Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania zakończone

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-25-2009, 13:28   #11
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział VIII cz. 1




Hermiona zacisnęła pętlę na jego gardle najmocniej jak się dało. Ale drań był silny.
Zaraz szarpnął się i wyrwał z jej uścisku. Odwrócił się i grzmotnął ją potężnie w żebra, następnie pięścią w twarz. Hermiona zatoczyła się na kucki pod łóżko.
- TY SUKO!!! - ryknął szaleniec. - Zabiję cię! Nie chciałem tego, ale sama się prosiłaś! Koniec z tobą!!!
Błyskawicznie wyciągnął różdżkę i miotnął w nią zaklęciem.
Ale Hermiona nie utraciła zimnej krwi i hartu ducha. Ocierając usta, zanurkowała w bok, umykając przed zabójczym promieniem i wydobywając własną różdżkę Fałszywy McLaggen wystrzelił kolejne zaklęcie...
- PROTEGO!!! - wrzasnęła. Następne zaklęcie zostało odbite.
Szaleniec warknął wściekle.
- DRĘTWOTA! - krzyknął.
Zaklęcie wystrzeliła po całej sali, o włos mijając Hermionę i stłukło z brzękiem szybę i witraż małego okienka na końcu skrzydła.
- Expelliarmus! - krzyknęła Hermiona.
Szaleniec bez trudu uchylił się przed jej rozbrajaczem. Zaklęcie trafiło w przenośną łaźnię przy drzwiach, niszcząc na popiół zasłony, stolik, stołek i miedzianą miednicę z wodą.
Oszust starł krew z twarzy i zawołał:
- Harda jesteś dziewucha, Granger, ale nie masz szans, już po tobie!
Hermiona obserwowała go, dysząc ciężko, schowawszy się za ostatnim łóżkiem, celując starannie różdżką.
Szaleniec jednak skupił teraz swoją złość tylko na niej i zupełnie zapomniał o pozostałych dwóch dziewczynach w sali. To był jego poważny błąd.
Luna nie próżnowała...
Narzuciwszy na gołe ciało szatę, wyszperała różdżkę i od tyłu zakradła się pod jedno z krzeseł. Wymierzyła różdżkę w magiczną lampkę nocną na najbliższym stoliku.
- WINGARDIUM LEVIOSA!!! - krzyknęła.
Lampka poszybowała w górę, pomknęła rykoszetem w lewą stronę sali i nim zdumiony zbok zdążył się odwrócić, rąbnęła go prosto w bok głowy, roztrzaskując się na kawałki.
Szaleniec zawył przeraźliwie. Wył prawie pół minuty. Z prawej części głowy pociekł mu istny wodospad krwi. Zalewała mu już oczy.
- Dobra robota, Luno - zawołała Hermiona. - Bierz go od tyłu!
Tymczasem Ginny odzyskała energię i jednym susem zerwała się łóżka. Ze względu na brak różdżki zaatakowała w mugolski sposób. Chwyciła kolejną magiczną lampkę i cisnęła nią w bydlaka.
McLaggen zachował jednak zwinność, mimo bólu jaki nim zawładnął i ciężkich ran. Uchylił się w porę.
Wymierzył różdżką na oślep.
- Drętwota! - krzyknął.
Chybił. Jego zaklęcie rozwaliło tylko w drzazgi krzesło przy jednym z łóżek.
- IMPEDIMENTO! - wrzasnęła Hermiona.
Udało się. Szaleniec zachwiał się. Zaklęcie rzuciło go na barierkę najbliższej pryczy.
Luna skorzystała z okazji i doskoczyła do niego. Uderzyła go prosto w twarz. Ponieważ na palcach miała kilka pierścionków, dość poważnie poorała mu policzek.
McLaggen klął i złorzeczył, wrzeszczał z bólu. Tym razem wreszcie go oszołomiły.
Nagle rozwarły się szeroko drzwi wejściowe do skrzydła, wpuszczając spory snop światła. W drzwiach stała skulona, zdumiona, półprzytomna postać w koszuli nocnej. Pani Pomfrey. Wytrzeszczała z przerażeniem oczy na to, co działo się przed nią.
