Rozdział II
-Avada...-zaczął Harry- Voldemort celując różdżką w Ginny.
-Drętwota- ryknęła Hermiona. Zaklęcie nie dotknęło go, ale zaskoczony nie wymówił go do końca. Ginny nie trzeba było już więcej powtarzać, żeby uciekała. Jak tylko najszybciej potrafiła, wstała i pognała w stronę przyjaciół. Zaczęli uciekać do gabinetu dyrektorki.
-Nie rozumiem, jak to się mogło stać- szepnął Ron. Ale nie tylko on tego nie rozumiał. Wszyscy byli przerażeni, szczególnie po potyczce z Ginny.
-Chyba go zgubiliśmy- krzyknęła Hermiona- Teraz prędko, jesteśmy już blisko!- po chwili wszyscy znaleźli się pod gabinetem.
-Yyyy, a jak my tam wejdziemy?- zapytał Ron robiąc głupkowatą minę.
- Ojej, nie mamy hasła- przeraziła się Hermiona- zaraz, Harry mówił, że Dumbledore zawsze miał hasła związane ze słodyczami. Może spróbujemy... Dyniowe paszteciki- nic się nie stało- Fasolki wszystkich smaków- próbował Ron. Ale nic się nie działo. Z dala słyszeli już krzyki Harry'ego.
-Cytrynowe dropsy- krzyknęła gwałtownie Ginny. Ku zdziwieniu wszystkich posąg odsunął się. Wepchnęli się do środka i zatrzasnęli go za sobą. Niestety w gabinecie nie było profesor Mcgonagalll.
-No to mamy problem- szepnęła Ginny
-To niesprawiedliwe. Zawsze kiedy potrzebujemy pomocy nikogo nie ma- oburzył się Ron. Rozejrzeli się po gabinecie. Słyszeli o nim tylko z opowieści. Tylko Harry w nim czasami był. Ale nawet oni spostrzegli różnice. Na stoliku stała Tiara Przydziału, zaś Harry opowiadał, że była tam klatka z Fakweksem. Nie było już w nim tyle drobiazgów, wazonów itp., o których opowiadał im Harry. I jeszcze jedno. Na ścianie zawisł jeszcze jeden portret dyrektora.
-Właśnie portret!- wykrzyknęła Hermiona- przecież w nim jest Dumbledore. On na pewno będzie wiedział co zrobić.- wszystkim od razu poprawił się humor. W końcu to największy czarodziej. Może i nie żyje, ale przez portret też będzie mógł udzielić im rady. Hermiona podeszła do niego.
-Panie profesorze... panie profesorze, halo profesorze- krzyknęła w końcu zniecierpliwiona. Dumbledore otrząsnął się i poprawił swoje okulary. Spojrzał ze zdumieniem na uczniów i szepnął,
-Co tu robicie. Wiecie, która godzina?? Druga w nocy. Zaraz zbudzicie innych dyrektorów. To chyba nie czas na odwiedziny prawda?- po czym ułożył się powrotem do snu.
-Ale profesorze-nalegała Hermiona- Harry...on został chyba opętany przez V...Voldemorta (och Ron przestań)- Dumbledore spojrzał z przerażeniem na całą trójkę po czym spytał
- Co ty mówisz dziecko? Nie to niemożliwe. Przecież profesor Snape nie dopuścił by do tego.
- A jednak, a teraz co my mamy zrobić- spytał Ron- on zaraz pozabija całą szkołę.
-Zaraz, chyba jest jeden sposób. Istnieje eliksir, który potrafi wypędzić osobę, która opętała człowieka. Ale bardzo trudno jest go sporządzić. Nie wiem czy profesor Snape ma wszystkie składniki. Ale spróbujmy. Hermiona pobiegnij tym korytarzem do gabinetu profesora Snapa i obudź go. Potem go do mnie przyprowadź. Nie martw się nie spotkasz Voldemorta- to specjalny tunel, który wybudowały skrzaty, byśmy mogli się z Severusem lepiej komunikować.-dodał widząc minę wszystkich. Przyjaciele spojrzeli jednak na siebie z niepokojem,; nikt nie chciał o tym powiedzieć Dubledorowi. Wreszcie wzięła to na siebie Ginny.
-Profesorze...ale, Yyyy, profesor Snape...on nie żyje. Voldemort go zabił- po czym zwiesiła głowę. Profesor Dumbledore otworzył ze zdumienia buzię. Patrzył się na nich jakąś minutę, po czym powiedział bardzo cicho
-Pamiętajcie, Profesor Snape był bardzo dzielnym człowiekiem. Nigdy nie zapominajcie o tym. Był szlachetnym i uczciwym człowiekiem...-łza spłynęła mu po policzku- ale nie mamy czasu. Hermiono pędź do gabinetu i spróbuj znaleźć te składniki- zaczął dyktować jej wszystko co trzeba zrobić by uwarzyć eliksir i jakie składniki należy dodawać. Hermiona pobiegła wywiązać się z zadania. Dumbledore myślał przez chwilę i zlecił Ronowi przyniesienie peleryny Harry'ego. Gdy ten rozwieź opuścił w pośpiechu gabinet Ginny zaczęła opowiadać byłemu dyrektorowi cały miniony dzień i noc, razem z oklumencji i momentem opętania. Za jakieś 20 minut wrócił Ron z peleryną.
