|
08-02-2011, 20:08
|
#991
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
Cytat:
Napisał Sarahis
Nie no, poczekajmy aż Rozi przyjdzie i wyjaśni, co nie. Bo ja też nie jestem pewna na sto procent : D.
|
Jestem już. I tak, jestem w 7
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
|
|
|
08-02-2011, 21:49
|
#992
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Christina siedziała w Wielkiej Sali i grzebała widelcem w rybie po grecku. Myślała nad ostatnimi dniami, nie tylko nad niezdrową atmosferą panującą w 'siedemnastce'.
- Będziesz to jeszcze jadła? - zapytał Zabini, z nadzieją w głosie.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Owszem. Tam stoi cały półmisek. Weź sobie.
- Ale... - zmarkotniał
- Co, tyłka się nie chce ruszyć?
- No, dokładnie.
Uniosła brew.
- A kim ty do cholery jesteś? - zapytała z ironią w głosie.
Zmieszał się lekko. Drapiąc po głowie usiłował odkryć o co jej chodzi.
- C.Z.A.R.O.D.Z.I.E.J.E.M. - oświeciła go w końcu - Skorzystaj z tego.
Zadowolony, że wreszcie wie o co biega, złapał różdżkę i przywołał sobie potrawkę. Nałożył sobie dużą porcję na talerz. Posmakowawszy, uśmiechnął się.
Dziewczyna wróciła tymczasem do rozmyślań i bezsensownego gapienia się na stół Puchonów.
Wróciła pamięcią do momentu, gdy machała zdjęciami, tuż przed nosem Sary. Czy kiedykolwiek jeszcze będą się przyjaźnić tak jak dawniej. Na miejscu Kaajn, już nigdy by jej nie wybaczyła, ale z drugiej strony... Narażają nie tylko swoją przyjaźń, ale też trwałość całej elity. Nie ma sposobu, żeby się nie pogodziły. Może nie teraz, ale kiedyś... na pewno.
- Chyba jednak tego nie zjesz.
- Blaise! Opanuj się człowieku!
- No co, jestem dużym chłopcem, muszę dużo jeść. - uśmiechnął się zawadiacko.
- Żeby to tylko Angelinie nie przeszkadzało, gdy będziecie ze sobą sam, na sam. - powiedziała z jadem w głosie, po czym wstała od stołu. Chłopak wzruszył tylko ramionami i podmienił talerze.
Idąc wzdłuż długiego stołu, przyozdobionego zielonymi motywami, widziała wiele znajomych twarzy. Większość z nich nie miała dla niej żadnego znaczenia. Jej najbliżsi siedzieli tam, w połowie stołu, zajmując centralne miejsca. Reszta, to był pospolity plebs. Nic nieznaczący uczniowie.
Wychodząc z sali minęła Blancę i Ginny, plotkujące o czymś cicho i zupełnie nie zdające sobie sprawy z tego, ze blokują wąskie przejście między murem, a ławą.
- Panno Evans, panno Weasley tarasują panie przejście.
Odwróciły się zaskoczone, ale chwilę później na ich usta wpłynęły uśmiechy. Z chichotem przyparły do muru, pozwalając blondynce przejść.
- Johnson, poczekaj.
Odwróciła się w dobrym momencie, aby blond kosmyki poszmyrały Weasley'a po nosie. Jęknęła w duszy. Miała szczerą nadzieję, że uda jej się dłużej go unikać. No nic.
- Hey. - przywitała się, przyzywając na twarz promienny uśmiech. Sztuczny, sztuczny jak lalki Barbie.
- Może dokończymy naszą rozmowę. A właśnie, jak ci poszło na egzaminach?
- Wybitny, oczywiście. - wypięła dumnie pierś, może trochę nawet za bardzo.
- No to gratuluję. Mi oczywiście, wystarczyło zwykłe 'powyżej przeciętnych'. - oznajmił szczerząc zęby.
- Możesz mi wytłumaczyć pewną rzecz? Jak wy z takim umysłem, macie tak kiepskie oceny? - założyła ręce na piersi.
- Wyglądasz i zachowujesz się jak moja matka.
- Widocznie ktoś musi cię przywołać do porządku. - wygięła usta w lekkim grymasie.
