Musiałam edytować
prolog . Przyjemnego czytania życzę
- Że co?! Dopiero teraz mi to mówisz?! Wiesz, że nie chcę żeby to co mi powiedziałaś było prawdą!!!
Nastąpiła lawina przekleństw , lecz Severus wiedział, że nic nie zmieni tego, co powiedziała przed chwilą Lara.
Sev bezsilnie opadł na krzesło. Błędny Rycerz zahamował z piskiem opon.
- Snape'owie wysiadka - rzucił Stan. ledwie kryjąc śmiech.
- Tak więc, dyskusja zakończona. Jesteś przybranym ojcem Josie i Syriuszka. Koniec, kropka. A, Syriuszek idzie w tym roku do Hogwartu, a Josie dojdzie na siódmy rok.
- Jak to? Przecież "Syriuszek" ma dwanaście lat!
- Nie wysłałam go rok temu przez tą aferę z Voldemortem.
-No,a teraz chwila prawdy:dzieci są w domu!
Severus zawsze , gdy odwiedzał Larę, nie widział u niej żadnych dzieci.Wiedział , że są w wieku szkolnym, ale przecież nie będzie ich wcale widywał. Na wakacjach będą z Larą sami a te bachory podeśle się jej krewnym...
-Dzieci, wróciłam!-gdy Lara wypowiedziała ostatnie słowo z domu wyszli dziewczyna i chłopak.
Dziewczyna była wysoką i szczupła blondynką o głębokich , szafirowych oczach przypominających taflę jeziora. Miała malinowe usta , zgrabny nosek i ładnie opaloną skórę w odcieniu miedzi.Była bardzo podobna do Lary, z wyjątkiem tych oczu...
Chłopiec był niższy i bardzo chudy. Miał półdługie,czarne włosy. Oczy miał w odcieniu ciemnej zieleni.Był blady jak ściana.Tę bladość podkreślało ubranie w stalowoczarnym odcieniu.Z chytrym uśmieszkiem patrzył się na Severusa.
- Josie , to teraz nasz MACOCH -oznajmił Syriuszek teatralnym szeptem, ale nie w stronę siostry,tylko wyzywająco w stronę Mistrza Eliksirów,szczerząc zęby w perfidnym uśmiechu.
-Skąd to imię Laro-wysyczał Snape obmyślając zemstę na niewinnym dzieciaku.
-Mój bardzo daleki kuzyn się tak nazywa....
-Taaak, kiedyś nawet ze sobą ....-Josie nie dokończyła
-Josephine Leno Snape , jak możesz przerywać mi rozmowę z twoim OJCEM-Lara nakrzyczała na córkę .
-On nie jest moim ojcem , to zwykły Macoch-Josie wybuchnęła wściekłością , po czym traskając drzwiami wbiegła do domu.
Syriusz postanowił natychmiast pomścić siostrę (Chociaż bardzo często się kłócili, to matka nie miala prawa na nią krzyczeć w obecności tego Macocha)i zawołał, tak głośno, ile miał sił w swych młodych płucach:
-Śmierdziuch!!!-wrzasnął.
Nagle wbiegło małe obłocone "coś". Z bliska okazało się być białym , brudnym i cuchnącym sznaucerem miniaturowym.
-Jak możesz trzymać w domu coś takiego Lara .To nawet nie jest pies.-Snape nie lubił psów ale coś takiego w jego mniemaniu nie było godnym miana psa.
-To prezent od wujka Syriusza .Nie próbuj mi go zabierać potworze.Bierz go, Śmierdziuszku- Syriusz wydał komendę , a pies zlał się Severusowi na dół szaty.
-Śmierdziuch, spokój- teraz Lara przejęła dowodzenie.-Chodźmy do domu, napijemy się piwa kremowego....
-Tak , chodźmy. Tatusiowi zmarzły intymne części ciała.....
C.D.N.