|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
Niefortunna lisica
Prolog.
Zawsze lubiłam śpiewać wieszając pranie. Generalnie wtedy podłączałam słuchawki do swojego odtwarzacza MP3* i śpiewałam zapominając o bożym świecie.
Tamtego dnia jednak było inaczej. Rebecca nie zostawiła mi ani knuta, ale nie zapomniała o wielkiej torbie jej brudnych ciuchów.
- "Przecież lubisz pranie" - zacytowałam schylając się po koszulkę. - Oczywiście, że lubię, cholerna blondyno, ale nienawidzę jak się mnie wykorzystuje.
Obiecałam sobie, że szybko skończę, a po obiedzie wyciągnę od niej pieniądze.
Póki, co, zostało mi jeszcze trochę bielizny na drugie pranie, a kolejka do pralni gwałtownie narastała.
- Chwilę, jest jeszcze kilka pralek, nie?!
Ktoś odwarknął buntowniczo.
Wsypałam proszek, a ponieważ było troszkę ponad normę z zamknięciem klapki miałam mały problem. W końcu jednak klapka opadła z cichym pyknięciem i przycisnęłam różdżką czerwony guziczek.
Po chwili pralka zaczęła wesoło wirować, a ja zagłębiłam się w lekturę Czarownicy w wydaniu irlandzkim**. Nawet nie zauważyłam, kiedy pralka wybuchła, dokładnie zalewając całe pomieszczenie.
- Kuuuurczę!
Z pralki strumieniami wylewała się woda i unosił się jakiś podejrzany, siwy dymek.
Otworzyłam drzwi, a woda wylała się na Bryce Avary'ego, jednego z najprzystojniejszych chłopców na moim roku. Oczywiście, próby poderwania go znacznie zmalały, bo woda z pralki wylała się na jego cudowne, niebieskie trampki.
- Przepraszam.
Pobiegłam po konserwatora, klnąc w myślach na nieumiejętność naprawiania różdżką mugolskiego sprzętu i to, że Avary musiał tam stać.
Pół godziny później sprzęt był, co prawda nieco odratowany, jednak piętra tak szybko nie dało się wysuszyć.
Dyrektor chciał nawet obciążyć kosztami moją matkę, ale konserwator po męsku obronił mnie twierdząc, że sprzęt jest stary i w końcu wysłuchane zostaną jego prośby, wymienią pralki, a i mojej szkole przyda się remont.
Kiedy tylko weszłam do naszej szkolnej stołówki, na mój widok szepty zagęściły się.
- Co jest? - usiadłam z moim zespołem.
Patrick wzruszył ramionami. - Przed chwilą był tu Dyro. Powiedział, że zmuszasz szkołę do remontu i na ten czas jedziemy do Anglii.
- Wszyscy? - zdziwiłam się, nakładając sobie tego, co jeszcze z obiadu zostało.
- Nie, Jolly, tylko nasz rocznik, bo zalałaś tylko nasze piętro.- Liam wyszczerzył do mnie zęby. Idealnie równe, białe ząbeczki.- Dzięki tobie zwiedzimy Hogwart i okolice.
To, co zdążyłam zjeść, porządnie zawirowało mi w żołądku
HOGWART?! To tam gdzie mój bliźniak, Constantin, ten cholerny namolny tępak Malfoy,
Mnóstwo innych, nie lubianych osób i zupełny brak elektryczności.
Ja tam chyba zwariuję!!
Coś mi się jednak przypomniało.
- Rebecca, oddawaj 3 sykle!
* MP3 - zdaję sobie sprawę, że jest to sprzęt mugolski, a akcja toczy się na długo przed ''empetrójkami" ale cóż - mój cyrk, moje małpy.
**Czarownica w wydaniu irlandzkim nie świadczy o zmianie języka, tylko o newsach, obyczajach, przepisach i tym wszystkim innym co dotyczy irlandzkiej młodzieży.
|