Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania zakończone

 
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-25-2009, 16:06   #1
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie Sny prorocze

Sny prorocze
Autor: Davis



Rozdział I




Jak trudno jest zabić...
A, gdy już wypełnisz nieuchronne przeznaczenie,
poczujesz, że na zawsze utraciłeś kogoś,
kto był dla ciebie, jak brat,
a po kim zostały tylko ciche wspomnienia,
tęsknota, ukryta w duszy.
Żal, wyryty głęboko w sercu.



Była noc. Znajdował się w jakimś starym, drewnianym kościele. Nie był tam sam. Wokół niego znajdowało się mnóstwo ludzi, a wszyscy wpatrzeni byli w jakiś tajemniczy obiekt na ołtarzu, jakby czekali na jakiś znak. Chciał podejść bliżej, żeby dowiedzieć się, co było obiektem zaciekawienia tylu ludzi ( swoją drogą czuł przed tym pewien strach), gdy nagle uświadomił sobie, że ktoś go woła z zewnątrz, ale nim dociekł źródła owego głosu, leżał już w łóżku, zlany potem;

- Ray, wstawaj! - tego ranka Sidney obudził się wyjątkowo wcześnie, nie wiedząc, co dokładnie wydarzyło się zaledwie parę minut temu. Podbiegł do łóżka głośno chrapiącego przyjaciela, potrząsając nim z całych sił.
- Co... Co się dzieje...? Zostaw! Puść mnie... Ratuunku!
- Ray! Skończ mamrotać przez sen, mam ci coś ważnego do powiedzenia!
Młody Thanks, kiedy doszedł do wniosku, że nic mu nie grozi przebudził się całkowicie i usiadł na swoim łóżku, przecierając zaspane oczy. Był to krępej budowy chłopak z gęstymi, jasnymi włosami.
- Dlaczego mnie budzisz o tak wczesnej porze? - Spojrzał na budzik, leżący na jego nocnym stoliku. Była piąta (!) rano. Spojrzał na Sidney'a, jak na wariata. - Coś się stało? - Spytał go z oszołomioną miną.
- W zasadzie... TAK! Inaczej bym cię nie budził! - Krzyknął poirytowany. - Znowu to miałem!
- ????? - Mina Ray'a wyrażała, że wie z tego tyle, co nic.
- No ten SEN! - Wyrzucił wreszcie z siebie Sidney, nie mogąc pojąć, jak można być aż tak niedomyślnym. - Z tym, że tym razem miałem wątpliwy zaszczyt gościć w kościele. Ale znowu powtórzył się ten motyw z głosem, nieznajomym głosem... tak bardzo chciałbym wreszcie dojść do tego, co to było. No i ten ktoś mnie wołał, nie słyszałem dokładnie, co mówił, no a potem... zobaczyłem na ścianie kościoła taki tekst... jak to leciało... "znajdziesz mnie tam, gdzie wiecznie trwam. HP". - Wyrecytował.
- Przecież miałeś skończyć z tymi nocnymi "wędrówkami". - Rzekł poirytowany Gryfon. - Sam mówiłeś, że staje się to coraz bardziej męczące.
- Niby tak, ale z drugiej strony czuję, że jestem coraz bliżej rozwiązania tej tajemniczej zagadki. - Odpowiedział mu Sidney, marszcząc czoło. - Dzisiaj jest sobota, hmm, pomyślmy... mamy dużo czasu.
- Co chcesz zrobić?
- Dojść do tego, gdzie mogę się dowiedzieć więcej o tym kimś. HP, to... hej! To mogą być jego inicjały!
- Gratuluję intelektu... - Powiedział nieco znudzony Ray. Sidney puścił to mimo uszu.
- Musimy jeszcze tylko pomyśleć, co to za miejsce. " Znajdziesz mnie tam, gdzie wiecznie trwam". - Powtórzył podniecony. W tym czasie Ray chcąc, nie chcąc, postanowił się ubrać, bo czuł, że nie będzie mu już dane spać.
- " Znajdziesz mnie...". - Mówił do znudzenia jego przyjaciel.
- Może cię nagrać? - Spytał się blondyn, starając się, by nie zabrzmiało to, jak sarkazm. - Sala Pamięci.
- Co?
- Mówię o Sali Pamięci. To tam są uwieczniane niektóre nazwiska.
- Stary, to jest to! Jak mogłem wcześniej na to nie wpaść! - Radość Sidney'a nie miała granic. - Idziemy do Sali Pamięci!
I ubrał się szybko, starając się nie obudzić innych kolegów z siódmej klasy, którzy spali z nimi w jednym dormitorium. Gdy był już gotowy, wziął w pośpiechu różdżkę ze stolika i wymknął się z pokoju, a Ray poszedł za nim;
Przebiegli przez zwykle pusty o tej porze pokój wspólny Gryffindoru, następnie przeskoczyli przez dziurę za portretem, nie oglądając się na zdziwionego Ruksa, strzegącego wejścia do Wierzy Północnej. Mijali skąpane w ciszy korytarze. Za oknem księżyc powoli ustępował miejsca słońcu;

