Odc. 1
Mroczny, niczym nie oświetlony pokój. Ledwie można wychwycić spojrzeniem jakieś meble, ale nie wiadomo dokładnie jakie. Jakaś postać stoi przy oknie. Mężczyzna jest wysoki, ma na sobie długą pelerynę z kapturem zarzuconym na głowę. Opiera głowę o szybę zupełnie tak, jakby kogoś wypatrywał, albo nawet spał na stojąco. Tylko jego szept wskazuje, że nie śpi. Szepcze tak cicho i tak szybko, że nie można wychwycić ani jednego słowa. Brzmi to jak mruczenie.
Dziki, a ty znowu rozmyślasz przy zgaszonym świetle?- Angela wpadła jak burza do pokoju.
A co mam robić?- Dziki odwrócił się do niej. Machnięciem różdżki zapalił wszystkie świece.- Coś się stało?
Tak, stało się. Ludzie się zebrali na naradę.
Dziki uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne. Nareszcie jego plan wejdzie w życie. Coś, co planował już od śmierci Czarnego Pana, czyli już od 5 lat. Cała elita Śmierciożerców poległa razem z nim. Teraz Śmierciożercami rządzi młode pokolenie. 4 osoby, które okazały tyle męstwa, że zapanowały nad hordą Śmierciożerców i innych fantastycznych stworzeń.
Angela popchnęła Dzikiego do drzwi. Chłopak się ruszył i wyszedł na korytarz. Oświetlony był tylko jedną świecą. Dziki zatrzymał się automatycznie przy jednych z wielu mijanych drzwi.
Nikogo tam nie ma.- Pchnęła go znowu.- Dzisiaj sobie nie popatrzysz na tortury. Wszyscy czekają w salonie.
Dziki zszedł schodami na dół i skierował się do najgłośniejszego pomieszczenia w budynku. Gdy wszedł do salonu, trochę się uciszyło. Wokół stołu siedziało 8 osób. Razem z Dzikim i Angelą było ich dziesięć. Tyle osób było w radzie najpotężniejszej organizacji czarnomagicznej na świecie. 10 osób, które miały właśnie zdecydować o losach współczesnego świata.
No to po co nas tu Dziki sprowadziłeś?- Zapytał Czarny.- W taką piękną lipcową noc.
Ano po to, aby nakłonić was do pewnej rzeczy.- Dziki lekko się uśmiechnął. Czarny był lekko pijany, a to oznacza, że Pan Nocy także. Czyli wybierali się na polowanie.
Co kolwiek byś nie chciał, to my i tak jesteśmy po twojej strooonie.- Lekko czknął Mr Night.
Dziki cicho się zaśmiał. Czarny i Pan Nocy byli podchmieleni, ale to wcale nie ograniczyło ich koncentracji. Wiedzieli, że skoro Dziki ma jakąś prośbę, obaj będą mieli niezłą zabawę. Zawsze tak było. Wszyscy trzej lubi torturować i mordować z okrucieństwem szlamy i mugoli. Przynajmniej raz w tygodniu wybierali się na polowanie, podczas którego starali się zabić jakiegoś Aurora lub członka Zakonu Feniksa. Niekiedy się to nie udawało, więc wpadali pijani do jakieś małej mugolskiej wioski i starali się zabić jak największą ilość mieszkańców w ciągu 10 minut. To był ich ustanowiony czas i mogli zabijać tylko przez te kilka cennych i krótkich minut. Ale nie próżnowali. Podczas ostatniej wizyty wymordowali 52 osoby. Zawsze dawali sobie 10 minut, bo także tyle czasu potrzebowała Grupa Uderzeniowa Ministerstwa Magii, aby zebrać swoje siły i udać się do atakowanego miejsca. Jak dotąd Dziki, Czarny i Pan Nocy mieli szczęście. Dotąd zawsze im się udawało uciec bez uszczerbku na zdrowiu.
Masz także poparcie u nas wszystkich.- Powiedziała Lessi.- Więc mów o co ci chodzi.
Wpadłem na taki sam pomysł, co Czarny Pan zanim zginął z rąk tego idioty Pottera. Wkurza mnie już ta wojna podjazdowa. My trochę uszczkniemy „dobrych”, a oni trochę nas. My wybijemy kilku mugoli, a Ministerstwo Magii trochę nas. My zniszczymy jakiś ważny budynek, a oni złapią kilku z nas. Wkurza mnie to, bo mało robimy, a nasi giną. Wiem, że Ministerstwo ma nad nami przewagę liczebną, ale to my mamy po swojej stronie olbrzymów, dementorów, wilkołaków, wampirów i jeszcze mnóstwo innych „ciemnych” stworzeń. To my jesteśmy silniejsi, mimo że jest nas o wiele mniej. To my walczymy w słusznej sprawie, nie bojąc się umrzeć. I dlatego postanowiłem, a raczej doszedłem do wniosku, że jeżeli chcemy tę wojnę wygrać, musimy wypowiedzieć Ministerstwu walną bitwę. Wóz albo przewóz. Wygramy albo przegramy.
Stoję całkowicie po twojej stronie Dziki, ale jesteś tego pewny?- Zapytała Lessi.- Jeszcze nie udało nam się wygrać takiej bitwy. Nie zapominaj, że właśnie po takiej lekkomyślnej decyzji zginął Czarny Pan i cała nasza elita.
Dziki cicho się zaśmiał. Wiedział że ktoś nie będzie zbytnio zadowolony z jego pomysłu. Nie mógł mieć tego Lessi za złe. To oczywiste że ktoś się boi. On sam czuł lekki niepokój, ale wiedział, że jest na to tylko jedna rada. Podjąć decyzję i walczyć. Nie myśleć o tym, że zbliża się walka, tylko trenować i się bawić. A wśród Śmierciożerców było tylko kilka rozrywek: mordowanie, torturowanie i picie.
Cóż, może wam się wydawać, że zło nigdy nie wygra.- Kontynuował Dziki.- W końcu jest tyle przypadków w historii. Zawsze, ale to zawsze zło osiągało szczyt i upadało. I już nie miało siły aby się podnieść z upadku. My też upadliśmy na rok. Jak zginął Czarny Pan, prawie się rozpadliśmy. Tylko dzięki Angeli, Czarnemu, Panu Nocy i mnie udało nam się podnieść z gruzów. I ciągle rośniemy w siłę. Właśnie nastaje koniec epoki „dobra”. Zaczyna się era ucisku, nędzy i rozpaczy. Wygramy tę wojnę, o jesteśmy silniejsi o sługusów Ministerstwa Magii. Musimy wierzyć w to, że wygramy, a stanie się tak.
Ja jestem za.- Powiedział Czarny, energicznie machając głową.- Musimy wygrać i wygramy.
Angela uśmiechnęła się pod nosem. Według niej plan Dzikiego powinien się udać. Ich siły są bardzo duże. Mają więcej Śmierciożerców niż Czarny Pan kiedykolwiek. A na dodatek mają też całą sforę czarnomagicznych stworzeń.
A kiedy byś chciał wypowiedzieć im wojnę?- Zapytała.
Wojnę, a raczej walną bitwę można im wypowiedzieć nawet dzisiaj. A co do walki, to bym chciał, aby odbyła się podczas pełni księżyca. Metrix będziecie gotowi?- Dziki zwrócił się do jedynego wilkołaka w ich gronie. A raczej do wilkołaczki.
Oni są zawsze gotowi do walki.- Oświadczyła z godnością.- A tym bardziej się ucieszą, gdy się dowiedzą, że będą walczyć podczas pełni. Ostatnio mieli tak mało okazji do polowań, że aż ich energia rozpiera. Będą zadowoleni.
Doskonale.- Dziki tym razem miał na twarzy prawdziwy uśmiech.- Czarny, ty będziesz dowodził dementorami. Tak samo Pan Nocy. Angela i Lessi, wy dostaniecie pod opiekę olbrzymów. Christina, ty zaopiekujesz się Inferiusami.
Christina wyglądał jakby ją piorun trzasnął. Nie mogła uwierzyć, że Dziki dał jej tak paskudne zadanie. On przecież doskonale wiedział, że ona nienawidzi tych potworów.
Wypraszam sobie.- Krzyknęła.- Ja się do nich nie zbliżam. One są takie oślizgłe. Wiesz że ich nie cierpię!
Wiem, i właśnie dlatego je dostałaś.- Dziki zaśmiał się chłodno.- Nie wiesz, że lęki trzeba przełamywać? A poza tym. Jesteś okrutnym śmierciożercą, nie wahasz się mordować i torturować, a boisz się ożywionych trupów?! Wstydź się. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
Dziewczyna była bardzo niezadowolona, ale wiedziała, że musi wykonać bezpośredni rozkaz. Inaczej naraziłaby się na gniew Dzikiego. A z nim raczej wolała nie zaczynać.
Dobra, zrobię to, ale wiedz, że mi to nie pasuje.- Mruknęła zła.
Dobra dziewczynka.- Zachichotał Dziki.- I nie przejmuj się tak. Dasz sobie radę.
Czarny wyczarował sobie butelkę Ognistej Whisky. Pociągnął duży łyk prosto z butelki i podał ją Panu Nocy.
