Turniej Trójmagiczny był świetny. Po przeczytaniu książki z utęsknieniem wyczekiwałem filmu, zastanawiając się, jak będą ukazane zadania.
- Pierwsze zadanie było trudne, ale również widowiskowe. Czytając ten fragment w książce, zawsze się wczuwam w Harry'ego, i tak jak on denerwuję się. Oczywiście w filmie było bardziej efektownie i widowiskowo, sceny w której Harry wisi na parapecie okna, sam lot nad Hogwartem - po prostu świetne.
- Drugie zadanie - w książce niezbyt mi się podobało, ale czytać się dało. W filmie - rewelacja. Trudno opisać, jak bardzo mi się podobało. Ta muzyka, akrobacje Harry'ego w wodzie, mroczność jeziora...Szczególnie podoba mi się moment, w którym Harry używa zaklęcia Ascendio, aby wyskoczyć z wody, to bardzo dobra scena.
- Trzecie zadanie - i tu po raz pierwszy w filmie gorzej, w książce lepiej. Chociaż szczerze mówiąc jakoś nie wyobrażam sobie tego labiryntu na stadionie Quidditcha, jest zdecydowanie za mały. W filmie, w labiryncie nie było żadnych przeszkód, więc trochę się rozczarowałem w kinie. W książce niczego nie brakowało.
Natomiast nie pojmuję idiotyzmu Harry'ego i Cedrika tuż po znalezieniu się na cmentarzu. Gdy Harry zdał sobie sprawę gdzie są, mógł szybko z Cedrikiem podbiec do pucharu i się przenieść. Albo gdy Harry'ego zabolała blizna, a Cedrik zauważył Glizdogona i Voldemorta, też mogli uciec do świstoklika.
Oczywiście musiało być tak, jak było

.
Według mnie, najtrudniejsze było Drugie Zadanie, uważam, że Harry ledwo dał sobie z nim radę.