|
01-26-2010, 18:01
|
#1
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Sep 2009
Lokalizacja: Bory Tucholskie
Posty: 4
|
Harry Potter i piramidy Sfumatu
Rozdział I
Był piękny słoneczny dzień. Niebieskiego nieba nie mąciła żadna chmurka. Wydawało się czymś wręcz nieprawdopodobnym, że gdzieś w oddali Lord Voldemort układa swoje zbrodnicze plany...
Harry Potter, szczupły szesnastolatek w okularach, leżał pod wielkim krzewem, wygrzewając się w promieniach słońca. Nie miał ochoty wracać do domu, w którym trwały przygotowania do urodzinowego przyjęcia jego kuzyna Dudleya.
Ostatni rok nie był łatwy dla Harry'ego. Razem z grupą kolegów musiał stawić czoła Dolores Umbridge, protegowanej przez Ministerstwo nauczycielce obrony przed czarną magią. Harry'ego dręczyły też koszmary, które, jak się później okazało, potrafił wykorzystać jego śmiertelny wróg - Lord Voldemort. Wreszcie nastąpiło najgorsze - podczas bitwy ze śmierciożercami w Departamencie Tajemnic chłopak stracił Syriusza Blacka, swojego ojca chrzestnego. Młody Potter dowiedział się również, że według starej przepowiedni będzie musiał zabić Voldemorta albo samemu zginąć z jego ręki...
Niebo zaczęło się chmurzyć. Harry wstał i z rezygnacją powlókł się w stronę domu.
Cały salon był zawalony prezentami. Dudley siedział na kanapie, rozpakowując kolejne paczki.
Do pokoju wkroczył Vernon Dursley, wuj Harry'ego.
- Synu - powiedział - ciocia Marge nie będzie mogła przyjść na twoje urodziny. Przysyła ci jednak prezent, który czeka przed domem, ponieważ jest zbyt ciężki, żeby go tu wnieść.
Dudley podniósł się i ruszył w stronę drzwi. Zaciekawiony Harry poszedł za nim. Co jeszcze mógł dostać jego rozpieszczony kuzyn?
W ogrodzie stał motor. Prawdziwy, duży, błyszczący motor.
Harry przetarł oczy. Z niewiadomych powodów prezent wydał mu się dziwnie znajomy. W pamięci Pottera przesuwały się dziwne, niejasne przebłyski wspomnień...
Podszedł do pojazdu, dotknął błyszczącej kierownicy...
- Zostaw, to moje! - powiedział Dudley ostro.
- Chciałem tylko obejrzeć.
- Więc nie chciej. I tak nie umiesz na nim jeździć.
- Ty też nie.
- Nie? - kuzyn uśmiechnął się pogardliwie. - Zaraz zobaczysz, jak prowadzi mistrz!
Po tych słowach usiadł i przekręcił klucz w stacyjce.
Wtedy sytuacja zaczęła się komplikować.
Zdumiony Harry zobaczył, że motor unosi się w powietrze i zaczyna pędzić przed siebie z zawrotną szybkością.
- Aaa! - krzyknął Dudley.
Harry zamarł. Zrozumiał, że pojazd jest przedmiotem magicznym, nie wiedział jednak, co zrobić! Wyłączyć silnik - przemknęło mu przez myśl, po chwili zrezygnował jednak z tego pomysłu. Motor runąłby przecież na ziemię, zabijając jego kuzyna na miejscu.
Zaczął biec, starając się dogonić pojazd. Ludzie patrzyli w górę i pokazywali ich palcami.
Nagle Harry zdrętwiał. Przed jego oczami wyrósł betonowy słup wysokiego napięcia. Tymczasem motor nie zwalniał...
Wtedy stało się coś dziwnego. Dudley zeskoczył z pędzącego pojazdu i lekko, ewidentnie zbyt lekko jak na swoją wagę, opadł na ziemię, lądując z gracją tuż przed zszokowanym Harrym.