- Czyżbyś miała na myśli korki?
Uśmiechnęła się kpiąco.
- Weasley, czy ja wyglądam na kogoś, kto udziela korepetycji?
- To co, jutro o dwudziestej, w Pokoju Życzeń?
- Jesteś niemożliwy. - pokręciła głową, ale jej oczy się śmiały.
- Cały czas mi to powtarzają.
- Ok, niech będzie.
- W takim razie jesteśmy umówieni.
Odeszła zalotnie kołysząc biodrami i w głębi ducha ciesząc się, że zdołała wytargować jeszcze kilka, tak cennych godzin, na przemyślenia.
Machinalnie doszła do zatłoczonego Pokoju Wspólnego.
EGOISTYCZNIE, wiem
|
|
|
08-02-2011, 22:19
|
#993
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
|
zamawiam, ale możecie pisać, jak ktoś chce, bo raczej nie wniosę nic nowego, post będzie taki z braku laku raczej
Wszystko ma miejsce w tym samym dniu oczywiście
Blanca wstała wyjątkowo wcześnie. Całą noc męczyły ją koszmary, więc w sumie niewiele spała. Przeciągnęła się na łóżku i leniwie spojrzała na zegarek stojący na szafce nocnej. 6:30. Świetnie. Do lekcji miała jeszcze dużo czasu, więc pomyślała, że zdąży powtórzyć coś przed sprawdzianem z Historii Magii. Założyła szlafrok i powlokła się do łazienki. Filetowe sińce pod jej oczami wyglądały strasznie, włosy były nieuczesane i powywijane we wszystkie możliwe strony. Wzięła szybki prysznic, umyła włosy i zęby. Znowu założyła szlafrok i roztrzepała swoje długie włosy. Postanowiła ich nie suszyć, tylko pozwolić im się poskręcać w loczki. Wróciła do dormitorium. Wszystkie jej współlokatorki jeszcze spały, tylko łóżko Lucy było wolne. Założyła obcisłe, czarne rurki i luźną koszulkę. Niepomalowana zeszła do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Zauważyła Lucy, siedzącą wygodnie na fotelu i kartkującą jakiś zeszyt.
-No dzień dobry! Co, też nie możesz spać? -zagadnęła ja Blanca.
-Nie, całą noc wysłuchiwałam tego, o czym mówiłaś przez sen.
-Wybacz, źle spałam.
Lucy uśmiechnęła się ze zrozumieniem i znowu pogrążyła w namiętnym przewracaniu kartek zeszytu. Blanca usiadła w kącie pokoju i otworzyła swoją książkę. Czytała tylko co niektóre linijki, bo większość z tego już wiedziała. Mimo, że głos prof. Binnsa potrafił uśpić to wystarczyło, ze Evans przeczytała to sama i już wiedziała o co chodzi. Uśmiechnęła się triumfująco na samą myśl o tym egzaminie.
Po śniadaniu udała się na Historię Magii. Gdy tylko dostała kartkę z pytaniami zaczęła pisać wyczerpujące odpowiedzi. Siedząca obok niej ślizgonka ukradkiem spisywała odpowiedzi, lecz ta nie bardzo się tym przejęła, gdyż sama nieraz ratowała się z opresji kartką innego ślizgona. Kończąc wyszła z sali i udała się w stronę biblioteki. Oddała zaległe książki i zamierzała udać się do toalety na drugim piętrze, ale nagle... leżała plackiem na ziemi. Ktoś wpadł na nią i przewrócił się razem z nią. Cholera. Podniosła głowę i ujrzała siostrę Christiny, z którą właściwie nie rozmawiała nigdy wcześniej. Wstała masując sobie rękę, którą przygniotła sobie przy upadku. Spojrzała wrednym wzrokiem na ''napastniczkę'' i zorientowała się, że to ona zżynała od niej na HM. Dziewczyna podała jej torbę i spojrzała na nią lekceważąco.
-Fajnie się odpisywało? -zapytała Blanca.
Nieznana jej ślizgonka wzruszyła tylko ramionami i poszła w swoją stronę. Skarciła się w duchu za swój niewyparzony język, w końcu nie miała pretensji do tej dziewczyny. Żwawym krokiem udała się do łazienki na piętrze. W toalecie spotkała dwie krukonki zawzięcie o czymś plotkujące.
