Wróć   HPN.pl > Pozostałe > Kosz

 
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 07-24-2011, 16:06   #11
Sarahis
Super Moderator
 
Sarahis na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
Domyślnie

Lorraine nie mając, co ze sobą zrobić, skierowała swoje kroki na Błonia. Pogrążona w myślach o minionych zdarzeniach, nie zauważyła, że reszta damskiej części elity, również wpadła na pomysł, aby w ten sposób zmarnować resztę popołudnia i okupywała właśnie najlepsze miejsce, w cieniu ogromnego dębu.
Angela z uwagą studiowała szmaragdowe paznokcie Ginny, na których wykwitł skomplikowany srebrny wzorek, natomiast Lucy słała pełne niechęci spojrzenia w stronę Gryfona, który siedząc parę metrów dalej, patrzył na nią tęsknie. Reszta wesoło szczebiotała, o jakichś, zdawałoby się, mało ważnych tematach i kwestiach.
Marcelina natychmiast zauważyła przyjaciółkę, która minęła Ślizgonki z nieobecnym spojrzeniem i założonymi rękami, jak gdyby broniąc się przed chłodem, chociaż ten jesienny dzień był nadzwyczaj ciepły. Podeszła nieświadomą niczego dziewczynę i z całej siły zaserwowała jej kuksańca w ramię, który z założenia miał być przyjacielski. Sara, zdziwiona, a nawet trochę przerażona tym nagłym atakiem, natychmiast odskoczyła trzymając się za ramię.
- Auaa, pojebało cię, idiotko? – warknęła rozpoznając w „napastniku” Mimid.
- Nie-e – odparła tamta. – Ale ciebie chyba tak, skoro nadal jesteś obrażona za tamto rano.
- Nie jestem – prychnęła Sara, rozcierając obolałe ramię. – Ale będę, jeśli jeszcze raz mi przywalisz.
- No trzeba było dosiąść się do nas normalnie, a nie idziesz sobie chuj wie gdzie – rzuciła Marcelina wskazując palcem w klatkę piersiową Lorraine. – Bo to wyglądało jakbyś robiła z siebie wielką księżniczkę, obrażoną za głupi żart.
- Pff… Fakt, żart rzeczywiście był głupi – odrzekła i po chwili dodała. – Nie pomyślałaś, że może nie zauważyłam was po prostu?
- No taak, też mi się zdarza, nie zauważyć siedmiu osób, przechodząc praktycznie metr od nich – powiedziała kąśliwie Marcelina, zabawnie wydymając wargi i mrużąc oczy.
- No to się cieszę, że mnie rozumiesz – odparła Sara marszcząc nosek i pokazując przyjaciółce język.
- Ja też się cieszę – rozejrzała się – dołączymy do reszty, czy będziemy tu tak stać?
- Yhym, chodźmy… - odrzekła Lorraine i westchnęła, uzmysłowiwszy sobie, jak wiele par oczu w tym momencie śledzi każdy ich ruch, jak wiele par uszu łuska każde słowo i jak wiele ust przekaże niebawem Hogwardzkiemu społeczeństwu wieści o chwilowych zawieruchach w Elicie. Taka cena bycia najpopularniejszymi dziewczętami w szkole, każda z Elity doskonale zdawała sobie z tego sprawę. No cóż, jak widać wiele można znieść ku uciesze próżności.
- Powrócił! Syn marnotrawny! – powiedziała teatralnym tonem Marcelina, przy czym jedną rękę położyła na ramieniu Sary (tym obolałym, czego, znając pannę Abeley, nie można uznać za przypadek), a drugą wykonała zamaszysty ruch, by ostatecznie wskazać na przyjaciółkę, na co ta bez złości, ale jednak nie mogąc się powstrzymać, zareagowała warknięciem:
- Wal się…
Mimid jeszcze bardziej wepchnęła ją w grupę Ślizgonek. Sara potykając się o czyjeś nogi, doszła do wniosku, że rzeczywiście, o wiele bezpieczniej będzie w tym momencie usiąść, choć wcale nie miała na to ochoty. Zajęła miejsce jak najdalej od kogoś, kogo w tym momencie bała się spotkać najbardziej, mimo iż próbowała przekonać samą siebie, że niczemu nie jest winna. Kogoś, komu za plecami zadała niezliczoną ilość ciosów i wiedziała, że ten ktoś prędzej czy później, odkryje swoje rany. I ich sprawcę.