Dziki, masz jakieś sprawy do nas?
Nie, to już wszystko. Jesteście wolni.
Czarny i Pan Nocy natychmiast się gdzieś deportowali. Na stole zostawili ledwo naruszoną butelkę. Lessi także się szybko ulotniła. Przy stole zostali tylko: Dziki, Angela, Christina i Metrix. Dziki przywołał zaklęciem otworzoną butelkę i wypił potężny haust.
Lessi wylądowała w jakimś obskurnym mugolskim parku. Miała nadzieję, że uda jej się zlikwidować choć kilku bezdomnych. Wyszła z krzaków na zaśmieconą, brukowaną uliczkę. Szła powoli, wypatrując mugoli, a także „dobrych” czarodziei. Ich donosiciel mówił, że Aurorzy patrolują takie miejsca jak ten park. Dziewczyna zagłębiała się coraz dalej w ciemny park. Miała nadzieję, że uda jej się kogoś upolować.
Chodziła po parku przeszło godzinę, ale nikogo nie znalazła. Zaczynała być już zła. Nie lubiła się męczyć ma darmo, a teraz tak było. Postanowiła pospacerować jeszcze kilka minut, a później zmywać się do Kwatery Głównej. Przeszłą szybkim krokiem kilka ciemnych uliczek, i już miała się teleportować, gdy nagle usłyszała jakiś huk. Szybko skoczyła w krzaki. Jakaś postać stała tyłem do Lessi.
Lumos.- Rozległ się dziewczęcy głos.
Lessi nie znała za dobrze członków Zakonu ani Aurorów i nie zdołała rozpoznać tej osoby po głosie. Wyjęła różdżkę z kieszeni i mierząc dokładnie w plecy nieznajomej dziewczyny.
Levicorpus!- Lessi cicho krzyknęła wyskakując z krzaków.
Dziewczyna była jednak na to przygotowana. Widocznie spodziewała się zasadzki. Odwróciła się błyskawicznym ruchem i sparowała zaklęcie. Lessi teraz ją poznała. To była Susan Wollins- członek Zakonu Feniksa.
Drętwota!- Krzyknęła Susan, ale Lessi była równie zwinna co ona.
Lessi uskoczyła w bok i zaklęcie lekko musnęło rękaw jej szaty. Dziewczyna potoczyła się po ziemi i szybko się podniosła jednocześnie wykrzykując zaklęcie:
Rictusempra!
Susan dostała zaklęciem i upadła. Wstała jednak zadziwiająco szybko, ale była trochę oszołomiona. Nie przeszkadzało jej to jednak i wypowiedziała:
Furnunculus!
Lessi dostała zaklęciem prosto w twarz, na której momentalnie wyskoczyły paskudne bąble. Jeden był tak duży, że zasłonił dziewczynie prawe oko. Dziewczyna krzyknęła z bólu, ale nie poddała się. Wkurzona była jak stado diabłów.
Expelliarmus!- Lessi krzyknęła bardzo głośno.
Różdżka Susan odleciała kilka metrów. Zaskoczona dziewczyna nawet nie zdążyła uskoczyć.
Levicorpus- Lessi wypowiedziała spokojnie.
Susan uniosła się w powietrzu. Głową do dołu.
I tak wiem, że mnie zabijesz.- Wycharczała pokonana dziewczyna.- Ale nie licz, że będę cię błagała o łaskę. Nie masz o czym marzyć!
Lessi zaśmiała się cicho. Wygrała. Teraz mogła zrobić co chciała ze swoją ofiarą.
Nie myśl sobie, że zabiję cię od razu. Najpierw poczujesz co to ból. To za moją twarz. Furnunculus.
Teraz także Susan Wollins była cała w bąblach. Dziewczyna zaczęła cicho płakać z bólu.
To nie koniec. Boli cie? Teraz poczujesz co to prawdziwy ból Crucio!
Przerażający okrzyk bólu rozległ się w parku. Lessi się lekko przestraszyła, aby przypadkiem ktoś tu nie zaszedł. Podeszła do wiszącej głową do dołu Susan i lekko dźgnęła ją różdżką:
Silencio.
Krzyk ustał od razu, ale wyraz bólu na twarzy upokorzonej dziewczyny nie. Lessi zadowolona z siebie zaczęła się zastanawiać na kolejnym zaklęciem.
O już wiem. Densaugeo.- Lessi zaśmiała się ze swojej pomysłowości.
Susan Wollins, niegdyś była bardzo ładną dziewczyną, a teraz wyglądał jak senny koszmar. Cała twarz w ohydnych bąblach, jej zęby urosły do ogromnych rozmiarów tak bardzo, że wyglądał jak bóbr.
A teraz znowu: Crucio!- Lessi napawał się widokiem miotającej się z bólu dziewiętnastolatki.- Dobra, czas to zakończyć. Avada Kedavra.
c.d.n.
Odc. 2
Lessi stała nad zmasakrowanym ciałem. Czuła się znakomicie. Nawet chwilowo zapomniała, że ma całą twarz w bolących bąblach. Dziewczyna była w stanie euforii. Każde zabójstwo tak na nią działało. Zawsze jak tylko mogła, to stała nad swoją ofiarą i napawała się zwycięstwem. Za każdym razem przypominało jej się, jak po raz pierwszy zabiła człowieka. A było to 4 lata temu.
Było to tuż, po jej przystąpieniu do Śmierciożerców. Miała ledwie 19 lat. W szkole dobrze się uczyła, ale ciemna strona zawsze ją pociągała. W Hogwarcie należała do grupy, która nie chwaliła się zbyt dobrą reputacją. Większość tej grupy przystąpiła później do Śmierciożerców, i Lessi także zdecydowała, że chce służyć Czarnemu Panu. Miała nieprzeciętne zdolności i szybko wybiła się z podrzędnej warstwy Śmierciożerców. Stała się kimś choć trochę znaczącym. A później, gdy Czarny Pan i cała elita zginęli, a Dziki, Czarny, Angela i Pan Nocy zostali ich przywódcami, Lessi dostała się do rady Śmierciożerców.
Dziewczyna stała na martwym ciałem Susan. Euforia już minęła. Dziewczyna zastanawiała się teraz co zrobić ze zwłokami. Po dłuższym zastanowieniu, zdecydowała się na zostawienie trupa na widoku.
Niech płaczą nad jej ciałem.- Mruknęła cicho.
Dziki siedział w fotelu i zastanawiał się nad treścią listu. Co napisać? Nie miał pojęcia. Głuchy trzask oderwał go od rozmyślań. Uniósł głowę i ujrzał Lessi. Dziewczyna była cała rozradowana.
Co zmalowałaś?- Dziki uśmiechnął się do niej.
A nic takiego.- Lessi zrobiła minę niewiniątka.- Zabiłam tylko Susan Wollins z Zakonu Feniksa.
Dziki zaśmiał się cicho.
To super. I jak widzę nic ci się nie stało.
Ekhm... To nie prawda. Trafiła mnie Furnunculusem. Ale już się doprowadziłam do porządku.- Lessi lekko się skrzywiła na wspomnienie swojego niedawnego wyglądu.- Jednego wroga mniej.
Masz rację, ale masz także szczęście, że nie był to ktoś silniejszy od ciebie. Bo mogłabyś nie mieć szans.
Lessi spojrzała z wyrzutem na Dzikiego. Jak on mógł ją upokarzać? I co z tego, że raz ją uratował przed trzema Aurorami? Walczyła wtedy dzielnie, ale zaczynała już przegrywać. Dziki zjawił się w ostatniej chwili. Aurorzy już związali Lessi magicznymi linami, a on deportował się i trzema szybkimi Drętwotami pokonał wysłanników Ministerstwa Magii. Mieli później kilka dni rozrywki.
Skończ już z tym. To było dawno. Teraz jestem silniejsza.- Lessi była trochę zła na chłopaka.
Dobra, nie denerwuj się już.- Dziki położył jej rękę na ramieniu.- Po prostu nie chcę stracić dobrego zwolennika. Bierz przykład z Czarnego i Mr Night’a. Oni zawsze polują wspólnie. No może czasami polujemy we trzech, ale to nie znaczy, że się boimy. Robimy to, bo w każdej chwili jeden z nas może sprowadzić pomoc. A poza tym jest z kim pogadać.
Lessi trochę się uspokoiła. Wiedziała, że Dziki ma rację, ale ona uwielbiała samotne akcje. To był jej żywioł.
Nie wiesz gdzie jest Angela?- Zapytała.
Nie mam pojęcia.- Chłopak wzruszył ramionami.- Pewnie gdzieś się szlaja z Christi. Metrix też niema. Jestem tutaj sam. Czekam na tych dwóch. Pewnie nie długo się pojawią. Z nową rozrywką.- Zaśmiał się cicho.
Eh, wy faceci i wasze rozrywki.- Lessi także chichotała.- To chyba jednak zostanę i popatrzę co oni wykombinowali.