***
-Hej, Evans! -Blanca usłyszała za sobą znajomy głos, akurat kiedy wchodziła do Wielkiej Sali.
-Co jest ruda? -zaśmiała w stronę Ginny.
-Myślę, że to samo co u Ciebie!
-Czyli co, też dostałaś sowę? -zapytała rudowłosa Blanca.
-Tak jest! W sobotę Hogsmeade, "siostrzyczko". - oczy Weasley błyszczały.
-Dylan pisał, że mają dla nas niespodziankę...
-To lubię!
Obie zaśmiały się na myśl o ekscytującym weekendzie. Nawet nie zauważyły, kiedy obok nich zmaterializowała się Christina.
-Panno Evans, panno Weasley tarasują panie przejście.
Odsunęły się, żeby ją przepuścić, uśmiechnęły się do niej i wróciły do rozmowy. Po chwili udały się do stołu ślizgonów, gdzie wszyscy pałaszowali swoje gigantyczne porcje.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'
Ostatnio edytowane przez Blanca-Evans : 08-03-2011 o 14:27.
|
|
|
08-03-2011, 14:25
|
#994
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
|
Piszę ;D
tralalalala
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"
***
Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,
***
bo nic tam już nie ma.
|
|
|
08-03-2011, 15:29
|
#995
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Mhmm, będzie referat
|
|
|
08-03-2011, 15:46
|
#996
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
|
Jakby co, to poprawiłam tamten post. Z naszym wilkołaczkiem. ;D Mam nadzieje, że jest zgryźliwe, bo to dość ważny wątek dla Sary i Kaajn. Starałam się tak trochę^ ^
Kynira przetarła oczy i głośno ziewnęła. Rozejrzawszy się po pustym, aczkolwiek niesamowicie zabałaganionym dormitorium, padła na poduszkę i jęknęła w duchu. No tak. Tak, tak, tak. Myślała, że to był tylko koszmar, ale jednak dramat poprzedniego wieczoru był rzeczywisty. Jej najlepsza przyjaciółka całowała się z JEJ byłym chłopakiem. I określenie były nie ma tu najmniejszego znaczenia. Ani też to, że Kaajn ( dość nieudolnie co prawda ), udawała, że Tracey jest jej całkowicie obojętny. Zdradzili ją obydwoje. Ale bardziej ta dziwka. Ona jeszcze chciała tłumaczyć, makrela jedna, ha! Nie do pomyślenia.
Panna Ross czuła się strasznie. Przeczekawszy, aż niewiele mniej wzburzone współlokatorki usną przepłakała pół nocy w toalecie. Miała gdzieś, że rano obudzi się z powiekami wielkości piłki do rugby, opuchniętymi i zaczerwienionymi. Nic się już nie liczy.
Tylko ta zdrada.
Z tą pesymistyczną myślą, postanowiła wziąć chłodny prysznic. Katusze spowodowane smagłymi biczami wody o rozpalone z negatywnych emocji ciało, tego jej było trzeba.
***
Wieść o niemoralnym zdjęciu panny Lorraine i byłym chłopaku Kaajn szybko obiegła cały Pokój Wspólny Slytherinu. Większość potępiała Sarę. Nieliczni widzieli winę w ich obojgu. Nikt nie zarzucał nic Kynirze. Czy słusznie?
Owszem - pomyślał Tracey, ssając cukrowe pióro na lekcji transmutacji. Wiedział, kto tu zawinił najwięcej. To on namieszał, nie wiedzieć czemu. Zerwanie z Ross było całkiem rozsądnym wyjściem, patrząc z persepktywy życia Śmierciożercy. Nie rozumiał tylko, co go pchnęło do Sary. Oczywiście, zauważał jej walory fizyczne, każda dziewczyna z elity ( i wiele z całej szkoły ) je posiadała, ale wcześniej jakoś nigdy go one nie kusiły. Co więc, do cholery? I kto kurwa zrobił to jebane zdjęcie?!
