Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania zakończone

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-25-2009, 14:39   #1
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie Moja historia Severusa Snape'a 11/11

Moja historia Severusa Snape'a
Autor: erica_nena


Rozdział I
('Ta, która wszystko zmieniła...')




Ceremonia przydziału wreszcie się skończyła. W całej sali słychać było setki podnieconych głosów. Harry, Ron i Hermiona z zapałem dyskutowali o wakacjach w Zakonie podnosząc co chwila głowy, aby zobaczyć, czy nikt ich nie podsłuchuje.

- Nie rozumiem, czemu on tak narzeka- szepnęła Hermiona nakładając sobie na talerz kurczaka z półmisku, który się przed chwilą pojawił.- Przecież codziennie widuje tylu członków Zakonu!

- Hermiono, jak możesz!!!- sykneli razem Harry i Ron.

- No co? Przecież taka jest prawda- odpowiedziała, choć widać było, że jest trochę zmieszana.- Ron, myślałam, że chociaż ty mnie poprzesz!

- Ja? A niby z jakiej paki? Zawsze byłem po stronie Syr... znaczy się Wąchacza! My, faceci musimy się trzymać ra... Aaaaa!!!!!!!!!

Harry, ktróry akurat obserwował Seamusa demonstrujcego jakieś nowe zaklęcie Deanowi, szybko odwrócił gowę w stronę Rona. Cała jego szata z przodu, twarz i włosy były opryskane czymś pomarańczowym. Z tego, co zdołał wywnioskowac z krzyków jego rudowłosego przyjaciela, to Ginny zachłysnęła się sokiem z dyni i opryskała swego brata. Hermiona wpadła w niekontrolowany śmiech i podobnie jak Ginny, zadławiła się kawałkiem kurczaka. Harry zaczął walić ją w plecy, a Ron wyciągnął swoją różdżkę i zabrał się do suszenia swojej szaty.

Ze wszystkich stron słychać było szepty. Fred i George rozmawiali o swoim nawym wynalazku, a po drugiej stronie sali Pansy Parkinson kleiła się do Dracona Malfoya.

- Draco, może chcesz trochę puddingu?

Draco, pochłonięty rozmową z jakims wysokim Ślizgonem, odpowiedział tylko krótkie "nie" i znów zajął się rozmową.

W tym samym czasie, kedy wszyscy jedli i dyskutowali o wakacjach, za drzwiami Wielkiej Sali stała dziewczyna i przeglądała sie w lusterku, które trzymała w dłoni.

Była to naprawdę bardzo ładna dziewczyna. O niespotykanej urodzie. Nie wysoka, ale też nie niska. Miała na sobie turkusową bluzkę i także turkusową, długą spódnicę. Schowała lusterko, odgarnęła z twarzy długie, sięgające prawie pasa włosy i otworzyła z wielkim hukiem drzwi.

Gwar panujący w Wielkiej Sali od razu ucichł. Wszystkie głowy zwrócone były teraz w postać stojącą w wejściu.

Dziewczyna szybkim spojrzeniem ogarnęła całą salę. Jej wzrok zatrzymał się na dyrektorze, który teraz wstał. Pewnym, pełnym wdzięku krokiem, z podniesioną so góry głową ruszyła w stronę Dumbledore'a. A ciszy słychać było tylko uderzające o posadzkę obcasy. Kiedy była już w połowie drogi, uczniowie, których na początku zatkał jej widok, troszkę się ożywili i zaczęli wymieniać między sobą uwagi:

- Kto to?

- Nie mam pojęcia...

- Matko, ale laska!

- Spójrzcie tylko na nią!

- Jeśli mnie oczy nie mylą, to miejsce nauczyciela obrony przed czarną magią jest wolne. To może być nasza nowa nauczycielka- powiadziała Hermiona przenosząc wzrok ze stołu nauczycielskiego na siedzących obok niej Harry'ego i Rona.- Chłopaki, co z wami?

Żaden z nich nie odpowiadział. Siedzieli z oczami wlepionymi w idącą przez salę dziewczynę.

- Hermiono, nie trudź się. Nie odpowiedzą- odpowiedziała na pytanie hermiony Ginny.- Rozejrzyj się po wszystkich dookoła. A ty Ron zamknij usta, bo ci mucha wleci!

Hermiona oderwała wzrok od Rona, który nie zwrócił uwagi na słowa siostry i spojrzała na innych uczniów.

Trudno w to uwierzyć, ale przy stole Puchonów, Krukonów i Ślizgonów była taka sama sytuacja. Prawie wszyscy chłopacy siedzieli z oczami wlepionymi w dziewczynę. Wyglądali jak zahipnotyzowani. Tylko niektórzy, jak np. Fred i George zaczęli wyrażać swój zachwyt pełnymi podniecenia komentarzami:

- Cudowna! Fred, ile ona może mieć lat?

