Wspomnienie
W prochu obietnicy, ciała własnego.
Uleciał cały blask, dusza pociemniała.
Oczy straciły dar patrzenia,
krew objęła dłonie Jego,
tego co krzywdą uleczył rany innych.
Serce zaprzestało tworzyć to co piękne.
Niebo stało się piekłem, a światło ogniem.
Pozostała tylko krew.
Aksamitna, delikatna, piękna krew.
Stos kamieni rzuconych w Jego grób.
Jeden kwiat... - Poczerniał.
Z tęsknoty za Nim.
Żegnaj.
Rozdział 1
W Dormitorium
Cierpienie. Dziwnie znajome. Cierpienie duszące, gwałtowne, zabierające sen. Permanentne i uporczywe. Malcolma ranek nie zaskoczył, nie spał bowiem całą noc, tak samo nie zaskoczyło go, że wszyscy uczniowie udają się do Wielkiej Sali na śniadanie.. Malcolm mieszkał w dormitorium - tak jak wszyscy inni uczniowie Hogwartu. Jego pokój nie różnił się znacząco od innych, stała tu komoda ze zdjęciami jego bliskich, szafa, biurko oraz dwa łóżka współlokatorów którzy własnie wychodzili. Jego pokój nie różnił się znacząco od innych, stała tu komoda ze zdjęciami jego bliskich, stara, wręcz antyczna szafa, biurko oraz dwa łóżka współlokatorów, którzy właśnie wychodzili. Wszystko wydawało się być normalne, lecz czy aby na pewno?
Wspomniany przed chwilą chłopiec wstał i podszedł do swojego regału, na którym oprócz kurzu znajdowało się parę drobiazgów oraz były szeregowo poustawiane zdjęcia, jedno - wydawać by się mogło - wyróżniało się od reszty. Nie jakąś wartością, czy czymś w tym rodzaju, po prostu leżało odwrócone. Przypadek? Tylko dla ignorantów. Zatrzymał się i skierował przez chwilę wzrok na okno, jakby czegoś - a właściwie kogoś wypatrywał i przegrał z silną wolą, podniósł zdjęcie przytrzymując chwilę w dłoni. Przedstawiało piękną dziewczynę, a właściwie już kobietę o długich włosach. Spojrzał na jej uśmiech, delikatnie pogładził zdjęcie palcem, szepnął coś sam do siebie po czym odłożył je na miejsce, które wydawało się być jego pierwotnym.
Nie było to zaskoczeniem dla Toma.
Tom był wysokim chłopcem o gęstych, czarnych włosach, swoim wyglądem budził respekt wśród innych chłopców oraz zdobywał względy u dziewcząt, był on bowiem bardzo dobrze zbudowany, w końcu tak jak przystało na pałkarza drużyny Quidditcha. Był też najlepszym przyjacielem Malcolma, znali się bowiem od pierwszej klasy i to właśnie ze sobą przeżyli w Hogwarcie najpiękniejsze chwile swojego życia.
- Co jest, Malcolm? - zagadał Tom
- Nic - odpowiedział zdawkowo Malcolm chyląc głowę ku ziemi i przegrzebując stertę notatek z Eliksirów.
- Przecież widzę, że coś Cię gryzie, już od jakiegoś czasu to widzę. Zawsze tak jest gdy wracasz od tej cholernej półki ze zdjęciami, stajesz się mono schematyczny - wyrzucił jak zwykle w totalnej obojętności Tom.
Sam fakt, że Tom był najlepszym przyjacielem Malcolma nie zmieniał faktu, że ten chciał mu po prostu przyłożyć. Zrobiłby wszystko, żeby pozbyć się go z pokoju i posiedzieć w samotności, nie umiał bowiem ukrywać złego samopoczucia. Tak, samotności, tego mu było potrzeba, odizolowania od tych wszystkich ludzi głupio pytających: "Co jest?", chciał po prostu zniknąć. Jego ciało było w dobrym stanie, ale dusza już dawno straciła nadzieję. Nie trudno było się domyśleć co jest powodem jego dziwnego zachowania. Każdy wiedział bowiem, że Malcolm miał wystarczająco dobry powód, aby czuć się fatalnie, choć większość osób trzecich mówiła: "Zapomni, przejdzie mu".