- Wyluzuj, stary - szepnął Blaise, patrząc jak dusi się w ścisku kolegi treningowy kurczak. Mieli go zamienić w rękawiczkę - słuchaj, jakoś to przetrwasz. Pogadam z Angeliną, aby na Ciebie łaskawiej ustawiła resztę. Tylko zastanów się, chcesz być z Sarą?
- Nie! - gorączkowo zaprzeczył Davis, sam się sobie dziwiąc tak szybkiej odpowiedzi. Potrzebował tego pytania, by móc być pewnym, że to nie tą dziewczynę chciał całować.
- To po co Ci to było, idioto? - warknął czarnoskóry. Nie rozumiał swojego przyjaciela. Najpierw kretyńsko zrywa z możnaby pomyśleć miłością swojego życia, potem rzuca się na jej najlepszą przyjaciółkę, by następnie jej też nie chcieć. Co tu jest grane?
Ale Tracey sam miał mętlik w głowie. Choć Zabini uczynił swoim pytaniem pierwszy krok do rozwiązania jego problemów.
***
Zapomniała już, jak piękne są ślizgońskie dormitoria. Aż westchnęła z zachwytu, patrząc na pięknie wysprzątany, lśniący pokój numer siedemnaście. Sama nie wiedziała, co ją do tego pchnęło. Przeważnie bałaganiła niewiele mniej niż ich największy bałaganiarz, Mimid. A teraz tak po prostu wyszła odświeżona z pod prysznica i zabrała się do porządków. Puściła z magicznego odtwarzacza energiczną muzykę, ścieląc łóżka, szukając zagubionych par skarpetek, ścierając kurze itd. Zajęcia odciągały uwagę od tragedii, jaka ją dotknęła. Wiedziała, że może trochę, ociupinkę, wyolbrzymia swój problem, ale przecież ma teraz do tego prawo. Czuła się źle.
A odciąganie uwagi od złych myśli jest krótkotrwałe.
Podeszła do lustra zawieszonego przez Ginny naprzeciwko jej łóżka. Rudowłosa lubiła się w nim przeglądać, przebierając się tysiące razy zanim wyszła zza próg dormitorium.
Stanęła przed nią pochylona żałośnie dziewczyna z oklapniętymi włosami i opuchniętymi oczami. Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej jedynie grymas, brzydzący twarz o szarawej cerze.
Westchnęła.
Ciężko będzie ukryć swoje samopoczucie, skoro nawet jej ciało rozpacza przez tą zdradę. Wyjście jest jedno. Musi się gdzieś skryć.
*** W przerwie obiadowej, w Pokoju Wspólnym Ślizgonów trwała ożywiona dyskusja. Tematem przewodnim były zdjęcia, którymi wymachiwała Pansy Parkinson przed nosami zgromadzonych ludzi, łaknących piorunujących zdarzeń. Arnold próbował przekrzyczeć tą zgraję plotkarzy, wyjaśniając Javierowi i wszystkim chłopakom chcącym go słuchać ( a było ich już kilku, bowiem okazało się, że nawet Ślizgoni czasem odwiedzają siłownię ) o zasadach skutecznych treningów. Blanca gryzmoliła coś zaciekle na pergaminie, lecz nie wyglądało to na zadanie domowe. Christina niepostrzeżenie usiadła na parapecie i z zaciekawieniem przyglądała się jej rysunkom. Nie podobało jej się, że ma sprawdzać tą rudowłosą, miłą dziewczynę. Nie do końca wiedziała też, czy ukrywać przed elitą tajemnicę Evans. Niby nie powinna, ale jak im nie powie... Chodziło tu o jej własną skórę.
W kącie zgromadził się Gunnar ze swoim odwiecznym przyjacielem Ebim, szeptając nerwowo o uciekinierach z Azkabanu.
Zapewne albo planuje dopaść ojca, jak zrobiłby Gryfon, albo uzyskać taką pozycję w szkolę, by móc zaszkodzić mu z daleka, nie wyściubując nosa poza mury Hogwartu, myślała Angelina, obserwując ukradkiem wilkołaka. Siedziała obok Zabiniego, który trzymając rękę na jej kolanie opowiadał o ostatnim meczu narodowego Quidditch'a. Obiecała Blaisowi nieco przychylniej niż planowała traktować Davisa, co przychodziło jej z wielkim trudem. Tym bardziej, iż wcale nie pocieszała ją myśl, że Tracey nie chce być z Sarą. Nie rozumiała chłopaka, a co było najgorsze, on chyba nawet sam nie rozumiał siebie. A zranił dwie dziewczyny jednym posunięciem. Łajdak.
