkich do Pokoju Życzeń, posłuchałem jego poleceń i zawróciłem, zostało jeszcze szesnastu Ślizgonów i trochę się dziwili, gdy ich tam zostawiłem, ale chyba Pansy zakapowała o co chodzi, czyli ,,o moje tajne zadanie,, i nie pytała o nic więcej. Schodząc na dół, dopiero po chwili się zorientowałem, że obok mnie idzie Potter, widocznie nie zdążono go ewakuować, a znając jego upór chce walczyć. Nie odzywaliśmy się od siebie, myślałem gdzie teraz jest Hermiona, pewnie Dumbeldore mówi jej co ma zrobić, tą akcję trzeba będzie przygotować idealnie i dbać nawet o najmniejszy szczegół. Z tego co się dowiedziałem walczyć będą wszyscy nauczyciele, trzydziestu uczniów, cały Zakon Feniksa i trochę ludzi z pobliskich osad. Nie jest źle, ale biorąc pod uwagę fakt, że będziemy walczyli z Nim to są nikłe szanse na nasze zwycięstwo. I nagle ukuło mnie coś w brzuchu, nigdy o tym nie pomyślałem, przecież tam będzie mój ojciec, co powie jak zobaczy co tak naprawdę jest grane? Idę o zakład, że mnie wydziedziczy, ale dla mnie najważniejsze to bezpieczeństwo Hermiony, no, i niech już będzie tego Pottera też.
*
O dziewiętnastej wszyscy zebrali się w Wielkiej Sali, Dumbeldore wydawał ostatnie rozkazy i polecenia, wszyscy wyglądali na przerażonych. Miałem niejasne poczucie, że to ode mnie zależy wygrana, a co jeśli zawale? Wtedy to koniec, umrą wszyscy, umrze Hermiona, ale tej myśli nie dopuszczałem do siebie kiedy szedłem przez bonia by udostępnić bramę śmiercożercom.
Ich jeszcze nie było, czekałem dość chwilę, przygotowując się na taki hałas z jakim się tu będą teleportować, nic jednak nie słyszałem, czyżby się wycofali? Byłem już pełen nadziei, ale coś mnie podkusiło bym spojrzał w niebo, było już czarne, a na nim.. to on, leciał, a za nim kilkadziesiąt zamaskowanych postaci, widocznie na miotłach. Wylądował, nie chciałem go widzieć, trzęsącą się ręką uchyliłem bramę, weszli, nie spodziewałem się, że będzie ich aż tylu, bo przyszli chyba wszyscy. Czarny Pan wszedł na samym początku, wzdrygnąłem się gdy do mnie przemówił.
- Dobra robota Draco, chyba nikt nie wierzył, że tego dokonasz, ale wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz, jesteś przecież synem mojego wiernego sługi r11; jego biała dłoń spoczęła na moim ramieniu, ciarki przeszły mi po plecach, ale On chyba tego nie czuł. Ktoś inny odezwał się z tłumu, po głosie poznałem, że to Bella.
- Panie, czy możemy już iść? Nie mogę się doczekać spływającej po schodach brudnej krwi tych szlam r11; powiedziała, a mną wstrząsnęły dreszcze, pomyślałem o Hermionie.
- Spokojnie Bella, jest ich tam tyle, że nie wiem czy dzisiaj skończymy, a skoro mowa o szlamach, to powiedz mi, Draco, wykonałeś zadanie.
Tego pytania aż tak szybko się nie spodziewałem, ale miałem już gotową odpowiedź.
- Panie, chciałem poczekać na Ciebie, byś zobaczył jak długo mogę ją torturować.
Zmusiłem się do szyderczego uśmiechu ale mu to wystarczyło, ruszyliśmy na przód, z każdym krokiem czułem się mniej pewny, a jeżeli przegramy? A co jak zabiją Hermionę? I co się ze mną stanie kiedy dowiedzą się o spisku? Te pytania krążyły w mojej głowie jak ogłupiałe. Padał deszcz, więc szliśmy wolno, co chwila odwracałem głowę chcąc wypatrzeć mojego ojca, niestety bezskutecznie, wszyscy mięli twarze zasłonięte maskami. Po chwili odezwał się Czarny Pan:
- Biedacy, teraz pewnie w popłochu upychają gdzieś te szlamy, głupcy, próbują je ukryć przede Mną, przed Lordem Voldemortem? Szykują się do ataku, niestety z przykrością stwierdzam, że nie mają szans.