- Nie mam pojęcia. Ale nie jest dużo od nas starsza. Wygląda na młodziutką- odpowiedział bratu podekscytowany George.- Hermiono, czy ona naprawdę tu będzie uczyć?

- Nie no, to jest żałosne! Wszyscy zachowujecie się, jakby ona była najpiękniejsza na świe...

Urwała, bo w tej samej chwili nieznajoma doszła do dyrektora, a ten podniósł ręce, by wszystkich uciszyć.

- Dziękuję. Bardzo się cieszę, że zgodziła się pani jednak przyjąć moją propozycję- powiedział Dumbledore podchodząc do nieznajomej i całując ją w rękę.- Chciałbym wszystkim przedstawić: profesor Lorena Swan, nasza nowa nauczycielka obrony przed czarną magią!

Od razu, po wypowiadzeniu przez dyrektora tych słów, wybuchły ogromne brawa i krzyki. Najbardziej szalała męska część uczniów. Dziewczyny zdecydowały się tylko na kilkakrotne klaśnięcie w dłonie.

Brawa nie miały końca. Dumbledore z uśmiechem na twarzy próbował uciszyć uczniów- bez skutku. W końcu wszystko powoli ucichło. Profesor Swan odwróciła się w stronę dyrektora.

- Dziekuję panu za to powitanie i wam też- dodała odwracając się ponownie w stronę uczniów.- Naprawdę, nie spodziewałam się...

Po tych słowach i po uśmiechu, którym Lorena zakończyła swoje podziękowanie, wybuchły drugie, jeszcze głośniejsze brawa.

- Może usiądziemy?- zapytał Dumbledore przekrzykując wiwaty.- Proszę bardzo, pani miejsce jest między Hagridem a profesorem Snapem.

Ktoś przy stole Gryfonów krzyknął: "spójrzcie na Snape'a!". Głowy tych, którzy to zdołali usłyszeć, odwróciły się w stronę stołu nauczycielskiego. I rzeczywiście- było widać jakąś dziwną różnicę. Nowi uczniowie nie zauważyli nić, ale ci, którzy uczyli sie tu już kilka lat i zdążyli poznać profesora eliksirów, od razu zobaczyli coś innego...

Otóż, jak wszystkim wiadomo, profesor Snape, odkąd tylko przybył do Hogwartu, starał się o posadę nauczyciela OPCM. Jednak nigdy jej nie otrzymał. Nie wiadomo z jakich powodów. I każdego nauczyciela, który przychodził na to miejsce, podczas uczty powitalnej "zabijał wzrokiem", nie mówiąc już o tym, jak go traktował przez cały rok szkolny...

A teraz? Kilku Gryfonów aż nie mogło powstrzymać śmiechu po tym, co zobaczyli. A zobaczyli coś, czego nigdy nie zdołali zobaczyć na twarzy Snape'a. Nie wiedzieli, co wyraża jego twarz. Ale trwało to tylko chwilę, bo potem zamrugał i znów wyraz jego twarzy stał się tajemniczy, jak zawsze.

Niespodziewanie, kiedy Lorena dochodziła do miejsca, które jej wskazał Dumbledore, profesor Severus Snape wstał z miejsca i odsunął jej krzesło, by mogła usiąść.

Hermiona i Ginny wymieniły zdziwione spojrzenia i parsknęły śmiechem. Fred, George i Harry wpatrywali się w niego ze zmróżonymi oczami, a Ron zaciskał pięści i mruczał pod nosem: "No jasne, czemu nie?! Podlizuj się do niej ty zgniły glonie!"

Ostatnio edytowane przez FanFiction : 04-25-2009 o 14:54.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 14:40   #2
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział II
('Pierwszy szlaban')