***


Wcześniej…

Właściwie Sara nie była jakoś szczególnie zła na przyjaciółki, które w pewnym sensie przyczyniły się do tego, że zaspała na dwie pierwsze lekcje. Ostatecznie były to Historia Magii i Zielarstwo, czyli coś, czego dziewczyna nie cierpiała najbardziej. Poza tym przynajmniej raz porządnie się wyspała, a, prawdę mówiąc, potrzebowała tego od dawna. Natomiast przydałoby się trochę pofochać. Najważniejszym powodem ku temu, było to, że może dzisiaj nie spędzić z przyjaciółkami okienka w środku zajęć, na które miała już coś zaplanowane. „Coś” było wysokie, miało ciemne włosy, zielone oczy i było, całkiem, całkiem przystojne.
Gdy myślała o Davisie, nie potrafiła opisać swoich uczuć względem niego. Być może dlatego, że po prostu ich nie było. Albo nie chciała, żeby się pojawiły. Na pewno nie chciała.

Nieskończenie nudna teoretyczna lekcja Mistrza Eliksirów wreszcie dobiegła końca. Lorraine wypadła z klasy i ruszyła do Pokoju Wspólnego. Na miejscu nie zastała jeszcze Traceya – wspominał, że może się spóźnić z 10 minut. Było to dla niej bardzo korzystne, bo mogła opracować strategię działania i przygotować słowa, których użyję, by wreszcie zakończyć to… No właśnie, co? Zajęła umówioną kanapę i rozsiadła się na niej wygodnie. Spostrzegła, że w jej stronę zmierza inny brunet, ten miał ciemne oczy i mniej rozbudowaną sylwetkę. Javier. Chłopak dalej wcielał w życie swój plan uzyskania miejsca w Elicie – sprytnie, tak jak Niemcy, którzy podczas Powstania Warszawskiego podzielili Warszawę na sektory i zdobywali je po kolei, ten nie próbował działać na grupę, tylko zdobywał zaufanie poszczególnych osób, co jak na razie szło mu całkiem nieźle.
- Mogę się przysiąść? – zapytał z nieśmiałym uśmiechem.
- Jasne – odparła Sara i zgarnęła swoje rzeczy, by zrobić dla niego miejsce.
- Słyszałaś o tej ucieczce, prawda? – zaczął.
- Yhym, przeczytałam w Proroku tego Andersena – odrzekła dziewczyna, a po chwili dodała. - Swoją drogą, zachowywał się dziwnie…
Javier popatrzył na nią z niedowierzaniem.
- No jasne, ja też bym się pewnie zachowywał dziwnie, gdyby mój ojciec był psychopatycznym mordercą i właśnie dowiedziałbym się o jego ucieczce z Azkabanu – powiedział ironicznym tonem poprawiając mankiety.
Sara na moment zaniemówiła ze zdziwienia. Nachodziły jej do głowy różne pytania, a co jedno to głupsze. Wybrała chyba najgorsze.
- A to… - bąknęła – który z nich jest jego ojcem?
Deniver roześmiał się.
- Widziałaś ty go? – zapytał wciąż uśmiechnięty. – No, domyśl się.
Lorraine przeszedł mimowolny dreszcz, gdy sięgnęła w głąb pamięci i znowu miała przed oczami te nienaturalne tęczówki.
- To my mamy tu, w Slytherinie… wilkołaka? – zadała kolejne idiotyczne pytanie, jednak nie mogła wyjść z podziwu, że dotychczas o tym nie wiedziała.
- Zdaje się, że tak – odparł brunet i przyjrzał się jej badawczo, wyczekując jakiejś reakcji. Nie znał jej na tyle, by wiedzieć, czego w poszczególnych momentach można się po niej spodziewać.
Sara westchnęła i wetknęła sobie kosmyk włosów za ucho.
- No cóż… będę musiała jakoś przyzwyczaić się do tej myśli – powiedziała i uśmiechnęła się, co w tym momencie nie było dla niej korzystne, gdyż jeszcze bardziej sprawiała wrażenie słodkiej idiotki. Zacisnęła prawą dłoń na lewym przegubie, czego skutkiem były małe, czerwone wklęśnięcia w kształcie łódeczek w miejscach, gdzie wbiły się paznokcie.
- Spoko, ja z nią żyje od pierwszej klasy, także da się – odparł, choć wiedział, że nie jest to żadne pocieszenie. W tym momencie nadszedł Davis. Sprawiał wrażenie lekko zbitego z tropu obecnością innego chłopaka na jego miejscu.
Javier natychmiast zrozumiał, że w tej chwili nie jest szczególnie pożądaną osobą, więc szybko wstał i machnął Sarze na pożegnanie, odchodząc w inny kąt Pokoju Wspólnego. Odmachała i spojrzała pytająco na Traceya.
- Tu jest za tłoczno na prywatne rozmowy – stwierdził i skinieniem głowy dał Lorraine do zrozumienia, żeby stąd wyszli. Dziewczyna, choć w Pokoju Wspólnym czuła się jednak w pewnym sensie bezpieczniej, podążyła za nim. Chciała jak najszybciej zakończyć tą obustronną zabawę, która stawała się coraz bardziej niebezpieczna.

