Ano witam wszystkich serdecznie

Jako, że jestem tu użytkownikiem skrajnie nowym, wypadałoby, abym grzecznie powiedziała wszystkim "Dzień dobry!"

Powiem wprost - zalogowałam się na tym forum z jednego, prostego względu - chciałabym opublikować mój pisany pod wpływem nudy fanfick. A że jest to, jak widzę, całkiem sympatyczne forum, to z chęcią chciałabym poprzeglądać też twórczość innych.
No nic, zapraszam do czytania. Enjoy!
Lato 1976 roku było wyjątkowo upalne. Londyńczycy od rana do wieczora siedzieli pozamykani w swoich pięknych, zadbanych domkach, ani myśląc się z nich ruszać, co zresztą nie było dla nikogo szczególnie dziwne – w końcu kto ma ochotę szlajać się po dworze w 35-stopniowym lejącym się z nieba żarze?
Syriusz Black leżał rozleniwiony na swoim przykrytym szkarłatną narzutą łóżku. Kiwał lekko głową w takt muzyki całkiem świeżego, mugolskiego zespołu AC/DC, która wlewała mu się do uszu przez słuchawki. Nowy również mugolski nabytek – wściekle żółty walkman – od kilku dni był jego najlepszym przyjacielem w tym domu. Wprawdzie minęły dopiero dwa tygodnie wakacji, ale on już miał najszczerszą ochotę wiać stąd, gdzie pieprz rośnie. I nie można wcale było mieć mu tego za złe...
Chłopak przeciągnął się i w końcu postanowił wyłączyć walkmana. Doskonale wyczuł moment, bo dosłownie parę sekund później do jego uszu dobiegł paskudny wrzask jego matki dochodzący z kuchni na parterze.
- Syriusz! Na dół, natychmiast!
- Ta... – burknął pod nosem z głupawym uśmieszkiem, stając na nogi. – Zaraz się zacznie. Co za suka.
Nie spiesząc się jakoś specjalnie, zszedł w końcu na dół. W kuchni znajdowało się kilka nowych osób, których obecności dzisiaj Syriusz się nie spodziewał, ale też zbytnio się nimi nie przejął. Kuzynki Bellatrix i Narcyza siedziały obok siebie przy wiekowym, drewnianym stole, dopiero co zabierając się za podane im przez matkę Syriusza ciasto.
- Dziewczynki wpadły w odwiedziny. Może byś się nimi zajął, kretynie? Regulus wróci dopiero za godzinę. – Walburga Black jak zwykle nie ograniczała swego jadowitego tonu, kiedy zwracała się do pierworodnego, zaś kiedy odwróciła wzrok w stronę panienek, od razu przywołała na wyniosłą twarz przymilny uśmiech, który i tak niespecjalnie pasował do jej zimnej gęby.
- Co tam, kuzynie? – Bella zerknęła na Syriusza, unosząc lekko czarną jak smoła brew. – Dalej ulubieniec szlam i mugoli?
- Zamknij ten swój niezbyt śliczny dzióbek, wiedźmo. – Syriusz postanowił traktować dziewczynę równie wrednie jak w trakcie roku szkolnego. Nie zamierzał być miłym dla nikogo ze swojej rodziny, a przed matką i tak przestał udawać cokolwiek, od kiedy tylko skończył jedenaście lat i wylądował w Gryffindorze.
- Jak ty się odzywasz do Belli? – Tym razem to jasnowłosa Narcyza postanowiła zabrać głos. – Nie zapominaj, że jesteśmy starsze!
- W sumie to... wali mnie to. – Syriusz parsknął śmiechem i odwrócił się, by wymaszerować z kuchni, lecz drogę zagrodziła mu matka.
- Pozwoliłam ci wyjść, darmozjadzie?! – Popchnęła go gwałtownie, lecz on ani drgnął. Po tylu latach szarpanin zdążył się już uodpornić i przyzwyczaić. Leniwym ruchem ręki złapał matkę za nadgarstek.
