Ja już się wypowiadałam na ten temat, jestem podpisana rękami, nogami i ogonem pod wypowiedzią, do której link dawałam kilka postów temu.
Dostaję napadu agresji, jak czytam ten rozdział.
Może Rowling i chciała pokazać Remusa w nieco innym świetle. W końcu Remus też człowiek, błędy popełnia. Chociaż ogólnie czasami ten siódmy tom, jest bardzo niekanoniczny (

).
Ale JESZCZE BARDZIEJ boli mnie to, że "nawracać" próbował go POTTER.
Święty Potter, który wychowywał się bez rodziców, na początku zastrachany i niedojrzały, teraz nagle należy go odbierać jako postać nader dojrzałą, doświadczoną i obytą z życiem, bo chociaż ma 17 lat, to już tak się zmienił.
Wiem, Remusowi dobrze mógł zrobić taki "kubeł zimnej wody", ale boli mnie to, że wykonaniu głownego świętego bohatera. Ktokolwiek inny! TONKS! To by było strasznie melodramatyczne, ale również miałoby przekaz.
Zresztą ja odczuwam, że to był pierwszy dzień Remusa, po podjęciu tamtej decyzji.
Jeśli człowiek podejmuje trudną drogę i decyzję, pierwszego dnia zawsze jest przekonany, że dobrze zrobił. Później nadchodzą refleksje, rozważania, poprawki i czasami odchodzi się od poprzedniego zdania. Jestem pewna, że i u Remusa tak by było, nawet bez działań Pottera.
Co więcej. Zawsze był "profesorem Lupinem". Teraz nagle staje się po prostu "Remusem" i jakby cały autorytet od niego odpływa. Bez przesady - ja na przykład, gdybym dowiedziała się, że mój ulubiony nauczyciel (tia, znajdźcie mi takiego) chce porzucić żonę i poczęte dziecko, bo jest chory i potomek prawdopodobnie również urodzi się z jakąś wadą, nie potrafiłabym obrzucać go przysłowiowym mięsem i wyzywać od tchórzy. To jest dla mnie po prostu oznaka braku szacunku. Jeśli już - szczera rozmowa, a nie od razu 'jesteś tchórzem'.
Do tego, trzeba jeszcze wziąć pod uwagę niesamowicie niskie poczucie wartości Remusa.
A co do wypowiedzi Lary. Zgadzam się, Remus, który (jestem przekonana!) kochał Tonks, kochał swoje jeszcze nienarodzone dziecko i nie mógł znieść tego, że Harry, za którego był w sumie odpowiedzialny (w końcu był przyjacielem Jamesa, a Harry nie miał już nikogo z najbliższych dorosłych opiekunów), łazi po świecie z dwójką przyjaciół i wykonuje niebywale trudną misję.
Remus, którego Rowling przedstawiała nam przed ostatnią częścią na pewno tak odczuwał. To po prostu się czuje - to znaczy jak się jest Lunatyczką i lubi analizować zachowanie Remusa, dochodząc do wniosków, na podstawie przedstawianej charakterystyki.
Na pewno długo się wahał (już od początku podobno dziwnie się zachowywał). Jedna jego strona walczyła z drugą i widocznie, gdy doszło do tej kłótni, miał dzień, w którym wygrywała ta druga strona.
Nie chcę przez to powiedzieć, że decyzja Remusa o opuszczeniu rodziny była dobra.
Po prostu mam wizję Remusa, czasami trochę wyidealizowaną. Wizja ta pozwala mi, usprawiedliwiać zachowanie Lupina i podawać argumenty dlaczego zrobił tak, a nie inaczej.
Wiem, ze moja wypowiedź jest stronnicza, bo szczerze uwielbiam Remusa, a nie cierpię kanonicznego Harry'ego, ale mimo wszystko starałam się podejść jak najbardziej obiektywnie. A poza tym, chyba powtarzam sie po Smagliczce

.
A teraz jeszcze jedno.
Czytaliśmy, że Remus ma odegrać znaczącą rolę w siódmej części. I pytam się: gdzie ta rola niby jest? Może to, że był ofiarą ukazania rzekomej niezwykłej dojrzałości głównego bohatera?
Widzimy go, kiedy eskortują Pottera. Widzimy go później, jak rozmawia z Harrym. Widzimy go podczas kłótni. Później jest cisza (jedynie chyba coś o jakiejś dyskusji w radiu było, o ile dobrze zrozumiałam).
I nagle wpada Remus. Pokrótce:
- WITAM WSZYSTKICH! MAM SYNA! NIMFADORA URODZIŁA MI SYNKA! JESTEM TAKI SZCZĘŚLIWY! HARRY BĘDZIESZ OJCEM CHRZESTNYM TEDDY'EGO REMUSA LUPINA!?
- Yyy... no, tak...
- SUPER! DZIĘKI!
Później wiemy, że Remus walczy w bitwie, widzimy Tonks, która o niego pyta. W końcu widzimy jego martwe ciało, obok ciała żony.
Potem Potter używa tego kamienia i przybywa między innymi Remus.
- Eee... Remus, wiesz co, przepraszam, nie chciałem, żebyś umarł.
- Spoko majonez, nic się nie stało przecież. Szkoda tylko, że nie zobaczę syna. Ale pewnie mu ktoś powie, że walczyłem, aby żył w lepszym świecie...
Możei trochę przesadzam, ale ja to właśnie tak odbieram.
I nie tylko dlatego, nie bardzo podoba mi się perspektywa siódmego tomu, chociaż kanoniczny niekanoniczny Remus...