- A Ty co o tym myślisz, pani kapitan? - zaśmiał się Flint, szczerząc do niej zęby. Angelina pochyliła się, wzięła szybko ciastko i zatkała sobie nim usta. Uwolniła się od pytania. I dobrze, przecież nic ich nie słuchała.
- Dobra, pogawędziliśmy sobie, ale nie po to Was tu zebrałem. Angelino, wypad - odezwał się kpiąco Draco, nie zaszczycając panny Johnson nawet spojrzeniem. Ta spojrzała na niego buntowniczo i ścisnęła rękę Blaisa.
- Oj, Dracze. Ona się nam przyda - zaśmiał się Zabini, wiedząc że tym razem tak naprawdę nie robi tego dla swojej dziewczyny, a Davisa.
- Jak będę chciał orgię, to już wiem do kogo się zwrócić. A teraz spadaj, dziewczynko.
Pretensjonalny ton Malfoy'a sięgnął wyżyn. Panna Johnson już już miała wyciągnąć różdżkę, ratując swoją podupadłą w tej chwili dumę, gdy poczuła mrowienie w palcach. Blaise drapał ją delikatnie po kolanie, dając do zrozumienia, że i tak jej wszystko powie. Usatysfakcjonowana dziewczyna uśmiechnęła się do siebie i poszła do Sary. Chciała pocieszyć ten teraz niemalże że cień przyjaciółki. A po drugie stała ona najbliżej z elity przy wilkołaku. Spojrzała jeszcze ukradkiem na rudą Evans i pogratulowała sobie w duchu pomysłu.
- Dobra Tracey, coś Ty odjebał? - zaczął bez ogródek Draco, podążając wzrokiem za odchodzącą Angeliną. Davis wzdrygnął się i chciał odejść, ale silne ręce Flinta unieruchomiły go w fotelu - tylko bez scen, Pokój Wspólny jest pełny.
- Kurwa, co Was to obchodzi? Odwalcie się - wysyczał ze wściekłością chłopak, próbując poluźnić przyjacielski uścisk Marcusa. Blaise spojrzał na niego ciężko i rozsiadł się wygodnie. Wiedział, że Dracze wszystko załatwi. Śpiewająco.
- Kurwa obchodzi nas to, że rozjebujesz nam elitę swoim popierzonym sercem. Po co zrywałeś z Kaylin, no?! Po co?! - szeptał platynowłosy, idealnie udając zdenerwowanie. W głębi ducha był jednak spokojny. Tracey znajdując się pod ostrzałem pytań, zadrżał z emocji.
- Co Ty możesz wiedzieć Draco, nigdy na nikim Ci nie zależało - wyszeptał cicho, wpatrując się w niezadbane paznokcie.
- A Tobie niby na kim zależało? Na której z nich? A może na obu? - prychnął Malfoy, śmiejąc się szyderczo. Zabini odepchnął przyjaciela i położył dłonie na barkach Davisa. Spojrzał mu w zaszklone oczy.
- Nic nie rozumiecie... - zaczął cicho, patrząc w zielone tęczówki Blaisa. Ten pokręcił tylko głową i przerwał mu brutalnie.
- Słuchaj, nie obchodzą mnie Twoje motywy. Ale pamiętaj, że nie ma do kurwy nędzy czegoś takiego jak zerwanie dla niej. Nigdy bym tego Angelinie nie zrobił, bo ją kocham. I staram się myśleć w takich kwestiach o niej. Więc weź się w garść i rozjeb swój system.
- To było głupie - dodał Flint, szczerząc zęby. Był zadowolony, że w końcu zrozumiał tą pokręconą grę przyjaciela.
Natomiast sam zainteresowany siedział skulony w fotelu, czując jak zaraz wpadnie w furie. Oni mu udzielali rad, oni, którzy nie wiedzą jak kruchą osobą jest Kaajn. Nic o niej nie wiedzą. Kurwa jego mać.
