Wróć   HPN.pl > Harry Potter > Hogwart

 
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 08-20-2009, 19:56   #11
dziobaczka89
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
 
dziobaczka89 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Lokalizacja: Starogard
Posty: 131
Domyślnie

Co miała z nimi zrobić? Nie miała zielonego pojęcia. Pierwszy raz w jej błyskotliwej karierze nauczyciela miała do czynienia z bandą młodocianych recydywistów. Tak. Byli recydywistami, o czym ona profesor McGonagal była święcie przekonana. Niesfornymi łobuzami szukającymi guza, problemów i jeszcze raz guza!
Stali w rządku wpatrzeni w nią niczym sroki w gnat, jeszcze bardziej ją denerwując. Milczeli jak zaklęci, pomimo iż prosiła, błagała aż w końcu ostatkami sił, groziła wywaleniem ze szkoły. Nikt się nie złamał. Uparcie milczeli.
Przebiegła po ich twarzach, zatrzymując się na nieprzytomnej Katie.
„Muszą ją zanieść do skrzydła” przebiegło jej po głowie.
- Milczycie? – Zawtórowała cichym, melodyjnym głosem, opierając się ciężko o fotel stojący za biurkiem. – Nie chcecie ze mną współpracować. W waszym wypadku stawianie oporu nie jest wskazane. – Zamilkła napawając się idealną ciszą panującą w jej schludnym gabinecie. Zawsze uporządkowanym i cieszącym się świeżym zapachem, przesyconym jej drogimi perfumami.
Jane wykręciła oczy do sufitu. Nie uszło to uwadze McGonagal.
- Jest pani bezczelna, panno Barson. Nigdy w życiu nie miałam do czynienia z tak obrzydliwie arogancką osobą.
- Straszne. – Mruknęła półgębkiem Jane. – Zaraz się popłaczę.
Profesor McGonagal wciągnęła z głośnym świstem powietrze.
- Ona jest jak dementor. – Szepnął James nie poruszając w ogóle wargami.
Marcjusz przymknął oczy by nie wybuchnąć głośnym śmiechem.
McGonagal pasowała idealnie do roli dementora. Potrafiła wyssać wszelaki dobry humor, z każdego ucznia na dobre pare kilometrów. Ewidentnie nadawała się na tą fuchę.
- Wasza duma i buta jest doprawdy odpychająca. – Zamruczała nauczycielka. – Jakim cudem tiara przydzieliła cię do Ravenclavu, panno Barson? – Ciągnęła mętnym głosem znudzonego i zmęczonego człowieka.
- Starość pani profesor, starość ją dopadła. – Opowiedziała z szerokim uśmiechem Jane. James szturchnął ją lekko w bok.
- Obawiam się, że tiara ma rozchwiany system…
- Nie interesują mnie pańskie domysły, panie Steward. – Warknęła, ostrym niczym brzytwa, głosem. Jawnie się z niej nabijali. Rzuciła nienawistne spojrzenie Jane. Nie podobał jej się entuzjazm tej dziewczyny.
Przeniosła wzrok na Arniego, odganiając bolesne wspomnienia. Wzięła dwa głębokie wdechy, uspokajając się.
- Początkowo chciałam wam darować ten wybryk. – Przemówiła na powrót łagodnym, lekko melancholijnym głosem. – Jednakże to, co sobą przedstawiacie… - Zamyśliła się chwilę. – Tej niesubordynacji nie mogę wam puścić płazem. Jestem zmuszona dać wam wszystkim szlaban, odjąć pięćdziesiąt punktów za pogwałcenie regulaminu szkoły, który powinien być dla was święty. – Zakończyła ciężko dysząc.
- Pięćdziesiąt punktów? – Mruknęła Jane. – Nie wystarczy szlaban?
- Pięćdziesiąt punktów za każdego z was, nawet za pannę Grey, którą zaniesiecie natychmiast do skrzydła a następnie udacie się prosto do waszych dormitoriów.
Blackborn przygryzł wargi próbując ukryć ironiczny uśmieszek.
- Ma mi pan coś do powiedzenia, panie Blackborn? – Warknęła profesor McGonagal, sadowiąc się wygodnie w swoim skórzanym foteliku za hebanowym biurkiem.
- Nie może nam pani odjąć stu punktów, bo Slytheryn ma tylko czterdzieści.
Jane wstrząsnął dreszcz. Wszelkimi siłami powstrzymała wybuch śmiechu.
- A Gryffindor ma tylko pięćdziesiąt. – Zawtórował James, z trudem łapiąc oddech.
- Ravenclav również.- Uśmiechnęła się wesoło Jane.
Zdezorientowana mina nauczycielki była bezcennym widokiem.
Albus przymrużył oczy, czekając na eksplozję furii opiekunki Gryffindoru.
- Zatem… – Zaczęła, próbując powstrzymać fale napływających ją pasji. Jak ona żałowała, że nie mogła pokazać im, kto tu rządzi, traktując ich paroma mocniejszymi zaklęciami. Od razu zaczęliby chodzić jak w zegarku, a o durnych nocnych wycieczkach i atakach na koleżanki z własnego domu nie byłoby mowy. Była pewna, że to Jane Barson, pchnięta dziką żądzą i zazdrością, zaatakowała Katie Grey a te trzy bufony ją broniły. – Gryffindor traci pięćdziesiąt punktów a Slytheryn czterdzieści, Ravenclav to samo. Jutro po zajęciach zapraszam do siebie na omówienie szlabanu. Wszystko jasne? – Długie milczenie uczni upewniło ją, że zrozumieli. – A teraz wy dwoje zaprowadźcie ją do skrzydła. – Tu wskazała na Jane i Jamesa. – A wy – Tu na Arniego i Marcjusza -marsz do łóżek. – Zakomenderowała siedząc nieruchomo za biurkiem niczym słup soli.