Dziki i Lessi usiedli przy stole i zaczęli rozmawiać o różnych głupotach. Znali się jeszcze ze szkoły. Gdy Lessi przybyła do szkoły, Dziki zaczynał piąty rok nauki. Razem z Panem Nocy i Czarnym. To właśnie Czarny dostrzegł u Lessi nieprzeciętny potencjał i przyjął ją do grupy. Dopiero wtedy dziewczyna zaczęła rozwijać swoje umiejętności. Jednak nigdy nie zdołała pokonać w pojedynku żadnego z nich. Oni zawsze wygrywali. Z reszty Śmierciożerców tylko Angela im dorównywała.
Dziki!- Rozległ się czyjś krzyk w korytarzu.- Gdzie jesteś?
Draco, w salonie.- Odkrzyknął chłopak.
Do salonu wpadł jak burza Draco. Był cały zdyszany.
Mów, co się stało?- Zapytał trochę zdenerwowany Dziki.
Tragedia.- Draco wysapał.- Ktoś nas zdradził.
Jak to, zdradził? Mów jaśniej.- Krzyknął teraz już naprawdę zdenerwowany.
Draco jednak nie odpowiedział. Usiadł na krześle, bo nie mógł złapać oddechu. Dopiero po chwili zaczął w miarę normalnie oddychać.
Ktoś nas zdradził. Byłem teraz z razem z moimi wampirami, gdy nagle do naszej kryjówki wpadł kordon Aurorów. Zawiązała się zaciekła walka, ale zostaliśmy zdziesiątkowani.- Wampir ( bo Draco jest wampirem), był okropnie zmęczony.- Z tysiąca moich najlepszych wampirów nie wiem czy zostało może trzystu.
Chłopak był okropnie zmartwiony. U wampirów mocno jest rozwinięte poczucie braterstwa między członkami jednego grona.
Lessi, szukaj Metrix.- Rzucił szybko Dziki.- Niech zabierze swoich wilkołaków i przeniosą się do miejsca „B”. Tylko ja i ona wiemy gdzie to jest. Nikt ich tam nie znajdzie.
Lessi bez zbędnych pytań natychmiast się deportowała. Wiedziała, że teraz ważą się ich losy.
Nigdy nie widziałem tylu Aurorów.- Wyszeptał przerażony Draco.- Było ich trzy razy więcej niż nas!
Dziki doznał szoku. TRZY RAZY WIĘCEJ? Trzy tysiące Aurorów? Przecież to nie możliwe! Oni nigdy nie mieli tylu ludzi!
Jesteś pewien? Na pewno było ich trzy tysiące?- Dzikiemu trzęsły się ręce.
Tak.- Smutno pokiwał głową Draco.- Wiesz doskonale jak wygląda nasz jaskinia. Jest ogromna. Zrobił ją jeszcze sam Czarny Pan. Wtedy było nas jeszcze około sześciu tysięcy. A teraz, jak był nas tylko tysiąc, było tam bardzo luźno. Jak wpadli ci aurorzy...- Chłopak się wzdrygnął na samo wspomnienie.- Koszmar. Zanim się zorientowaliśmy o co chodzi, oni już wybili jedną dziesiątą naszych sił. Przeżyli tylko najlepsi. Musieliśmy się przedzierać przez ten gąszcz ludzi. Oni rzucili na jaskinię zaklęcie antydeportacyjne. Nie mieliśmy żadnych szans. Jedno co mnie cieszy, to, to że zabiliśmy około tysiąca aurorów. W połowie walki przestali miotać zabójczymi zaklęciami. Chyba chcieli brać nas żywcem. Wykorzystaliśmy i zaczęliśmy torować sobie drogę ucieczki.
Dziki był wstrząśnięty trzema sprawami. Jedna z nich to, to że ktoś ich zdradził. Druga to saracenie większości sił wampirów. Trzecia sprawa to to, że wampirom udało się zabić tylu wrogów.
Mam nadzieję Metrix zdoła się ukryć razem z wilkołakami. Tylko trzystu wampirów ci zostało?
Może mniej, może więcej. Nie wiem. Jak tylko wydostaliśmy się z jaskini, każdy z nas od razu deportował się w bezpieczne miejsce. Ja od razu przybyłem tutaj.
W korytarzu rozległ się jakiś hałas. Dziki wydobył różdżkę z kieszeni i od razu się tam skierował. Wiedział, że nikt nie wtajemniczony nie mógłby się dostać do ich kryjówki, ale wolał być ostrożnym. Ledwo uchylił drzwi, a już wiedział kto jest za nimi.
Czarny, mamy kłopot.- Odezwał się.
Kłopot? Nie rozumiem.- Powiedział Pan Nocy.
Dziki wziął głęboki oddech.
Ktoś nas zdradził.- Powiedział powoli.- Stado Aurorów właśnie prawie zniszczyło nam wampirów.
O kurcze.- Czarny wyglądał jakby go piorun strzelił.- To niemożliwe!
Wiedzieli ilu ich jest i gdzie jest kryjówka wampirów. Aurorów było trzy tysiące.
Czarny o mało się nie wywrócił. Był trochę pijany, ale ta wiadomość od razu go postawiła trzeźwo na nogach.
To tym bardziej niemożliwe. Doskonale wiemy, że w Wielkiej Brytanii jest tylko około 1200 tych dziadów. Chyba, że sprowadzili posiłki z zagranicy. To może było prawdziwe.
Też mi się tak wydaje.- Odparł Dziki.- Chyba, że nasze źródło kłamie co do liczby Aurorów. Ale nie wydaje mi się.
Czarny zamyślił się na czymś. Zastanawiał się kto ich zdradził. O kryjówkach wiedziało tylko kilka osób: Dziki, Czarny, Pan Nocy, Angela, Draco, Metrix, Lessi i Christina. Pozostałe dwie osoby z rady nie posiadały tych informacji.
Dobra zastanówmy się.- Powiedział spokojnie Czarny.- Osiem osób tylko wie gdzie wampiry miały kryjówkę. Ja i Mr Night, doskonale wiesz, że nigdy byśmy nie zdradzili. Ty Dziki też byś za żadne skarby nie zdradził. Draco, on także nie, w końcu sam o mało co nie zginął. Angela też nie. Kto jeszcze został?
Lessi i Christina.- Powiedział Pan Nocy.- Czyli któraś z nich. Tylko która? Obie bierzemy na tortury?
Lessi nie mogła zdradzić. W tym czasie co był atak, Lessi spokojnie mordowała sobie Susan Wollins z Zakonu Feniksa.
Obaj- Czarny i Pan Nocy- byli pozytywnie zdziwieni.
Znając Lessi, to ta Susan musiała ładnie wyglądać w czasie śmierci.- Zachichotał Pan Nocy.
Żebyś wiedział.- Zawtórował mu Dziki.- Densaugeo i Furnunculus.
Teraz także Czarny ryknął śmiechem.
Czyli jednak Christina.- Spoważniał nagle.
Tego nie wiem.- Powiedział Dziki.- Christi jest w tej chwili gdzieś z Angelą. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo razem stąd wyszły. Kiedy Christina ostatnio kogoś zabiła?
O, będzie ze dwa miesiące.- Powiedział Pan Nocy.- Byłem wtedy przy tym. I wydawało mi się, że gdyby nie ja, to wcale nie zabiłaby tego Aurora.
Czarny uśmiechnął się tak „miło”, że Dzikiego przeszły ciarki. Sam zamierzał dać niezły wycisk zdrajcy, ale teraz widząc wyraz twarzy kolegi, sam się trochę wystraszył. Wiedział już, że Christina będzie miała koszmarną noc. Dziki zaczął się zastanawiać jakie tortury mógłby sam zadać dziewczynie.
Dobra. Wiemy kto to, to może zajmiemy się na razie naszymi gośćmi?- Zapytał Mr Night.
Jakimi gośćmi?- Zdziwił się Dziki.
Czarny wyszedł na chwilę z salonu. Wrócił po kilku minutach lewitując trzech mugoli. Wszyscy byli nieprzytomni. Dziki zaśmiał się. Nareszcie jakaś rozrywka.
Mamy na kim poćwiczyć.- Dziki po raz pierwszy był dzisiaj naprawdę szczęśliwy.- Jeden dla mnie?
No jasne.- Zachichotał Czarny.- Możesz sobie wybrać.
Dziki zastanawiał się chwilę. Wszyscy ci trzej mugole byli mężczyznami. Po głębszym zastanowieniu chłopak wybrał grubasa.
Wygląda na takiego co lubi dużo jeść. Chcę widzieć jak krztusi się swoimi rzygami.
Zaprowadzili, a raczej lewitowali mugoli do pokoju, przy którym kilka godzin temu zatrzymał się Dziki. Każdy z nich miał na twarzy błogi uśmiech. Uwielbiali pastwić się nad swoimi ofiarami.
Pokój wyglądał dosyć strasznie. Do ścian i sufitu przyczepione były łańcuchy z kajdanami na końcu. Pod każdą ścianą stał stół, na którym można było umieścić swoją ofiarę. W jednym rogu stała ogromna szafa.
Dziki przyczepił swojego mugola, za pomocą czarów, do łańcucha przyczepionego do sufitu.
Ilu wcześniej zabiliście?
Będzie z 10.- Odpowiedział niewinnym głosem Pan Nocy.
Dziki wycelował różdżkę w mugola:
Enervate.
Mugol otworzył oczy. Rozejrzał się niezbyt przytomnym wzrokiem po pomieszczeniu.