- Spierdalajcie ode mnie - wyszeptał w końcu i jednym ruchem znalazł się poza Pokojem Wspólnym. Nie wiedział co chce teraz robić, do rozpoczęcia lekcji zostało jakieś czterdzieści minut. Więc udał się po prostu przed siebie.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"
***
Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,
***
bo nic tam już nie ma.
|
|
|
08-03-2011, 15:47
|
#997
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
|
***
Kaajn siedziała pod drzewem, niedaleko Zakazanego Lasu. Trzymała się za kolana i spoglądała bez celu na mrówki budujące wielkie mrowisko. Zapragnęła być nagle jedną z nich. Czy mrówki się zdradzają? Wątpliwie. Czując zimny powiew jesiennego powietrza, zadrżała. Najchętniej to wracałaby już do zamku, położyła pod ciepłą kołderką i poczytała jakieś łzawe romansidło. Angela miała dużo harlekinów, z których pomagała Christinie robić bletki. Niektórym brakowało strony, ale takiego typu książkom to za wiele nie wadzi.
Wiatr zawiał ponownie, przywiewając zapach męskich perfum. Dziewczyna wciągnęła nosem powietrze, rozkoszując się tą wonią. Znała ją i to bardzo dobrze.
Teraz jedynie określała wspomnienia.
- Cześć.
Kaylin poderwała się gwałtownie i stanęła oko w oko z bezsprzecznie zdenerwowanym Tracey'em Davisem. Krew zawrzała w jej żyłach. Odwróciła wzrok. Nie mogła na niego patrzeć.
- O, hmm... cześć. Już idę - odpowiedziała mu drżącym lekko głosem, starając się sprawiać wrażenie obojętnej. No cóż, udawanie to z pewnością nie jej specjalność.
- Nigdzie nie idziesz - zadecydował szybko chłopak, zastępując jej drogę. Gdyby panna Ross spojrzała w jego oczy, zobaczyłaby w nich determinację. W jednej chwili Tracey podjął decyzję. Wiedział już wszystko.
- Przepuść mnie... - wyszeptała smutno Kaajn, próbując przejść. Bezskutecznie. W końcu spojrzała mu ze złością w oczy i warknęła - Odsuń się.
Lecz Ślizgon nie reagował. Stał tylko, ściągnął brwi i wpatrywał się w nią uparcie. Dziewczyna poczuła jak robi się jej gorąco ze wściekłości. O nie, na to sobie nie pozwoli. Co on sobie myśli, że po tym wszystkim ją tu zatrzyma? Wyciągnęła różdżkę i spojrzała mu w oczy. Dała spojrzeniu jawną nienawiść.
- Radzę Ci odejść. Wiesz, jakie znam zaklęcia.
- Cruciatus? - zapytał Davis, chwytając czubek różdżki Kaajn i przystawiając sobie w okolice serca - Dawaj. Zasłużyłem sobie.
Panna Ross stała oniemiała, nie wiedząc co zrobić. O co mu chodzi?
- A może chodziło Ci o Sectumsempra? - Ślizgon patrzył na nią smutno i opuścił bezbronnie ręce.
Kaylin przełknęła głośno ślinę. Na jej policzkach perliły się łzy.
- Nie wahaj się - wyszeptał.
Czekał. Wiedział, że ona tego nie zrobi. Ale chciał dać jej wybór. Powoli obserwował jak z jej oczu wypływają łzy wściekłości, jak opadają ramiona przez niezrozumienie sytuacji i jak różdżka wypada z dłoni, chowając się w wysokiej trawie. Jak kręci przecząco głową i cofa się, gdy on chce się zbliżyć i wziąć ją w ramiona. I jak w końcu natrafia plecami na zbutwiałe drzewo, do którego on ją sprytnie prowadził i nie ma już drogi ucieczki. Davis opiera ręce na drzewie, blisko głowy dziewczyny, nachylając się.
- Czemu to robisz? - wyszeptała Kaajn, patrząc mu prosto w oczy. Boże, jak ona go nienawidziła.
- Zamknij się. Ja... po prostu się zamknij - wyszeptał Tracey, chwytając Ślizgonkę za podbródek - musisz zrozumieć...