Gdy później próbowała sobie przypomnieć to spotkanie, wyraźnie widziała niedomykane drzwi od pustej klasy, którą wybrał, tylko nie wiedzieć czemu, wtedy nie bardzo zwróciła na to uwagę. W końcu mieli rozmawiać, prawda? Wyłącznie rozmawiać. Natomiast zdarzenia przybrały nieco inny, mniej oczekiwany (przynajmniej ze strony Sary), obrót. Chciała od razu przejść do sedna sprawy, wyjaśniając, że postępowanie ze strony Tracey’a jest bardzo nie fair w stosunku do jego byłej dziewczyny, Kaylin, a wciągając w to Sarę tym samym bardzo naraził jej przyjaźń z Ross. Uznała, że ta formułka brzmi trochę głupio, ale nie potrafiła ująć swoich myśli w innych słowach. Aby nie zapomnieć, co ma powiedzieć, w myślach powtarzała ją tak namiętnie, iż czuła czarne, atramentowe litery wyryte na spodzie czaszki i wytatuowane pod powiekami. Zaczęła mówić, ale Davis zamknął jej usta pocałunkiem. Próbowała się odsunąć, ale chłopak zdecydowanie przyciągnął ją do siebie. Mimowolnie oboje przymknęli oczy. Dyskretnie błysnął flesz, którego żadne z nich nie zdołało zauważyć, a na korytarzu rozległo się głuche echo kroków, którego żadne z nich nie zdołało usłyszeć. W końcu ją puścił i spojrzał na nią, a w oczach miał taki żar, że Sara aż pobladła z przerażenia, a jej duże niebieskie oczy zdawały się być jeszcze większe. Nie upatrując swoich szans w kolejnym fizycznym starciu z wysportowanym Ślizgonem, sięgnęła po różyczkę i znacząco ją wznosząc cofnęła się o kilka kroków. Stanowczo wyrecytowała swoje stanowisko w stosunku do tego, co przed chwilą zaszło i co nie ma prawa zajść nigdy więcej. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że to już nie ma znaczenia. Nie ma już najmniejszego znaczenia…
__________________

"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."

Ostatnio edytowane przez Sarahis : 07-24-2011 o 16:13.
Sarahis jest off-line  
 


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 400 10-08-2008 17:46
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2304 07-08-2008 16:37
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 2000 11-25-2007 11:03
SLYTHERIN Angela Johnson Kosz 1996 06-14-2007 12:58
SLYTHERIN Limonka Kosz 3490 05-05-2007 20:18


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:06.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.