Tu i ówdzie usłyszałem śmiechy. Czarny Pan przystał kilkadziesiąt metrów od szkoły, poczekał aż wszyscy zbiorą się blisko, by mogli go dobrze słyszeć, każdy czekał na to co powie, każdy z wyjątkiem mnie, bałem się Go, ale próbowałem zatuszować mój strach. Po chwili, która dla mnie trwała wieki, przemówił:
- Drodzy przyjaciele, dziś stajemy tutaj, przed wrotami tej szkoły z jednym zamiarem, zamiarem który raz na zawsze zmieni świat czarodziejów. Wedrzemy się do szkoły. Nie żałować ofiar, swoje ból przelejcie w szlamy, zabijcie każdego kto stanie na drodze do zwycięstwa. Jeżeli ktokolwiek z was spotka Granger ma ją zostawić, Draco zajmie się nią osobiście. Bo oto dziś udowodni, że jest godzien by nosić szatę śmierciożercy. Odezwały się oklaski, cały dygotałem gdy ponownie ruszyliśmy na przód, zamek był coraz bliżej i bliżej.
Stanęliśmy przy wrotach, wrotach za którymi na pewno czyha śmierć, podszedłem i lekko je popchnąłem, zdawały mi się bardzo lekkie jak na tak potężne drzwi, pomyślałem nawet, że za lekkie. Czarny Pan wkroczył do Sali Wejściowej, rozglądał się przez chwilę i nasłuchiwał, wszyscy nasłuchiwali jakiegoś odgłosu, czy krzyku. I nagle drzwi do Wielkiej Sali rozwarły się z hukiem, stał w nich Dumbeldore a za nim inni nauczycieli i uczniowie, którzy zgodzili się walczyć. Dumbeldore omiótł scenę wzrokiem i rzucił na mnie ekspelliarmus, odrzuciło mnie do tyłu, zrobił to bo nie chciał by któreś z zaklęć mnie trafiło.
Błyski zielonego światła, krzyki i jęki, to wszystko dla mnie po godzinie walki stało się już normalne. Szukałem Hermiony, niestety nie widziałem, ale wszędzie gdzie spojrzałem ujrzałem walczących ze sobą zaciekle czarodziejów, Dumbeldore z Czarnym Panem, Bella z Macgonagall, i jeszcze wiele, wiele innych par. Ujrzałem mojego ojca, szczelił zaklęciem uśmiercający, świsnęło mi ono koło głowy. Zawrzało w mnie, dlaczego próbował mnie zabić?
Dobyłem różdżki i przyłączyłem się do walczących, byłem po stronie Hogwartu. Oszołomiłem jakiegoś śmierciożercę, czasami kiedy zauważyłem, że ktoś z nich mi się przygląda, udawałem, że rzucam zaklęcie na któregoś ucznia ale niestety nie udało mi się trafić. Nie wiedziałem która godzina i ile już walczymy, ale dla mnie były to wieki.
Wtedy ją zobaczyłem, Hermiona biegła po schodach, goniła ją Bella i ku mojemu przerażeniu, także mój ojciec. Pobiegłem za nimi, usłyszałam jak Hermiona krzyczy z bólu, przyśpieszyłem. Znalazłem ją, leżącą na podłodze, pastwiła się nad nią Bella a mój ojciec się temu wszystkiemu przyglądał. Podbiegłem, gdy mnie Bella ujrzała opuściła różdżkę i powiedziała:
- No Draco, zapędziłam ją w kozi róg, możesz się wykazać, czekamy.
Ale ja nadal stałem nieruchomo, wpatrzony w nią, wiedziałem, że to już jest koniec, że tu kończy się moje życie. Nagle wpadł mi do głowy pomysł i szybko odpowiedziałem Belli:
- Nie mogę, nie mogę jej zabić, bo Czarny Pan zechciał to zobaczyć, chciał zobaczyć jak ją torturuję.