Młody Dursley był wyraźnie przerażony. Miał wytrzesczone oczy i oddychał ciężko.
- Dudley... - wyjąkał wreszcie Potter. - Jak to zrobiłeś?
- Nie wiem... - cicho odparł kuzyn. - Nie myślałem o tym. To stało się tak nagle... Jakby wbrew mojej woli.
Ostatnio edytowane przez Martynika : 02-08-2010 o 21:43.
|
|
|
01-26-2010, 23:45
|
#2
|
|
Niepoprawny marzyciel
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
|
Po tak krótkim fragmencie ciężko sklecić jakiś bardziej rozbudowany komentarz.
Powiem więc tak:
Pomysł pewien jest. Dudley czarodziejem/ Dudley pod wpływem imperiusa, coś może z tego być.
Ale.
Pół tego rozdziału to streszczenie piątego tomu, rozumiem, że było Ci to potrzebne do zawiązania akcji, ale przy tak krótkim fragmencie to po prostu razi.
Poza tym znajdź betę, gdyż są błędy a niektóre zdania warto by jeszcze dopracować, tekst prosi się o większa staranność wykończenia.
Zobaczymy co dalej.
Powodzenia
Gum.
__________________
Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek - Olga Tokarczuk
|
|
|
02-08-2010, 21:42
|
#3
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Sep 2009
Lokalizacja: Bory Tucholskie
Posty: 4
|
***
Zapadła cisza, którą przerwał huk - motor zderzył się wreszcie ze słupem.
***
Żaden z nich nie powiedział wujowi Vernonowi ani ciotce Petunii ani słowa na temat dziwnego wydarzenia. Dopiero podczas kolacji wuj Vernon odezwał się do syna jako pierwszy:
- Jak sprawdza się twój nowy motor?
- Był OK... dopóki się nie rozbił.
- Jak to: rozbił?! Kiedy?!
- Wyleciał w górę i zderzył się ze słupem.
- Co?! Wyleciał?! Nic ci się nie stało?!
- Nie, ale... Okazało się, że ja również umiem latać!
- Vernonie - jęknęła Petunia - nasz Dudziaczek powinien natychmiast położyć się do łóżka. Na pewno dostał gorączki od długiego przebywania na słońcu. Pokaż czółko, Dudziaczku.
- Nie mam gorączki i nie pójdę do łóżka! - wrzasnął Dudley z wściekłością. - NAPRAWDĘ spadłem z wysoka i NAPRAWDĘ nic mi się nie stało!
- On mówi prawdę - odezwał się milczący dotąd Harry. - Ja też to widziałem.
- To twoja sprawka - ryknął rozwścieczony wuj Vernon.
- On nic nie zrobił - kuzyn Harry'ego niespodziewanie stanął w jego obronie. - Nie miał tego swojego kijka!
- Och, Vernonie - ciotka Petunia nagle wybuchnęła płaczem. - To chyba przez TO!
- Przez co? - zapytali Harry i Dudley jednocześnie.
- Petunio, cicho! - wrzasnął wuj Vernon.
- Vernonie, proszę cię... Oni muszą... Oni mają prawo wiedzieć, że Dudziaczek jest odmieńcem!
Zapanowała niezręczna cisza, przerywana tylko szlochaniem Petunii.
- Przecież pamiętasz, Vernonie, jacy byliśmy załamani, kiedy godzinę po narodzinach wylewitował położną! Nie chcieliśmy, żeby stał się takim dziwolągiem jak moja siostra albo on... - ciotka wskazała ręką na oszołomionego Harry'ego. - To chyba zrozumiałe! A potem przyszedł ten list... Podarłam go na strzępy i wyrzuciłam do śmieci. Niedługo potem odwiedziła nas jedna z ich kobiet... Rzekomo nauczycielka... Pamiętasz, Vernonie? Powiedzieliśmy jej, że nie życzymy sobie, żeby nasz Dudziaczek uczył się jakichś głupich magicznych sztuczek. I przez tyle lat mieliśmy z tym spokój... Ale niestety - jak widać, ze spaczonymi genami się nie wygra!