Luna zareagowała szybko i instynktownie. Wycelowała w nią różdżkę.
- DRĘTWOTA! - krzyknęła.
Klątwa ugodziła pielęgniarkę centralnie. Pani Pomfrey runęła do tyłu, bezwładna niczym szmaciana lalka.
Szaleniec znów wycelował w Hermionę.
- INCENDIO! - wyjąkał.
Ognista klątwa trafiła w materac łóżka, stojącego tuż obok Hermiony. Materac i prześcieradło natychmiast zajęły się piekielnymi płomieniami...
Wycelował rózdżkę w swoją twarz, szepnął coś i odetchnął z ulgą. Krwawe rany na twarzy natychmiast się zagoiły. Mimo tego przypominała ona teraz krwawą maskę.
Mclaggen chwiejnie zbliżył się do czołgającej się pod ścianę Hermiony, mierząc jej w czoło.
- Ty przeklęta bezwstydnico! - warknął. - Będziesz cierpiała długo. Nienawidzę jak mi się laski stawiają! Najpierw się zabawimy, potem ci dołożę! Cruc...
Niestety McLaggen znów źle ocenił sytuację w sali.
Ginny zakradła się na kuckach z lewej strony i spokojnie wycelowała różdżkę.
- EXPELLIARMUS! - krzyknęła.
Udało się. Nim szaleniec zdążył się połapać w sytuacji, różdżka wypadła mu z ręki. Luna spokojnie podniosła ją i schowała do kieszeni. McLaggen zmartwiał. Hermiona podniosła się z podłogi.
Otoczyły go z trzech stron drobne nastolatki, każda mniejsza od niego.
- Nie ruszaj się, gnojku! - warknęła zimno Hermiona, podchodząc z lewej.
Zapadła grobowa cisza. słychać było tylko słaby odgłos dopalającego się łóżka.
- To co z nim zrobimy, dziewczyny? - zapytała cicho Luna. - Zabijemy go?!
- Nie! - rzekła natychmiast Ginny, ocierając spoconą twarz. - Nie... Śmierć to dla niego za łagodna kara. On zasłużył na coś więcej...
Hermiona wzruszyła ramionami.
- Wybór należy do ciebie Ginny - powiedziała zimno. - To ceibie skrzywdził najbardizej. Ty masz największe prawo wymierzyć mu sprawiedliwosć.
Twarz Ginny poczerwieniała. Podeszła bliżej, celując prosto w pierś szlweńca. Stanęła z nim twarzą w twarz. Oczy płonęły jej wojowniczo, żądzą mordu, chociaż ręka drżała lekko. Spojrzała w zimne oczy tego drania. Człoowieka, którego dotyk znała tak dobrze, a nie wiedziała nawet kim był. Pamiętała jego dotyk, ciepły i rozluźniający, ale budzący strach, nie pozwalający sie ruszyć. Wydawało jej się jakby jego palce dotykały każdej cząstki jej ciała. Cieszyła się, że widzi w tych oczach strach. Ale mimo tego nadal się go bała.
Wycofał się o krok. Strach zaćmił jego twarz tylko na ułamek sekundy. Teraz ustąpił miejsca niedowierzaniu i drwinie.
- Ginny, daj spokój! - wymamrotał spokojnie, takim tonem jak by był z nią na randce. - Dobrze wiesz, że tego nie zrobisz, opuść różdżkę!
- To znaczy, że cię nie zabiję? - warknęła Ginny. - Skąd możesz to wiedzieć, co? Mi jest wszystko jedno, zabiję cię bez wahania, możesz być pewien.
Osaczały go z trzech stron; ona, Hermiona i Luna, wszystkie celowały różdżkami. On jednak nie ugiął się.
- Najlepiej byłoby zrobić mu to samo, co on nam i tym wszystkim dziewczynom. - powiedziała wreszcie Ginny. - ale to niemozliwe. Ten bezduszny łotr tylko nas wyśmieje. Propnuję więc oddać go w ręce chłopaków i rodziców nastolatek, które pieścił. Niech oni się nim zajmą.