- Dziękuję- odpowiedziała Lorena i usiadła na krześle, które odsunął jej Snape.
Hagrid od razu zaczął rozmowę.
- I jak pirsze wrażenie? Ten Dumbledore to naprawdę równy gość- wziął ze stołu sok dyniowy.- Może troszkę soczku?
- Och, bardzo chętnie, dziękuję, profesorze... Snape, tak?- zapytała dziewczyna stawiając na stole napełniony już puchar.
- Ach nie, nie! Ja jestem Rubeus Hagrid (mów mi Hagrid), strażnik kluczy i gajowy w Hogwarcie- powiedział wyciągając swoją wielką dłoń i serdecznie ściskając rękę profesor Swan.- Profesor Snape siedzi tutaj...
- Doprawdy, jest pani pierwszą osobą, która mnie z kimś pomyliła- wtrącił się do rozmowy Snape.- Ale zapewne pierwszą i pewnie ostatnią...
- A co, jest pan aż tak znany?
- W pewnym sensie...
Usta Snape'a wykrzywił drwiący uśmiech. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tej samej chwili Dumbledore ogłosił koniec uczty i poprosił nauczycieli o dopilnowanie, by wszyscy uczniowie trafili do swoich dormitoriów.
Lorena przez chwilę nie wiedziała, gdzie ma się udać. Poczuła delikatne muśnięcie płaszcza profesora eliksirów. Postanowiła pójść tam, gdzie on.
Snape schodził szybko po kamiennych schodach. Jego szata powiewała niczym skrzydła czarnego nietoperza. Lorena przyśpieszyła kroku. Rozejrzała się dookoła. Byli sami w zimnym i ciemnym korytarzu. Sama nie wiedziała, co tu robi.
- Profesorze...
Snape zatrzymał się tak gwałtownie, jakby go poraziło.
- Co pani tutaj robi?
- Ja... Sama nie wiem- odpowiedziała szczerze Lorena.- Nie wiedziałam, dokąd mam się udać i poczułam, jak pan koło mnie przeszedł i...
Nagle urwała. Po co mu się tłumaczy? Przecież nic nie zrobiła, a poza tym, to obcy człowiek.
Snape za to poczuł coś dziwnego, "Poczułam, jak pan koło mnie przeszedł"???!!!
- Może wie pan, gdzie jest mój gabinet?
- Tak- odpowiedział Severus odzyskując swój dawny wyraz twarzy.- Na końcu korytarza, piętro wyżej.
- Dziękuję bardzo. Dobranoc i... przepraszam.
Snape stał w bezruchu jeszcze kilka minut. Najpierw odprowadził dziewczynę wzrokiem do końca schodów, a później wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła...

***

Profesor Swan szybko została zaakceptowana i polubiona przez uczniów. Chłopcy szaleli ze jej urodą i charakterystycznym głosem, dziewczyny przekonała w końcu wielka sympatia, jaka emitowała od nauczycielki. OPCM stała się najbardziej lubianym przedmiotem w szkole. Profesor z jednej strony była miła, a z drugiej, kiedy przechodziła korytarzem, głowę miała uniesiona wysoko- jakby uważała innych za gorszych od siebie. Ale chyba to tak do niej przyciągało. Wielu uczniów coraz bardziej traktowało ją prawie jak koleżankę. Ale pewnego razu Fred z Georgem przesadzili...
Była lekcja OPCM. Profesor Swan siedziała za biurkiem i przeglądała swoje notatki. Ciszę przerwał Fred:
- Lorenko...
- CO powiedziałeś?- Lorena podniosła na niego wzrok.
- ... co byś powiedziała na wypad do Hogsmade?- dokończył zdanie brata George.- Tylko ty i my, w tę...
- Słucham?!
- Tylko ty i my, w tę so...
- MILCZ! WSTAŃ! OBAJ WSTAŃCIE!- krzyknęła Lorena podnosząc się z krzesła.- KIM JA DLA WAS JESTEM?
- Ale pani pro...
- ZAMKNIJ SIĘ!- szybkim krokiem podeszła do Freda.- ZA KOGO SIĘ UWAŻASZ?
PLASK!- spoliczkowała go. Podeszła do George'a- A TY?
PLASK!- policzek.
- ZA KOGO?! JESTEM WASZĄ KOLEŻANKĄ? CO?
Cała klasa zamarła. Bliźniacy stali ze spuszczonymi głowami i czerwonymi śladami na policzkach. Profesor podeszła do biurka, otworzyła swój notes i cos zapisała.
- Gryfindor traci...- spojrzała przez okno na wielką klepsydrę z diamencikami, na której było napisane GRYFONI: 150 punktów- ... 75 punktów za bezczelność jednego i 75 punktów za drugiego...
Wszyscy Gryfoni zebrani w klasie ze strachem spojrzeli na klepsydrę. Liczba diamencików zaczęła się gwałtownie zmniejszać az w końcu zniknął ostatni szkarłatny kamyk. Klepsydra Gryffindoru była pusta...
- Ale pani profesor, to nasze wszystkie...
- POWIEDZIAŁAM! Ale to nie wszystko. Macie u mnie dwutygodniowy szlaban. Jakby coś się zmieniło na pewno was poinformuję. Dziękuje wszystkim za lekcję. Choć trochę nam dziś nie wyszła...