Mroczne korytarze zamku jeszcze nigdy nie wydawały się takie przyjemne. W porównaniu z duchotą panującą w gabinecie profesor Woodrow, ciemne, wilgotne korytarze były idyllą.
„Dwie czarne plamy taszczą trzecią plamę. Tak to mniej więcej wygląda.” Pomyślała Jane walcząc z bezwładnym ciałem Katie Grey.
Szli w milczeniu. Nikt nie miał ochoty rozmawiać. Nie, dlatego, że dostali szlabany i odjęto ich domom wszystkie punkty, jakie tylko mieli, po prostu zastanawiali się, co będzie z Katie. Dostała z czterech różnych zaklęć, z czego wszystkie były klątwami.
„ Ciotka Romilda mnie zabije, jeśli się dowie, że maczałem w tym palce. Na pewno się dowie. Już po mnie.” Nasunęło się Jamesowi. Westchnął ciężko, podrzucając tłowiem Katie, która zaczęła mu się wyślizgiwać z dłoni.
Gdy w końcu dotarli pod drzwi skrzydła szpitalnego zdążyli załapać porządna zadyszkę.
- Nienawidzę takich pomieszczeń. – Burknęła Jane na widok szpitalnego wystroju pomieszczenia. – Wszędzie biało. – Mruczała do siebie.
James prychnął, kładąc ostrożnie swoją kuzynkę na najbliższym z łóżek.
Do Sali weszła pielęgniarka, Poopy Pomfrey, starsza kobieta, która ponoć bardzo dobrze znała się na uleczaniu różnych urazów - zarówno magicznych jak i nie magicznych.
- Dobry Boże. – Zakrzyczała dramatycznym tonem. Energicznie, jak na swój sędziwy wiek, podbiegła do łóżka, na którym leżała nieprzytomna Katie. – Co jej się przytrafiło?
Jane przygryzła wargę.
- Dostała z czterech klątw. – Powiedziała bezbarwnym tonem, przyglądając się swoim stopom. – Nic jej nie będzie, prawda? – Wypaliła, wstrzymując oddech. Od dawna chciała zadać to pytanie, które obijało się głuchym echem w jej głowie.
- Oczywiście, że nic jej nie będzie. – Zaperzyła się pani Pomfrey, treptając w stronę szklanej szafy, na której stało pełno różnokolorowych, szczelnie zamkniętych fiolek.
- Doprowadzi ją pani do stanu używalności? – Zapytał z nadzieją w głosie James.
- Jutro będzie zdrów jak ryba. – Wymruczała, posyłając im oskarżycielskie spojrzenie. - Prosiłabym was teraz o opuszczenie skrzydła i udania się do swoich dormitoriów.
Jane rzuciła ostatnie spojrzenie bladej jak ściana Grey, której ośle uszy i różki na czole były już sporych rozmiarów.
- Chodźmy. – Zarządził James puszczając Jane przodem.
Powlekli się w stronę schodów by nimi dostać się na siódme piętro, gdzie mieścił się ich Pokój wspólny.
- Spójrzmy na to z jaśniejszej strony… - Mruknął James, gdy pokonywali kolejne stopnie. – Przejdziemy do historii Hogwartu, jako jedyny przypadek, kiedy McGonagal musiała odjąć mniej punktów, niż zamierzała.
Ich śmiech rozniósł się echem po korytarzu.
- Chce nas utemperować tym szlabanem i odjęciem punktów. – Prychnęła Jane.
- Wiesz Jane… - James zamyślił się. – Ona ma swój świat. Nie lubi nas, bo w szkole była typem kujona, nie potrafiła się wyluzować…
- Ona nas nienawidzi i wcale nie próbuje tego ukrywać.- Pokiwała z uznaniem Jane.
-Ale też się z tym nie obnosi. – Zauważył trafnie James.
- Idę spać. – Zaanonsowała Jane, gdy dotarli pod wejście do domu Ravenclav.
- Gdybyś zamierzała wybrać się na nocną przechadzkę, daj znać. Chętnie ci potowarzyszę. Chyba, że obleciał cię strach po dzisiejszej gonitwie? – Zawołał James zmierzając się z Jane.
Jane prychnęła rozbawiona.
- Przecież wiesz, że nie dam spokoju McGonagal.
- Nie zapomnij o Irytku. – Zarechotał, oddalając się w ciemna otchłań.
- Nim zajmiemy się w pierwszej kolejności. – Szepnęła do siebie. Przeszła energicznie do opustoszałego Pokoju wspólnego pełnego zużytych foteli.