- Lepsze byłoby mugolskie więźenie - dodała Hermiona, mierząc McLaggenowi w bok glowy. - Tam takich nie lubią.
- Ja jestem za - odezwała się Luna. - Zlinczują go, nie ma gorszej kary.
McLaggen prcyhnął drwiąco.
- Kretynki! - warknął. - To się wam nigdy nie uda!
- Milcz! - krzyknęła Hermiona. - Myślisz, sukinsynu, że wszystkie dziewczyny to głupie laski, które tylko ładnie wyglądają? Mylisz się. Urządzimy cię tak, że długo popamiętasz! Zaczynaj, Ginny...
Ginny Weasley przystąpiła o kilka kroków. Celowała prosto w serce szaleńca.
- Wierzyłam, że kiedyś nadejdzie chwila zemsty, ty bydlaku, marzyłam o tym po każdej nocy spędzonej z tobą! I wreszcie cię dostałam!
Rozpięła powoli koszulę nocną.
- Tak lubisz dziewczęce ciała, buraku? No to popatrz.
Pozwoliła, by piżama zsunęła jej się ramion, zdjjęła spodnie. Cisnęła szlafroczek w kąt. Stała przed nim zupełnie naga, celując różdżką.
McLaggen wycofał się, ocierając krew z warg, nie mogąc się uśmiechnąć. Na jego twarz wstapiło pożądanie. Luna i Hermiona spojrzały na rudowłosa ze zdumieniem.
- Widzisz, jakie mam ciało, draniu? - doskoczyła do niega, dotknęła go nagimi piersiami, objęła, następnie kolanem uderzyła go między nogai. - Widzisz? Ale tym razem go nie dotaniesz!
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 13:29   #12
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział VIII cz. 2




McLaggen krzusil się, tzymając za męskość, ale poządanie nie znikało.
- I co, frajerze? - syknęła Ginny, pokazując im wszystkie swoje okazałoasci - Jaki z ciebie teraz mężczyzna? Trzy laski cię trzymaja na muszce, z czego jedna jest naga! Widzisz, jaki błazen z ciebie?!
Szelniec otrząsnął się i spojrzał na nią drwiąco, mając tyle innych rzeczy ciężko my było spojrzec jej w oczy.
- Juz się napatrzyłem na twoje ciało, Ginny - warknął. - Miło było, ale nie sprowokujesz mnie!
Wycelowała mu w gardło.
- Przecież ty mnie kochasz, Ginny, no sama powiedz - rzekł. - Uwielbiałaś nasze wspólne noce, tylko na nie czekałaś. Błagałaś mnie o więcej.
- Nie zbliżaj się do mnie! - warknęła. McLaggen, ignorując wycelowaną w niego różdżkę, przybliżył się bowiem o krok.
- Odłóż różdżkę! - krzyknął.
- Zamknij się! - krzyknęła Hermiona. Grzmotnęła go pięścią, ale nie zwrócił na nią uwagi. Niewzruszony ciągnął dalej, zwracając się do Ginny:
- Kolejno skarżyłaś się na kolejnych chłopaków. Najpierw Corner, potem ten żałosny czarnuch Dean Thomas, niech w piekle spoczywa, wreszcie ten nieudacznik Potter. Żaden nie dawał ci zaspokojenia seksualnego. i do kogo przychodziłaś?, do mnie!!!
- Nie zbiżaj się... - krzyknęła. - Zabiję cię! Ja nie żartuję!
- Nie zabijesz, bo jestem jedynym, który cię kocha tak jak na to zasługujesz! Wszystkie was kocham, jak nikt inny.
- Nie podchodź...
- A pamiętasz upojną noc po śmierci Dumbledore'a. Ten błazen Potter cię rzucił i szukałas pocieszenia... Ach, to była noc!
Ginny drżała na całym ciele, bynajmniej nie z zimna. Łzy napłyneły jej do oczu.
- Drań! Łajdak! - krzyknęła.
- Nie daj mu się sprowokować, Ginny! - zawołała Hermiona.