***

Szła pustym korytarzem. Ale bezczelni- myślała- pożałują. Niech ja tylko cos wymyślę...
Na nieszczęście dla bliźniaków w korytarzu pojawił się Malfoy.
- Eee... Draco? Masz chwilkę?
- Oczywiście. Czego sobie pani zyczy?- zapytał Malfoy miłym głosem, którego używał tylko przy rozmowie z profesor OPCM.
- Bo widzisz, jestem tu dopiero kilka tygodni i jeszcze niebardzo się we wszystkim orjentuję. Powiedz mi, kto w tej szkole daje najgorsze szlabany?
- To zależy dle kogo ma być ten szlaban...
- Np dla Gryfona.
- Nauczyciele najczęściej ida do profesor McGonagall. Ale Gryfoni najbardziej nienawidzą szlabanów u profesora Snape'a- powiedział draco z satyswakcją.- A jeśli chodzi o Weasleyów, bo to oni najczęściej z Potterem zarabiają te szlabany, to po napisaniu do ich matki będą mieli w domu piekło.
- Och dziękuję. Bardzo mi pomogłeś.
- Nie ma za co. Zawsze do usług!
Lorena zamiast pójść do Wielkiej Sali na kolację, skręciła w lewo i udała się do gabinetu Snape'a. Profesor Snape... Kto by pomyślał? Nigdy bym nie wpadła na to, że to JEGO szlabanów tak nie lubią...
PUK! PUK! PUK!
- Proszę- warknął Snape.
- Nie preszkadzam?- zapytała Lorena zamykając za sobą drzwi.
- Nie. W czym mogę pomóc?- na jej widok głos Snape'a od razu się zmienił, a on sam nie mógł nic na to poradzić. Nie stał się on milszy, bo Snape nie umiał być milszy, stał się tylko inny.
- Przyszłam po pomoc do mistrza...
- Mistrza?
- Tak- zaśmiała sie Lorena i opowiedziała mu całe zdarzenie.
- Weasleyowie zawsze byli bezczelni, ale teraz osiągnęli chyba szczyt! Chętnie przejmę jeden tydzień ich szlabanu. mam ostatnio duże zaległości w... no... nieważne.
- Ach, wiedziałam, że będę mogła na pana liczyć- powiedziałą z uśmiechem. I widząc jego prawie niedostrzegalny uśmiech dodała- idziemy na kolację?
- Tak.

***

Jak Snape powiedział, tak też się stało. Z przyjemnością dał bliźniakom najgorsze zajęcia, jakie tylko mógł zaoferować uczniom. Lorena napisała do ich matki, że nie szanują nauczycielki i ośmielili się zwracać się do niej, jak do kolezanki i na "ty". Bliźniacy, po awanturze, jaką zrobiła im pani Weasley, nie odzywali się do nikogo przez dwa dni. Profesor McGonagall także dała im od siebie wykład i trzydniowy szlaban. Chłopcy nie chciali też nikomu zdradzić, co robią podczas szlabanów u Snape'a i Swan...
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 14:43   #3
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział III
('Trzy tajemnice')



- Myślę, że nie powinno być z tym problemu- powiedział ciepło Dumbledore.

- Naprawdę bardzo dziękuję, dyrektorze. Nawet nie wie pan, jak bardzo mi na tym zależy.

- Może kiedyś zdradzi mi pani powód, który przeważył na tej decyzji...

- Kiedyś... Myślę, że nastąpi to szybciej niż ja bym tego chciała i była na to gotowa. Ale liczyłam się z tym podejmując tą decyzję i jestem gotowa ponieść konsekwencje za swoje czyny i wybory.

- Szanuję takich ludzi. Taak...- Dumbledore zamyślił się. - Do tego trzeba dorosnąć, a pani ze swoim młodym wiekiem jest naprawdę bardzo stanowcza, a przez to i dojrzalsza. No dobrze- otrząsnął się, jakby odganiał swoje myśli.- Teraz powinna pani udać się do profesora Snape'a. On pani wszystko dokładnie wytłumaczy. Prosze mu to przekazać...

Dyrektor wyjął kawałek pergaminu i napisał kilka zdań.

- To kilka słów wyjaśnienia- dodał, widząc pytający wzrok kobiety.- A więc... do doboty!

- Jeszcze raz bardzo dziękuję. Dobranoc.

Lorena wzięła od Dumbledore'a liścik do Severusa i wyszła z gabinetu. Nareszcie się udało. Że też wcześniej na to nie wpadła! Może nie jest to bezpieczniejszy sposób... No, na pewno nie jest. W tej sprawie nie może być bezpieczniejszego i niebezpieczniejszego. Ale jest on w jakimś stopniu łatwiejszy. Nie będzie działała na własną rękę, zawsze będzie miała najświeższe informacje. Tak... tę decyzję podjęła naprawdę słusznie...

Dochodziła do gabinetu Snape'a. Kiedy podeszła do drzwi, zobaczyła, że są uchylone. Po cichu wślizgnęła się do środka. Rozejrzała się po gabinecie i...

-O Boże!

Zatrzasnęła za sobą drzwi, podbiegła do leżącego na podłodze Snape'a i upadła przy nim na kolana.

- Profesorze!

Poklepała go po policzku.

- Snape!- uniosła delikatnie jego głowę i poczuła coś lepkiego- krew.- Severusie! Se...

- Spokojnie. Nic mu nie będzie...

Lorena położyła głowę Snape'a z powrotem na podłodze. Wzrok miała skierowany nadal na niego, ale go nie widziała. To niemożliwe- myślała.- Ska on by się tu wziął?

- To Drętwota... A krew? Uderzył się o kant biurka, kiedy upadał.