-Kurcze, wszędzie słychać jego krzyki. On nas szuka. I próbuje się włamać do pokoju wspólnego innych domów. Słyszałem jak portrety o tym rozmawiały- powiedział zdyszany i usiadł na dywanie. Lepiej żeby Hermiona się pospieszyła.
Czekali już godzinę. Powoli zaczęli się niepokoić.
-A jeżeli Hermionie nie uda się uwarzyć tego eliksiru- spytała Ginny ziewając ze zmęczenia.
-Nonsens. Ginny, czy ty widziałaś wyniki z Sumów Hermiony?? Co jak co, ale eliksir to ona umie przyrządzić- uśmiechnął się Ron. Po chwili wpadła zdyszana Hermiona.
-Mam!- krzyknęła unosząc flakonik z niebieskawym płynem w środku. Wszyscy z ulgą spojrzeli na nią. Wiedzieli, że nie będzie łatwo, ale czuli, że się uda. Powoli wychodzili z gabinetu
-Dziękujemy profesorze. Bardzo nam pan pomógł.- powiedział Ron- Ginny, ty zostajesz, to zbyt niebezpieczne- powiedział wskazując jej palcem krzesło. Dziewczyna oburzyła się i podeszła do brata.
-Jeżeli sądzisz, że taki niemądry, nierozgarnięty i szurnięty brat jak ty rozkaże mi zostać, gdy mój chłopak jest w niebezpieczeństwie i sądzi, że ja się do tego zastosuje to się bardzo mylisz wiesz- powiedziała z ironicznym uśmiechem i ruszyła za Hermioną.
-Ron, jak tylko odczarujecie Harry'ego, przyprowadźcie go do mnie. Muszę z nim porozmawiać. A, i bym zapomniał. Musicie polać go tym eliksirem- wtedy zadziała.- pomachał mu i zniknął za ramą . Ron wyszedł wściekły i przestraszony jednocześnie. Był zły na siostrę za to, że ośmieszyła go przed Hermioną, ale bał się też, że co się stanie któremuś z nich. Po wyjściu na korytarz wyjął różdżkę i ruszył za dziewczynami.
Hermiona też bardzo się bała. Nie wiedziała jak zakraść się do Voldemorta. Czuła, że to nie będzie takie proste. Ale chciała uratować swojego przyjaciela. Dlatego ruszała szybszym krokiem. Usłyszała za sobą trzask. Obróciła się szybko i krzyknęła odruchowo
-Drętwota!- z niezadowoleniem stwierdziła, że to tylko Ron zwalił miecz od zbroi Rycerza. Odczarowała go i ruszyła dalej. Jak wcześniej ustaliła z przyjaciółmi Ron miał odwrócić uwagę Voldemorta, Ginny trzymała się z boku, a Hermiona wylewała zawartość flakoniku na głowę Voldemorta. Niby proste. Szczególnie, że ma się pelerynę niewidkę. Ale jednak coś ją niepokoiło.
Nagle rozmyślenia przerwał przeraźliwy wrzask. Voldemort śmiał się, podczas gdy przynajmniej 20 innych darło się z przerażenia. Ron, Hermiona i Ginny popędzili na górę. Portret Grubej Damy był otwarty, a z niej wydobywały się krzyki.
-Harry, uspokój się, nie szalej- krzyczał Dean. Ginny wleciała pierwsza do pokoju Gryfonów. Wyjęła różdżkę i krzyknęła
-Drętwota, Drętwota!- ale Voldemort zrobił szybki unik i zaklęcie ugodziło w Deana. Ron patrzył na to z przerażeniem w oczach. Po chwili zdał sobie sprawę z zadania i ruszył w stronę voldiego. Zapominając o swojej różdżce zaczął okładać go pięściami. Ten zaskoczony stanął i wpatrywał się chwilę w rudzielca po czym zaczął się przeraźliwe śmiać.
-Myślisz, że mugolskimi sztuczkami pokonasz mnie- największego czarodzieja- prychnął. Hermiona ruszyła powoli w jego stronę, zaś ten kontynuował- zginiesz, tak jak inni, nadszedł czas na zemstę. A jak zabiję wszystkich nędznych przyjaciół Pottera, opuszczę jego ciało i zabiję go także- albo nie, najpierw pokażę mu ciała przyjaciół- zaśmiał się przeraźliwie. Ginny odepchnęła Rona i z wściekłością spojrzała na Voldemorta.
-Nie, Voldemocie- Harry nie zginie, reszta też nie. A wiesz dlaczego? Bo to on zabije Ciebie.
--Milcz wredna szlamo! Jak śmiesz wypowiadać moje imię. Zostaniesz za to ukarana!- i w tym samym momencie co Hermiona wylała na niego zawartość flakonu Voldemort wypowiedział te okropne słowa
-Avada Kedavra!- w jednej chwili na ziemię padły dwa ciała. Harry'ego Pottera i Ginny Wesley. Hermiona, Ron I pozostali spojrzeli z przerażeniem na podłogę.