- Nic nie muszę! - przerwała mu, próbując się wyrwać.
- Cicho. Wiesz, dlaczego zerwaliśmy... dlaczego ja zerwałem. Myślałem, że to Cię ochroni, że w przyszłości będzie Ci łatwiej. Ale nadal Cię kochałem. I Sara... ona po prostu...
- Co? Jak to... przecież mówiłeś wtedy co innego! Nie kochasz mnie!
Sara nie była już ważna. Nic się nie liczyło.
Davis ją pocałował.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"
***
Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,
***
bo nic tam już nie ma.
Ostatnio edytowane przez Mistrzyni_Afrytow : 08-03-2011 o 15:50.
|
|
|
08-03-2011, 21:46
|
#998
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 2,612
|
moze MOZE dodam, nie wiem (spierdalaj E. jak tata przyjdzie to i tak nie zdaze  )
|
|
|
08-03-2011, 23:24
|
#999
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 2,612
|
Suka, dziwka, kurwa, jebana, dwulicowa zdzira, bulimiczka z wypchanymi cyckami...
Stop.
Nikt nie ma prawa mówić, że rzyga po kątach jak jakaś jebana, zakompleksiona wywłoka. Ma przepraszać za swoją idealną talię i zajebiste, chociaż wcale nie ogromne cycki, które uwielbia? Och, w życiu. Była słaba. Jest słaba. Nie oznacza to jednak, że inni mogą o tym wiedzieć. Wystarczająco żałośnie wypadła przed swoimi przyjaciółmi.
Przyjaciel... Co właściwie oznacza to słowo? Jest przecież tak samo względne jak piękno. Pełne zaufanie? Dajmy spokój. Ludzie zawsze zawodzą, czy to w większym, czy mniejszym stopniu. Jednakże jesteśmy też istotami zdolnymi do wybaczania. Nie robimy tego dla innych, przeciwnie, dla siebie, bo gdy naprawdę nam na kimś zależy to cholernie go potrzebujemy i tęsknimy za nim, nawet jeśli pozostawił krwawą ranę w naszych sercach.
Więc jeśli Kaylin zależy, wybaczy.
- A wiem, że jej zależy. Ty też wiesz.
Abeley siedziała na łóżku zaciągając się z rozkoszą. Miała w dupie, że Angelina będzie drzeć się o smród. Zawsze miała to w dupie, ale dzisiaj jeszcze bardziej. Zabawne, że można mieć wyjechane mocniej na coś, co ma się całkowicie w poważaniu, nie?
- No, skończyłam, idziemy?
Zero odzewu.
- Omg, jaka ty jesteś zamulona! Rusz tą swoją grubą, dziwkowatą dupę i spadamy stąd, idiotko.
- Zamknij mordę, jebańcu. Idziemy.
I wyszła.
Oczywiście jak na szkołę rodem z amerykańskiego filmu dla nastolatek przystało, wszyscy ucichli. Wszyscy oprócz Pansy Parkinson.
- Ooo, największa szkolna dziwka wyłoniła się z czelości swojego zajebanego pokoju!
- Pansy, mówi się czeluści, nie czelości. Jeśli następnym razem będziesz chciała używać tak trudnych słów to zapisz je sobie gdzieś czy nie wiem, cokolwiek.
Nie czekając na odpowiedź, która z pewnością okazałaby się wyjątkowo inteligentna, Lorraine zbliżyła do Pansy, wyjęła rękę spod szaty i szybkim ruchem wylała na jej głowę jakiś dziwny, śmierdzący, pomarańczowy płyn. Parkinson spojrzała na nią wytrzeszczając oczy i otworzyła usta do krzyku, ale Sarze nie chciało się słuchać ani jej przekleństw, ani wiwatujących i śmiejących się ślizgonów. Wyszła więc zanim zanim produkt Weasleyów zaczął działać. Niech mają.
ehmm. sorry. to tylko po to, zeby natalia nie zrzedzila, ze nie bedzie pisac, czy cos ; o
Ostatnio edytowane przez mimid : 08-05-2011 o 20:02.
|
|
|
08-04-2011, 00:57
|
#1000
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 383
|
Chyba jest za późno na pisanie, albo sie zbeznadziejniłam po prostu. Łudzę się, że to to pierwsze. Tak na prawiedokończenie wątku dodaję.