- Co ty tu robisz?- zapytała wstając i odwracając się w stronę, z której dochodził głos.

Z cienia wyłoniła się wysoka postać w czarnym płaszczu z długimi, niemalże białymi włosami.

- Lorenko, Lorenko... Myślałaś, że się tu nie zjawię?

- Nie myślałam, że nastąpi to tak szybko, Lucjuszu.

- Tak szybko? Trzy miesiące cię szukałem! Czarny Pan już zaczynał nad sobą nie panować! Dopiero we wrześniu Draco powiedział mi, że ma nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią. Niejaką... Lorenę Swan...

- Oh nie myśl sobie, że tego nie przewidziałam. Ale gdybym tylko chciała, nigdy byś mnie nie znalazł. Nie myślałam tylko, że tak szybko...

- Ale znalazłem. A teraz... wracasz ze mną.

Lucjusz podszedł do Loreny, złapał ja za rękę i pociągnął do drzwi.

- Puszczaj!- dziewczyna wyszarpnęła rękę z jego uścisku i spojrzała wyzywająco w oczy.- Nigdzie nie idę! Zabieraj łapy!

- Czy ty jesteś taka głupia, czy taką udajesz?! Nie po to tyle czasu cię szukałem! Chcesz czy nie- wracasz ze mną. Pan czeka...

- Czy on... czy on wie, że mnie znalazłeś?- w jej głosie dało się słyszeć strach.

- Nie. Jeszcze nie.

- To mu tego nie mów!

- Nie zartuj- prychnął Lucjusz.- To jest mój Pan i jestem mu wierny!

- Nie dowie sie o tym. A ja tam nie chcę wracac i nie wrócę! Prędzej bedziesz musiał mnie zabić, a to mu się bardziej nie spodoba.

- Nie wygłupiaj się- powiedział Malfoy, ale teraz w jego głosie dało się słyszeć mieszaninę strachu i zdenerwowania.- Nie zmuszaj mnie do użycia czarów.

Lorena wyciągnęła swoją różdżkę i wyselowała w siebie.

- Nie. Prędzej wypowiem słowa Avady. A jeśli chcesz się ze mną zmierzyć, to wyciągaj różdżkę i walcz!

Malfoy stał i nie wiedział, co ma robić. Nie może zrobic jej krzywdy. Więc co ma zrobić? Pozwolić jej zostać? Tez nie.

- Milczysz Lucjuszu... Posłuchaj, zostaw mnie tu. Powiedz Czarnemu Panu, że jeszcze mnie nie znalazłeś.

Miał pustkę w głowie. Na pewno dobrowolnie ze mną nie pójdzie. A jeśli coś jej się stanie, Czarny Pan mnie osobiście zabije. Potrzebuję czasu do namysłu...

- Nie wiem, co mam z tobą zrobić... Znam cię i wiem, że nie żartujesz z rzuceniem na siebie Avady. Ale wiem już, gdzie jesteś. A o każdym twoim posunięciu poinformuje mnie Draco. Dam ci trochę czasu... Może zmienisz zdanie. On da ci za tą jedną przysługę wszystko! Co tylko zechcesz!

- Przysługę?! Nazywasz to przysługą?! To nie może być nic przymuszonego!

- Uspokuj się! Nawet nie wiesz, ile byłoby chętnych na twoje miejsce! To zaszczyt!

- Ale ja tego nie chcę!!!

- Ale ON tak. I to powinno byc dla ciebie święte! Nie rozumiem, że Czarny Pan nadal upiera się przy tobie. Chociaż...- zmierzył ją wzrokiem- jesteś naprawde bardzo, bardzo atrakcyjna...

- TO NIE O TO CHODZI!!! NIE WIESZ, TO SIĘ NIE...

Lucjusz złapał Lorenę wpół, przyciągnął do siebie i pocałował. Dziwczyna nawet nie zdążyła go odtrącić, bo w następnej sekundzie oboje syknęli z bólu i odskoczyli od siebie. Malfoy masował sobie lewe ramię.

- Cholera! Na śmierć o tym zapomniałem!

- Nigdy wiecej tego nie rób!- Lorena splunęła na ziemię.- Idiota! Wyjdź!

- Teraz wyjdę... Ty przemyśl wszystko, a niedługo ponownie się spotkamy.