- Po prostu się odczep, nie Twoja sprawa co robie - skontrował Malcolm.
- Jak chcesz...
Tom opuścił pokój, zostawiając swojego przyjaciela samego. Malcolm usiadł na łóżku i wyciągnął kawałek pergaminu, na którym były zapiski. Zapiski... jego snów.
"Znalazłem ją. Było rano. Zimno i mgliście. Nie wiedziałem gdzie się znajduję, ale była tam. Ona i las. Dużo drzew, mała wąska droga prowadząca chyba do nikąd. Chociaż chyba już wiem, tak... Pamiętam ten las. Byliśmy tam razem. Ja, ona, jej uśmiech, My, szczęśliwi, zakochani, oddychający zwykłym powietrzem, tym które na ogół jest bezbarwne, bezwonne, bez smaku, zdecydowanie nie było takie wtedy... . Wszystko co nas otaczało zdawało się żyć własnym życiem, było... unikatowe. Jak nigdy wcześniej..."
Tu zapisek się urywał, jednak kawałek niżej znajdował się kolejny. Ten z kolei był mniej wyraźny, jakby piszącemu trzęsła się ręka, gdzieniegdzie w linijkach tekstu można było odnaleźć plamy. Plamy łez. Zapisek brzmiał następująco:
"Była dokładnie w tym miejscu, w którym ostatni raz się widzieliśmy. Dworzec King's Cross w Londynie. Stałem sobie na peronie, zupełnie jak w rzeczywistości, nagle pojawiła się ona. Uśmiechała się, podeszła jak gdyby nigdy nic, w swój nonszalancki sposób, nie wiedziałem czy ją przytulić czy może jednak zrobić najgłupszy ruch z możliwych - uśmiechnąć się w durny sposób i przejść z nią dalej, jakby była kimś mało znaczącym. Wybrałem drugi, cholera! Byłem jednak szczęśliwy, że znowu mogę ją zobaczyć... i tutaj sen spłatał figle. Zaczął przyśpieszać, aż w ułamek sekundy staliśmy znów na dworcu, ona zapłakana, ja starający się powstrzymać łzy, jakoś się udawało, przytuliła się i uciekła. To chyba nie był sen, tak było też w rzeczywistości. Ułamek sekundy... ułamek...pieprzonej...sekundy..."
Wyciągnął pióro i zaczął coś dopisywać... kolejny sen? Po jego policzkach zaczęły spływać łzy, jedna za drugą. Nieoczekiwanie do pokoju weszła Lily, odrazu podbiegła do Malcolma siedzącego na łóżku, uklęknęła przed nim kładąc mu ręce na kolanach, przeszywając go wzrokiem zaczęła:
- Boże, znowu... Tom mi powiedział że znowu nie da się z Tobą porozmawiać, chodzi o to samo co zawsze?
- Tak, o to samo - wtrącił odrazu Malcolm, odwracając wzrok w kierunku okna.
- Daj spokój, mówiłam Ci już coś na ten temat - powiedziała nieco smutnym głosem i zaczęła wycierać łzy z twarzy przyjaciela - musisz z tym skończyć, zadręczysz się, sfiksujesz! Chcesz tego? Bo ja nie, jesteś dla mnie za ważny, rozumiesz? Nie pozwolę Ci na to! - wykrzyczała ze łzami w oczach.
Oboje zostali w swoich pozycjach jeszcze przez chwilę, Malcolm unikał wzroku Lily tak długo jak tylko się dało, w końcu nie wytrzymała i chwyciła jego głowę, kierując wprost na siebie.
- Spójrz na mnie, ona nie wróci, rozumiesz? Musisz przestać żyć w złudzeniu, ona - nie - wróci! - powiedziała przez zęby.
Malcolm wstał i ruszył w kierunku drzwi, nieoczekiwanie coś szarpnęło go za ramię, Lily była bardziej zła niż zwykle, patrzyła mu prosto w oczy. On mimo to znów się odwrócił i wyszedł, tym razem już go nie zatrzymała...