Gdzie ja jestem?- Wychrypiał.- Natychmiast mnie uwolnijcie. Premier jest moim przyjacielem. Skaże was na dożywocie.
Mam w nosie twojego premiera, mugolu. Pożegnaj się z życiem.- Zaśmiał się Dziki.
Chłopak podszedł do szafy. Na początek postanowił wypróbować mugolskie sposoby tortur. Wybrał jakiś przedmiot ( sam nie znał jego nazwy), i podszedł do mugola. Przyłożył mu przedmiot do brzucha i zaczął wiercić. Wiertło zaczęło wbijać się w skórę mężczyzny, ale jej nie przebiło. Człowiek przyczepiony do kajdan na początku zaczął tylko chichotać. Łaskotało go. Dziki się tym nie przejmował. Wiedział, że na początku tak jest. Zaczął machać rączką coraz szybciej. Metalowa, tępa końcówka wiertła lekko wbijała się w skórę powodując coraz większe zaczerwienie. Mugol przestał chichotać. Zaczął się kręcić na łańcuchu.
To... pali... zostaw, nie!- Zaczął krzyczeć, ale to tylko zachęciło Dzikiego do dalszego wysiłku.
Skóra mężczyzna zaczęła lekko dymić. Czuć było swąd przypalonego mięsa. Mugol Zemdlał, więc Dziki znowu ocucił go zaklęciem.
Bolało?- Zapytał z troską.- Tak? No to czas pokazać ci co to ból. Crucio!
Wrzask mężczyzny słychać chyba było w całym domu. Mugol darł się jak opętany, ale Dziki lubił ten dźwięk. W przeciwieństwie do Lessi nie bał się, że ktoś go usłyszy, i mógł się napawać wrzaskami.
Christina będzie jutro gorzej wyła!- Krzyknął do Czarnego. Dziki przerwał zaklęcie.- Już wiesz co to ból? No to teraz trochę cię upokorzę. Densaugeo!
Urok był tak silny, że zęby mugola szybko sięgnęły pasa. Mężczyzna nie wiedział co się z nim dzieje i zaczął drzeć się coraz bardziej. Dziki rzucił na mugola jeszcze kilka parszywych zaklęć. Mugol pod koniec tortur wyglądał okropnie. Zęby do pasa, skóra zdarta z rąk, połamane nogi i kręgosłup, ubranie w strzępach. Dziki napawał się tym widokiem. Zawsze lubił się znęcać.
U, długo nie pociągnie.- Odezwał się Pan Nocy.
On i Czarny nie znęcali się aż tak bardzo jak Dziki. Używali przeważnie Cruciatusów. Dziki westchnął z niezadowolenia. Musi już kończyć, a jego „pupilek” nie wymiotował jeszcze.
Szkoda. Chciałem żeby rzygał. Chyba wychodzę z wprawy.
Weź przestań po dostanę zawału ze śmiechu!- Czarny miał łzy w oczach, tak bardzo się śmiał.- Ty wychodzisz z wprawy? Już dawno nie widziałem tak bardzo zniekształconego człowieka po twoich torturach.
Ech, trochę mnie podniosłeś na duchu.- Dziki uśmiechnął się do niego.- Sectumsempra.
„Nowe” zęby mugola pękły. Na twarzy i piersi pojawiły się ślady jak po uderzeniu mieczem. Krew szybko wylewała się z ran. Po kilkunastu sekundach mugol nie żył.
c.d.n.
Odc.3
Dziki stał i patrzył na zalanego krwią mugola. Nieszczęsny człowiek wyglądał groteskowo. Skóra obdarta z rąk, twarz i pierś pocięte niczym po uderzeniach miecza. Mężczyzna miał na twarzy wyraz olbrzymiego cierpienia.
No to żeś teraz pokazał klasę.- Zachichotał Pan Nocy. On także załatwił już swojego mugola.- Rzadko kiedy widziałem takie cuda.
A wiesz, zły byłem i musiałem się wyżyć.- Odparł Dziki. Patrzył na grubego człowieka, którego jeszcze kilka minut temu okrutnie torturował. Podczas zadawania bólu temu człowiekowi czuł się wspaniale, ale teraz radość zniknęła. Teraz czuł się jakoś dziwnie. Coś go bolało w środku. Nie wiedział co się z nim dzieje.- Zmęczony jestem. Muszę się położyć.
Czarny popatrzył na Dzikiego z politowaniem. Nie współczuł mu. Śmierciożercy nikomu nie współczują. Prawdę mówiąc Czarny nawet się cieszył w duchu, gdy się dowiedział że Czarny Pan zginął. A cieszył się dlatego, że wreszcie mógł przestać się bać o swoje życie. Dopóki Lord Voldemort żył, żaden Śmierciożerca nie mógł być pewien swojego losu. Bali się, że jakiś rozkaz wykonają nie tak, a takie coś groziło śmiercią. Niejeden próbował wkraść się w łaski Voldemorta, ale żadnemu się to nie udało.
Dziki wyszedł z sali tortur i skierował się do pokoju, który mu przeznaczono jeszcze za czasów Lorda Voldemorta. Chłopak miał swój dom, ale nie miał siły ani ochoty się tam udać. Wolał zostać w kryjówce Śmierciożerców. Wszedł do pokoju. Jednym machnięciem różdżki zapalił kilka świec. Pokój trochę się rozjaśnił, i można było rozróżnić meble. W pokoju było ich bardzo mało: stał tylko stolik, krzesło i małe łóżko. Nie było nawet okna, ale Dzikiemu było to na rękę. Wyczarował sobie butelkę piwa kremowego i usiadł przy stoliku, na którym leżało kilka czystych kartek, kałamarz i pióro. Wziął je do ręki i się zaśmiał. Tyle razy się zastanawiał, dlaczego czarodzieje korzystają z tego starego sposobu.
Do Ministra Magii.
Ja Michał Savage, jeden z czterech przywódców
organizacji Śmierciożerców, po konsultacji z innymi
postanowiłem wypowiedzieć Ministerstwu ostateczną bitwę.
Informacja ta nie podlega dyskusji.
Albo przyjmiecie wyzwanie i się stawicie w wyznaczonym miejscu,
albo nasza armia zacznie bezwzględnie mordować.
To co do tej pory wyczynialiśmy, będziecie uznawać za niewinną zabawę.
Tak więc lepiej dla was będzie, jeżeli się zgodzicie.
Bitwa rozegra się dnia 16 czerwca tego roku,
w pobliżu miejscowości: Ashford Hill.
W takim razie do zobaczenia za 2 tygodnie.
Odpowiedź proszę zamieścić w najbliższym wydaniu
Proroka Codziennego.
Z poważaniem Michał Savage ps. Dziki.
Dziki przeczytał list kilka razy, aż uznał, że treść jest jasna i wyrazista. Wstał z trudem od stołu i wyszedł na korytarz. Rozejrzał się uważnie, ale nikogo nie zauważył, więc zszedł na dół do salonu. Siedziało tam kilku młodych Śmierciożerców. Dziki nie znał ich wszystkich.
Kate, weźmiesz ten list i jak najszybciej wyślesz go do Ministerstwa.
Tak jest.- Kate szybko zerwała się z fotela. Dziki popatrzył za oddalającą się dziewczyną. Miała jakieś 20 lat, i była bardzo ładna. Miała długie brązowe włosy.
Dziki stał w drzwiach salonu, gdy nagle rozległ się trzask i w przedpokoju zmaterializowała się Christina. Chłopak uśmiechnął się smutno i podszedł do niej.
Musimy poważnie porozmawiać.
Ale o czym?- Christi wyglądał na trochę zdenerwowaną.- Nie możemy później? Teraz nie mam czasu.
Teraz. I to natychmiast.- Chłopak odwrócił się i skierował się z powrotem do swojego pokoju.
Christina zaczęła się trząść, ale nie uciekła. Duma jej na to nie pozwoliła. Zrezygnowana powlokła się za chłopakiem. Dziki otworzył drzwi i puścił ją przodem. Ledwo dziewczyna znalazła się w pokoju, od razu dostała w plecy Cruciatusem. Upadła na twarz wyjąc z bólu i łamiąc sobie nos. Przekręciła się na plecy ciągle wyjąc z bólu nie do opisania. Krew zalała jej prawie całą twarz. Gdy dziewczyna zemdlała z bólu, Dziki cofnął zaklęcie. Wyczarował sobie szklankę wody. Wypił wodę jednym haustem i z całej siły rzucił szklanką w ścianę. Szkło rozbryznęło się na tysiące małych kawałeczków. Dziki był zły. Bardzo zły, a Christina ciągle nie odzyskała przytomności, więc znowu wycelował w nią różdżkę:
Enervate.
Christina powoli otworzyła oczy, które były całe zamglone.
Za... za co?- Wychrypiała. Krew ciągle lała jej się z nosa.
Dziki nie odpowiedział. Stał tylko i się w nią wpatrywał. Dziewczyna chciała się podnieść, ale nie miała na to sił. Przekręciła się na bok i zwymiotowała. Chłopak uśmiechnął się z ponurą satysfakcją. Nareszcie udało mu się doprowadzić, że ktoś się porzygał po jego torturach.