Lorcan patrzył na Jane ze zmarszonymi brwiami.
- Powiedziałaś, że wysłała tylko listy do rodziców.
Jane zarumieniła się lekko.
- Skłamałam.
- A ten cały płacz?
- Udawałam. – Wzruszyła ramionami, unikając wzroku kolegi. – Lorc, daj spokój, tylko ty jeden jeszcze, jako tako mnie lubisz…
- Dobrze powiedziane. Jako tako. – Prychnął rozeźlony.
- Staniesz po mojej stronie jak mnie te kruczyła dopadną? – Zatrzepotała zamaszyście rzęsami.
Lorcan skrzyżował dłonie na klatce.
- Pod jednym warunkiem.
Jane uśmiechnęła się jadowicie.
- Nie, kochany. Nie będę twoją dziewczyną. – Odparła, wzdychając ciężko.
Chłopak wybuchnął ironicznym śmiechem
- W twoich snach Jane, w twoich snach! – Zawołał, patrząc na nią w połowie rozbawiony.
Jane przyglądała mu się uważnie.
- Pomożesz mi uważyć amortencję.
Jane spojrzała na niego z ukosa.
- Nie dla mnie. – Zaperzył się, pod ostrzałem spojrzeń dziewczyny.
- Jasne. Każdy tak mówi. – Odparła, wyciągając rękę, która Lorcan ochoczo potrząsnął.


// Taka moja natura, że jak już coś piszę, to piszę dłuugo... postaram się pisać krócej //

Ostatnio edytowane przez dziobaczka89 : 08-20-2009 o 20:01.
dziobaczka89 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
 


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
# Ravenclaw # Vayamess Kosz 132 01-17-2010 17:05
~Ravenclaw~ InsygniaŚmierci Kosz 19 03-30-2009 15:24
Ravenclaw. Vemyana Kosz 3 01-13-2009 20:50
Ravenclaw Dziedzic Gryffindora Kosz 126 05-18-2007 13:46
RAVENCLAW Ginny_Weasley12 Kosz 20 04-08-2007 20:23


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:24.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.