Podszedł do niej, musnął ustami jej policzek i wyszedł.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 14:44   #4
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział IV
('Uśmiech przez łzy')



-Kretyn- powiedziała wycierając policzek.- O czymś takim się nie zapomina! Och, Snape, zapomniałam...
Podeszła do leżącego na ziemi Severusa i wypowiedziała odpowiednie przeciwzaklęcie. Otworzył oczy, rozejrzał się nieprzytomnie, poderwał się jak oparzony i nagle syknął, łapiąc się ręką za głowę.
- Spokojnie... Spokojnie- Lorena jedną ręką złapała go za ramię, a drugą położyła na szacie z przodu, aby go przytrzymać.- Już? Dobrze? To podczas upadku, uderzył się pan w głowę...
- Malfoy!!! Lucjusz Malfoy!!! To on tu był! To jego głos słyszałem! To...
- TAK! Ale niech się pan uspokoi! Już poszedł...
- Widzieliście się? Rozmawialiście?
- Taaak...- Lorena nie chciała pogłębiać tego tematu.- Proszę się odwrócić. Zajmę się rozcięciem.
- Co on tu robił?
- Proszę się odwrócić.
- Czego chciał?- Snape spojrzał jej prosto w oczy- Odpowiedz!
- Nie podnoś na mnie głosu! Odwróć się!
Snape'a trochę zatkało. Nadal był trochę nieprzytomny po tym uderzeniu w głowę. Kazała mu usiąść na krześle, a sama ustała z tyłu, wyciągnęła różdżkę...
- Nie trzeba- warknął Severus otrząsając się ze stanu lekkiego otępienia.- Muszę zająć się sprawą Malfoya. Czy może mnie pani przepuścić?
- Ale co chce pan zrobić? A rana z tyłu głowy? nadal krwawi...
- Gorsze rzeczy miałem w życiu- uśmiechnął się drwiąco.- Przepraszam...
- Ale co chce pan zrobić ze sprawą Lucjusza Malfoya?
- Jak to co?! Idę do Dumbledore'a!
- NIE!
Snape ustał. Wpatrywał się dziwnie w dziewczynę.
- To znaczy... myślę, że nie ma potrzeby iść z czymś takim do dyrektora- wyraźnie się zmieszała.
Snape nic nie mówił, tylko nadal wpatrywał się w Lorenę z lekko przymróżonymi oczami.
- No bo przecież każdy rodzic ma prawo odwiedzić swoje dziecko w Hogwarcie- ciągnęła dalej- a pan malfoy na tu syna więc...
-... więc dlatego rzuca zaklęcie Drętwoty na opiekuna jego domu?- dokończył za nią Snape.- Tak?
- Niee... Nie to chciałam powiedzieć...
- To oczywiste. Jednakże... Lucjusz Malfoy miał tu jakiś interes... I to PANI z nim rozmawiała.
- To nie ma nic do rzeczy...
- Po co... on... tu... przyszedł?
- Nie wiem.
- W takim razie, przepraszam, idę do dyrektora.
Lorena, która od jakiegoś czasu stała przy drzwiach, nawet nie drgnęła.
- Przepraszam- powtórzył z naciskiem Snape.
- Profesorze... Profesorze nie ma potrzeby, bo... bo on przyszedł tu do mnie...
- No proszę...- wyszeptał Severus.- A jeszcze przed chwilą słyszałem, że nie ma pani pojęcia o celu jego...WIZYTY. Jeszcze trochę, a dowiem się zapewne wielu ciekawych rzeczy...
Nastała chwila milczenia.
- Dlaczego nic pani nie mówi? Czego on chciał?
- To nic ważnego...
- Jeśli to COŚ nie jest ważne, to dlaczego JA straciłem świadomość?
- Nie wiem. I nie muszę się nikomu tłumaczyć. Może lepiej będzie, jak już pójdę. Dobranoc.
Odwróciła się w stronę drzwi i już miała wychodzić, kiedy Snape złapał ją z tyłu za rękę, jednym szarpnięciem odwrócił i pociągnął w swoją stronę. Wziął ją za ramiona i lekko potrząsnął.
- Kobieto! pięć miesięcy temu wrócił Czarny Pan! A dziś zjawia się tu Malfoy, rzuca na mnie zaklęcie Drętwoty, a ty nie chcesz...
Urwał. Po policzkach Loreny zaczęły spływać łzy. Łzy tak długo duszone i ukrywane przed całym światem. Wylewała razem z nimi całą rozpacz, wszystkie problemy, które w ciągu tych kilku miesięcy zwaliły jej się na głowę. Silna, a zarazem delikatna i zawsze uśmiechnięta profesor Swan płakała. Płakała tak szczerze, jak jeszcze nigdy dotąd. Cała sytuacja ją po prostu przerosła. Wtuliła się w Snape'a. Nie widział już jej zapłakanej twarzy tylko słyszał, od czasu do czasu, stłumione pociąganie nosem.
- T-to w-w-wszystko jest takie t-trudne- powiedziała w końcu przez łzy.- Zrozum... ze n-n-nie m-mogę ci tego p-powieedzieć!
Snape'a zwalił z nóg ten cały zwrot sytuacji. To była ostatnia rzecz, jakiej by się spodziewał.
- Uspokój się. I na litość Boską przestań płakać.
Ale dziewczyna nie przestawała. Snape nie wiedział, co ma robić. Nikt mu się jeszcze nigdy nie wypłakiwał. Czuł pewien niesmak. Nie lubił takich uczuć jak żal, wzruszenie, płacz. Nie wiedział co zrobić z rękami. W końcu się zdecydował i pomału objął Lorenę. Dziewczyna jakby się trochę uspokoiła, ale wtuliła sie jeszcze mocniej w Snape'a. Stali tak przez jakiś czas. Snape miał minę znudzonego. Kilka razy chciał ją już od siebie odsunąć, ale ona nadal trzymała go rękami za szatę. W końcu poczuł, że jej uścisk się rozluźnia. Nie patrzyła na niego. Patrzyła gdzieś na dół.
- Przepraszam. Ja... ja już pójdę.
Kiedy zamykała za sobą drzwi, dodała z lekko dostrzegalnym uśmiechem przez łzy:
- Zamoczyłam ci szatę.
I poszła.
Snape dotknął szaty na piersiach i zaczął ją powoli zdejmować
- Zamoczyłam ci szatę- powiedział sam do siebie z lekkim rozbawieniem.- Co ty powiesz? Naprawdę?
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 14:46   #5
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział V
('Wspomnienia i zaufanie')