- Nie zaczynaj od nowa, mam cię dosyć.
Nie zamierzając dłużej wdawać się w dyskusję, zaczął wspinać się po schodach na górę. Dalsze wrzaski jego matki puścił mimo uszu i zatrzasnął drzwi swojego pokoju, po czym przekręcił klucz. Wiedział, że i tak to niewiele mu da, jeśli matka będzie chciała dostać się do środka, ale bynajmniej udaremni jej to na tych kilka słodkich sekund. Na razie jednak postanowił zająć się bezpieczeństwem pomieszczenia, w którym się teraz znajdował. W końcu od kilku dni miał zamiar nawiać...
Na dobry początek postanowił się spakować. Nie było mu żal, że zamierza opuścić Grimmauld Place, ale trochę ubolewał nad tym, że porzuca na pastwę losu swój pokój, na którego obecny wygląd ciężko pracował. Wszystkie ściany obklejone były mnóstwem plakatów. Większość z nich przedstawiała modele uwielbianych przez Syriusza mugolskich motocykli, ale było też sporo wizerunków dziewcząt w bikini, co strasznie podobało się jego trzem kumplom, a matkę doprowadzało do szału. W każdym razie nie mogła znaleźć żadnego sposobu na to, aby pozbyć się tych obrzydliwych dla niej obrazeczków. Nic dziwnego – Syriusz za wszelką cenę postarał się jej to udaremnić i za każdym razem, kiedy pojawiał się w domu pod koniec czerwca, z dumą stwierdzał, że wykonał swoje zadanie bezbłędnie, gdyż mamusia nijak nie mogła zmienić zupełnie nic w wręcz ociekającym barwami Gryfonów pomieszczeniu.
Kiedy spakował wszystkie niezbędne rzeczy, chwycił rączkę kufra i wymaszerował z pokoju. Rzucił jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na swoje plakaty i zdjęcie z Huncwotami, po czym zamknął za sobą drzwi.
- A ty gdzie?! – ryknęła Walburga, patrząc na syna, który był właśnie w połowie pokonywania drogi z piętra na parter.
- Do dupy – odpowiedział wesoło i zaśmiał się sztucznie. – Och tak, mamusiu, na pewno ci powiem, gdzie się wybieram. Nie udawaj, że cię to obchodzi!
- Nigdzie nie idziesz, rozumiesz?! NIGDZIE! Należysz do nas i do Czarnego Pana! – Kobieta wyrwała mu rączkę kufra z ręki i pchnęła go na schody. Syriusz przez nieuwagę potknął się i poleciał do tyłu, w ostatniej chwili chwytając się poręczy. Teraz był już naprawdę wściekły.
- Nie będziesz mi rozkazywała! Nienawidzę cię, rozumiesz? Nienawidzę! I ciebie, i ojca, i Regulusa i wszystkich pozostałych! Jesteście nienormalni!
- Jak śmiesz tak się do mnie zwracać?! Wielki przyjaciel szlamiastych brudasów i mugoli! Nie jest ci wstyd? Bo mnie jest cholernie wstyd za takiego brudnego syna!
- Brudni to jesteście wy! A teraz odsuń się, nie mam zamiaru dłużej z tobą gadać, chora wariatko! Leć, bo nie zdążysz wypucować jęzorem Voldemortowi butów. I pewnie nie tylko nich... – Chłopak szarpnął za kufer i gwałtownie ruszyć ku drzwiom. Jego matka zaczęła krzyczeć coraz bardziej niezrozumiale, szarpiąc go i bijąc po plecach pięściami, ale on zdawał się nie zwracać na to większej uwagi. Po dotarciu do drzwi wejściowych odepchnął ją od siebie i szybko wyleciał z domu. Nim zdołała jeszcze zatrzymać go w jakikolwiek sposób, on pobiegł wzdłuż ulicy, nawet nie oglądając się za siebie. A ona nie próbowała go gonić. Tego upalnego popołudnia widziała syna ostatni raz.