- Byłam samotna, dlatego się na to godziłam! Od nikogo nie doznałam jeszcze prawdziwej miłości - po policzkach Ginny spłynęły pierwsze łzy. - Potrzebowałam czułości! A ty, łajdaku, podstępnie to wykorzystałeś! Harry traktował cię jak przyjaciela, dlaczego nie miałabym ci ufać! Wy, chłopacy, nie macie bladego pojęcia, czym dla szesnastolatki jest samotność i odtrącenie!
Choć McLaggen znów zaczynał ociekać krwią zdawał się całkowicie zapomnieć o bólu, na jego twarz wrócił drwiący uśmieszek. Roześmiał się.
Nie zwracając na niego uwagi, Ginny spojrzała z rozpaczą na dwie dawne koleżanki.
- Ten drań ma moje rozbierane zdjęcia - powiedziała im. - Zagroził, że jak przerwę to wszystko, to je pokaże mojej matce i reszcie rodziny.
Hermiona z niedowierzaniem kręciła głową.
- Ty degeneracie - wycedziła. - I pomyśleć, że byłeś tyle lat bezkarny! Mijaliśmy cię na korytarzach, nawet cię lubiłam! Aty ciągle przybierałeś inne twarzy! Pieprzony kameleon!
- W przeciwieństwie do was i waszych kumpli z Zakonu umiem sobie zabezpieczyc tyły, Granger! - rzekł drwiąco.
- Skąd wiesz o Zakonie? - wychrypiała Hermiona.
- Ja dużo wiem, Hermiono - odparł zmienionym znojomym glosem.
- Ty jesteś...
- Nie! - krzyknęła Ginny. - Nie przypominaj tego, Hermiona.
Luna kręciła glową.
- Więc to...
Fałszywy McLaggen znów się roześmiał.
- Tak, dziewuszki, ja mam wtyki wszędzie - rzekł cicho. - I jeszcze nie skończyłem swego dzieła. Jesteście przecież zmęczone po walce...
Jego ruch był błyskawiczny i brutalny. Korzystając z ich zdezorientowania, wytrącił z ręki Ginny rożdżkę, potoczył się po podłodze, popychając Hermionę. Ta z kolei wpadła na Lunę. McLaggen wyjął kieszeni blondyny swoja różdżkę i chwycioł w pasie Ginny, wycelowując jej w gardło.
- RZUĆCIE RÓŻDŻKI!!! - wrzasnął. -JUŻ!!! BO JĄ ZABIJĘ! Ja nie żartuję!!!
Ściskał Ginny za gołe ramię tak mocno, że syczała z bólu.
- Róbcie co każe! - wymamrotała do koleżanek. - On to zrobi, rzućcie różdżki! Nie zawaha się!
Luna i Hermiona posłusznie rzuciły uniesione różdżki na ziemię.
- Grzeczne dziewuszki! - wydyszał. - A teraz pod ścianę, obie i siedzieć tam!
Wykonały jego polecenie.
Szleniec zwrócił się teraz do Ginny. Musnął językiem jej policzek, taksował wzrokiem uda.
- Teraz mnie, mała, naprawdę wkurzyłaś - szepnął. - Zakończmy to wreszcie. Koniec walki, czy tego chcesz, czy nie... Reszta nocy jest moja...
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 04-25-2009, 13:30   #13
FanFiction
Member
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 81
Domyślnie

Rozdział IX





Za oknem przeraźliwie walnął potężny grzmot. Ginny wzdrygnęła się. Mijały kolejne minuty. Fałszywy McLaggen wypalił już dwa papierosy i wyczarował sobie właśnie trzeci kieliszek wina. Był tak znudzony, że zdążył się już oprzeć o kulawe łóżko. Z jego twarzy znikły ostatnie ślady eliksiru wieloskokowego. Nie miał już mimiki Cormaca McLaggena, lecz chudą, majestatyczną twarz siedemnastoletniego chłopaka, którą Hermiona natychmiast rozpoznała, choć widziała tylko raz, na zdjęciu, ponad dwa lata temu. Omal nie zemdlała z szoku.
Potem spojrzał na trzy furiatki z wyraźnym niesmakiem.