Wreszcie dotarli na odpowiednie piętro. Mieli przy tym trochę kłopotów, bo w ostatnim czasie woźny Goyle zabarykadował wejście do Sali Pamięci z jednej strony korytarza, więc musieli iść na około.
Weszli do środka. Był to pokój niezwykły, pełen szklanych gablot z różnymi pucharami, medalionami, medalami i orderami. Zaczęli się przechadzać, szukając właściwego z inicjałami HP. Po jakichś piętnastu minutach Ray usłyszał połączony ze śmiechem zachwyt przyjaciela.
- Tutaj, Ray... jak mogłem się nie domyślić? - Sydney stuknął się w czoło. - Teraz to takie oczywiste!
- Co jest takie oczywiste? - Chłopak podszedł do niego. Spojrzał na order:

HARRY POTTER

Harry Potter, ur. 31 lipca 1980r.
Syn Jamesa i Lily Potterów. Znany
jako Chłopiec, Który Przeżył. Uczeń
Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hog-
warcie w latach 1991 - 1998. Otrzymał
specjalne odznaczenie, Order Merlina
Pierwszej Klasy za ostateczne poko-
nanie Lorda Voldemorta.

Nagle Sidney przewrócił się na kamienną posadzkę. W głowie szumiały mu na przemian słowa - ''strata, przeznaczenie''. Ray pochylił się nad nim.
- Co ci jest?
- Nic, nic...
Spróbował więc z innej strony.
- Ale dlaczego ci się przyśnił? Przecież Potter nie żyje już od pięciu lat... - Spytał powoli przyjaciela. - Myślisz, że chciał ci coś powiedzieć?
- Nie wiem... - Sidney wstał z podłogi. Byo mu trochę głupio. Widać było, że sam głęboko się nad tym zastanawia. - Zostawmy to na jakiś czas.
- Przecież tak byłeś tym zainteresowany?
- Tak, ale muszę trochę odpocząć, głowa mnie rozbolała. - Chłopak był jakiś dziwny, jakby nie był sobą. Jeszcze raz rzucił okiem na order i skierował się z stronę wyjścia. Resztę dnia włóczył się po szkolnych błoniach, a gdy wieczorem zrobiło się chłodno wrócił do Pokoju Wspólnego. Zahaczył o bibliotekę, wypożyczając książkę "Co robić, gdy masz do czynienia ze snami proroczymi?". Nie poszedł nawet na kolację. Usiadł wygodnie w okrągłym fotelu i otworzył książkę na wstępie, lecz nim zdążył cokolwiek przeczytać, zmorzył go sen;
Znowu był w kościele. Tym razem jednak było zupełnie cicho, była noc. Postanowił się więc rozejrzeć. Zapalił różdżką światło. Podszedł do ołtarza. Nie zauważył tam nic dziwnego, ale po dłuższych oględzinach dostrzegł w rogu kilka klepsydr. Zbliżył sie do nich...
Nic mu nie mówiły nazwiska osób, wypisane na białych kartkach papieru. Ot, zwykłe klepsydry. Odwrócił się i już miał wracać, gdy za oknem zerwał się wiatr i znowu usłyszał ten znajomy głos, tym razem wyraźnie. Bardzo wyraźnie...
- Podążaj za przeznaczeniem. - Usłyszał. Instynktownie odwrócił głowę. Na ścianie za ołtarzem pojawiła się nowa klepsydra. Podszedł do niej powoli. Gdy przeczytał pierwsze słowa, o mały włos nie krzyknął.

RAYMAN THANKS

Urodzony 23 czerwca 2015r.
Zmarł 12 maja 2032r.
Zginął śmiercią tragiczną.

Sidney obudził się w fotelu...

Ostatnio edytowane przez FanFiction : 04-25-2009 o 16:09.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
 


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:57.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.