Ktoś nas zdradził.- Szepnął cicho.- I wszystko wskazuje na ciebie.
Wie... wiem, że... To Draco.- Christi ledwo mogła mówić z bólu.
Dziki był zdziwiony. Co ona mówi? Chce mu wmówić, że to Draco ich zdradził?
Nie kłam.- Dziki pochylił się nad nią.- Powiedz prawdę, to od razu cię zabiję, i nie będę cię więcej ranił.
Ale to naprawdę nie ja.- Dziewczyna mogła już wyraźnie mówić.- Od kilku miesięcy śledzę Dracona. On kilkakrotnie spotykał się z Angeliną Johnson z Zakonu. Nie wiem o czym rozmawiali, ale od kiedy Śmierciożerca rozmawia ze swoim wrogiem? Uwierz mi, to nie ja nas zdradziłam. Mogę ci to samo powiedzieć pod działaniem Veritaserum. Oni mieli się właśnie dzisiaj spotkać, a ty mi przeszkodziłeś w ich śledzeniu.
Dziki był w szoku. Wiedział że ona nie kłamie. Ale żeby to Draco zdradził? Nie mieściło mu się to w głowie. Wampir zdradził inne wampiry? A on był taki załamany jak się pojawił tu kilka godzin temu.
Draco musi być świetnym aktorem.- Mruknął pod nosem.- Przepraszam cię za to.
Dziki kilkoma zaklęciami doprowadził Christinę do porządku. Pomógł jej wstać i wcisnął jej do ręki szklankę z wodą.
Przydałaby się wódka.- Christina lekko się skrzywiła z bólu.
Dziki zaśmiał się cicho i machnięciem różdżki zamienił zawartość szklanki. Christi wypiła wódkę zachłannie. Od razu poczuła się lepiej. Usiadła na krześle i kilka razy głęboko odetchnęła.
Jak chcesz, to możemy go złapać. Jego i Tę głupią jędzę Angelinę. Wiem gdzie oni są.
To doskonale. Czarny i Pan Nocy powinni być w salonie.- Dziki znowu był szczęśliwy.- W imię przeprosin dostaniesz Angelinę. Będziesz mogła z nią zrobić wszystko, oprócz wypuszczenia jej na wolność.
Christina uśmiechnęła się pod nosem. Nie była zła na Dzikiego za to, że ją torturował. Wiedziała, że to była jej wina. Gdyby powiedziała mu o tych spotkaniach wcześniej, to wampiry by żyły, a ona nie doświadczyłaby tego bólu. Dziewczyna wyszła z pokoju i skierowała się do salonu. Dziki szedł kilka metrów za nią.
Christi pierwsza weszła do salonu. Było w nim kilka osób, a także Pan Nocy i Czarny. Obaj od razu skierowali różdżki w jej stronę. Chwilę później wszedł Dziki.
Odłóżcie różdżki.- Polecił.- To nie ona. Dzięki niej mamy szanse złapać zdrajcę i jeszcze na dodatek Angelinę Johnson.
Obydwaj schowali posłusznie różdżki, a Dziki z pomocą Christiny wyjaśnił im plan. Po kilku minutach cała czwórka deportowała się.
Kate wybrała najszybszą sowę jaką tylko mogła znaleźć. Wiedziała, że rozkazów Dzikiego, a także innych ważniejszych od niej Śmierciożerców nie należy kwestionować. Przyczepiła list do nóżki sowy i wypuściła ją na zewnątrz. Kate stała jeszcze kilkanaście minut w oknie i obserwowała błyskawice. Gdy jeden z piorunów walnął w pobliskie drzewo, które od razu się zapaliło, dziewczyna uznała, że niebezpiecznie jest stać w oknie. Wycofała się do salonu. Gdy otworzyła drzwi, zauważyła, że czwórka jej szefów gdzieś się deportuje.
Dziki, Christina, Czarny i Pan Nocy wylądowali w jakimś ciemnym miejscu. Wedle wcześniejszych słów Christi, Draco i Angelina mieli się spotkać kilkaset metrów dalej. Nie zapalili różdżek, aby nie spłoszyć zdrajcy i jego koleżanki. Szybko przemierzyli odległość. Zatrzymali się za dużą wiązką krzaków.
Uwierzyli ci?- Spytała z troską Angelina.
Oczywiście. Jakby mi nie uwierzyli, to by mnie tu teraz nie było.- Zaśmiał się Draco.
Dziki stał kilka metrów dalej. Wszystko się w nim gotowało. Jak mógł być takim głupcem? Jak mógł się dać wywieść w pole jakiemuś wrednemu wampirowi?
W oddali zaczęły bić pioruny. Ze sporym opóźnieniem docierały do nich stłumione grzmoty.
Rozmawiałaś o mnie z Ministrem?- Draco popatrzył na nią uważnie.
Tak. Przystanął na wszystkie twoje warunki. Zapewnimy ci ochronę, każda twoja wina pozostanie ci darowana. A właściwie już to jest zrobione. Nikt cię nie będzie niepokoił. Wszyscy Aurorzy w kraju już wiedzą o twoim uniewinnieniu. Jak tylko się zdecydujesz, to ogłosimy to w Proroku Codziennym.
Tego raczej bym wolał uniknąć. Społeczeństwo się dowie o moim nawróceniu, ale także ci źli się o tym dowiedzą, a oni potrafią się mścić. Zwłaszcza ci trzej idioci: Czarny, Pan Nocy i Dziki. Oni by dopiero wpadli w szał. Jakby mnie dorwali, to już nigdy nie zobaczyłabyś mnie w jednym kawałku.
Dziewczyna spojrzała na niego smutno. Nie chciała żeby stała mu się krzywda. W końcu to on sam się do niej zgłosił. On zaproponował współpracę. A jedyne czego chciał to uniewinnienie i zapewnieni kryjówki. W zamian proponował zdradzenie tajnych planów Śmierciożerców i ujawnienie kryjówki wampirów.
Cóż, jak chcesz.- Uśmiechnęła się krzywo.- W sumie masz rację. A co teraz zrobisz? Wracasz do nich czy idziesz ze mną?
Chyba idę z tobą. No to na co czekamy?
Czworo Śmierciożerców stało kilka metrów od spiskowców. Słyszeli całą rozmowę. Dziki na migi pokazał Christinie, że ona ma zająć się Angeliną, a oni we trzech Draco. Wampiry nie mają zbyt wielkiej mocy magicznej. Nie są lepsi w rzucaniu czarów od zwykłych czarodziei, ale za to są silniejsze. Jedna Drętwota nie wystarczy na wampira. Musi być ich kilka na raz.
Draco wstał z ławki. Teleportacja jest dla wampirów łatwa. Łatwiejsza nawet niż dla czarodziejów. Wampir przeciągnął się dwa razy, gdy nagle zza pobliskich krzaków rozległy się 4 krzyki:
Drętwota!
Nim Draco zdąrzył zareagować, zauważył, że trzy promienie trafiają go prosto w pierś. Nim stracił przytomność kątem oka zobaczył, że Angelina już upadła rażona jednym pociskiem. Po chwili chłopak osunął się na ziemię i stracił przytomność.
Gdy Angelina odzyskała przytomność, od razu zauważyła że coś jest nie tak. Nie bardzo mogła sobie przypomnieć co się stało, ale teraz wiedziała, że było to coś złego. Była w jakimś obskurnym, śmierdzącym pokoju. Ręce i nogi miała przyczepione do łańcuchów, i wisiała u sufitu. Miała problemy z oddychaniem. Rozejrzała się po pokoju, co było trudne ze względu na panującą w nim ciemność. Po kilkunastu minutach jej oczy dostosowały się do mroku i zauważyła, że niedaleko niej wisi Draco. Chłopak był ciągle nieprzytomny. Chciała do niego coś powiedzieć, aby go obudzić, ale głos uwiązł jej w gardle. Chciało jej się pić. Po jakimś czasie zemdlałą z wycieńczenia.
Angelinie śnił się jakiś koszmar, gdy nagle obudził ją jakiś hałas. Z trudem otworzyła oczy. Widok jaki zobaczyła przyprawił ją o szok. Ciągle była w tym obskurnym pokoju, ale teraz było w nim jasno. Na dodatek w środku oprócz niej i Dracona było jeszcze kilka osób.
O patrzcie, nasz gwiazda się obudziła.- Zaśmiał się Dziki.
Czeego odee...- Angelinie głos uwiązł w gardle.
Wszyscy Śmierciożercy wybuchnęli głośnym śmiechem. Śmiali się tak głośno, że Draco także się ocknął. Tylko jeden rzut okiem wystarczył mu, by uświadomić sobie, że wkopał się po uszy w szambie. Zbladł momentalnie.
O i nasz kochany kolega Draco, także postanowił zaszczycić nas swoją uwagą.- Zachichotała Angela.- I co mamy ci kochany zrobić za zdradę?
Zróbcie ze mną co chcecie, ale wypuście Angelinę!- Krzyknął Draco.- Ona nic wam nie zrobiła.
W pomieszczeniu znowu rozległ się chichot. Draco wiedział, że nie ma dla nich ratunku. Wiedział, że swoją nierozwagą skazał Angelinę na śmierć. Zawiódł ją.