Hermiona i Ginny siedziały związane magiczną taśmą pod parawanem łóżka dla profesorów, wpatrując się w niego ze złością. Obie miały kneble na ustach. Hermiona była podrapana w paru miejscach i zła jak nigdy dotąd, Ginny miażdżyła go spojrzeniem.
McLaggen wypuścił z ust kłąb dymu.
- Nie mogę uwierzyć, że to przez was mam tyle kłopotów - wymamrotał. - Cóż za ironia losu! I co ja mam z wami teraz zrobić?
Ginny mruknęła wściekle przez knebel coś, co mogło być tylko obelgą. Szarpnęła się wściekle. Szaleniec usiadł nad nimi.
W przypadku Luny był bardziej oryginalny; prawie całkowicie wolna, jasnowłosa dziewczyna siedziała teraz w fotelu, pomiędzy dwoma stolikami, gdzie McLaggen rozstawił świece. Na szyję założył jej bez słowa złoty łańcuch, mamrocąc coś niezrozumiale. Tylko jedną rękę miała przykutą do fotela dziwnymi kajdankami. Cały czas uśmiechała się zagadkowo.
Młodzian pociągnął łyk wina, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Pochylił się, bezwstydnie.
Zwrócił się Do Luny:
- Jak sądzisz, kochanie, co powinienem zrobić z twymi dwoma wrednymi koleżankami? Były dla mnie bardzo niegrzeczne.
Luna tylko szerzej się uśmiechnęła.
- I tak zrobisz to, co będziesz uważał za słuszne, Łapo.
Ginny wściekle szarpnęła się w więzach, ale taśma była dziełem czarnej magii.
- Mmmm - bąknęła niewyraźnie.
Szaleniec spojrzał na sufit.
- Łapa... - szepnął w zamyśleniu.
-Tak, moje stare przezwisko. Jakże ja go nienawidzę. A jednak dalej go używaliście, nawet po mojej sfingowanej śmierci.
- Od początku ja jedna domyślałam się, że ta walka w Departamencie Tajemnic, to była jedna wielka ściema -powiedziała Luna z przekąsem.
- Ale Bellatriks, myśleliśmy...
- No cóż, nikt z was nie mógł wiedzieć, że nie ugodziła mnie wówczas nie klątwą śmierci, a zwykłym oszałamiaczem. Wystarczyło aportować się w bezpieczne miejsce i wypić eliksir, który przygotowałem wcześniej. To było proste. Nie przeczuwałem, że ten dureń Potter tak przeżyje moją śmierć.
Hermiona warknęła wściekle.
- Wiem, Granger, że jesteś wściekła na mnie - rzekł drwiąco, obserwując Hermionę.
- Ryzykowaliście życie, żeby mnie wtedy ocalić, a tymczasem ja upozorowałem całą zadymę w Departamencie, bo nie mogłem już dłużej wytrzymać bez dziewczyn. Moje młodzieńcze ego wróciło.
Westchnął cicho.
- To nie było łatwe przez dwa lata eliminować rożnych lalusiowatych durniów i przybierać ich twarze, dla podbojów. Nie byłem sobą. Ale musiałem umrzeć, inaczej żyłbym w ciągłym strachu, że Zakon się dowie. -rozłożył ręce.
-Albo że Ginny powie komukolwiek o swoim związku ze mną w młodszej wersji.
Opróżnił cały kieliszek i roześmiał się zimno.
- Ach! Gdyby tak Harry wiedział, że ten głupi Cormac McLaggen i jego ukochany ojczulek chrzestny to ta sama osoba! Gdybyś ty o tym wiedziała, Hermiona, kiedy mnie całowałaś pod jemioła! Ha, ha, ha!
Hermiona daremnie piłowała więzy na rękach. Co za idiotka ze mnie! -myślała.
-Ty łajdaku! Ty glisto! Od samego początku wiedziałam, że znam skądś jego oczy! Niech tylko dowie się Zakon! Muszę się stąd wydostać! Nie dostanie mnie!
Szturchnęła ramieniem zrozpaczoną Ginny, dała jej porozumiewawczy znak oczami. Ostrożnie skinęła głową. Młody Syriusz Black niczego nie zauważył.