Oszołomiony Harry spojrzał na swojego kuzyna, który tkwił nieruchomo, z szeroko otwartymi ustami.
- Czarodziej... - szepnął.
Rozdział II
Następnego dnia śniadanie odbywało się w posępnej ciszy. Przerwał ją Dudley:
- Skoro jestem czarodziejem, to chyba powinienem zapisać się do tej ich szkoły, no nie?
- Teraz jest już za późno - mruknął Harry. - Chyba, że chodziłbyś na zajęcia z jedenastolatkami.
- Dudley nie będzie zmieniał szkoły - powiedział wuj Vernon stanowczo. - Jeszcze przewrócą mu w głowie tymi czarami.
Potter uśmiechnął się złośliwie. Jeżeli jego kuzynowi można przewrócić w głowie jeszcze bardziej...
Za otwartym oknem rozległa się seria krótkich, cichych trzasków.
- Co tam się dzieje? - warknął Vernon.
Harry podszedł do okna, wyjrzał przez nie - i zamarł. Przed domem stało kilkanaście zamaskowanych postaci w czarnych płaszczach. Co gorsza, śmierciożerców wciąż przybywało.
- Musimy uciekać! - krzyknął Potter. - Śmierciożercy nadchodzą!
- Przestań sie wyglupiać - syknął wuj. -Co to znowu za...
Wtem rozległ się okrzyk Alohomora! i drzwi wypadły z framugi. Dudley kwiknął ze strachu. Ciotka Petunia wybuchła spazmatycznym płaczem.
Do domu wkroczył tłum ludzi.
- Co u licha! - wrzasnął wuj. - Kto pozwolił państwu wchodzić do środka?! Bez pukania! I w kostiumach na Halloween!
Jedna z zakapturzonych postaci wysunęła się przed towarzyszy. Zdjęła kaptur i maskę. Harry zobaczył wysoką, czarnowłosą i czarnooką kobietę o arystokratycznych rysach i fanatycznym wyrazie twarzy.
Bellatriks Lestrange.
- Och, zamknij się, mugolu - powiedziała jadowitym głosem. - Z wami pobawimy się później. Przede wszystkim chodzi nam o Pottera.
- Czego od niego chcecie? - warknął wuj Vernon.
- A to nie powinno cię obchodzić, mugolu.
- Nie powinno? - w duszy Vernona strach walczył z wściekłością. Ostatecznie przeważyło to drugie. - Wynoście się z mojego domu!
Śmierciożercy całkowicie zignorowali jego słowa. Dwaj z nich podeszli do Harry'ego i chwycili go za ramiona.
Wuj zerwał się nagle. Z szybkością, której trudno byłoby się po nim spodziewać podbiegł do kominka, porwał stojącą na nim fotografię w metalowej ramce i cisnął nią w jednego z przeciwników. Rzut był celny - czarodziej, uderzony w czoło, stracił chyba przytomność.
Jego kompan, zaskoczony, puścił ramię Harry'ego. Ten biegiem rzucił się w stronę schodów. zamierzał dostać się do swojej przejętej po Dudleyu sypialni, gdzie zostawił różdżkę.
Bellatriks krzyknęła coś niezrozumiałego. Z końca jej różdżki wystrzelił czerwony płomień, który rozprzysnął się na ścianie, mijając włosy Pottera.
Lestrange nie zdążyła rzucić nastepnego zaklęcia. Ciotka Petunia cichutko przyniosła z kuchni wielką patelnię, którą ogłuszyła czarownicę. Pozostali śmierciożercy szybko przychodzili do siebie po pierwszym szoku spowodowanym rozpoczętą przez mugoli obroną. Ten, który przedtem trzymał Harry'ego, obecnie wycelował swoją różdżkę w wuja Vernona, który zbliżał się do niego, wymachując pogrzebaczem. Pogrzebacz służył tylko ozdobie domu (ogień w kominku Dursleyów był elektryczny), niemniej przy umiejętnym użyciu mógł stanowić broń. Tym razem nie pomógł jednak wujowi.