Severus otworzył oczy. Był już ranek. Spojrzał na stojący na szafce przy łóżku zegarek- była 6.20. Usiadł. Odrarnął z twarzy włosy i pogładził ręką zarost. Poszedł do łazienki, ogolił się, wziął zimny prysznic. Na krześle znalazł świeżą szatę, którą w nocy przyniósł któryś ze skratów. Ubrał się. Dochodziła 7.00. Uczta była dopiero o 9.00. Nie mając nic lepszego do roboty, postanowił przejść się po błoniach.
Doszedł do wielkich, drewnianych, frontowych drzwi. Machnął różdżką i się otworzyły. Uderzył go w twarz zimny powiew świeżego, porannego powietrza. Pachniało rosą i mgłą. Wszędzie słychać było spiew ptaków. Snape zaczął iść przed siebie. Doszedł do wielkiego drzewa, rosnącego na środku błoni. To tutaj -pomyślał.- Tutaj ten przeklęty Potter... Wielki pan... Umiał się tylko popisywać przed tą Evans i pozostałymi... Ale to jego już nie ma... To on zginął. I to wydany przez tego, przed którym się tak chwalił... Przez tego, którego uważał za gorszego od siebie.
- Aach... Tak... Tak kończą tacy, jak ty...
Odwrócił się w stronę zamku. Dostrzegł jakiś ruch przy oknie na pierwszym piętrze. Lorena, jeszcze w swojej białej koszulce nocnej, usiadła przy stoliku z kubkiem w ręku. Wyprostowała się, ukryła twarz w dłoniach. Włosy opadły jej na zasłonięte teraz rękami policzki.
Co miało znaczyć to wczorajsze zachowanie? -myślał Snape- Czego nie mogła mi powiedzieć? I co takiego zrobił Lucjusz Malfoy, że doprowadził ją do płaczu... W co ty pogrywasz, kobieto...
Poszedł na ucztę. Miejsce między nim a Hagridem było dziś puste. Zwrócił się do siedzącego po jego prawej stronie Dumbledore'a:
- Dyrektorze...
- Słucham cię, Severusie?
- Wczoraj...
I opowiedział mu całą historię z Malfoyem i Loreną. Dumbledore przez cały czas wpatrywał się gdzieś przed siebie i kiwał głowa na znak, że słucha Snape'a.
- Bardzo dobrze, że mi to powiedziałeś Severusie. Panna Swan nic mi o tym nie wspominała, gdy dziś z nią rozmawiałem. Wzięła dzień wolnego, bo źle się czuje.
- Źle się czuje- prychnął Snape.
- Nie wiem, co miało znaczyć to wczorajsze zachowanie Lucjusza. Zauważyłem, że profesor Swan największym zaufaniem darzy tu ciebie, dlatego...
- To mi wcale nie imponuje- warknął Snape.
- ... dlatego jeśli jeszcze się czegoś dowiesz, natychmiast mi o tym powiedz. Ja na razie będę udawał, że o niczym nie wiem.
- Dobrze, dyrektorze.
Snape wstał od stołu.
- Severusie...
- Tak?
- Czy dostałeś wczoraj liścik ode mnie?
- Nie... Jaki liścik?
- Dałem go profesor Swan. Musisz jej wszystko wytłumaczyć. Bo widzisz...- dodał widząc pytający wzrok Snape'a- mamy nowego członka Zakonu Feniksa.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 14:48   #6
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział VI
('Róże')