- Na pewno tak pochopnie nie odrzuciłby cię od quidditcha - zauważyła Luna.
- Otóż to, jasnowłosa. - zgodził się.
- Ale on wolał rozpaczać, niż dostrzegać oczywiste cechy bytu Syriusza, takie jak jego rewelacyjna gra. Nikt nigdy nie dowie się, że żyję i mam się dobrze.
Wstał z miejsca przeszedł przez rząd łóżek przysiadł naprzeciwko Luny, przyglądając się jej.
- Jesteś taka piękna Luno - szepnął.
- To opanowanie, ta gracja, te tajemnicze oczy... Jeszcze żadna mi się tak nie podobała, nawet Ginny, choć ją tak dobrze poznałem. Zrobię dla ciebie wszystko. Jeśli chcesz, pozbędę się tych dwóch idiotek i uciekniemy. Razem. Do odległego kraju, gdzie nie będzie mowy ani o Czarnym Panu, ani o Hogwarcie, ani o Zakonie.
- Mam ojca, muszę się nim opiekować. Od śmierci matki ma tylko mnie...
Syriusz uniósł dłoń, pokiwał z aprobatą głową.
- Rozumiem, rozumiem, ale on w niczym nie przeszkadza. Może jechać z nami, na pewno mnie polubi. Ja fajny chłopak jestem.
- W to nie wątpię - uśmiechnęła się.
Ginny i Hermiona wytrzeszczały na jasnowłosą oczy. Nie doceniały swej koleżanki. Luna była znakomitą aktorką. Dokładnie oceniła sytuacji. Upewniła się, w której kieszeni Syriusz ma różdżkę. I gdzie w razie czego uderzyć. Ale czy uda jej się stara sztuczka? Chłopak był obłąkany, więc powinna!
Musi tylko udawać szczerą.
Syriusz spojrzał na dwie dziewczyny. Wyciągnął różdżkę i zamyślił się.
- No to jak sądzisz, Luno? - spytał, przesuwając różdżką po ciele Ginny.
- Którą najpierw?
- Zaczekaj chwilę! - zawołała Luna.
- Tak?
- Mógłbyś mnie rozkuć? - zapytała, przybierając najładniejszy wyraz twarzy, na jaki było ją stać.
- Proszę cię bardzo, zaraz mi ręka zdrętwieje. Zobaczysz, będzie przyjemnie.
Syriusz pogładził się ze znudzeniem po brodzie, myślał przez chwilę. W końcu jednak kiwnął głową.
- Nie zrobisz nic głupiego? - zapytał podejrzliwie.
- Skąd! Łapko! Przecież wiesz, że cię lubię.
- Jasne.
Cofnął różdżkę od Ginny i zbliżył się do niej.
Luna z trudem stłumiła chichot.
Co za bałwan, pomyślała, mój Boże, co za bałwan!
- Niech ci będzie - rzekł.
- Bardziej przydasz mi się wolna...
Machnął różdżką i kajdanki krępujące dziewczynę natychmiast znikły. Luna wstała z fotela. Tylko na to czekała.
Syriusz znów zwrócił obłąkane spojrzenie na dwie pozostałe nastolatki. Wymierzył różdżkę w Ginny. Ta zamknęła w rozpaczy oczy. Było jej szkoda że tak młodo opuści świat. Hermiona była wściekła, że zginie i nikt nie dowie się, że Syriusz żyje i udaje ucznia Hogwartu. Do ostatniej chwili mocowała się z taśmą.
Syriusz spokojnie wziął zamach.
- Wybacz, Ginny - rzekł.
- Bardzo mi przykro, nigdy nie zapomnę ciebie i naszego wspaniałego związku, ale za dużo wiesz. Czas się pożegnać.
Ścisnął różdżkę.
- Zaczekaj! - krzyknęła Luna.
Spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Co znowu? - prychnął.
Nadeszła wielka dla Luny chwila. Czy będzie tak głupi, jak sądziła?
- Znam lepsze zaklęcie. Unieszkodliwi je na dobre. Nie zabije, a sprawi, że naprawdę znikną. Nie będziesz musiał pozbywać się ciał.