Ty weź Draco nie mów takich rzeczy, bo nie wyrobię ze śmiechu!- Czarny krztusił się ze śmiechu.- Puścić ją? Czemu? Sama się pchała, no to zobaczy co to jest nasza gościna.
Nigdy stąd nie wyjedziecie żywi.- Powiedział z satysfakcją Dziki.- Możecie się pożegnać z życiem. To jest wasz koniec. A ty Draco, zobaczysz co to znaczy być zdrajcą Śmierciożerców. Doznasz takiego bólu, o jakim nawet nie śniłeś.
Angelina zaczęła płakać ze strachu. Wiedziała, że to koniec. Nikt jej nie pomoże. Jutro pewnie ktoś natknie się na jej zmasakrowane ciało, które będzie leżało w jakiejś kałuży. Spojrzała na Draco. Wampir nie okazywał zbytniego strachu. Od początku wiedział że coś takiego może się stać. W jego oczach Angelina wyczytała przeprosiny pod jej adresem. Skinęła mu głową, że mu wybacza. To nie była jego wina. Nie obarczała go winą za to, że znajdują się w tym miejscu. Mogła wybrać bezpieczniejsze miejsce na spotkanie.
Christi, według mojego przyrzeczenia- Dziki zwrócił się do dziewczyny.- Możesz się zająć koleżanką. Pokaż jej co się dzieje z tymi, co próbują się czegoś dowiedzieć o naszych planach.
Christina uśmiechnęła się iście szatańsko. Wyjęła różdżkę i skierowała ją w Angelinę:
Crucio!
Dziewczyna z Zakonu Feniksa wygięła się w łuk z powodu ogromnego bólu, ale nie krzyczała. Jeszcze nie teraz. Śmierciożerczyni trzymała ją pod wpływem zaklęcia jakieś 2 minuty. Po tym czasie Angelina Johnson zemdlała. Lessi wyręczyła koleżankę i ocuciła wroga zaklęciem „Enervate”. Gdy Aurorka ( bo Angelina była także w szeregach Aurorów), się ocknęła, Christina znowu rzuciła na nią Cruciatusa. Torturowana dziewczyna zaczęła drzeć się z bólu tak głośno, że Angelę zaczęły boleć bębenki w uszach.
Draco odwrócił głowę, aby nie patrzyć na cierpienie koleżanki, ale Dziki z uśmiechem na twarzy rzucił na niego zaklęcie, które wykręciło mu głowę w stronę dziewczyny.
Angelina zaczęła rzucać się spazmatycznie. Przestała krzyczeć. Christi znowu odwołała zaklęcie.
Niech...was...diabli wezmą.- Wychrypiała i wyzionęła ducha.
No i koniec.- Zaśmiał się Dziki.- Twarda była. A teraz Draco powisisz sobie kilka dni. Nie ma to jak zmorzenie głodem dla wampira. To początek twoich tortur.
Czarny otworzył drzwi i wszyscy zaczęli wychodzić z sali tortur. Dziki wyszedł ostatni. Już miał zamykać dni, gdy jeszcze się cofnął do środka.
- A ona tu sobie trochę powisi. Da ci to sporo do myślenia.
Odc. 4
14.06 godzina: 14.26
Draco wisiał przyczepiony łańcuchem do sufitu. Był cały blady i okropnie wychudł. Wampir nie wiedział ile tu wisiał, ale wydawało mu się, że kilkanaście dni. Był głodny. Bardzo głodny. Oczy naszły mu krwią, a długie zęby wysunęły mu się ze szczęk. Chciał je schować, ale nie mógł zapanować nad swoim instynktem. Czuł złość, głód, irytację, i sporo innych rzeczy. Nie odczuwał tylko smutku z powodu śmieci Angeliny. Już dawno przestał ją opłakiwać. Teraz wampir chętnie by się dobrał do jakiegoś szczura, aby tylko zagłuszyć głód. Draco nigdy nie zniżył się do takiego poziomu, ale teraz było mu wszystko jedno. Krew to krew. Krew to siła, to przetrwanie.
Ciało Angeliny wisiało w cieple już bardzo długo. Kilka dni temu zaczęło się rozkładać, wszędzie roznosząc ohydny swąd. Ale dla Draco, jedynego stworzenia w tym pomieszczeniu, ten zapach nie był zły. On mu się podobał, odurzał go. Wywoływał instynkty, które Draco zawsze starał się trzymać na wodzy. Co i rusz wampir zapadał w krótkotrwały, nerwowy sen, który go tylko coraz bardziej wycieńczał.
Szanowana aurorka Angelina Johnson nie odnaleziona!
Gdy 10 dni temu pani Angelina nie wróciła na noc do domu, jej matka zawiadomiła Ministerstwo. W instytucji ten od razu się zagotowało, gdyż powszechnie był znany plan pani Angeliny, przeciągnięcia na „dobrą” stronę wampira Draco Malfoy. Przypominamy, że jest to najdzikszy wampir w Wielkiej Brytanii. Bezwzględnością ustępuje tylko wampirowi z Polski Krzysztofowi M. z którym jest zresztą spokrewniony.
Wampir Draco i aurorka Angelina J. mieli się spotkać w parku przy Oldstreet w miasteczku Hanooby. Według Biura Aurorów, rozmowy na temat przejścia Dracona na naszą stronę były pomyślne. Udała się także obława na wampiry, których przywódcą był Draco, a który ich zdradził i wydał na pastwę losu. Wedle tej informacji Biuro nie dopuszcza do myśli tego, że Draco jednak nie zerwał ze śmierciożercami i że to on stoi za zniknięciem pani auror.
Biuro Aurorów wyznaczyło nagrodę w wysokości 1000 galeonów, w zamian na jakąkolwiek informację o tym, co mogło spotkać jedną z przedstawicieli tego szlachetnego zawodu.
Śmierciożercy wypowiadają ostateczną bitwę!
10 dni temu, tego samego wieczora, gdy zaginęła aurorka, do Ministerstwa dotarł list od przywódców wysoce niebezpiecznej organizacji, z którą od kilku lat pozostajemy w stanie wojny.
Czworo domniemanych przywódców tej organizacji: Dziki, Angela, Mr Night(Pan Nocy) i Czarny, wypowiedzieli bitwę, która ma się rozegrać za 4 dni. Wedle kalendarza, tego samego dnia wypada pełnia księżyca. Oznaczać to może tylko perfidny plan. Śmierciożercy chcą prawdopodobnie wykorzystać wszelkie czarnomagiczne stworzenia, w tym także wampiry i wilkołaki, na co wskazuje czas pełni. Na nasze pytanie, czy Ministerstwo musi podjąć walkę akurat w tym dniu, Minister Magii z ciężkim sercem podał nam całą treść listu ( załącznik nr 1).
Więcej informacji w jutrzejszym wydaniu.
Do przywódców organizacji Śmierciożerców!
Postawiliście nas przed faktem dokonanym. Nie mamy żadnego wyboru, i dlatego przystajemy na wasze warunki co do czasu bitwy.
Nie mam nic więcej do dodania.
Minister Magii- Diana Clover
Do Społeczeństwa Czarodziejów
Ogłaszamy, że z związku z bitwą, prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności. Z powodu, że nie wiadomo kto wygra, a śmierciożercy są bezwzględni i bezduszni, w razie ich wygranej należy się liczyć, że będą próbowali opanować i zniszczyć Ministerstwo Magii. Z tego powodu szukamy 5000 ochroniarzy na tę noc. Celem tych ludzi będzie ochranianie placówki Ministerstwa Magii w czasie walki. Chętni proszeni są o jak najszybsze zgłoszenie się do działu kadr. Tam zostaną zbadani pod kątek lekarskim, psychicznym oraz zostaną „przetestowani”, czy znają różnorakie zaklęcia ochronne i defensywne.
Ogłaszamy także nabór do cywilnej formacji „Obrońców Świata”. Ochotnicy proszeni są o przybycie jutro w godzinach 6.30-23.30 do Hogwartu. Selekcja odbędzie się na tamtejszych błoniach, gdyż w Ministerstwie nie ma tyle miejsca, aby sprawdzić wszystkich przybyłych. Odbędą się testy pod kątem znania klątw i uroków służących do walki.
Ogłaszamy także, że skoro śmierciożercy na pewno będą używać Zaklęć Niewybaczalnych, to i my pozwalamy wszystkim uczestnikom bitwy na ich używanie podczas walki.
To już nie jest polowanie na ukrywających się zwolenników Lorda Voldemorta. To jest wojna. A na wojnie nie można dbać o wizerunek ani o to, że ktoś może zostać skrzywdzony. Śmierciożercy z całą pewnością nie będą się bawili w rzucanie nieszkodliwych zaklęć. Wiemy na ich stać i musimy być na to przygotowani.
Minister Magii- Diana Clover
Szef Biura Aurorów- Maximus Sky
14.06 godzina: 15.01
Czarny czytał najświeższą gazetę i śmiał się z głupoty Ministerstwa. Jak ci idioci dopiero teraz mogli podać ludziom wiadomość, że za kilka dni będzie wojna?