- Avada kedavra! - krzyknął śmierciożerca. Vernon zwalił się na podłogę w pół kroku. Harry poczuł, że jego serce zamiera. "Niech zjawi się ktoś, kto nam pomoże" - przeszło mu przez myśl. Niestety, nie było nikogo takiego. Dumbledore pewnie jest gdzieś daleko i obmyśla plany walki z Voldemortem, Syriusz nie żyje...
|
|
|
03-17-2010, 18:33
|
#4
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Sep 2009
Lokalizacja: Bory Tucholskie
Posty: 4
|
Ciotka Petunia krzyknęła przeraźliwie i rzuciła się w stronę ciała męża.
Któryś ze śmierciożerców chwycił ją wpół, opierającą się rzucił na kanapę. Drugi przytrzymał ją za wierzgające nogi. Trzeci zbliżył się i zaczął podciągać jej spódnicę. Dudley skoczył, ale dwaj inni czarnoksieżnicy zatrzymali go różdżkami wycelowanymi w tył głowy.
- Nieee...! - szarpiący się chłopak krzyknął jeszcze przeraźliwiej od matki. Harry zauważył, że meble zaczęły się ruszać. Stolik uniósł się w powietrze i z głośnym trzaskiem uderzył smierciożerców, którzy trzymali Dudleya. Kanapa z zawrotną szybkością pofrunęła w górę schodów. Harry przykucnął. Mebel wyłamał drzwi i wpadł do jego sypialni, roztrzaskując się o ścianę. Łomot otrzeźwił Pottera, który pobiegł w ślad za kanapą, wyciągnął spod łóżka kufer, w którym trzymał magiczne akcesoria i zaczął przerzucać gorączkowo jego zawartosć. Jest! Znalazł wreszcie różdżkę. Odetchnął głęboko i ruszył z powrotem - na odsiecz ciotce i kuzynowi.
Śmierciożercy najwyraźniej całkowicie stracili kontrolę nad sytuacją. Meble latały wszędzie, powalając mniej szybkich.
- Drętwota! - krzyknął Harry, celując różdżką w jednego z przeciwników. Natychmiast znieruchomiał.
Udało się sparaliżować jeszcze trzech.
Jak zauważył, śmierciożercy wyraźnie starali się go oszczędzać. "Pewnie Voldemort kazał im wziąć mnie żywcem " pomyślał chłopak.
Dudley, spowity siną chmurą, unosił się w powietrzu. Czarnoksiężnicy rzucali w jego stronę zaklęcia, które rozbijały się o latające sprzęty. Ciotka Petunia, która wśród ogólnego zamieszania wyrwała się gwałcicielom, teraz również broniła się jak tylko potrafiła. W dłoni trzymała ogromną patelnię, którą rozdawała ciosy na prawo i lewo. Po chwili ściągnęła z palnika kuchenki czajnik, w którym kipiał wrzątek przeznaczony na herbatę.
Z rozmachem chlusnęła wrzątkiem w stronę nadbiegającego śmierciożercy. Harry zatkał uszy, ale i tak usłyszał okropny, makabryczny wrzask. Któryś z kompanów poparzonego smierciożercy ruszył mu na pomoc.
Ciotka wyszła mu naprzeciw, wymachując bojową patelnią. Ten przeciwnik był jednak szybszy od pozostałych. Zręcznie unikając ciosów patelni, rzucił zaklęcie. Błysnęło zielone światło. Petunia osunęła się na podłogę. Dudley, którego zaistniała sytuacja najwyraźniej wytrąciła z równowagi, również upadł. Zniknęła otaczająca go sina poświata. Zabójca jego matki natychmiast to wykorzystał. Harry usłyszał tylko szept: Avada kedavra. Po chwili kuzyn również leżał bez życia na posadzce.
|
|
|
09-22-2010, 14:35
|
#5
|
|
Mięso armatnie
Zarejestrowany: Sep 2009
Lokalizacja: Bory Tucholskie
Posty: 4
|
Meble spadły na podłogę, powodując okropny hałas.