Edit: Nie napisałam podziękowań dla Natalii. Dzięęęęęęęęki <3!
Kaylin chciała wyrwać się z silnych objęć chłopaka, a jednocześnie jego gorące usta na jej ustach sprawiały, że nie chciała się odrywać. Rozum mówił jednak inaczej.
- P-przestań! Co ty sobie wyobrażasz? - dziewczyna odwróciła wzrok od byłego chłopaka.
- Ja... Boże, byłem głupi, ale... Musisz to zrozumieć, chciałem, żebyśmy byli godnymi Śmierciożercami.
- Ale cze-emu Sara? - Ross próbowała zachować spokojny ton, wbrew staraniom jednak wręcz zawyła te słowa, a z jej oczy popłynął kolejny strumień łez. Tracey pokręcił bezradnie głową.
- Nie wiem - wyszeptał - Ona... jest trochę podobna do ciebie. Zapomnijmy o tym wszystkim - Kaajn usiłowała odsunąć się od Davisa. Może sądziła, że gdy będzie od niego choć odrobinę dalej, to zdoła się powstrzymać przed wybaczeniem mu, naiwnym wybaczeniem. Chłopak przytrzymał ją jednak mocniej - Proszę - w końcu zebrała w sobie tyle siły, by na niego spojrzeć. W oczach błyszczały mu... nie, nie, na pewno jej się wydaje. Ale... widziała tam skruchę. Kiwnęła lekko głową na znak, że... zgadza się na to, by spróbować jeszcze raz. Wręcz chce tego, pragnie jak niczego innego. Wiedziała, że jej przyjaciółki nie będą zadowolone. Według nich Tracey nie zasługiwał nawet na spojrzenie. Kochała go. I to tak mocno, że cała złość jakby... minęła. A Sara... Głupia suka. Davis przygarnął Kaylin i przytulił mocno. Później zbliżył swoje wargi do jej czoła, nosa i wreszcie ust. Uśmiechnął się lekko, ale ze szczęściem, jakiego dawno nie czuł. Ciężar na sercu Kaajn tez jakby trochę zelżał.
- Idziemy do zamku? - Kaylin przytaknęła i wysunęła się z objęć chłopaka od razu stawiając krok w stronę wielkiego budynku.
- Nie rób tego więcej - Tracey złapał ją za rękę.
- Nigdy. Obiecuję.
* * *
- Hasło?
- Skrzydła kruka - wejście do salonu Slytherinu otworzyło się i Kaajn z Traceyem wkroczyli do pomieszczenia przyciągając spojrzenia dosyć dużej części społeczności.
- Mam strasznie zapuchnięte oczy? - Kaajn spuściła wzrok, by nie było widać za bardzo jej malutkich teraz oczu. Tracey zaśmiał się cicho.
- Piękne, jak zawsze - przeszli obok spoglądających na nich i szepczących coś czwartoklasistek i usiedli na kanapach elity. Angelina i Blaise popatrzyli na siebie z lekkim zdziwieniem. Wśród grupy zapanowała dosyć niezręczna cisza.
- Idę napisać esej dla... idę napisać - Sara wstała z fotela i oddaliła się w stronę dormitorium. Ross położyła rękę na udzie Davisa, on zaraz przykrył ją swoją dłonią.
- Może się czegoś napijemy? - Angelina zaczęła grzebać pod fotelem w poszukiwaniu ognistej.
- Ja bardzo chętnie - Draco mrugnął do Traceya i zatarł dłonie w oczekiwaniu na trunek. Może się dziś przydać, szczególnie Kaajn i Traceyowi.
__________________
Wolałabym nie...
Ostatnio edytowane przez Kyinra : 08-04-2011 o 15:00.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
400 |
10-08-2008 17:46 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2304 |
07-08-2008 16:37 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2000 |
11-25-2007 11:03 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
1996 |
06-14-2007 12:58 |
|
SLYTHERIN
|
Limonka |
Kosz |
3490 |
05-05-2007 20:18 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:31.
|
|