Chłopak wstał z fotela. Musiał rozprostować kości, więc poszedł na krótki spacer wokół kryjówki. Zawsze tak robił, gdy musiał odpocząć i pomyśleć. Teraz Czarny zastanawiał się na strategią walki, która miała rozegrać się już za cztery dni. Nie bał się śmierci, ani nie wierzył w niebo i piekło. Było mu obojętne co się stanie z jego duszą. Nie bał się także nadchodzącej walki. Był zbyt dobrym wojownikiem, aby przejmować się nadchodzącą walką. Dla niego było tylko ważne, aby wykazać się, i jakby co, poświęcić się dla sprawy. Już dawno sobie postanowił, że gdyby musiał zginąć, zrobi to z ochotą, aby tylko dzięki temu śmierciożercy wygrali wojnę i aby zło na zawsze zapanowało na Ziemi. Lecz mimo, że się nie bał, to jednak nie chciał umierać. Chciał żyć i zasmakować tego życia. I dlatego miał wielką nadzieję, że przeżyje. W pojedynku prawie nikt nie miałby z nim szans, ale w bitewnym szale, jakieś przypadkowe zaklęcie może go trafić. Przed tym nie da się uciec.
14.06 godzina: 15.06
Pani Minister Magii, Diana Clover siedziała w swoim biurze i czytała najnowsze raporty. Od kilku dni przychodziło to samo:
Żadnych oznak działalności śmierciożerców; Żadnych nowych zaginięć ani morderstw; Ciągle nie odnaleziono ciała aurorki Angeliny J. i tym podobne.
Diana dorzuciła ręką raport o Angelinie jak najdalej. Nie miała już tego ochoty czytać. Była zła na swoich doradców, że dopiero teraz ją namówili do ogłoszenia tych wszystkich rzeczy. Gdy chciała wcześniej działać, to oni nakłonili ją do milczenia.
Żeby nie straszyć ludzi?!- Zapytała wtedy Diana.- A wiecie co się będzie działo, jak ludzie się dowiedzą?
Tak, wiemy.- Odparł jeden z doradców.- Ale da nam to czas na spokojne przygotowania. Nasi stratedzy już opracowują plan. Śmierciożercy chcą, aby ludzie zaczęli panikować. Jeżeli ogłosimy wiadomość o bitwie kilka dni przed walką, to społeczeństwo nie będzie miało czasu na panikę. Każdy będzie chciał się jakoś zabezpieczyć. Zaczną robić sobie kryjówki, albo coś w tym stylu. Panika oczywiście będzie, ale zagłuszy ją zdrowy rozsądek.
Pani Minister spojrzała uważnie na młodego doradcę. On może mieć rację.
I mimo, że doradca miał rację, to Diana i tak była teraz na niego zła. Oprócz raportów na biurku leżały także listy zawierające skargi.
14.06 godzina: 21.01
Kate postanowiła wybrać się na samotną wycieczkę, a raczej należałoby powiedzieć, że na polowanie. Nie była doświadczonym śmierciożercą, ale starała się jak mogła, aby czymś się wyróżnić. Nie miała zamiaru do końca życia być zwykłym szeregowcem. Chciała wspiąć się na szczyt. Chciała być w elicie. Mogłaby wtedy zrealizować kilka swoich pomysłów. Wiedziała, że i tak liczy się teraz bardziej od innych, bo w końcu znali ją z imienia szefowie. A to już jakieś wyróżnienie. Jej znajomi z organizacji także się starają jak mogą, ale żaden nie zasłużył na rozmowę z jakimkolwiek szefem. A ona już kilkakrotnie wykonywała bezpośrednie polecenia Dzikiego i Angeli.
Ja im pokaże, że jestem dobrym śmierciożercą.- Mruknęła i deportowała się.
Kate wylądowała w jakimś ciemnym parku, a dokładnie na placu zabaw. Huśtawki i karuzele dla małych dzieci były całkowicie porozwalane. Ławki, na który mogłyby usiąść matki doglądające swoich pociech, były pozbawione desek. Wokoło na ziemi walało się mnóstwo pustych i rozwalonych butelek po wódce, tanich winach- widać było, że miejscowy element społeczny był tutaj jednym częstym gościem. Jednak akurat nikogo tam nie było. Kate była z tego powodu bardzo zawiedziona. Miała nadzieję, że poćwiczy sobie trochę przed nadchodzącą bitwą.
Było dosyć ciemno jak na czerwiec. Chmury zasłoniły księżyc, który powoli i nieubłaganie zbliżał się ku pełni. Światło gwiazd nie mogło się przedrzeć przez kurtynę chmur. Zbliżała się burza.
Dwudziestoletnia dziewczyna nie bała się ciemności. W swojej dwuletniej karierze śmierciożercy musiała zabić piętnastu mugoli i kilku czarodziejów, ale nie walczyła jeszcze nigdy z aurorem, mimo, że bardzo tego chciała. Wiedziała, że zabijaniem mugoli i zwykłych, nie wyćwiczonych w walce czarodziejów, daleko nie zajdzie. Musiała się pochwalić jakimś szczególnym osiągnięciem. Musiała pokonać i zabić aurora, albo chociaż członka Zakonu Feniksa. Kate jak każdy śmierciożerca, była w szkole w Slytherinie, i to właśnie w szkole zdecydowała się, aby przystać do śmierciożerców. W szkole Kate najbardziej nienawidziła Kaji Black. Kaja była od niej o pięć lat starsza, i prześladowała małą Kate. Właśnie wtedy dziewczyna oddała się pod opiekę grupy, której członkowie po ukończeniu szkoły zostawali przeważnie śmierciożercami.
Dziewczyna postanowiła pochodzić trochę po parku. Skoro nie miała co robić, chciała trochę pospacerować. Ruszyła ciemną ścieżką. Nie zapalała światła, aby lepiej przyzwyczaić się do ciemności.
Kate chodziła ścieżkami przez prawie dwie godziny, ale nie natknęła się na nikogo. Była zła, i nie chciało jej się deportować. Wyszła z parku na pustą o tej porze ulicę. Nie bała się, wiedziała, że dopóki ma przy sobie różdżkę, nic jej się nie stanie, a w razie czego mogła się w każdej chwili teleportować.
Dziewczyna szła uliczkami jakiegoś miasteczka, którego nazwy nawet nie znała. Nie obchodziła jej nazwa, obchodziło ją tylko to, że mogła kogoś upolować. Strasznie się chciała na kimś wyżyć. Gdy mijała róg jakiegoś budynku, wpadła prosto na jakiś czterech mężczyzn. Dziewczyna odbiła się od jednego z nich i upadła na chodnik. Różdżka, którą cały czas trzymała w prawej dłoni, teraz toczyła się po ulicy.
No proszę, kogo my tu mamy?- Jeden z nich uśmiechnął się szpetnie. Wyrazu twarzy dopełniała okropna blizna. Kate od razu go poznała: Adrian D.- Czy mi się wydaje, czy to jednak jest panna Kate Mikka?- Zakpił i szybko wyjął różdżkę. Pozostali tego nie zrobili; zlekceważyli leżącą na ziemi dziewczynę, która na dodatek sama pozbawiła się różdżki.
Skoro wiesz, to po co zadajesz głupie pytania?- Spytała ostro dziewczyna.- Nie udawaj głupka, bo i tak nim jesteś.
Mężczyźni zachichotali. Kate starała się, aby zlekceważyli ją do końca. W tym była jej szansa.
Adrian, co z nią zrobimy?- Spytał Rogi?
Jak to, co?- Zaśmiał się Adrian.- Zaciągniemy ją do Ministerstwa. I pewnie dostaniemy nagrodę. W końcu to śmierciożerca, a dla takich nie ma litości. Zwłaszcza, że za kilka dni będzie wojna. Tfu, nie wojna. Wojnę już mamy, bitwa będzie.
Adrian D. Wygłaszał jeszcze kilka chwil taką tyradę, a Kate szybko rozważała swoje myśli. Rzuciła szybkie spojrzenie w bok; Różdżka leżała zaledwie metr w prawo, a tuż dalej znajdował się kamienny śmietnik. Jeżeli miała szansę to tylko tera, gdy czterech idiotów śmiało się ze słów Adriana D. Kate szybko przeturlała się po chodniku, złapała różdżkę i uskoczyła za śmietnik w tym samym momencie, gdy w jej stronę poleciały cztery oszałamiacze.
Kate wyprostowała się nagle i użyła zaklęcia niewerbalnego. Fioletowy płomień poleciał prosto w stronę Adriana. Chłopak był zaskoczony i nie miał szans, aby się obronić. Promień uderzył go prosto w pierś. Siła zaklęcia była tak duża, że Adrian walnął z całej siły w ścianę. Trójka zaskoczonych mężczyzn popatrzyła na Adriana, a Kate to wykorzystała. Rzuciła na jednego z nich Cruciatusa. Auror zaczął wyć jak opętany. Nigdy wcześniej nie zaznał tego zaklęcia.
Ty małpo.- Wysyczał Rogi.- Avada Kedavra.
Kate stała jak oszołomiona. Czas dla niej zwolnił. Setki myśli przelatywały przez jej umysł. Widziała jak w zwolnionym tempie, że zielony promień leci w jej kierunku, ale nie miała szans aby odskoczyć. Zielony promień uderzył ją w brzuch.