Wskazałem ręką na Hermionę, Bella zrozumiała, staliśmy czekając na niego, a ja myślałem jakby tu jeszcze przedłużyć jej życie. Za nami rozległ się huk, gwałtownie się odwróciliśmy, mój ojciec i Bella dobyli różdżek. Miałem nadzieję, że wygraliśmy, jednak jak szybko przyszło rozczarowanie. Kroczył ku nam Czarny Pan, za nim kilku innych śmierciożerców, był widocznie uradowany, nie chciałem nawet myśleć co się wydarzyło. Podszedł do mnie.
- No, Draco, musze przyznać, że świetnie się spisałeś. Pokaż nam teraz, jak torturujesz szlamy, nie musisz się śpieszyć, reszta śmierciożerców zatrzymuje tamtych na dole.
Podszedłem, cały się trzęsłem, nie wiedziałem co mam zrobić, wyciągnąłem różdżkę i skierowałem ku Hermionie, patrzyła na mnie, jej oczy były pełne łez. I ja zacząłem się na nią gapić, poczułem, że teraz albo nigdy, odwróciłem się i opuściłem różdżkę. Powiedziałem:
- Przykro mi ale nie zobaczycie tego widoku, nie zabiję jej, kocham ją, jeżeli chcecie zabić ją, najpierw zabijcie mnie.
Rozstawiłem ręce, widziałem zdumione twarze śmierciożerców, Czarny Pan też wyglądał na zaskoczonego.
- Draco, nie wygłupiaj się, jak niby mogłeś się ,,w tym,, zakochać? Odsuń się ja to zrobię.
Nie posłuchałem, stałem i nie zamierzałem nikomu ulec, Czarny Pan zwrócił się ku mojemu ojcu.
- Lucjuszu, jesteś jego ojcem, więc Tobie oddaję zaszczyt jakiem jest zabicie Dracona.
Nie mogłem rozszyfrować wyrazu jego twarzy, przybliżył się do mnie, wyciągną różdżkę i..
BUM! Upadłem na ziemi w tej chwili w której mój ojciec chciał mnie zabić, wbiegł Dumbeldore za nim nauczyciele, zaczęli walczyć. Dumbeldore krzyknął żebym uciekał. Nic się nie zastanawiałem, chwyciłem rękę Hermiony, usłyszałem wrzaski Czarnego Pana:
- On ucieka! Ucieka! Zabić go!
W tej samej chwili ogarnęła nas ciemność, wylądowaliśmy dopiero w domu moich rodziców, nikogo tam nie było, więc moja matka też poszła walczyć. Zaniosłem Hermionę na tapczan, zapytała gdzie jesteśmy, odpowiedziałem, że u mnie, że nic nam już nie groź, jesteśmy bezpieczni. Usiadłem w fotelu przed kominkiem, obok Hermiony, w mojej głowie cały czas krążyła jedna myśl, pozwoliłem sobie i wypowiedziałem na głos:
-Wolny. Nareszcie wolny.
*******************************************
Teraz, kilka lat po tych wydarzeniach, chce mi się śmiać. Wtedy jednak do śmiechu mi nie
było. Wielkie kiedyś problemy, teraz mogę rozwiązać w parę minut. Nie wiem czemu zacząłem pisać ten dziennik, a raczej sekrety, nikomu o nich wcześniej nie mówiłem, nawet Hermionie. Wreszcie go zakończyłem, słowami: Wolny. Nareszcie wolny.
Pewnie chcecie się dowiedzieć co wydarzyło się z walczącymi? Otóż Lord Voldemort zginął, tak jak połowa jego ,,przyjaciół,, w tym także moi rodzice. Reszta wyłapanych śmierciożerców odsiaduje dożywocie w Azkabanie. A co stało się z tymi dobrymi? Zginął Severus Snape i nauczycielka zielarstwa. Wszyscy inni, choć poturbowani przeżyli. Dumbeldore, umarł kilka lat temu. Cieszę się, że wybrałem życie z nimi, jestem teraz szczęśliwy, mam piękny dom i wspaniałą żonę, i tu mogę się pochwalić, mam przyjaciół, a są nimi Harry Potter i Ron Weasley. Jak to się czasem dziwnie sprawy mają, nie?
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:05.
|
|