Harry zamarł. Jedna chwila, a został całkiem sam. Pewnie zostanie teraz porwany, a następnie zabity - ale w nieporównywalnie bardziej bolesny sposób. Milczał, patrząc, jak jeden ze śmierciożerców zbliża się do niego.
- Chodź tu - syknął czarnoksiężnik. Harry rozejrzał się nerwowo. Wszystkie drogi ucieczki były zamknięte. Otaczający go wrogowie zbliżali się, zacieśniając krąg coraz bardziej.
- Na pomoc! - krzyknął zdesperowany Potter. Mężczyzna stojący najbliżej rzucił się w jego stronę i zatkał mu usta dłonią.
Chłopak szarpnął się i spróbował ugryźć dławiącą go rękę. Kolejny oprawca chwycił go za włosy, odchylił mu głowę i zaczął wpychać knebel w usta. Dwaj inni krępowali mu ręce.
Nagle rozległ się straszliwy warkot. Wszystkie znajdujące się w pomieszczeniu osoby spojrzały w stronę drzwi wyjściowych, które wypadły z zawiasów. Do środka wpadł rozpędzony motor, który prowadził człowiek ubrany w długą, białą szatę i czarną maskę.
Za nim siedział jego towarzysz, ubrany tak samo. Motor wyglądał jak prezent urodzinowy Dudleya, był jednak o wiele większy od niego. Dwoje ludzi bez problemów mieściło się na siodełku.
Pojazd wpadł prosto w tłum śmierciożerców, którzy w panice rozbiegli się na boki. Osoba siedząca z tyłu wyciągnęła nie wiadomo skąd żółtą parasolkę w wielkie kwiaty i zdzieliła nią kneblującego Harry'ego czarnoksiężnika.
Tajemniczy obrońca pociągnął chłopaka w swoją stronę, wyraźnie proponując mu w ten sposób, żeby wsiadł na motor. Potter ochoczo wykonał polecenie - w samą porę, bo przeciwnicy zaczynali już przychodzić do siebie. Niektórzy wyciągnęli różdżki...
Motor ryknął i ruszył pędem w stronę drzwi ogrodowych - w ten sposób tajemniczy kierowca uniknął czasochłonnego cofania pojazdu. Śmierciożercy ruszyli w ich stronę, klnąc.
Młody Potter szybko otworzył drzwi za pomocą zaklęcia. Wyjechali do ogrodu i natychmiast wzbili się w powietrze. Czarnoksiężnicy próbowali strącić ich za pomocą zaklęć, jednak kierowca mistrzowsko operował kierownicą, unikając ich ataków. Przeciwnicy nie mieli mioteł, mogli więc już tylko stać bezsilnie i wygrażać pięściami. W miarę, jak motor nabierał tempa, stawali się coraz mniejsi i mniejsi, wreszcie zniknęli z oczu ocalonego Harry'ego.
Chłopak spojrzał na zderzak i zobaczył ślad po zdrapanej cenie - więc NAPRAWDĘ leci na motorze Dudleya! Pojazd mógł najwyraźniej dowolnie zmieniać rozmiar.
|
|
|
09-24-2010, 16:01
|
#6
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Sep 2009
Lokalizacja: Hull, Wielka Brytania
Posty: 95
|
Na razie jest ciekawie. Chociaz dziwi mnie po co ten watek, ze dudley jest czarodziejem, skoro zginal. Ale moze potem sie dowiem  W kazdym razie czekam na dalsza czesc.
__________________
"No story lives unless someone wants to listen. The stories we love best do live in us forever, so whether you come back by page or by the big screen, Hogwarts will always be there to welcome you home."
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:42.
|
|