Kate Mikka zginęła ze świadomością, że w bezpośrednim starciu z czterema aurorami poszczerbiła dwóch z nich. Na ułamek przed śmiercią była z siebie bardzo zadowolona.
14.06 godzina 22.14
Draco obudził się i ze zdziwieniem zobaczył, że w pomieszczeniu jest jasno. Rozejrzał się swoimi zamglonymi oczami i dojrzał kontury kilku postaci. Jasne światło oślepiało go.
Oj, Draco chyba nie widzi wyraźnie.- Czyjś głos zakpił z niego.- No to mu pomogę. Crucio!
Niewyobrażalny ból szybko otrzeźwił Dracona. Wampir dyszał ciężko. Po chwili otworzył oczy, i rzeczywiście widział całkiem wyraźnie. Dostrzegł, że jedyną osobą która trzymała różdżkę w dłoni, był Mr Night. Draco zrozumiał, że nadszedł jego koniec. Chciał spojrzeć na Angelinę, ale jej ciała już nie było.
Gdzie ona jest?- Spytał, a raczej wychrypiał, bo miał sucho w gardle.
Tam gdzie jej miejsce.- Zaśmiał się Czarny.- Jej ciało leży na mugolskim śmietniku.
Wszyscy zebrani roześmiali się. Cieszyło ich, to, że mogą w ten sposób zadać ból wampirowi. Nie wiedzieli jednak, że Draco już nie opłakuje nad losami ciała dziewczyny. Był tylko ciekawy, co z nim zrobili. Gdyby nie był przywiązany łańcuchami do sufitu, nie czekałyby go tortury i śmierć, on także by się roześmiał z tego pomysłu. Mimo, że zdecydował się przejść na stronę Ministerstwa, to jednak nie wyzbył się okrucieństwa.
Co macie zamiar ze mną zrobić?
To co należy.- Odpowiedziała Angela.- To, co się robi ze zdrajcami. Crucio.
Draco znowu zaczął wić się z bólu, ale nie krzyczał. Dopiero jak Czarny również rzucił na niego klątwę, wampir zaczął krzyczeć.
To tylko na rozgrzewkę.- Uśmiechnął się Dziki.- Powinniśmy tu wpuścić twoich braci krwi, ale postanowiliśmy, że sami się tobą zajmiemy. Odpowiednio ci to wynagrodzimy. Nauczymy cię, że nie zdradza się swoich kolegów.
Pan Nocy podszedł do wampira i zaklęciem rozwarł mu szczęki. Wepchnął mu różdżkę głęboko do gardła i wypowiedział zaklęcie:
Incendio!
Było to gorsze od Cruciatusa. Draco, mimo iż wampiry są odporne, nie wytrzymał. Chłopak zsikał się z bólu. Ogień, który poparzył mu usta, gardło i płuca, doprowadził go do takiego stanu , że wampir zemdlał. Ale Draco przeżył. Wrodzona odporność pozwoliła mu przeżyć.
Uuuu... Wampirek usnął.- Zasmucił się Dziki.- Zaraz go obudzimy. Aguamenti!
Dziki także wsadził mu różdżkę do buzi. Zimna woda, która wlała się do poparzonego przełyku, zadziałała gorzej niż kwas. Oparzone miejsca musiały boleć niemiłosiernie, bo Draco ocknął się wrzeszcząc jak opętany.
Crucio!
Angela rzuciła zaklęcie. Ból całego ciała zagłuszył ból przełyku; Draco się wygiął na łańcuchu tak mocno, że aż zatrzeszczały mu stawy w rękach i nogach.
Crucio!
Czarny też chciał mieć w tym swój udział. Nie chciał okazać miłosierdzia.
Draco mdlał i budził się co chwila. Gdy zemdlał, budzili go Cruciatusem.
Dziki podszedł do wycieńczonego wampira. Draco płakał, ale Dziki się temu nie dziwił. Każdy, kto przeżyłby tyle bólu, płakałby jak małe dziecko.
Widzisz Draco.- Szepnął cicho Dziki.- Widzisz. Mogłeś iść z nami po chwałę. Każde dziecko na świecie poznałoby twoje imię. Ale ty wolałeś nas zdradzić. Wolałeś przejść na stronę Ministerstwa Magii. Wolałeś zaprzedać się dobru. Stworzenia takie jak ty, nie są mile widziane w ich świecie. Oni gardzą wami, i boją się was. My was podziwiamy. Ale ty to odrzuciłeś. Twój błąd. Cru...
Dziki, mam ważną sprawę do ciebie!- Metrix wpadła jak burza do sali tortur.
Dziki nie wypowiedział formułki do końca. Rzucił Metrix wściekłe spojrzenie.
Tylko go nie zabijcie jak mnie nie będzie.- Rzucił przez ramię.- Chcę przy tym być.
Wyszedł z Metrix na korytarz. Dziewczyna była czymś strapiona.
Mam dwie wiadomości. Zła to taka, że Kate nie żyje. Zabił ją jakiś auror.- Wypowiedziała jednym tchem.
Chłopak spojrzał na nią z obłędem w oczach. Kate była jago siostrzenicą, ale nikt ( nawet sama Kate), o tym nie wiedział.
Jak to się stało?- Ledwo mógł opanować złość. Miał ochotę wszystko rozwalić. Do tej pory lekko się wahał, czy czasem ta wojna jest słuszna, ale teraz wiedział już, że tak.
Kate szła ulicą, i wpadła na czterech aurorów. Z tego co mi mówiło moje źródło z Ministerstwa, to dziewczyna nieźle poszczerbiła Adriana D, a na jakiegoś drugiego rzuciła Cruciatusa.
Dziki musiał lekko się uśmiechnąć. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Był dumny z Kate.
A druga wiadomość?- Dziki nie nawykł do długiego opłakiwania członków swojej rodziny.
Tym razem to Metrix się uśmiechnęła. To była dla każdego dobra wiadomość. A Dziki powinien się naprawdę ucieszyć.
Moi ludzie są gotowi. Musicie tylko mieć na prawym ramieniu zieloną wstęgę. Wtedy żaden wilkołak was nie ruszy.
Dziki spojrzał na nią zdziwiony. Jeszcze nie słyszał, aby jakiś wilkołak zdołał zapanować nad rządzą mordu.
W jaki spo...
Wywar Tojadowy.- Była szybsza.
Chłopak był szczerze zdumiony. Skąd oni wzięli tyle tego eliksiru? Wilkołaków było prawie sześciuset, a każdy z nich musiał pić eliksir cały tydzień przed pełnią.
Jesteś pewna, że to zadziała?- Spytał.- Bo inaczej cały plan na nic.
Już ty się o nic nie bój.- Zachichotała.- Już raz tego próbowałam. Wilcza postać, ale ludzki umysł. Pod taką postacią możemy wszystko przemyśleć. Nikomu z naszych nie stanie się krzywda.
Po raz pierwszy tego dnia, chłopak był naprawdę szczęśliwy. Zaczął wierzyć, że mogą wygrać bitwę. Wierzył, że wreszcie uda im się wykonać plan Czarnego Pana. Wierzył w to, że „dobro” przegra i zostanie pokonane z kretesem. Był tego pewien. Michał Savage pożegnał się z Metrix i wrócił do sali tortur.
Draco wyglądał okropnie. Krew lała mu się ze złamanego nosa, nie miał kilku zębów, jedna ręka była dziwnie wydłużona.
No, no.- Zachichotał Michał.- Widzę, że tu nie próżnowaliście. Nie było mnie raptem kilka minut, a wy tu sobie niezłe przedstawienie zrobiliście.
Chciałeś tylko, żeby żył.- Wyszczerzył zęby Pan Nocy.- Nie wspominałeś o tym, czy ma być cały, czy nie. Nie uważasz, że teraz nasz miły wampirek wygląda o niebo lepiej?
Wygląda. Skończcie z nim. Nie mam już ochoty na niego patrzyć. Mamy jeszcze coś do omówienia.- Uśmiechnął się Dziki.
Zebrani kłócili się chwilę o to, kto ma wykonać wyrok. Po chwili jednak zdecydowali, że tego zaszczytu dosięgną Angela, Czarny i Pan Nocy. Postanowili rzucić takie zaklęcia, które przyczynią się do śmierci, ale same nie zabiją. Angela zastrzegała sobie prawo do rzucenia Avady. Jako, że była dziewczyną, obaj kaci przystanęli na to.
Sectumsempra!- Wypowiedział Czarny.
Twarz i pierś Dracona otworzyły się. Krew zaczęła wypływać z ran, ale Draco ciągle żył i był przytomny, mimo, że bardzo cierpiał.
Następny był Mr Night. Rzuciła na wampira zaklęcie Wypruwające Wnętrzności. Brzuch chłopaka rozerwał się i wyleciały z niego wszystkie jelita, serce, płuca i inne narządy. Teraz Draco w agonii patrzył na swoje narządy i był szczerze zdumiony. Nie krzyczał, nie płakał. Tylko był zdumiony.
Zegnaj Draco, zdrajco. Idź tam, gdzie chciałeś iść. Avada Kedavra.
Zielony promień ugodził wampira prosto w rozwaloną twarz.
c.d.n.