Syriusz błysnął oczami, zaintrygowany wyraźnie.
- Interesujące - rzekł.
- Co to za zaklęcie?
Ty idioto, pomyślała Luna, dzięki ci mamo, wiedziałam, że jesteś przy mnie.
- Chodź no tutaj.
Łapa podszedł bliżej, pochylił się do niej. Szepnęła mu coś na ucho. Hermiona przeklinała ostatkiem sił wszystkich zdrajców tego świata.
Syriusz wyprostował się, uśmiechając triumfalnie.
- Mądra z ciebie dziewczyna - rzekł.
- Rzeczywiście intrygujące. I trzeba wypowiedzieć zaklęcie szeptem?
Kiwnęła głową.
- Doskonale.
Wymierzył prosto w serce Ginny.
- Papa, rudowłosa - uśmiechnął się.
Potem wypadki trwały już najwyżej dwie sekundy. Syriusz szepnął zaklęcie, rozległ się gigantyczny, ogłuszający huk, jego różdżka zapaliła się po czym ogromny snop purpurowego światła odrzucił go daleko do tyłu, aż na drugi koniec sali. Łapa z wrzaskiem rąbnął głową o blat łóżka i osunął się.
Luna błyskawicznie podbiegła do dziewczyn machnęła różdżką i uwolniła usta, nadgarstki, oraz nogi Hermiony z taśmy. Ta skoczyła na równe nogi.
- Rozwiąż Ginny - rzuciła Luna.
- Ja się zajmę tym łotrem.
Pobiegła na drugi koniec sali. Hermiona nerwowo zaczęła rozwiązywać Ginny, ponaglona wściekłym mruczeniem, zerwała jej knebel.
- Pospiesz się! - warknęła Ginny.
- Ja też chcę go dorwać!
Pojękując z bólu, Syriusz podniósł się już na klęczki ale Luna szybkim kopniakiem w zęby posłała go na plecy. Ryknął przeraźliwie.
- Co ty robisz, kotku?! - wydyszał z dziecięcym niedowierzaniem. Jego mina też przypominała teraz minę przerażonego dziecka.
- Przecież mnie kochasz, pomóż mi! Musimy być razem...
- Naprawdę sądziłeś, że kogoś takiego jak ty można kochać?! Głupcze! Nabrałeś się nawet na numer z zaklęciem, które sama wymyśliłam! Giń!!!
Wycelowała różdżkę, ale Syriusz wystrzelił do przodu, odepchnął ją i pomknął ku
Ginny.
- SKORO NASTAŁ MÓJ CZAS, CIEBIE ZABIORĘ ZE SOBĄ, RUDOWŁOSA!!! - ryknął.
- Uważaj, Ginny! - krzyknęła Hermiona, desperacko usiłując znaleźć swą różdżkę.
Szaleniec biegł prosto na Ginny. Ona wiedziała, że musi poradzić sobie z tym koszmarem sama.
Nagle zapomniała zaklęć obronnych.
- Za moją krzywdę i za wolność!!! - wrzasnęła.
I nim Syriusz do niej doskoczył cofnęła się, z rozmachem wbijając mu różdżkę prosto w klatkę piersiową. Syriusz zbladł, zmartwiał, zatrzymał się. Jego oczy patrzyły nieobecnie za okno. Chwiejnie cofnął się o kilka kroków i zwalił jak długi na podłogę.
Syriusz Black umarł po raz drugi.
Szaleniec z Hogwartu nie żył...


Koniec.

Ostatnio edytowane przez FanFiction : 04-25-2009 o 13:32.
FanFiction jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Ginny i Harry Kitka1393 Kosz 21 11-14-2009 14:50
Ginny Weasley Arni Kosz 31 04-22-2009 15:19
Nowa Ginny Narcyza Malfoy92 Kosz 2 08-20-2007 03:01
Ginny ^^ Kate_Luis Kosz 12 07-06-2007 13:29
Co myślicie o Ginny i Harrym? Hedwisia Kosz 8 06-13-2007 01:56


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:37.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.