Minęły 4 dni. Snape gdzieś zniknął na ten czas. Dla Gryfonów były to, jak na razie, najlepsze dni w tym roku szkolnym.
- Jestem ciekaw, co on robi- powiedział Harry wieczorem w pokoju wspólnym.
- Nooo... Ja tez. Ale mamy za to wolne od eliksirów!
- Och, Ron! Ty tylko myślisz o tym, żeby nie było jak najwięcej lekcji!- powiedziała ze złością Hermiona.- A w tym roku są sumy! Mam nadzieję, że Snape szybko wróci, bo to, co robimy na lekcjach jest o wiele ważniejsze niż to, co jest w "Eliksirach dla zaawansowanych",
- Hermiono! Nie wierzę! Wątpisz w wartość książek???
- Nie o to chodzi, Ron! Po prostu poprzez praktyczne podejście możemy sprawdzić swoje umiejętności! Harry, a co do Snape'a to...- ściszyła głos- ... to myślę, że znów robi coś dla Zakonu...
- Taaak... Pewnie znów coś tajnego... Jak w wakacje wrócił ze swojej misji, to nie mogliśmy nic podsłuchać.
- Nawet Uszy Freda i Geroge'a nic nie dały- powiedział Ron, jakby to przesądzało sprawę.- Jak nie będzie go jeszcze przez tydzień, to wyślę mu przez sowę anonimowo bukiet róż!
Harry i Hermiona parsknęli śmiechem.

***

Następnego dnia Snape znów nie pojawił się na śniadaniu. Harry'emu i Ronowi dopisywał humor. Kiedy później udali się na błonia i znaleźli wolną ławkę, Hermiona od razu wyciągnęła podręcznik do eliksirów i zaczęła studiować temat, który powinni mieć na dzisiejszej lekcji.
- Ach... Życie jest piękne- westchnął Ron. - Hermiono, schowaj to! Powinnaś cieszyć się tym, że dziś znów przepadają nam eliksiry! A książka przecież i tak nie zastąpi ci "praktycznego podejścia na lekcji"...
Hermiona udała, że tego nie słyszy i dalej przewracała strony podręcznika.
- Harry, to co robimy? Za pół godziny mamy eliksiry. Trzeba jakoś uczcić nieobecność starego Snape'a. Może zwędzimy trochę żarcia z kuchni, co?
- Jasne!- Harry nie zwrócił uwagi na spojrzenie Harmiony. Pomysł Rona o wiele bardziej podobał mu się od zmarnowania całej godziny na naukę tak znienawidzonego przez niego przedmiotu.
- Wiecie co?- Ron był wyraźnie wniebowzięty, czego nie okazywał od 2 tygodni.- Mój pomysł z kwiatami jest nadal aktualny. Snape'owi zostało jeszcze 6 dni. Jeśli przez ten czas nie zjawi się na naszych lekcjach, będziecie świadkami, jak wysyłam mu bukiet róż.
- Myślę, że nie będzie takiej potrzeby...
Cała trójka aż podskoczyła. Za nimi stał Snape!
- Niestety panna Granger i pan Potter nie dostąpią tego... ZASZCZYTU bycia świadkami tak wyczekiwanej przez ciebie Weasley chwili, a ty sam dostąpisz u mnie zaszczytu tygodniowego szlabanu. Od dziś o 17.00. Ach, a w czwartek o 11.00, bo ma nie być lekcji.
- A-Ale profesorze, w czwartek o 11.30 jest turniej Quidditcha!
- Naprawdę? Cóż za pech panie Weasley...
- Ale ja gram!
- Codziennie o 17.00, a w czwartek o 11.00 widzę cię pod moim gabinetem.
Odwrócił się i odszedł szybkim krokiem w stronę zamku. Czarna szata podróżna powiewała za nim jak wielkie, czarne skrzydła. Uczniowie schodzili mu z drogi. Tylko Draco Malfoy zatrzymał go na chwilę i zamienił kilka zdań. Ron siedział z miną zbitego psa.
- On wiedział, że w czwartek o 11.30 jest Quidditch!
- To chyba nie zaskoczenie, co? Na pewno wiedział. Przecież to nauczyciel, to chyba normalne- warknęła Harmiona.
Harry miał wrażenie, że odgryza się za docinki Rona.
- Harry, musisz znaleźć nowego obrońcę.
- Przestań Ron! Może ci przełoży ten czwartkowy szlaban- Harry spojrzał ostro na Hermionę, która już otwierała usta, żeby zaprzeczyć słowom Harry'ego.- Prawda Hermiono?
- Eee... Ja... no... myślę, że powinieneś spróbować go przekonać...
- Nie znacie Snape'a? To na nic...
Hermiona schowała do torby swój podręcznik.
- Przed szlabanem będziesz się o to martwił, co mu powiesz. Teraz chodźmy na eliksiry.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
101 powodów, za które kochamy Severusa Snape'a Dora06 Gry i zabawy... 18 02-10-2010 19:59
ak wyprowadzić pofesora Snape'a z równowagi? Dora06 Kosz 9 08-16-2009 18:02
[NZ] Moja wersja HP7 Ginny love Harry forever Kosz 11 07-01-2009 19:46
Moja różdżka mastahe93 Kosz 0 04-20-2009 14:25
moja 7 część HP emma19 Kosz 4 06-18-2007 02:08


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:09.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.